<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473</id><updated>2012-02-01T20:30:13.043+01:00</updated><category term='E-dukacja'/><category term='Historie zasłyszane'/><category term='Pierwszy wpis'/><category term='Luzem'/><category term='Radość edukacji'/><category term='Technicznie rzecz biorąc'/><category term='Z życia Druha Boruha'/><category term='Uroki pracy'/><title type='text'>paramedic on board</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>144</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-8093336356427517607</id><published>2012-01-25T00:41:00.002+01:00</published><updated>2012-01-25T01:09:21.772+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Nocne Polaków rozmowy</title><content type='html'>Gdzie dwóch Polaków, tam trzy różne opinie. Wszyscy znamy to powiedzonko i myślę, że większość z nas się z nim zgadza.&lt;br /&gt;Każdy ma coś do powiedzenia. Czasem mądrego, czasem nieco mniej (są i tacy, którzy nie mają nic do powiedzenia, ale i tak mówią)&lt;br /&gt;Zdarza nam się mówić z rozmysłem, ważąc każde słowo lub zupełnie na odwrót - prosto z mostu, co ślina na język przyniesie. Bywają (na szczęście) takie dyskusje, których rdzeniem jest kulturalna wymiana poglądów, konkurs na argumenty, czy też dzielenie się własnym punktem widzenia. Niestety tego typu formy aktywności towarzyskiej najeżone są masą groźnych skał i podwodnych raf. A to ktoś niebezpiecznie wpłynie na ambicje interlokutora, a to znów użyje zbyt osobistych odniesień lub da się wciągnąć w wir złych emocji. I ani się obejrzymy, a już przyjemna rozmowa zamienia się w prawdziwą bitwę morską. Jeszcze dwie chwile temu, z szacunkiem słuchałeś opinii rozmówcy, a teraz, niepodważalnym argumentem "ty głupi ch...!" starasz się go przekonać do swoich racji.&lt;br /&gt;Uwielbiam ten rodzimy koloryt ;)&lt;br /&gt;Żeby było mądrzej, zacytuję encyklopedię: &lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"W wyniku dyskusji dochodzi do ścierania się różnych poglądów, czasami do wypracowania kompromisu, określania wspólnych stanowisk i wniosków. Dyskusja może być też źródłem nowych pomysłów, inspiracji i nowatorskich rozwiązań."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;W mojej małej stacyjce pogotowia na końcu świata nastała noc. Parę godzin wcześniej przejąłem dyżur w karetce "eS" i na nudę zdecydowanie nie mogłem narzekać. Raptem dwa dni temu organizowaliśmy &lt;a href="http://www.blogger.com/goog_524220086"&gt;akcję&lt;/a&gt;&lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2012/01/chorosc-cz1.html"&gt; z bardzo ciężką babcią&lt;/a&gt;, którą trzeba było taszczyć pół kilometra pod górkę, a teraz znów CIĘŻKA robota.&lt;br /&gt;Dosłownie przed chwilą wróciliśmy z podobnego wezwania. Tym razem do dźwigania był pan, którego waga wynosiła 140 kg (nie mieścił się na noszach). Zgłaszał duszność, choć parametry i badanie wskazywały normę. Był pod intensywnym wpływem alkoholu, co w jego przypadku również było normą. Na nasze nieszczęście, doktorek uniósł się ambicją i postanowił, że przeniesiemy pacjenta bez niczyjej pomocy, czyli samotrzeć.&lt;br /&gt;Stękaliśmy, sapaliśmy, nawet parę cichuteńkich bluzgów poleciało, a potem już tylko było słychać niebezpieczne trzeszczenia naszych kręgosłupów.&lt;br /&gt;Kiedy wreszcie udało nam się dotaszczyć "chorego" do karetki, ten figlarz nagle postanowił zmienić zdanie i nie wyraził zgody na przewiezienie do szpitala.&lt;br /&gt;Po powrocie do stacji ciężko opadłem na służbowe wyro. Drżącą ręką połączyłem się z netem i na kanwie ostatnich wydarzeń, wystukałem w pewnym portalu społecznościowym taki oto zapis:&lt;br /&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Ja  pierdzielę... Jakieś fatum? Przed chwilą wyciągaliśmy z gawry niedźwiedzia z  dusznością. Zrobił zapasy na zimę. 140 kg :(&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt; Mój kręgosłup właśnie pokazał mi "fuck you"."&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;Mimo późnej pory, już po kilku chwilach, pod tym nierozważnym wpisem rozgorzała internetowa wymiana zdań pomiędzy znajomymi różnych zawodów i profesji.&lt;br /&gt;Bardzo pragnę przytoczyć jej treść, ponieważ, w moim przekonaniu, spełnia ona wszelkie wymogi dobrej dyskusji. Są  tam różne poglądy i stanowiska, są nowe pomysły, rozwiązania,  inspiracje. Jest i wniosek. (niestety nie ma "ty głupi ch...!", ale i tak jest fajnie).&lt;br /&gt;Personalia znajomych zastąpiłem nazwą wykonywanego przez nich zawodu, co jeszcze lepiej oddaje charakter rozmowy. Zapraszam:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;XX stycznia 2012. godz. 23:58&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Cre(w)master:&lt;/b&gt; Ja  pierdzielę... Jakieś fatum? Przed chwilą wyciągaliśmy z gawry niedźwiedzia z  dusznością. Zrobił zapasy na zimę. 140 kg :(&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="messageBody" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}"&gt; Mój kręgosłup właśnie pokazał mi "fuck you"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- nauczycielka, ratownik medyczny i podróżniczka &lt;/i&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;lubią to!&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Trenerka technik motywacyjnych:&lt;/b&gt; Ale przynajmniej warto &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;o tym napisać ;) A chłop miał prawdziwe szczęście, że trafił na Ciebie - kto inny poradziłby sobie z takim transportem... :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #0c343d;"&gt;Cre(w)master:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Traktor!!! &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- trenerka i dziewczyna-kwiat &lt;/i&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #0c343d;"&gt;lubią to!&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ratownik medyczny &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;1:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;"Szpindel &lt;i&gt;(kręgosłup)&lt;/i&gt; masz jeden" jak mawiają moi koledzy - uważaj na siebie Crew...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 2&lt;/b&gt;: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Miałem ostatnio 155 kg i RKO, skuteczne...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Cre(w)master:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Czyli niedźwiedzie obrodziły w tym roku... Gratuluję resurekcji... czy jakoś tak ;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 2&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt; &lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;nic wielkiego, w szpitalu był jego koniec&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Inżynierka:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;a czy są jakieś pozytywy w  Twojej pracy? Np. czy nie musiałeś kiedyś ratować długowłosej blondynki  o nogach do nieba, w bardzo krótkiej mini? :)&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 2&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt; &lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;przez pierwsze lata pozytywny jest każdy uratowany, potem pozytywny jest brak poszkodowanych :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Artystka-plastyczka:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Oburzają mnie wasze terminologie i klasery!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 2&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt; publicznie to my się hamujemy akurat ;)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Cre(w)master i dziewczyna-kwiat &lt;/i&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;lubią to!&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Artystka-plastyczka:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Zaciągnijcie ręczny albo macie tam te wasze fora... SPECJALISTYCZNE. Crew, Ty to zawsze musisz tak... jak zawsze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="color: black; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 2&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt; powinnaś się cieszyć bo dzięki temu jest jeszcze komu pracować ;)&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Artystka-plastyczka:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Jaaaasne! Się cieszę... Dobrze, że i po was można tak na słodko-kwaśno. Ratownicy. Pracujcie a nie wariujcie&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 2&lt;/b&gt;: za dużo wymagasz :)&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Artystka-plastyczka:&lt;/b&gt; Treść usunięta przez autorkę &lt;i&gt;(Tu była wypowiedź o &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;społecznych oczekiwaniach i o braku kultury w odniesieniu do pacjentów jak również o karygodnym publicznym nazewnictwie ludzi chorych - chodziło o słowo "niedźwiedź")&lt;/i&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 2&lt;/b&gt;: Och niedźwiadki są takie słodkie&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; text-align: left;"&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Artystka-plastyczka:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;niedźwiadki są słodkie, ale nie sam niedźwiadek mi przeszkadza, tylko kontekst wypowiedzi później...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Cre(w)master:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Nie podoba się niedźwiedź? Może być waleń... ;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Artystka-plastyczka: &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Twoja bezpośredniość zawsze  powalała ale na starość to po prostu lecisz po bandzie.  Szczerość  wchodzi w konflikt z dobrym wychowaniem ale Ty się tym nie przejmujesz  to proszę, wolność, grzmij i lśnij !&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 2&lt;/b&gt;: &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Artystko, problem w tym, że  tobie się wydaje, że to jest takie czyste - my ratownicy, oni biedni  poszkodowani, my ich ratujemy, oni zdrowieją, oni i my jesteśmy  zadowoleni. &lt;br /&gt;To gówno prawda. większosc tych ludzi sama doprowadza  się do takich stanów z własnej głupoty, z własnego lenistwa, z własnego  widzimisię, z własnego zrzucania swojego problemu na innych. Upasę się  do 140 kg, nawalę jak stodoła i se wezwę karetkę, bo mnie serce coś wali. Nie ma litości. A ilość ludzi którzy są chorzy, bo są chorzy-  skromnie malutka.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;A to nie miejsce publiczne, to tablica Cre(w)mastera, tylko  dla znajomych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Artystka-plastyczka:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Z całym szacunkiem, nie masz  pojęcia co mi się wydaje (to nie miało źle zabrzmieć), i wiem o tym, o  czym wspominasz, ale nie ratownikom jest oceniać winny sobie czy nie.  Ich obowiązkiem jest ratowanie a nie sędziowanie. Zawsze możecie zrobić  coś dla promocji zdrowego stylu życia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Cre(w)master:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Artystko weź wrzuć na luz albo nie wiem... idź narysuj o tym komiks?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;abbr data-utime="1326580313" title="14 stycznia 2012 o 23:31"&gt;&lt;/abbr&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Dziewczyna-kwiat:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;w każdej wypowiedzi jest więcej lub mniej racji. i już :) peace &amp;amp; love to everyone ;) śpijcie dobrze :)&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Historyk-filozof:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Walenia z gawry wyciągaliście, czy może niedźwiedź w basenie pływał :P&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #0c343d;"&gt;Cre(w)master:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Historyku nie bądźmy wulgarni.  To był pacjent z "lekką" nadwagą i wyciągnęliśmy go z "mieszkania" :) Po  radosnej podróży zaproponowaliśmy mu kuszetkę w naszym  ekspresie, a on, po krótkiej konwersacji odwołał rezerwację i pie.dolnął  sobie drzemkę :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Dziewczyna-kwiat:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;" [...] i UCIĄŁ sobie drzemkę" - będzie mniej wulgarnie ;)&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Artystka-plastyczka:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;W karykaturowaniu miałam  nadzieję być niezła, a tu proszę... Same talenty. Crew, to może jakiś  scenariusz chociaż do komiksu napiszesz?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 3&lt;/b&gt;: &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Ciężki pacjent... Nie dało mu  się zrobić EKG wysiłkowego... Jak chce jechać do szpitala to niech  przejdzie/przeturla się do karetki, no ewentualnie deska jako rampa  załadowcza...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Cre(w)master:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Facet był dobrze wypity i z  parametrów do duszności miał daleko. Zatargaliśmy go do karetki, a tam  misio stwierdził, że nie chce jednak jechać... po czym usnął :/ Ta deska to świetny pomysł jest.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 3&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt; W sklepach z meblami dowóz  pod dom klienta jest gratis, ale za wniesienie płaci się ok 10 zł za  piętro... Może by tak to wprowadzić w pogotowiu... piętro x bmi x GCS x  1zł&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Historyk-filozof:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Ja proponuję wstawić przelicznik od schodka bo jak pacjent będzie na parterze to się średnio będzie kalkulować :D &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;no i koniecznie promile przeliczać bo w Polsce to się opłaci :P&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 3&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt; za promil 100 zł dodatkowo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Cre(w)master:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Za promile osobna stawka. Jak  za minibarek w hotelu ;) No i jeszcze za wszystkie "kurwamacie" i za  wściekłą ślinę na uniformach. Będę milionerem! :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Historyk-filozof:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;o w pizdu takim to dobrze. Wracam do odkurzania zbroi&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 4&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt; Sprawdzone w pogotowiarskim  życiu: Ok 45 zł na pas do podnoszenia ciężarów (taki co to na siłowni się  stosuje), zmienia wiele jeśli chodzi o ochronę "kręgola" i łatwość w  znoszeniu waleni...Stosuję z powodzeniem;-)( Polecam wersję na rzepy).&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Psycholożka:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;A co ma niedźwiedź powiedzieć jak się dusił????&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Ratownik medyczny 2&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt; nic nie ma mówić, tylko przestać chlać :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Cre(w)master:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Niedźwiedź się nie dusił tylko mówił o tym. :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Psycholożka:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;hahahahaha, znaczy się był w potrzebie!!!:)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b style="color: #0c343d;"&gt;Cre(w)master:&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;To mógł wezwać Ciebie :) cobyś go wysłuchała i udzieliła wsparcia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #0c343d;"&gt;Prawniczka:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;i tak do 67 &lt;i&gt;(roku życia)&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text" style="font-size: small;"&gt;Tym oto ponurym podsumowaniem, pragmatyczna jak zwykle Prawniczka, zakończyła nocne Polaków rozmowy, &lt;/span&gt;zamknęła dyskusję i rozgoniła towarzystwo na cztery świata strony. Ot niedźwiedzia przysługa.&lt;/div&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-8093336356427517607?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/8093336356427517607/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=8093336356427517607' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8093336356427517607'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8093336356427517607'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2012/01/nocne-polakow-rozmowy.html' title='Nocne Polaków rozmowy'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-2211124439080680622</id><published>2012-01-23T11:19:00.000+01:00</published><updated>2012-01-23T11:19:11.517+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Historie zasłyszane'/><title type='text'>Ciało obce</title><content type='html'>&lt;b&gt;XIV Prawo Murphiego w medycynie ratunkowej: Inni ratownicy mają    zawsze lepsze historie do opowiedzenia.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;... czyli Historie   zasłyszane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-wrs4VRnSBlw/Tx0xEu0yFJI/AAAAAAAAAk8/XtuoxYDUbWw/s1600/heimlich.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 0em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-wrs4VRnSBlw/Tx0xEu0yFJI/AAAAAAAAAk8/XtuoxYDUbWw/s200/heimlich.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Poniższego wpisu absolutnie nie należy traktować jako algorytmu udzielania pierwszej pomocy w zadławieniach.&lt;br /&gt;...i lepiej, żeby nie zajrzało tu Twoje dziecko :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Historia szesnasta - Ciało obce.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W małej stacji pogotowia, nie różniącej się niczym od setek innych tego typu placówek, trwał właśnie spokojniutki, leniwy wieczór.&lt;br /&gt;Część chłopaków realizowała kulinarne ambicje w kuchni, a reszta zespołów grzecznie zgromadziła się w świetlicy na "cichych" zajęciach własnych. Pogotowiany korytarz rozbrzmiewał dźwiękami wesoło brzęczących garnków i subtelnym rechotem ratowników zgromadzonych przed telewizorem. Kulturalną rozrywkę wspierał konkurs gry w warcaby oraz komputerowa prezentacja slajdów z branży anatomiczno-tekstylno-bieliźniarskiej. Iście rodzinna atmosfera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym momencie, dosłownie dwa kilometry dalej, w bloku z wielkiej płyty trwała mega-impreza.&lt;br /&gt;Potężne "buc buc buc" regularnie eksplodowało spod drzwi mieszkania na trzecim piętrze i niosło się z wiatrem po całym osiedlu, nie różniącym się niczym od setek innych tego typu przybytków architektury noclegowej.&lt;br /&gt;Wewnątrz czteropokojowej stancji toczyła się "normalna" studencka prywatka, wyglądem nie odbiegająca zbytnio od wielu innych, podobnych...&lt;br /&gt;...no może poza jednym.&lt;br /&gt;Studenci z tego mieszkania musieli mieć bogatych rodziców.&lt;br /&gt;Świadczyć o tym mogły suto zastawione stoły uginające się pod obfitością wyszukanych przekąsek i popitek. Wszelkiej maści alkohole lały się strumieniami, a na spragnionych mocniejszej "rozrywki" czekały usypane na szkle białe ścieżynki, ukręcone bibułki z zielem i kolorowe dropsy w małych, foliowych torebeczkach.&lt;br /&gt;Amatorów "wysokich lotów i szybkich odlotów" było zresztą wielu. W każdym kątku po napranym dzieciątku. Taki totalny odjazd szatańskiej młodzieży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem w stacji pogotowia, grzeczni chłopcy, radosnym "ooooooo..." przywitali wchodzących do świetlicy mistrzów patelni. Z półmisków obiecująco dymiło, a zapach jaki się roznosił, pobudzał ślinianki do wytężonej pracy. W odstawkę poszły warcaby i komputer. Nawet ktoś ściszył telewizor, aby głośnym rykiem nie przeszkadzać w konsumpcji wspólnej wieczerzy.&lt;br /&gt;- Smacznego...&lt;br /&gt;Ratownicy-kucharze sprawnie porozkładali luksusową jajecznicę do talerzyków i dali znak do kolacji.&lt;br /&gt;I właśnie w tym momencie, zazdrosna jak zwykle o wszystko dyspozytorka, postanowiła zepsuć chłopcom tak uroczy wieczór.&lt;br /&gt;- Zespół P-1, wyjazd!&lt;br /&gt;Zbierali się biedaczki tęsknie popatrując w stronę stołu, a szefowa "wyrzutni" jeszcze ich poganiała&lt;br /&gt;- Szybciej, szybciej! Macie zadławienie, dwa kilometry stąd!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parę minut później rozświetlona i rozwrzeszczana karetka wpadła w kwadrat blokowiska.&lt;br /&gt;Buc buc buc. Dźwięki, niczym system naprowadzania, wyraźnie wskazywały ratownikom drogę pod właściwy adres. Biegnąc na górę przeskakiwali po kilka schodków. Może jeszcze nie jest za późno..?&lt;br /&gt;Wreszcie trzecie piętro i drzwi, które zdawały się falować pod naporem decybeli. Grzeczne lecz nerwowe "puk, puk" i zdecydowane naciśnięcie klamki.&lt;br /&gt;- Zamknięte...&lt;br /&gt;- Może dzwonek?&lt;br /&gt;Ding-dong... puk puk... "PUK PUK!"&lt;br /&gt;Buc buc buc - odpowiedziało zza drzwi&lt;br /&gt;- Nie słyszą. Wal z buta!&lt;br /&gt;ŁUP ŁUP ŁUP! Ding-dong! ŁUP ŁUP!&lt;br /&gt;Po dłuższej chwili drzwi uchyliły się, a uderzająca fala dźwiękowa niemal poskręcała ratownikom włosy na uszach. Weszli do środka.&lt;br /&gt;Młody osobnik, który otworzył im drzwi, osunął się miękko po ścianie i przysiadł na bambusowych panelach.&lt;br /&gt;- TO PAN SIĘ DŁAWIŁ?! - wrzasnął ratownik starając się wpasować pojedyncze słowa w przerwy pomiędzy kolejnymi "buc, buc".&lt;br /&gt;W odpowiedzi naprany student wyciągnął przed siebie zaciśniętą dłoń i bezgłośnie poruszył ustami.&lt;br /&gt;- CO? - drugi medyk pochylił się nad "bladą twarzą" próbując usłyszeć jakąkolwiek odpowiedź. Tym samym, ze zdziwieniem skonstatował, że w dłoni poszkodowanego zieleni się stuzłotowy banknot.&lt;br /&gt;- Szszszywieźliście pizzę..? - wyjąkała niedoszła ofiara i machnęła pieniądzem.&lt;br /&gt;- Panie, jaką pizzę?!&lt;br /&gt;- Hhhawajską... na grubym sssieśście...&lt;br /&gt;- Człowieku, do cholery! Kto tu wzywał pogotowie do zadławienia?!&lt;br /&gt;- Aaaa... - wzmożony proces myślenia odcisnął swe piętno na twarzy imprezowicza - ...aaa do dłafffienia to tammm... - ręka z banknotem wskazała ulokowane w głębi mieszkania drzwi do łazienki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ratownicy ruszyli wąskim korytarzykiem, przeskakując nad falującymi na podłodze ciałami zombiaków. Kiedy dotarli do drzwi ze stylizowanym wizerunkiem nocniczka, ich oczom ukazał się porażający widok. Oto w głębi łazienki, w otoczeniu obłędnie burgundowych płytek, trwała akcja ratowania życia. Na marmurowej umywalce, niczym na katafalku, spoczywała upiornie blada twarz młodej dziewczyny. Jej wiotkie ramiona bezwładnie zwisały wzdłuż ciała, a lekko ugięte w kolanach nogi chyliły się ku upadkowi. Stojący za studentką, młody mężczyzna obejmował nieprzytomną w pasie i raz po raz, energicznie wykonywał uciśnięcia nadbrzusza. Na jego twarzy malowała się ogromna determinacja, ale i wyraźne zmęczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie czekając na dalszy rozwój wypadków, ratownicy wkroczyli do łazienki. Jeden z nich zbliżył się do dzielnego młodzieńca i położył dłoń na jego spoconym ramieniu &lt;br /&gt;- Przejmujemy akcję ratunkową! Dzię... dziękujemy... - wystękał i oniemiał.&lt;br /&gt;Wyczerpany mężczyzna z niejakim ociąganiem przerwał uciskanie, spojrzał na ratowników przekrwionymi oczami i wybełkotał:&lt;br /&gt;- Panowie błagam, nie teraz... Jeszcze chwileczkę... - po czym, ponownie przystąpił do naprzemiennej, posuwisto-zwrotnej implantacji i ekstrakcji ciała "obcego".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w małej stacji pogotowia, nie różniącej się niczym od setek innych tego typu placówek, na dwóch białych talerzykach stygła luksusowa jajecznica...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-2211124439080680622?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/2211124439080680622/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=2211124439080680622' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2211124439080680622'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2211124439080680622'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2012/01/ciao-obce.html' title='Ciało obce'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-wrs4VRnSBlw/Tx0xEu0yFJI/AAAAAAAAAk8/XtuoxYDUbWw/s72-c/heimlich.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-4147971877117615471</id><published>2012-01-19T10:50:00.002+01:00</published><updated>2012-01-19T11:03:32.791+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luzem'/><title type='text'>Sto tysięcy!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-V8s_A0YHddc/TxfmufTuHyI/AAAAAAAAAk0/smNYq0tQOgw/s1600/liczy.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="132" src="http://4.bp.blogspot.com/-V8s_A0YHddc/TxfmufTuHyI/AAAAAAAAAk0/smNYq0tQOgw/s200/liczy.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W każdym blogu, gdzieś pod stertami starych, zakurzonych postów i komentarzy, siedzi sobie taki mały ludzik... Ma zszarzałą od kurzu koszulinę z lekko pomiętym kołnierzykiem, granatowe zarękawki i śmieszny daszek przysłaniający czoło. &lt;br /&gt;Nie można zobaczyć księgowego ludzika, ale uwierzcie, że on tam jest :)&lt;br /&gt;Siedzi sobie przy małym, zabytkowym biureczku i skrobie w zakurzonej księdze. Ktoś odwiedzi bloga - "skrob", już ludzik małym piórkiem stawia kolejną kreseczkę. Ktoś napisze komentarz - "skrob", kółeczko pojawia się w odpowiedniej rubryce.&lt;br /&gt;I tak bez chwili wytchnienia pracuje mały rachmistrz. Jeśli właśnie nie stawia kreseczek, to bierze wielką ekierkę i rysuje krzywe wykresy... A potem łapie w małą rączkę stare liczydło i stuk-stuk, sumuje wyniki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj, w środku nocy, obudził mnie mały ludzik. Przyturlał suchą delicję z wbitą w środek okolicznościową świeczką, sypnął garstką kolorowego konfetti i z dumą wskazał w księdze okrągłą liczbę &lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #660000;"&gt;100 000&lt;/b&gt; odwiedzających.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;Jeszcze chwilę pośpiewał "sto lat, sto lat", a potem... bezczelnie zażądał podwyżki :/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Jeśli wierzyć blogowym statystykom, już sto tysięcy razy wsiadaliście do mojego ambuLANSU!&lt;br /&gt;Jedni tylko na chwilunię, dosłownie zerknęli do środka i natychmiast wysiedli z chorobą lokomocyjną, inni podróżowali dłużej, a niektórzy jadą do dziś i wysiąść nie mogą :) Widać dobrze Ich przypiąłem pasami do noszy... ;)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;WSZYSTKIM za dotychczasową, wspólną podróż &lt;b style="color: #660000;"&gt;serdecznie dziękuję&lt;/b&gt;&lt;span style="color: #660000;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Czytelnikom spoza medycznej branży życzę, aby mój blogowy ambuLANS był jedyną karetką, do jakiej muszą/chcą wsiadać, zaś Koleżankom i Kolegom Medykom... wygodnych, ciepłych i bezpiecznych ambulansów - zawsze lśniących czystością i zaparkowanych na spokojnym, bezwyjazdowym dyżurze :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Ludzik odturlał delicję i ogłosił strajk... głodowy :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-4147971877117615471?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/4147971877117615471/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=4147971877117615471' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/4147971877117615471'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/4147971877117615471'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2012/01/sto-tysiecy.html' title='Sto tysięcy!'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-V8s_A0YHddc/TxfmufTuHyI/AAAAAAAAAk0/smNYq0tQOgw/s72-c/liczy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-5134739048388572124</id><published>2012-01-18T20:14:00.001+01:00</published><updated>2012-01-18T20:23:06.148+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Chorość cz. 2</title><content type='html'>&lt;b style="color: #660000;"&gt;Część druga.&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Złamanym truchcikiem pognałem przez korytarz.&lt;br /&gt;- Doktorzeeee! Wyyyyyjaaazd! - wrzasnęła niegrzecznie "chorość" pod drzwiami lekarskiej kanciapy.&lt;br /&gt;- Ku.wa, a do czeeeegoooo??!! - odpowiedziało mi równie niegrzeczne darcie zza uchylonych wrót.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ups... Widać Tadzik też ma dzisiaj swoją "chorość". No to będzie cyrk... -&lt;/i&gt; pomyślałem i całkiem "niechcący" strzeliłem kartą wyjazdową prosto przed nosem doktora...&lt;br /&gt;... i po co drażniłem lwa?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy Tadzik zlazł do karetki, z nocnego nieba sypnął pierwszy tej zimy śnieg. Kierowca zaklął pod nosem coś na temat lecącego z góry, białego g... &lt;br /&gt;- Doktorze, dokąd jedziemy? - warknął&lt;br /&gt;- Zadupie... - doktorek wyczytał nazwę wioski, zasuwając jednocześnie swoją żarówiaście pomarańczową kurtkę pod sam nochal. Następnie umościł się na prawym boczku i wypinając w stronę drivera żarówiaście pomarańczowy tyłek, wyraźnie dał do zrozumienia, że zimowe problemy komunikacyjno-transportowe go nie interesują.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Zadupie, Zadupie... -&lt;/i&gt; pomruczała równie gniewnie moja "chorość" i z impetem trzasnęła mną o fotel w ciemnym przedziale medycznym. Posłusznie zamknąłem oczy.&lt;br /&gt;- Jasne! Wszyscy idźcie spać! - wrzasnął kierowca - Zostawcie mnie samego na taki kawał drogi - dodał obrażony, rozkręcając radio na cały regulator.&lt;br /&gt;Zawyły sygnały. Wokół karetki błysnęły szaleńczo niebieskie płatki śniegu i pomknęliśmy w dal. &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Kiedy się ocknąłem karetka, ciągle wyjąc, podskakiwała na nierównościach drogi.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Gdzie my jesteśmy? Już chyba dojeżdżamy..? -&lt;/i&gt; wsadziłem głowę w małe okienko, jedyną formę łączności z szoferką. Nie zdążyłem o nic zapytać, bo w świetle reflektorów, tuż za szybą zobaczyłem bielutki bezkres świata i zieloną tablicę z napisem: "Zadupie Straszne 16".&lt;br /&gt;- A co my stoimy w miejscu? - wyraziłem "uznanie" dla prędkości naszego przejazdu.&lt;br /&gt;- Bardzo śmieszne... - warknął kierowca i wprowadził auto w kolejny poślizg kontrolowany. Wokół nas rosły już ośnieżone góry i pagórki.&lt;br /&gt;- Ty lepiej idź i szykuj wszystkie graty! - milczący dotąd Tadzik rozwiał wszelkie wątpliwości, co do planowanej taktyki działań ratowniczych. Tymczasem karetka rozpoczęła mozolną wspinaczkę pod strome wzniesienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dłuższą chwilę później sygnały zamilkły i bujanie ustało. Obładowany gratami, z trudem wsadziłem głowę w okienko.&lt;br /&gt;- No na co czekamy?&lt;br /&gt;- Aż się zesr... - chciał złośliwie zrymować kierowca, ale w lekarskiej obecności ugryzł się w język i dokończył - Nie wiem gdzie dalej jechać. Tu jest ostatni dom.&lt;br /&gt;- No oczywiście! - obudziła się rozdrażniona "chorość" doktorka - Zawsze to samo! Siedźcie tu sobie w ciepełku, a ja pójdę poszukać drogi! &lt;br /&gt;To mówiąc, Tadzik z impetem wystawił nogę poza drzwi szoferki i... zniknął w przysypanym świeżym śniegiem rowie. (a nie mówiłem, że Jonasz?)&lt;br /&gt;- A niech to blady ... strzeli!!! - niosło się wśród nocnej ciszy.&lt;br /&gt;- Pie.dolona wioska alpejska, ku.wa twoja mać!!!&lt;br /&gt;Dobiegające z rowu przekleństwa przerwało wejście dziwnej postaci. Oto w kręgu światła pojawił się chłop owinięty w kożuch, czapę uszatą i powojenną imitację radzieckich gumofilców.&lt;br /&gt;- Panowie do nas? - zapytał zlęknionym głosem.&lt;br /&gt;- Do duszności... - już mniej żarówiaście pomarańczowy Tadzik gramolił się z instalacji melioracyjnej.&lt;br /&gt;- Czyli do nas... Musicie skręcić, o tu, w lewo... - chłop wskazał na ostatnie zabudowanie.&lt;br /&gt;- To ten dom?&lt;br /&gt;- Nie, ale tam trzeba skręcić i furgon zostawić... a dalej, to już piechotą.&lt;br /&gt;Kierowca zawinął zgrabnie karetką we wskazane miejsce.&lt;br /&gt;- No i gdzie teraz?&lt;br /&gt;- Widzicie panie to światełko w dole, pod lasem? To tam...&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- O ku.wa... -&lt;/i&gt; stęknąłem w duchu&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- O ja pie.dole... -&lt;/i&gt; zawtórowała moja "chorość"&lt;br /&gt;- Gdzie Tadzik?! - przerwał moje wewnętrzne jęki kierowca.&lt;br /&gt;Daleko przed nami, ledwie majaczyło w mroku pomarańczowe wdzianko doktora, który już pędził z prędkością lawiny w stronę światełka pod lasem.&lt;br /&gt;- Hop, hooop! Doktoorzeeeee! Co mamy zabraaać? &lt;br /&gt;Po chwili, zimny wiatr przyniósł odpowiedź z doliny&lt;br /&gt;- Wszyyystkooooo..!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ciepłej izbie chatki pod lasem, na zburzonym posłaniu, leżała ledwie przytomna pacjentka. Przez całą drogę w dół modliłem się, żeby to była jakaś drobna ptaszyna, wróbelek lub najwyżej sikoreczka... Niestety. Sto dziesięć kilo twardej rzeczywistości strzeliło mnie w twarz i pozbawiło wszelkich nadziei. Zresztą nie tylko mnie. Kierowca na zmianę bladł, to znów czerwieniał na policzkach, a Tadzik przystawiając stetoskop do pleców duszącej się kobiety, huczał i grzmiał na domowników. Jednocześnie pomiędzy te bluzgi zręcznie wplatał komendy i zlecenia dla nas.&lt;br /&gt;- Od kiedy pani ma takie duszności? No mówiłem przecież żeby podać tlen! Cooo?! Przygotuj leki...Od dwóch dni? To teraz, załóż wkłucie, wzywacie karetkę, w nocy?! Kto będzie, zmierz ciśnienie, teraz panią i saturację dźwigał pod tą górę?! I cukier jeszcze!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszła już druga seria leków, po których nic się nie zmieniło. Pacjentka wydawała z siebie wszystkie możliwe dźwięki świadczące o patologii w układzie oddechowym. EKG też wyszło niezbyt ładne. Na domiar złego, kończył się tlen w przenośnym zestawie, a Tadzik był coraz bardziej podenerwowany. Ze dwa razy już posyłał kierowcę do karetki po kolejne akcesoria, a ja po wielokroć chowałem i wyciągałem z plecaka różne, "bardzo teraz potrzebne" i "już niepotrzebne" sprzęty.&lt;br /&gt;Po dwudziestu minutach naszej akcji, izba wyglądała jak po rewizji gestapo. Pootwierane torby i plecaki, strzykawki, fiolki po lekach, papiery z opakowań, błoto naniesione przez latającego tam i z powrotem kierowcę, a po tym wszystkim jeszcze baraszkował mały kotek.&lt;br /&gt;Sytuacja stawała się poważna i patowa jednocześnie. Dłużej czekać już nie było na co, ale gonić prawie pięćset metrów po śniegu, ostro pod górę, z takim obciążeniem..? Długa droga. Jednocześnie narażenie pacjentki w tym stanie na działanie zimnego powietrza mogło spowodować, że dalszy marsz do karetki będzie już zbyteczny.&lt;br /&gt;Tadzik, mając to wszystko na uwadze, spinał się i kombinował kolejne koktajle. Wyglądał trochę jak wkurzony druid Panoramix warzący tajemny eliksir. Oliwy do ognia dolewała jeszcze córka pacjentki, która nieustannie artykułowała jakieś pretensje pod naszym adresem. W końcu przebrała się miarka.&lt;br /&gt;Wściekły doktorek wziął spienioną córkę na bok i wyłożył jej całą litanię: o ciężkim stanie pacjentki, o zbyt późnym wezwaniu i o tym, że prawdopodobnie za chwilę trzeba będzie reanimować. Dla podkreślenia wagi swojej wypowiedzi, rzucił komendę w moją stronę:&lt;br /&gt;- Proszę przygotować intubację..!&lt;br /&gt;Jako, że w tym momencie, w drzwiach stanął zziajany kierowca, który po raz trzeci przyniósł coś z karetki, Tadzik spojrzał na niego groźnie i warknął:&lt;br /&gt;- A ty, co tak stoisz?! Leć na górę po respirator!&lt;br /&gt;- Po res... respirator?? - oczy kierowcy zrobiły się szerokie, a usta wygięły w smutną podkówkę. Odwrócił się na pięcie i pognał pod górę, po raz czwarty. Współczułem mu serdecznie, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że za moment, na moich plecach wyląduje spora część tego, co naznosił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadeszła wreszcie ta chwila, kiedy zapakowaliśmy pacjentkę na nosze. Obok niej poukładaliśmy wszystkie nasze toboły, których już nie dało się ubrać na plecy. Wyglądaliśmy trochę jak wyprawa Amundsena na biegun... Tylko ktoś nam husky od sań podpitolił, więc Tadzik nie uznając sprzeciwu wpiął w zaprzęg rodzinę chorej.&lt;br /&gt;Jeszcze tylko w wąskim korytarzu, ktoś przycisnął plączącego się pod nogami kotka i tak, żegnani żałosnym miauczeniem, wyruszyliśmy w noc.&lt;br /&gt;Szedłem z przodu, przy lewym uchwycie noszy. Muszę przyznać, że w życiu nie miałem takich problemów z dźwiganiem. Buty ślizgały się na śniegu. Po kilku krokach palce prawej dłoni same otwierały się pod naporem ciężaru zgromadzonego na noszach. Próbowałem ratować sytuację lewą ręką, ale wtedy musiałbym iść bokiem do stoku. Po paru rozpaczliwych próbach i niebezpiecznych ślizgach, opracowałem najlepszą pozycję. Przesunąłem się nieco w przód i za plecami, mocno schwyciłem drążek oburącz. Słabą stroną tego rozwiązania był sam uchwyt, czyli tak zwana rączka noszy, która w tym ułożeniu umiejscowiła się dokładnie na wysokości i w bezpośrednim kontakcie ze środkiem mojej pupy.&lt;br /&gt;I weź teraz człowieku spróbuj zwolnić tempo marszu...&lt;br /&gt;Szedłem pod górkę głośno sapiąc i ciesząc się, że w tych ciemnościach inni tragarze nie widzą mojego małego "akceleratorka odtylcowego".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakim cudem dotarliśmy na górę? Nie wiem.&lt;br /&gt;W karetce był już pełen komfort. Sapiąc wydawaliśmy sobie nawzajem polecenia, których nikt nie rozumiał, ale każdy wypełniał. Tylko pacjentka w pewnej chwili głośno i wyraźnie zakomunikowała, że leki zaczynają działać.&lt;br /&gt;- Siku...&lt;br /&gt;- Co tam..? - sapnął Tadzik&lt;br /&gt;- Siku chcę...&lt;br /&gt;- A to dobrze - ucieszył się - Śmiało można sikać na nosze!&lt;br /&gt;Sądząc po "zapachu", który wypełnił karetkę, pacjentka polecenie lekarza spełniła z nawiązką.&lt;br /&gt;Droga do szpitala ciągnęła się w nieskończoność, ale dzięki temu na izbę mogliśmy wjechać już na uspokojonych oddechach własnych.&amp;nbsp; Mimo wszelkich przeciwności losu, pogody i odległości do pokonania, udało nam się dowieźć kobitę w jednym, ciągle oddychającym "kawałku". Doktor z dumą poszedł zameldować o tym ordynatorowi OIOMu, a ja z największą radością delektowałem się małomiasteczkową, czystą atmosferą, jakże inną od zaduchu naszej karetki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po przekazaniu pacjentki, staliśmy przy ambulansie na szpitalnym podjeździe. Złe samopoczucie uszło gdzieś precz, popędzane pochwałą zadowolonego Tadzika.&lt;br /&gt;- Dobra robota chłopcy! Już myślałem, że będziemy reanimować, ale nie... Dobra robota! - powtórzył raz jeszcze i pomasował się po plecach&lt;br /&gt;- A wiecie..? - zwierzyłem się zespołowi -...tak się dzisiaj dziwnie czułem, ale już mi ta cała "chorość" przeszła. Teraz, to mnie już tylko normalnie, regularnie kręgosłup napier.ala.&lt;br /&gt;- Mnie też - przytaknął łagodnie kierowca&lt;br /&gt;- I mnie... - wyszczerzył się życzliwie Tadzik, klepiąc szofera w ramię - Chodź, pójdziemy na fajkę, a ty... - doktor uśmiechnął się do mnie jeszcze szerzej -...zmyj z noszy tą kupę... Bo nie palisz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;b style="color: #660000;"&gt;Koniec.&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-5134739048388572124?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/5134739048388572124/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=5134739048388572124' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/5134739048388572124'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/5134739048388572124'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2012/01/chorosc-cz-2.html' title='Chorość cz. 2'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-3446961895542217027</id><published>2012-01-17T19:23:00.002+01:00</published><updated>2012-01-17T19:31:17.350+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Chorość cz.1</title><content type='html'>Ostatnio dotarła do mnie informacja, że piszę zbyt długie posty.  Niektórzy się muszą miesiąc zbierać, żeby przeczytać ;) No to teraz będę  wstawiał seriale w odcinkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="color: #660000;"&gt;&lt;b&gt;Część pierwsza.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Czasem tak bywa, że człowiek odczuwa "chorość". Niby nic  konkretnego, żadnych klarownych objawów w sobie nie dostrzega, a jednak  coś jest nie tak. Zmęczony, choć wcale się nie napracował. Rozdrażniony,  choć nikt mu konkretnie na odcisk nie nadepnął. Tu go gryzie, tam  uwiera. Za gorąco, to znów za zimno. Zjeść coś by chciał, a jak już zje,  to żałuje, bo go muli... Jakiś koszmar.&lt;br /&gt;Nie wiadomo jak i czym  leczyć "chorość". Jedyny powszechnie znany fakt jest taki, że do  człowieka będącego w tym stanie nie warto się zbliżać na odległość  krótszą niż zasięg wzroku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj (czytaj: &lt;i&gt;jakiś czas temu&lt;/i&gt;) dopadła mnie  "chorość".&lt;br /&gt;Jechałem do pracy na eskowy dyżur niczym na ścięcie.  Kilometry ciągnęły się w nieskończoność, a ciężkie powieki z hukiem  spadały w dół. Mijałem sennie wioskę za wioską, jednak moje małe miasteczko,  cel podróży, jakby wcale nie chciało się zbliżać.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Nie śpij! -&lt;/i&gt; strofowałem się w myślach, z niepokojem czując jak "chorość" rozlewa się po całym ciele.&lt;br /&gt;Idealnie  o 18.30 podjechałem pod budynek pogotowia i z niejakim zadowoleniem  przywitałem komplet karetek równiutko zaparkowanych przy stacji.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Wszyscy w domu, znaczy się spokój... -&lt;/i&gt;  pomyślałem i z nadzieją rozpocząłem zaklinanie bóstw wszelakich, aby  dzisiejszej nocy raczyły zesłać spokój na miasteczko, okoliczne wioski i  wszystkich ich mieszkańców...&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- ...gdyż "chorość" zła we mnie zagościła i nie mam melodii, włócząc się po nocy, realizować etosu ratownika-bohatera. Amen. -&lt;/i&gt; dokończyłem naprędce skonstruowaną modlitwę i powlokłem się w stronę dyżurki.&lt;br /&gt;Niestety nadzieja na spokojny dyżur, niczym płomyk świecy zdmuchnięty wigilijnym pierdem naszego najgrubszego kierowcy, zajaśniała i zgasła, gdy tylko stanąłem przed tablicą z grafikiem lekarzy.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Tadzik... &lt;/i&gt;(ten sam, z którym miałem swój pierwszy, &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/eska-jak-matka-chrzestna.html"&gt;pamiętny dyżur&lt;/a&gt; na tutejszej "esce")&lt;i&gt; -&lt;/i&gt; przeczytałem ze zgrozą nazwisko doktora i zadrżałem. Powód tak gwałtownej reakcji moich zginaczy i prostowników był oczywisty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba bowiem Czytelnikom wiedzieć, że doktor  Tadzik (swoją drogą bardzo zdolny lekarz) pełni w naszej stacji rolę zbliżoną do marynarskiego Jonasza.  Jego dyżur po prostu nie może być nudny i przespany.&lt;br /&gt;Różnica między tymi dwoma tragicznymi postaciami polega na tym, że  pechowy Tadzik zamiast spokojnie opuścić okręt i samemu utonąć w  odmętach medycyny ratunkowej, zawsze postanawia pójść na dno z całym  personelem karetki S. Na domiar złego, przed definitywnym zatonięciem,  nakazuje ewakuację wszelkich sprzętów, jakie na pokładzie naszego okrętu  się znajdują, a które tonącemu Tadzikowi są absolutnie NIEZBĘDNE do leczenia&lt;br /&gt;- "...i nie ważne, że pacjent sam chodzi. Macie zabrać nosze i  deskę ortopedyczną i koniec dyskusji!"&lt;br /&gt;Oczywiście obowiązkiem "wyrzucania za burtę" tych  sprzętów obarczony jest ratownik i kierowca, gdyż Tadzik tuż po  opuszczeniu samobieżnej jednostki ratującej, stylowym kraulem pędzi do  domu pacjenta, gdzie z lubością knuje chytre diagnozy. I kiedy wespół z kolegą dopływamy do przystani obładowani kilogramami sprzętu, już w progu wita nas tuzin rozpoznań różnicowych i trzy tuziny doktorskich poleceń.&lt;br /&gt;Nie muszę również dodawać,  że cały nasz balast, powiększony o pacjenta, należy ponownie załadować  na okręt, gdy Tadzik już zarządzi alarmowe wynurzenie i obierze powrotny kurs na  szpital.&lt;br /&gt;Wszystko to sprawia, że ratownicy, mimo dużej sympatii, często sami mają ochotę Jonasza-Tadzika... utopić, albo przynajmniej zamknąć w kiblu na końcu korytarza i nie wypuszczać aż do rana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- No to mam przekichane! -&lt;/i&gt; pomyślałem i zadrżałem ponownie. Wiedziałem, już że tej nocy przyjdzie mi utonąć. Pytanie tylko kiedy i jak daleko mamy do dna?&lt;br /&gt;- Co się tak telepiesz przed tą tablicą? Zimno ci? - zapytała dyspozytorka Janina Grab-Jeden&lt;br /&gt;- Zimno... - odburknęła moja "chorość" i na tym chciała zakończyć towarzyskie pogawędki z Janiną.&lt;br /&gt;-  Mam tu lekarstwo na twoją zimnicę... - powiedziała tajemniczo  dyspozytorka i podała mi jeszcze ciepłą kartę wyjazdową.&lt;br /&gt;- Pojedziesz,  rozgrzejesz się... no? Leć po Tadzika.&lt;br /&gt;- Silna duszność... - przeczytałem powód wezwania.&lt;br /&gt;Była dziewiętnasta minut dziesięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #660000;"&gt;Ciąg dalszy...&lt;/span&gt;&lt;span style="color: #660000; font-size: x-small;"&gt; (już jest, ale nie może być dłużyzny, więc jutro) &lt;/span&gt;&lt;span style="color: #660000;"&gt;...nastąpi &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-3446961895542217027?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/3446961895542217027/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=3446961895542217027' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/3446961895542217027'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/3446961895542217027'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2012/01/chorosc-cz1.html' title='Chorość cz.1'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-2418288175442581248</id><published>2012-01-15T21:47:00.000+01:00</published><updated>2012-01-15T21:47:44.885+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Radość edukacji'/><title type='text'>Najstraszniejsza...</title><content type='html'>W sumie nie wiem, co mnie napadło, żeby to napisać...&lt;br /&gt;Może otworzę kolejną zakładkę pod nazwą &lt;i&gt;"Zdziwienia"&lt;/i&gt;? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Kiedy człowiek jedzie na szkolenie dla strażaków-ochotników, raczej nie spodziewa się fajerwerków zapału i gejzerów elokwencji (sorki dla wszystkich ambitniejszych panów z OSP).&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;"Kazali iść na jakiś durny kurs z ratowania tom poszedł..."&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;Najczęstszy obrazek, jaki widzę z perspektywy instruktora, to zamknięte na głucho strażackie buzie i wzrok utkwiony w suficie. Albo na odwrót - półotwarte gęby, zamknięte oczy i melodyjne chrapanie.&lt;br /&gt;Kończąc poszczególne zajęcia nieśmiertelną formułką: "...czy macie może jakieś pytania?", spodziewam się ciszy lub najwyżej tekstu pt. "o której możemy iść do domu?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś było jak zwykle.&lt;br /&gt;- Czy są jakieś pytania? - powoli zamykałem kursowy dzień.&lt;br /&gt;Pożegnała mnie wymowna cisza.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Tiaa... -&lt;/i&gt; pomyślałem zrezygnowany, a głośno realizowałem ostatni punkt programu&lt;br /&gt;- Wobec tego szybciutko sobie podsumujemy temat... i sajonara.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili szczęśliwi strażacy opuścili salę. W pomieszczeniu pozostałem tylko ja i ledwie uchwytny zapach spalenizny z tysiąca pożarów. Pakowałem swoje graty, gdy wtem...&lt;br /&gt;- Bardzo przepraszam... Ja mam jedno pytanie...&lt;br /&gt;- Tak..? - wielce zdziwionym wzrokiem spojrzałem na strażacki wybryk przyrody, który wraca z własnej woli, w czasie wolnym, aby ZADAĆ PYTANIE! (szok). &lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Pewnie zaraz zapyta, czy mam papierosa... -&lt;/i&gt; pomyślałem z rezerwą, ale na wszelki wypadek uśmiechnąłem się możliwie najbardziej zachęcająco.&lt;br /&gt;- Bo ty... - rozpoczął lekko speszony moją pokrzywioną miną strażak - ...ty jeździsz w karetce...&lt;br /&gt;- No tak. - odpowiedziałem i poziom zdziwienia wzrósł o jeszcze jeden level &lt;i&gt;- Cóż za przenikliwość...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- ...i widzisz te wszystkie straszne rzeczy...&lt;br /&gt;- O tak - potwierdziłem z mocą, a przed oczami stanęła mi siedziba lokalnego oddziału NFZ&lt;br /&gt;- W takim razie powiedz, jaka według ciebie jest najstraszniejsza śmierć?&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- ????? (łot'da'fak?!) Świrus, czy jaja sobie robi?&lt;/i&gt; - spojrzałem podejrzliwie, ale natrafiłem na wzrok spokojny i wyjątkowo skupiony. Zbaraniałem.&lt;br /&gt;- Nie wiem... - odparłem oszołomiony pytaniem i pustką w głowie - Nie wiem... - powtarzałem w zakłopotaniu, szukając tej "dobrej" odpowiedzi.&lt;br /&gt;- Chyba najgorsza jest ta długa i bolesna... Może jakiś nowotwór..? - wypaliłem wreszcie, by zagłuszyć tę dziwną ciszę.&lt;br /&gt;- Aha... Dzięki... - odpowiedział spokojnie strażak, odwrócił się na pięcie i cichutko wyszedł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Normalnie zdziwienie miesiąca.&lt;br /&gt;Nie mam pojęcia czemu zadał właśnie takie pytanie. Filozoficzny dylemat? Niezdrowa żądza sensacji?&lt;br /&gt;Ciekawe, czy usłyszał to, co chciał i czy usatysfakcjonowała go moja nieprzemyślana odpowiedź?&lt;br /&gt;W każdym razie ja chętnie bym ją teraz zmienił. Tak mi się nagle pomyślało, że chyba najgorszy koniec, to ten zanurzony w kompletnej samotności i żalu...&lt;br /&gt;...ale co ja mogę o tym wiedzieć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, siak, czy owak... W ramach walki z samotnością, chodźmy się do kogoś przytulić. Może być ratownik... albo strażak ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-2418288175442581248?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/2418288175442581248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=2418288175442581248' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2418288175442581248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2418288175442581248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2012/01/najstraszniejsza.html' title='Najstraszniejsza...'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-5020020934674307099</id><published>2012-01-09T19:34:00.000+01:00</published><updated>2012-01-09T19:34:48.425+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luzem'/><title type='text'>Bums!</title><content type='html'>Jasno oświetlone pomieszczenie, dywan i biurko z rzędem mikrofonów na blacie.&lt;br /&gt;Jakaś postać w zielonym mundurze przesuwa się poza krawędź kadru.&lt;br /&gt;Suchy trzask zamka krótkiej broni, chwila ciszy... bums!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- On się zastrzelił... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do sali&amp;nbsp; śpiesznie wchodzą inne postaci. Byle szybciej złapać kamerę, aparat i wepchnąć w kadr sylwetkę leżącego prokuratora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ratować? Po co..? Takie się lepiej sprzeda...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Media kształtują postawy społeczeństwa... coraz "ciekawszy" ten kształt nam się rysuje :(&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-5020020934674307099?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/5020020934674307099/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=5020020934674307099' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/5020020934674307099'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/5020020934674307099'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2012/01/bums.html' title='Bums!'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-9129706428354071827</id><published>2011-12-23T21:01:00.000+01:00</published><updated>2011-12-23T21:01:53.643+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Zbiorowe szaleństwo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #990000;"&gt;Zbiorowe szaleństwo&lt;/b&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;, czyli bardzo długa historia o tym na co idą nasze (podatników) pieniążki. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;Wszelkie podobieństwa do osób i zdarzeń są całkowicie *przypadkowe*.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Trwał grudniowy, chłodny wieczór. Po małej wiosce na końcu świata hulał zimny wiatr.&lt;br /&gt;- Jasna cholera!!! - Józek Oprych cisnął puszkę po ostatnim piwie prosto w ciemne i milczące okno telewizora. Poprzez opary alkoholu, do jego płaskiej mózgownicy, przedzierały się niewesołe myśli.&lt;br /&gt;Trzydzieści pięć lat na karku. Ani żony, ani dzieci... Zimna, waląca się rudera zamiast domu. Bez wody i toalety. Nawet prąd ciągnął po kablu od starego ojca z chałupy obok. I na domiar złego za dwa dni musi wrócić do więzienia, odsiedzieć resztę wyroku.&lt;br /&gt;- A teraz mi jeszcze staruch prund odciął! - chwiejnym krokiem podszedł do tv i z całej siły wyrżnął pięścią w obudowę.&lt;br /&gt;- Ubiję dziada!!! - ryknął i w swetrze oraz filcowych kapciach wypadł na podwórze.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Dochodziła godzina dziewiętnasta. Dwadzieścia kilometrów od wioski na końcu świata, w małym miasteczku powiatowym toczyło się normalne życie. W komendzie policji aspirant Wołek zamykał właśnie szafkę i poprawiał czarny mundur prewencji. Nieopodal w szpitalnej izbie przyjęć lekarka Choina nerwowym ruchem dłoni próbowała wygładzić pomięty brzeg dyżurnego fartucha. Jeszcze dalej, w stacji pogotowia, ratownik medyczny Crewmaster przewalał graty w karetce, szykując się do przejęcia nocnego dyżuru. I tylko dyspozytorka Janina Grab-Jeden, ze stoickim spokojem sączyła kawę i zasłoniwszy cały pulpit kobiecym czasopismem, podgryzała kolacyjną bułę, krusząc przy tym niemiłosiernie wprost na uśmiechniętą twarz Kasi Cichopek.&lt;br /&gt;Sielanka.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Ubiję jak psa!! - wrzeszczał pijany Józek waląc w drzwi ojcowej chałupy. - Otwieraj dziadu! (hick...) I prund puscaj po sznurze!!!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Nie otworzę... - usłyszał dobiegający zza drzwi głos ojca - ...i prundu tyż nie łoddam. Idź precz dioble jeden!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;-Taaak?! No to żeby se tata wiedzieli, (hick), że ja do karcera nie wrócę. Pierwej się na powrozie (hick) powieszę, a do więzienia nie pódem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- A idź i się wieszaj, pijaku jeden! WON!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Płaczliwe "Olaboooga" zza drzwi świadczyło o pełnej rezygnacji ze szturmu na chałupę. Syn marnotrawny przerwał oblężenie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- No... - warknął senior Oprych i już miał powrócić do "elektrycznej" herbaty, gdy naraz opadły go chmary wątpliwości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;i&gt;- A jak łon jednak niezdrów na umyśle..? Pódzie i na sznurze z gałęzi skiknie? Toż ja do końca żywota se nie daruję... -&lt;/i&gt; z tą myślą, stary odryglował zamek i uchylił drzwi. W tej sekundzie silny cios synowskiej pięści wybawił go na jakiś czas z trosk doczesnych. Pociemniało i zgasło.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Leż Cholero jedna!!! - aspirant Wołek od kilku chwil szamotał się w błocie z agresywnym Józkiem. Tłukli się tak w najlepsze przed chałupą starego Oprycha.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Posterunkowa Wydra usiłowała wyszarpnąć z zasobnika miotacz gazu, ale z nerwów poplątały jej się kieszonki w taktycznej kamizelce i raz po raz wyciągała to klucze, to znów gwizdek lub komórkę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Szlag by to... - sklinała patrząc jak aspirant dusi pijaka w kałuży wody.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na wezwanie starej Oprychowej pędzili tyle kilometrów służbową pandą na sygnałach. Cała wieś się śmiała z tego "radiowozu", a teraz jeszcze Wołek z młodym Oprychem wyglądają jakby uprawiali zapasy w budyniu czekoladowym.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Zza zamkniętych drzwi chałupy dobiegał stłumiony głos oprzytomniałego już starego Oprycha.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- A dobrze mu tak! Zamknąć bandytę w lochu! Tfu do diaska!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Ja ci dam... Ja ci dam! - Sapał Wołek zapinając kajdanki wokół nadgarstków Józka. - Czekaj... pójdziesz na wytrzeźwiałę, a potem odpowiesz za napaść na organ władzy!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Łojciec ratujcie..! - beknął płaczliwie Józek czując jak stalowe obrączki zgniatają mu przeguby.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Panie Wołek, łon się wieszać chciał... na powrozie... - doleciało zza drzwi ojcowskie wyznanie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Ja mu się powieszę, w areszcie już go powieszą..! Marsz do radiowozu! - warknął groźnie aspirant i wtem dopadły go chmary wątpliwości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;i&gt;- A jak on faktycznie się targnie...? Na mojej służbie? Zrobi se co głupiego, a ja potem w papierach będę mieć plamę na awansie..?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Dzwoń po pogotowie... - zasapał do posterunkowej Wydry - Niech lekarz zdecyduje, czy on zdrowy na umyśle i zdolny do aresztu!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Papierowa twarz Kasi Cichopek wyglądała jak po ataku zjadliwej odmiany ospy wietrznej. Dyspozytorka Janina Grab-Jeden strząsnęła okruchy kolacyjnej buły z białego fartuszka i siorbnęła ostatni łyk kawy.&lt;br /&gt;- Uaaaeh... - ziewnęła przeciągle&lt;i&gt; - Idę pozmywać i czas na serial... &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Wtem leniwą myśl przerwał natrętny dzwonek telefonu na pulpicie.&lt;br /&gt;- Stacja pogotowia, słucham.&lt;br /&gt;W słuchawce zabrzęczał głos aspiranta Wołka zagłuszany z rzadka pokrzykiwaniem Józka Oprycha. &lt;br /&gt;- Ale co tam się dzieje? - uniosła głos Janina Grab-Jeden&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Zatrzymany posiada jakieś obrażenia na ciele?&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- No to po co pogotowie wzywacie? &lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Na konsultację? Panie... jak tam panu? Panie perspirancie...&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Przepraszam. Panie aspirancie... Ja nie wyślę jedynego w stacji lekarza, dwadzieścia kilometrów, żeby konsultował pijaka po nocy.&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- No i cóż, że się chciał wieszać? Ja też czasem chcę... - dodała ciszej - Zabierzcie go na izbę wytrzeźwień, to mu głupie pomysły wyparują do rana!&lt;br /&gt;I już, już dyspozytorka Janina miała odłożyć słuchawkę, gdy nagle opadły ją chmary wątpliwości.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- A jak se chłop faktycznie co złego zrobi? Diabli wiedzą jak on tam na miejscu wygląda i do czego zdolny! Potem powiedzą, że dyspozytorka nie chciała współpracować... A to się wszystko nagrywa...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Halo..! - krzyknęła do słuchawki - Mogę wam wysłać karetkę z ratownikami. Pasuje?&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Nagły bezruch karetki świadczył o osiągnięciu punktu docelowego. Ratownik medyczny Crewmaster wybudzał się z drzemki na fotelu pasażera.&lt;br /&gt;- Jesteśmy na miejscu. - mruknął kierowca i wypchnął półprzytomnego ratownika z ciepłej szoferki.&lt;br /&gt;- Dobry wie.. wie.. wieczór - Crewmaster szczęknął zębami na wietrze i zapytał zgromadzonych - Co się dzieje?&lt;br /&gt;- Ku.wa mordują panie doktorze!!! - wrzasnął płaczliwie Józek i podniósł w górę zaobrączkowane ręce.&lt;br /&gt;- Stul pysk! - przyschnięte błoto sypnęło się z groźnie zmarszczonych brwi aspiranta Wołka&lt;br /&gt;- W toku podjętych czynności ujęliśmy sprawcę burdy domowej i teraz prosimy o ustalenie, czy zatrzymany może pojechać do izby wytrzeźwień.&lt;br /&gt;- Boli pana coś? - zapytał ratownik świecąc latarką w twarz "pacjenta".&lt;br /&gt;- Nic doktorze. Jeno po prund do łojca szłem i mnie napadli bandyty jedne. Tfu! - Oprych splunął błotem wprost pod nogi policjanta.&lt;br /&gt;- Zamknąć się i odpowiadać na pytania doktora! - posterunkowa Wydra spojrzała "groźnie" na wyższego o dwie głowy Józka.&lt;br /&gt;- Ja nie jestem lekarzem, tylko ratownikiem... I w takich warunkach nie będziemy się badać - westchnął Crewmaster - Zapraszam do karetki.&lt;br /&gt;- A nie póde za Boga Ojca! Nie i koniec!&lt;br /&gt;- To pojedziesz pan na wytrzeźwiałkę. Sprawa załatwiona. - zawyrokował zniecierpliwiony ratownik i ruszył do karetki wypełniać papiery.&lt;br /&gt;- Panie... jest taki problem... - aspirant Wołek ujął medyka pod łokieć i zniżył głos - On się wieszać chciał i my byśmy chcieli na piśmie, że on na umyśle zdrów, karę może odbyć...&lt;br /&gt;- Gdzie się wieszać chciał? Tutaj? Przy was?&lt;br /&gt;- No nie... - speszył się Wołek - Jego ojciec zeznał... jak tylko odzyskał przytomność.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Stary Oprych siedział przy drewnianym stole i merdał łyżeczką w kubku z "elektryczną" herbatą.&lt;br /&gt;- Panie mów pan, co tu się wydarzyło i na co pogotowie wzywali? - ratownik niecierpliwie klikał długopisem zawieszonym nad kartą wyjazdową.&lt;br /&gt;- Jo nic nie wiem... Syn przyszedł pod dźwi i wieszać się chciał...&lt;br /&gt;- Psychiatrycznie był leczony?&lt;br /&gt;- A dzie tam... Panie, bój się Boga! - Stary wstrzymał obrotowy ruch łyżeczki i spojrzał trwożnie na ratownika - Toż wstyd i sromota na całą wieś by była!&lt;br /&gt;- A że wyrok ma i starego ojca bije, to nie sromota?&lt;br /&gt;- A to insza zupełnie sprawa. Człek na umyśle niezdrów zakałą całej rodziny będzie, a kryminalista zaradny i w prawie uczony...&lt;br /&gt;- A ten nos opuchnięty, to ma pan w prezencie od uczonego w prawie? Mogę obejrzeć?&lt;br /&gt;- Mnie nic nie jest. - burknął Oprych i schylił głowę - Stary jestem, nogi mnie się kalapućkają i o próg żem przydzwonił.&lt;br /&gt;- Ech... - Crewmaster podniósł się z krzesła widząc, że nic więcej od starego ojca nie wyciągnie.&lt;br /&gt;Jeszcze dwadzieścia minut temu ratownik był przekonany, że syn-awanturnik powinien trafić na izbę wytrzeźwień. Już, już miał zakomunikować o tym policjantom, gdy nagle poczuł jak dopadają go chmary wątpliwości.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Co ja tu mogę..? -&lt;/i&gt; prowadził wewnętrzny dialog &lt;i&gt;- Co ja lekarz jestem, żeby tu orzekać o sprawności umysłowej nietrzeźwego? Zostawię im papier, że okej, wezmą go na izdebkę, chłop wykombinuje coś z koszulą i kaloryferem... A ja potem za niego odsiedzę wyrok. To wymaga głębszych badań. -&lt;/i&gt; dokończył myśl i ruszył w stronę radiowozu marki fiat panda.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;- Jedziemy do szpitala. Trzeba go lepiej wybadać - ratownik pochylił się do okna w "radiowozie" - Nie mogę wystawić papierów. Tu potrzebna pieczęć doktorska.&lt;br /&gt;- Zrozumiałem, wykonuję. - Wołek jednym, zgrabnym ruchem rozpiął kajdanki i wywalił byłego aresztanta z auta.&lt;br /&gt;- Ja ci dam bandyto tak mnie popychać! - Józek rozkręcał się czując pierwszy powiew wolności.&lt;br /&gt;- Wsiadaj pan do karetki i cichutko mi tam... - Crewmaster złapał zataczającego się pod ramię i delikatnie pchnął w stronę ambulansu.&lt;br /&gt;- Do śpitala nie pojadę! - Oprych szarpnął ręką aż trzasnął szew na swetrze.&lt;br /&gt;- Panie, nie utrudniaj pan i wsiadaj. Czterdzieści minut tu się cyndolimy, a karetka potrzebna prawdziwie chorym..!&lt;br /&gt;- No to dobrej nocy... - aspirant Wołek schował służbowy notes i wykonał gest dobitnie świadczący o zamiarze odmeldowania się.&lt;br /&gt;- Jakie "dobrej nocy"?! - w tym krótkim pytaniu ratownik zawarł całe swoje zdziwienie i oburzenie z beztroskiej decyzji policjanta.&lt;br /&gt;- No przecież jedziecie do szpitala... - odpowiedział równie zdziwiony Wołek i niepewnie sięgnął po notes, by sprawdzić służbową notatkę.&lt;br /&gt;- JedzieMY - zaakcentował wkurzony ratownik - Chyba nie zostawicie nas samych z trudnym pacjentem? W połowie drogi zmieni zdanie i pół auta rozniesie nam w drobny mak...&lt;br /&gt;- Hmm... - zafrasował się policjant - Dobra, dam wam Wydrę na karetkę.&lt;br /&gt;- Nie ma opcji! - Crewmaster spojrzał na drobniutką posterunkową - Wydra może jechać na pandzie, a pana i pana Oprycha zapraszam do ambulansu.&lt;br /&gt;- Ku.wa mać, w kapciach i bez kapoty nigdzie nie jadem!!! - wrzasnął Józek i położył się plackiem w błocie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;W powiatowej izbie przyjęć lekarka Choina leniwie celebrowała nocny dyżur. Zaliczyła już punktualną kawkę z mleczkiem o dziewiętnastej dwanaście, potem był kwadrans plotek z pigułami, jeszcze później gazetka i obowiązkowy kibelek dla rozluźnienia. Według nieoficjalnego grafiku teraz był czas przewidziany dla pacjentów lub telewizja, a za sześć minut rozpocznie się rytualne parzenie zielonej herbatki.&lt;br /&gt;- Mniam - Choina mlasnęła językiem, a pod zmrużonymi powiekami zajaśniał parujący kubeczek w kolorze obłędnego różu.&lt;br /&gt;Nagle ciszę szpitalnego korytarza rozdarł przeciągły wrzask. &lt;br /&gt;- Ni ch.ja nie pódem! - darł się Oprych ciągnięty przez policjanta i ratownika medycznego. Zaparł się wszystkimi odnóżami w rozsuwanych drzwiach i ani drgnął.&lt;br /&gt;- Bez cygareta nie idem! Palić mie się chce!!! &lt;br /&gt;Krótka chwila konsternacji minęła Choinie niezwykle szybko, a miejsce zdziwienia i przestrachu zajęła wściekłość. Różowy kubeczek z trzaskiem rozbił się w myślach lekarki na tysiąc kawałków.&lt;br /&gt;- A co tu się do jasnej Anielki dzieje?!? - jej ogromna postać w białym, pomiętym fartuchu wypełniła niemal cały korytarz. Ratownik i policjant odskoczyli odruchowo, a pijany Józek zatoczył się do doktorki i wrzasnął jej prosto w twarz&lt;br /&gt;- Palić kcem!!!&lt;br /&gt;- A won mi stąd moczymordo jeden! - lekarski, wyćwiczony ryk odbił się echem od ścian i popędził gdzieś w stronę uśpionego oddziału neurologii - Palić się zachciewa, to wynocha na pole!!!&lt;br /&gt;- Psz...praszammm - wyjąkał zdumiony Oprych - W karetce nie moszna, tu nie moszszna. So za ludzie..? - wykonał w tył zwrot i tropiąc węża ruszył do wyjścia. Za nim jak cień podążył Wołek.&lt;br /&gt;- Ty...! - Choina wcelowała pulchny palec w samotnie tkwiącego pod ścianą ratownika - Ty mi powiesz, o co tu do cholery chodzi!&lt;br /&gt;Ten w odpowiedzi zasłonił się płachtą karty wyjazdowej i zadrżał.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;- No to z czym żeście go tutaj przywieźli?! - coraz bardziej wkurzona lekarka, po raz trzeci czytała, co ratownik nabazgrał w papierach. - Urazów żadnych nie ma, wydolny krążeniowo i oddechowo... Pytam się z czym do szpitala?! Toż on na izbie wytrzeźwień powinien nocować!&lt;br /&gt;- Tak pani doktor... - wyjąkał speszony ratownik - ...ale on tam ponoć coś o "się wieszaniu" mówił...&lt;br /&gt;- Mówił, mówił... - przedrzeźniała Choina - Ludzie różne rzeczy mówią i czasem nie warto ich słuchać!&lt;br /&gt;Już, już miała wpisać, że pacjent się nie nadaje do hospitalizacji i może być oddany pod opiekę stróżów prawa, gdy nagle poczuła jak obsiadają ją chmary wątpliwości.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- A jak go tam nie upilnują? Toż ten cwany ratownik wpisał w karcie "Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane użyciem alkoholu. Groźba próby suicydalnej". Na co mnie problemów i tłumaczeń przed sądem? Niech się psychiatra wypowie.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Różowy kubeczek z zieloną herbatką znów zamajaczył przed oczami Choiny&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Zwłaszcza, że najbliższy psychiatryk jest w sąsiednim powiecie. Pogotowie go zawiezie i po kłopocie. - &lt;/i&gt;dokończyła zadowolona z własnego pomysłu i głośno dodała&lt;br /&gt;- A gdzież jest ten pacjent? Jeszcze się nie napalił?&lt;br /&gt;W tej właśnie chwili do izby wtoczył się Oprych z nienapoczętym papierosem w kąciku ust i nachylając brudną twarz nad lekarką wyzionął gorącą prośbę.&lt;br /&gt;- Psz..praszam królowo... pożycz zapałeczki, bo mi moje w błotku zamokły, a ten bandyta... - tu machnął na Wołka - ...ten esesman nie chce mi przypalić...&lt;br /&gt;- Siadać! - Choina skrzywiła się pod naporem alkoholowych oparów i wyciągnęła blankiet skierowania do psychiatryka - Czas na palenie minął! Teraz mówić mi tu od samiutkiego początku, za co policja i pogotowie przywieźli do szpitala?&lt;br /&gt;- Pani doktor... - zaczął opowieść Józek - Oglądałem w chałupie telewizor i nagle...&lt;br /&gt;- Dość! - ucięła lekarka i zaczęła pisać w karcie, głośno przy tym sylabizując.&lt;br /&gt;- Pa-cjent a-gre-sywny, bez logicznego kon-tak-tu. Na pytania odpowiada, że ogląda telewizor. Według re-lacji świadków podejmował próbę su-i-cy-dalną. Odmawiam przyjęcia do szpitala ze względu na brak oddziału psychiatrycznego. Proszę o konsultację. Dalszy transport karetką pogotowia w asyście policji.&lt;br /&gt;- Coo? - płaczliwie wyjąkał oburzony aspirant Wołek i nerwowo strzepnął mundur - Toż mnie na służbę wracać trzeba! Jak ja w takim stanie pojadę do innego powiatu? - wyschnięte grudki błota wściekle opadały na szpitalną posadzkę.&lt;br /&gt;- Coo? - wystękał Oprych i uniósł się z krzesełka - Do psychuszki mnie chcecie wsadzić?! Oż wy ch.je i ty c.po jedna!!! - wrzeszczał na całe gardło, gdyż dotarło do niego, że jako wariat stanie się pośmiewiskiem całej wsi.&lt;br /&gt;- CISZA! - huknęła Choina i walnęła pieczątką w skierowanie z taką siłą, że stojący nieopodal aparat EKG zarejestrował wstrząs o sile 7 stopni w skali Richtera.&lt;br /&gt;- Ani słowa więcej! Pan... - zwróciła się do Wołka - ...przecież jesteś pan na służbie, to o co chodzi? A ty... groźnie spojrzała na Józka - ...odpowiesz za obrazę i napaść na funkcjonariuszy publicznych!&lt;br /&gt;Po tych słowach wcisnęła skierowanie w ręce zmartwiałego ratownika i uchyliła drzwi.&lt;br /&gt;- Wynocha wszyscy!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Ambulans od trzydziestu minut stał pod komisariatem policji. Wołek uparł się, że znajdzie zastępstwo w konwoju i szukał jelenia po całym budynku. Tymczasem w karetce wściekły Oprych zdążył już rozmontować połowę noszy, do których został przykuty kajdankami. Miotał przy tym takie przekleństwa, których Crewmaster w całej pogotowianej karierze nigdy nie słyszał.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Wreszcie odskoczyły boczne drzwi i do przedziału medycznego wsiadł drobniutki policjancik w wycackanym mundurze.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Dobry wieczór! - zakrzyknął cienkim głosem, a przebiwszy się przez wrzaski Oprycha spokojniej już dodał - Nazywam się starszy posterunkowy Jeleń i będę państwa konwojentem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na widok niepozornego Jelenia, agresywny Józek całkowicie oniemiał. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Dobry... - ratownik zmiął w ustach powitanie i zgarnął butem kolejne dwie śrubki ze zdemolowanych noszy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Ruszyli w podróż. Ryk syreny mieszał się z przekleństwami Oprycha i chmarą wątpliwości, które starszy posterunkowy Jeleń wykrzykiwał cienkim głosem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Trzeba jechać i zbadać panie! Nigdy nie wiadomo co człowiek może wykombinować! Potem wszyscy byśmy mieli problemy, a tak, pojedziemy, zbadamy i wszystko będzie dobrze! Prawda?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Prawda! - wykrzyknął wściekły Crewmaster i zrobił kolejny unik przed nadlatującą śliną Oprycha.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Dwadzieścia minut później dotarli do szpitala psychiatrycznego. Tuż przy wejściu Józek niespodziewanie opadł z sił i grzecznie pozwolił się prowadzić. Ani jednym słówkiem nie pisnął, gdy zmumifikowana pielęgniarka wiodła ich przed oblicze lekarza. A ten siedział nieruchomo za wielkim biurkiem w gabinecie. Ze splecionymi na brzuchu dłońmi i zamkniętymi oczyma wyglądał zupełnie jak nieboszczyk.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Ehem... - chrząknął zaniepokojony ratownik i spojrzał niepewnie na policjanta.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Jezus Maria trup... - wyjąkał Oprych i gdyby nie kajdanki, na pewno by się przeżegnał.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Pan siada... - wyszeptał lekarz nie otwierając oczu, a wszyscy odruchowo rozglądnęli się za krzesłami. Ostatecznie na jedynym zydelku usiadł wystraszony Józek. Usiadł i zadrżał, a doktor już szemrał pytanie&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Dużo pan pił?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Nic! Znaczy... dwa piwa. Nie więcej!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Ma pan myśli samobójcze?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Nigdy! - z całą mocą odpowiedział Józek i oburącz, w kajdanach walnął się w klatę aż jęknęło.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Rozkuć... - lekarz otworzył oczy i spojrzał na wystraszonego policjanta, a następnie wykaligrafował w karcie:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;"Brak wskazań do hospitalizacji na tut. oddziale"&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- To wszystko panowie. Dobranoc. - wyszeptał i splótłszy dłonie jak do modlitwy odpłynął w sobie tylko znane rejony medycyny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Potem był długi powrót do miasteczka. Jeleń milczał zszokowany. Crewmaster, jakby zawstydzony, przykręcał śrubki do noszy, a uradowany Józek zapewniał przez całą drogę, że on żadnym wariatem nie jest. A ojciec to dostał w nos przez przypadek i nie pięścią tylko trzonkiem od łopaty.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Oprych był święcie przekonany, że pogotowie triumfalnie odwiezie go na wieś, aż pod samą chałupę. Bardzo się zdziwił, kiedy w miasteczku, wypucowany już aspirant Wołek osobiście zapiął mu nowe, lśniące kajdanki i powiódł na wytrzeźwiałkę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Wstawał nowy dzień, pełen przygód i kolejnych wyzwań dla dzielnych pracowników służby zdrowia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Zespół P wracał do stacji pogotowia, a radio w szoferce śpiewało:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;"Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;Hej hej na na na na hej hej..."&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;To prawda. Mamy źle w głowach. Zbyt często dopadają nas chmary wątpliwości i zbiorowe szaleństwo...&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-9129706428354071827?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/9129706428354071827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=9129706428354071827' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/9129706428354071827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/9129706428354071827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/12/zbiorowe-szalenstwo.html' title='Zbiorowe szaleństwo'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-8794651261165491053</id><published>2011-12-19T16:24:00.000+01:00</published><updated>2011-12-19T16:24:08.467+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z życia Druha Boruha'/><title type='text'>Zdolne bestie</title><content type='html'>- Ma pan bardzo dobre referencje... - Rzekł mój przyszły quasi-szef, przeglądając dokumenty podczas quasi-rozmowy o pracę. Po tym stwierdzeniu jął roztaczać przede mną urok pracy w quasi-jego stacji pogotowia.&lt;br /&gt;- Wie pan... - czarował werbalnie - ...nowiutkie karetki, najnowszy sprzęt medyczny, lansiarskie ciuchy ratownicze, kamizelki taktyczne dla każdego... Nic tylko pracować!&lt;br /&gt;- Hmm... - mruknąłem powściągliwie i zmrużyłem powieki w oczekiwaniu na obowiązkowy i nieunikniony w takich sytuacjach "haczyk".&lt;br /&gt;Tymczasem quasi-szef rozpędzał się coraz mocniej. Jego rozemocjonowany głos oscylował już w górnych rejestrach podniecenia graniczącego niemal z orgazmem, gdy nagle mlasnął językiem, chrząknął i zawiesił się na trzy sekundy.&lt;br /&gt;- Jest tylko taka jedna sprawa... - ściszył głos i spojrzał na mnie z lekkim zakłopotaniem.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Aha... Tu cie mam! -&lt;/i&gt; pomyślałem czując jak przysłowiowy haczyk wbija się w mój kark&lt;br /&gt;- Wie pan... Będzie pan jeździł w zespole z kobietą! Przynajmniej na jakiś czas... - wypalił i spojrzał na mnie badawczo.&lt;br /&gt;- Nie mam nic przeciwko... - odrzekłem dyplomatycznie i dodałem z uśmiechem - ...Trzecia para rąk zawsze się do pracy przyda.&lt;br /&gt;- Ależ nie... - mój rozmówca zatrzepotał dłońmi nad biurkiem - Będzie pan jeździł w zespole dwuosobowym, z kobietą... i to ona będzie prowadzić karetkę.&lt;br /&gt;Zerknąłem podejrzliwie na pseudo-szefa i ze ściśniętych grozą ust wyrwał się mój zduszony głos&lt;br /&gt;- Przepraszam, to żart jest, czy jakiś rodzaj testu?&lt;br /&gt;- Nie, nie... - kierownicze dłonie znów przeganiały niewidzialne muchy nad blatem - Naprawdę ma pan kierowcę-kobietę. To młoda ratowniczka, ale doskonale zna teren! Na mechanice pojazdów też się rozumie... W każdym razie szybko się uczy! Wie pan... - kierownik ponownie ściszył głos i pochylił się tajemniczo w moją stronę -...One teraz zdolne bestie są..!&lt;br /&gt;- HAHAHA! - mój nieopanowany, gromki śmiech uderzył quasi-szefa prosto w nachyloną twarz.&lt;br /&gt;- Pana to bawi? - wyjąkał jakby przestraszony i zgorszony moim zachowaniem. A tymczasem ja przebywałem już we własnym świecie i ryłem ze śmiechu do zakurzonych wspomnień o kobiecie, która techniki szybko się uczyła.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Było to jeszcze za dobrych, harcerskich czasów. Razem z moją nieodżałowaną grupą ratowników-wolontariuszy zabezpieczaliśmy medycznie dużą imprezę o charakterze masowym.&lt;br /&gt;Kupa namiotów, kupa ludzi, kupa błota (bo ciągle lało)... Taki harcerski Przystanek Woodstock ;)&lt;br /&gt;Pośrodku tej "kupy" stał blaszany hangar, a w nim nasz punkt medyczny. W promieniu paru kilometrów było to jedyne miejsce, w którym na głowę nie lały się strugi wody, nie wiał wiatr i osiągalny był cud elektryczności.&lt;br /&gt;Nic więc dziwnego, że ów hangar ze zwykłego blaszaka szybko awansował do rangi centrum kulturalno-oświatowego. To właśnie u nas krzyżowały się drogi wielu harcerzy, którzy przychodzili by zasięgnąć porady medycznej, zagotować wodę w luksusowym czajniku elektrycznym, wysuszyć łachy, podładować telefony lub najzwyczajniej w świecie poplotkować.&lt;br /&gt;Już trzeciego dnia, nasz "skromny" punkt medyczny, swoją obecnością zaszczyciła Szefowa wszystkich harcerskich ratowników... Dla niepoznaki nazwijmy Ją... Kasią ;)&lt;br /&gt;Kasia, wówczas dwudziestoparoletnia kobietka z ujmującym uśmiechem i anielską wręcz dobrocią, była ulubienicą wszelkich harcerskich środowisk, a zwłaszcza tych z krzyżem paramedycznym w tle.&lt;br /&gt;Krótka wizytacja przebiegła w bardzo przyjaznej atmosferze i chwilę później Szefowa, z całą ratowniczą ferajną, siedziała nad parującymi kubkami malinowej herbaty. &lt;br /&gt;Ploteczki, konwenanse, wzajemne ochy i achy...&lt;br /&gt;- A wiecie..? - Szefowa zagaiła nowy temat - ...Przyjechałam tu do was z moją przyjaciółką jej nowym samochodem.&lt;br /&gt;- Ooooo... - zdziwiły się uprzejmie harcerskie buźki.&lt;br /&gt;- Tak. Jestem z niej bardzo dumna. Wczoraj całkiem same go znalazłyśmy i ona go kupiła. Bez pomocy facetów.&lt;br /&gt;- Ooo... - ponownie rozległ się jęk podziwu.&lt;br /&gt;- A jaki to samochód? - wyrwało się któremuś szelmie.&lt;br /&gt;- No wiecie... - zakłopotała się Kasia - ...taki ładny, bordowy!&lt;br /&gt;- Ha ha ha! - męska część ratowniczej braci zaniosła się śmiechem, a tymczasem Szefowa przystroiła twarz wstydliwym odcieniem purpury.&lt;br /&gt;- No co? No co..? - pytała wodząc po nas niepewnym wzrokiem.&lt;br /&gt;Wyjaśniliśmy szybko sympatycznej Kasi, że ważna jest marka samochodu, model i rocznik, pojemność silnika oraz inne techniczne informacje.&lt;br /&gt;Bidulka była wyraźnie zdruzgotana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na drugi dzień pełniliśmy kolejny ratowniczy dyżur, gdy do hangaru weszła Szefowa.&lt;br /&gt;- Chłopaki... - zakrzyknęła radośnie - Jedziemy z koleżanką do miasteczka. Macie może pożyczyć ładowarkę samochodową do telefonu komórkowego?&lt;br /&gt;- Kasiu... - ratownik Krzysztof uśmiechnął się z politowaniem i zapytał precyzyjnie -...ale do jakiego modelu?&lt;br /&gt;Słysząc te słowa, Szefowa Kasia odważnie uniosła czoło i z dumną miną wypaliła&lt;br /&gt;- Do Nissana jeden-sześć TDI!&lt;br /&gt;- HA HA HA, hie hie hie, hu hu hu... - męska część ratowników turlała się po ziemi ściskając rechoczące brzuchy.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;- HAHAHA... &lt;br /&gt;- Przepraszam, pana to bawi? - ponowił pytanie quasi-szef&lt;br /&gt;- Hmm... Ależ nie... - groźna mina kierownika sprowadziła mnie z powrotem na ziemię - Ma pan rację... - wycierałem załzawione śmiechem oczy - ...to naprawdę zdolne bestie są!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-swFpaghwtpg/Tu9U7RNBrHI/AAAAAAAAAks/yGV5_Y1QBKA/s1600/girl.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="296" src="http://1.bp.blogspot.com/-swFpaghwtpg/Tu9U7RNBrHI/AAAAAAAAAks/yGV5_Y1QBKA/s320/girl.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-8794651261165491053?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/8794651261165491053/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=8794651261165491053' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8794651261165491053'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8794651261165491053'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/12/zdolne-bestie.html' title='Zdolne bestie'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-swFpaghwtpg/Tu9U7RNBrHI/AAAAAAAAAks/yGV5_Y1QBKA/s72-c/girl.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-6738114391390497284</id><published>2011-11-08T22:25:00.000+01:00</published><updated>2011-11-08T22:25:10.163+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luzem'/><title type='text'>Branżowa rzeczywistość</title><content type='html'>Wrzucę jeszcze tu, dla wszystkich, którzy nie posiadają konta w "twarzo-książce".&lt;br /&gt;&lt;b style="color: #990000;"&gt;DIAGRAM&lt;/b&gt; (wpadł mi w oko, gdzieś na zagramanicznych stronach www i korzystając z chwili spokojnego dyżuru, przerobiłem na naszą branżową rzeczywistość)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;klik, aby powiększyć...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-GIbADasuRCU/Trma31RoqpI/AAAAAAAAAkk/brsqmRYL06w/s1600/bran%25C5%25BCa.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-GIbADasuRCU/Trma31RoqpI/AAAAAAAAAkk/brsqmRYL06w/s400/bran%25C5%25BCa.jpg" width="332" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W niecałą godzinę, pod diagramem wywiązała się dyskusja, która może wskazywać na trafność porównań. Do pełni "szczęścia" brakuje tam jeszcze tylko wypowiedzi lekarza (bo urzędnika NFZ na facebook'u się nie spodziewam) ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. A jutro tam wrzucę najnowszy algorytm pierwszej pomocy :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-6738114391390497284?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/6738114391390497284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=6738114391390497284' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6738114391390497284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6738114391390497284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/11/branzowa-rzeczywistosc.html' title='Branżowa rzeczywistość'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-GIbADasuRCU/Trma31RoqpI/AAAAAAAAAkk/brsqmRYL06w/s72-c/bran%25C5%25BCa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-8484067850650927946</id><published>2011-09-26T14:15:00.000+02:00</published><updated>2011-09-26T14:15:32.382+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luzem'/><title type='text'>Nie wierzę</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Q8JufyODtj8/ToBsdoGE2EI/AAAAAAAAAkg/xrU3aLRBwdc/s1600/kaftan.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="192" src="http://3.bp.blogspot.com/-Q8JufyODtj8/ToBsdoGE2EI/AAAAAAAAAkg/xrU3aLRBwdc/s200/kaftan.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość i normalnie nie wierzę...&lt;br /&gt;Chyba najprościej byłoby wrócić do szpitala, położyć się i poczekać... Obłęd sam nadejdzie :(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch...!!!&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-8484067850650927946?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/8484067850650927946/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=8484067850650927946' title='Komentarze (43)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8484067850650927946'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8484067850650927946'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/09/nie-wierze.html' title='Nie wierzę'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Q8JufyODtj8/ToBsdoGE2EI/AAAAAAAAAkg/xrU3aLRBwdc/s72-c/kaftan.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>43</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-7266394051874437083</id><published>2011-09-01T11:04:00.000+02:00</published><updated>2011-09-01T11:11:07.921+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Zapachniało światem</title><content type='html'>&lt;br /&gt;- Crew, w niedzielę macie zabezpieczenie meczu.&lt;br /&gt;Zlecenie tej treści otrzymałem z /baczność/Prywatnej Placówki Medycznej/spocznij/&lt;br /&gt;- Ok. Mecz, to mecz... - wzruszyłem ramionami.&lt;br /&gt;Za piłką kopaną jakoś nie przepadam, zacząłem więc układać plan na kreatywne spędzenie czasu w karetce.&lt;br /&gt;- Ale to nie jest zwykły mecz. To turniej rugby!&lt;br /&gt;- O... - zdziwiłem się monosylabowo - Czyżby w naszym małym mieście zapachniało Europą? &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;W niedzielne przedpołudnie wyjechaliśmy karetką, by monitorować jak rodacy radzą sobie z jajowatą "piłką". Zanim jednak poczułem "zapach Europy", dotarł do mnie tradycyjny, swojski smrodek.&lt;br /&gt;Trawiaste boisko sprytnie ukryte w tłumie osiedlowych bloków, otoczone było ze wszystkich stron (!) ogrodzeniem, drzewami i żywopłotem. Brakowało tylko tabliczek z napisem "HALT!" i prądu w drutach.&lt;br /&gt;- To jest teren sportowo rekreacyjny, czy spacerniak w pierdlu?! - wyraziłem swój sprzeciw wobec zagospodarowania przestrzennego na osiedlu - Gdzie tu do licha jest wjazd?!&lt;br /&gt;Po kilkunastu minutach krążenia, znaleźliśmy magiczną "niewidzialną" bramę, której strzegł łańcuch, kłódka i... zaparkowany beztrosko fiat Punto.&lt;br /&gt;Właścicielkę autka zlokalizowaliśmy i przepędzili precz, jednak na kłódkę nie było mocnych.&lt;br /&gt;- Ksiądz proboszcz ma klucze... - podpowiedział nam jakiś usłużny "kościelny" - ...ale jemu teraz we mszy przeszkadzać nie podobna.&lt;br /&gt;Skoro lokalna parafia ma udziały w sporcie wyczynowym, to demolka bramy nie wchodziła w grę. Kierowca zaparkował ambulans blisko ogrodzenia i jęliśmy oddawać się rozkoszom słonecznej niedzieli. Lokalne zapaszki uleciały w kosmos i zaczynało się nawet robić całkiem miło, gdy wtem:&lt;br /&gt;- Dzień dobry. Panowie medycy na turniej? - do karetki podszedł mężczyzna w pasiastej, czarno-białej koszuli i z gwizdkiem uwiązanym na szyi - Panowie, sprawa jest taka. Żeby nie wiem co się działo nie wchodzicie na murawę dopóki sędzia nie zamacha czapką. Zawodnicy będą padać, wołać karetkę, przeklinać... Nie robicie nic bez zgody sędziego. Jasne?&lt;br /&gt;- Spoko mistrzuniu, będziemy filować na kaszkiet jak sroka w gnat.&lt;br /&gt;- Jeszcze jedno. Jak ktoś dostanie konkretne bęcki i wyjedziecie z nim do szpitala, to my czekamy na wasz powrót i nie gramy. Bez karetki nie ma meczu.&lt;br /&gt;Sędzia pogadał, pogadał i poszedł w zieloność murawy. &lt;br /&gt;- Patrz pan, jaka Europa... - wymamrotał kierowca niuchając za oddalającym się arbitrem - Może sobie przygotujmy torby i sprzęt?&lt;br /&gt;- Nieeee... Daj spokój. Nic się nie będzie działo... - odpowiedziałem tonem leniwca i wystawiłem z karetki twarz ku słońcu.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Parę minut później sielanka odeszła w niebyt. Aromat starego kontynentu i poczciwej angielskiej rugby ulotnił się, a jego miejsce zajął zapach "dzikiej ameryki". Widać jakaś cząstka huraganu Irene musiała zmienić kierunek nad Nowym Yorkiem, bo na zapomniane przez Boga i ludzi boisko w pd-wsch Polsce przywiało "najprawdziwszych" zawodników futbolu amerykańskiego.&lt;br /&gt;Wypadli na murawę w tych swoich kaskach i ochraniaczach, przy bocznych liniach stanęli ich amerykańscy trenerzy, a chwilę później zaczęła się masakra.&lt;br /&gt;- Hep, hep, hep! - zawodnik pomarańczowych wydał z siebie odgłos żywo przypominający naszych pacjentów haftujących w karetce, a za trzecim "hep", cała zgraja ruszyła na przeciwną drużynę zielonych.&lt;br /&gt;Podczas, gdy na trawie trwała regularna naparzanka, wokół boiska latał chłopczyna rozdając ulotki z ogólnymi zasadami gry w futbol amerykański. Niech kibice coś z tego rozumieją.&lt;br /&gt;Nim jednak dotarł do nas, na własne oczy zobaczyliśmy, o co w tym sporcie chodzi.&lt;br /&gt;Zielony biegł z brązowym jajem, zwanym dalej piłką. Z przeciwnego kierunku, z siłą lokomotywy pędził pomarańczowy.&lt;br /&gt;- ZIABIJ, ZIABIJ!!! - wrzeszczał amerykański trener i żeby nie było żadnych językowych wątpliwości dodał - KILIM, MADAFAKA!!!&lt;br /&gt;Odległość między zawodnikami szybko malała, a potem nastąpiło przeraźliwe uderzenie... Nie. Źle napisałem. To było najprawdziwsze pie.dolnięcie. Łomot ochraniaczy i trzask kasków był taki, że natychmiast poderwałem się, by przygotować hurtowe ilości środków opatrunkowych.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * * &lt;/div&gt;Mijały minuty i kwadranse rozgrywek. Przestaliśmy już reagować na dobiegający z boiska trzask sportowego sprzętu ochronnego i okrzyki w stylu &lt;i&gt;"o ku.waaa, o ku.waaa!"&lt;/i&gt;. Ot jak na wojnie. Strzelają, to i huk musi być, a i rannych trochę.&lt;br /&gt;Niektórzy zawodnicy wlekli się do karetki o własnych siłach, po innych sędzia machał białą lodziarką. Wszyscy jednak prędzej, czy później wychodzili z naszej "lecznicy". W bandażach i plastrach, ale na własnych nogach.&lt;br /&gt;W pewnej chwili, do auta podszedł "pomarańczowy" w asyście dwóch rosłych &lt;strike&gt;drabów&lt;/strike&gt; trenerów.&lt;br /&gt;- Pan mu zerknie na rękę... - powiedział do mnie "rosły" - ...bo coś mu tam chrupło.&lt;br /&gt;- Gdzie konkretnie boli? - zapytałem oglądając mały skrawek ciała wystający spod wielkich ochraniaczy.&lt;br /&gt;- Nie boli, tylko ruszać za bardzo nie mogę - odpowiedział dziarsko zawodnik, a potem dorzucił z fantazją - Chciałbym wrócić na boisko...&lt;br /&gt;Trenerzy wyłuskali chłopaka ze zbroi, bo &lt;i&gt;"o żadnym cięciu nie ma mowy! Pan wie ile to kosztuje?"&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;Jedno chrupnięcie w okolicy zniekształconego obojczyka i już wiedziałem, że delikwent wymaga co najmniej RTG. Ruchomość w stawie oceniłem na jakieś pięćdziesiąt procent. Czucie w kończynie zachowane, tętno na obwodzie obecne. Kolor i ciepłota skóry w normie. Pacjent nie zgłaszał bólu i chciał wracać do gry.&lt;br /&gt;- Panowie, opcje są dwie... - zacząłem przedstawiać aktualne możliwości działania - Albo pojedziemy karetką, ale wtedy przerywacie rozgrywki, albo pojedziecie własnym samochodem do szpitala. &lt;br /&gt;- Eee... to się nie pali... - bagatelizował "rosły" - ...doczekamy do końca meczu i chłopaka zawieziemy.&lt;br /&gt;- No jednak zalecałbym szybszą wizytę... - próbowałem namówić opiekunów, ale nie chcieli skorzystać z żadnej opcji. Cała trójka żwawo oddaliła się w stronę boiska. Przez krótką chwilę podziwiałem pomarańczowego twardziela za upór i wytrzymałość.&lt;br /&gt;Długo jednak podziwiać nie zdołałem, bo chwilę później, w okolice karetki przywiało dziwnego osobnika. Z młodej twarzy i mizernej postury do złudzenia przypominał mi Szczura Ogryzka, postać ze starej kreskówki. Kręcił się wokół auta, kręcił, aż w końcu wypalił:&lt;br /&gt;- Panowie, proszę w tej chwili wezwać drugą karetkę!&lt;br /&gt;- Słucham..? - zdziwiłem się jego napastliwym tonem.&lt;br /&gt;- Wezwać drugą karetkę do tego zawodnika z uszkodzoną ręką. I to już!&lt;br /&gt;- Nie mam takiej możliwości... - odpowiedziałem całkiem jeszcze spokojnie - ...technicznie nie mam drugiej karetki. Ale ponawiam propozycję. Możemy chłopaka zawieźć naszym ambulansem, tylko zaczekacie z dalszą grą na nasz powrót...&lt;br /&gt;- Powiem panu, co pan zrobi... - zaperzył się szczurek - Weźmie pan grzecznie telefon i zadzwoni po drugą karetkę! Ja jestem głównym menadżerem zespołu Łorsoł-Biedrons* i ostrzegam, że mogę narobić kłopotów.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Chyba sobie... -&lt;/i&gt; powątpiewałem w myślach, a głośno zapytałem: &lt;br /&gt;- Czemu nie chcecie jechać własnym autem?&lt;br /&gt;- Bo nie będziemy ślęczeć po pięć godzin na izbach przyjęć! No, telefonik w łapkę i dzwonimy po karetkę!&lt;br /&gt;- Panie główny menadżerze... - rozpocząłem dłuższą wypowiedź łagodnym tonem znanym z oddziałów psychosomatycznych&lt;br /&gt;- Organizator turnieju wynajął jeden ambulans i za to płaci. Nie mam drugiej karetki do dyspozycji, ale powtarzam, możemy zawodnika zabrać naszym ambulansem. Już, teraz, natychmiast... &lt;br /&gt;- A pogotowie?! - przerwał mi Ogryzek - Chyba macie w tej mieścinie pogotowie?!&lt;br /&gt;- Nie widzę wskazań do wezwania zespołu ratownictwa medycznego - odpowiedziałem już nieco zagotowany - Pacjent chodzi o własnych siłach, nie zgłasza bólu, co więcej, chce dalej grać, a pan mi każe wzywać regularną karetkę? Proszę wziąć swój telefonik, w swoją łapkę i wystukać trzy dziewiątki, skoro pan uważa, że konieczna jest interwencja pogotowia...&lt;br /&gt;- I tak zrobię... - zasapał wściekły menadżer - ...a zaraz potem zniszczę was obu! Pana nazwisko i nazwę firmy poproszę!&lt;br /&gt;Przedstawiłem się z dziką rozkoszą i patrzyłem jak szczurek dopełnia "dzieła zniszczenia".&lt;br /&gt;Wezwał pogotowie mówiąc, że chłopak ma złamany obojczyk i jest &lt;i&gt;"w bardzo poważnym stanie"&lt;/i&gt;. Po takim zgłoszeniu zespół P przypędził na baniach, co wywołało triumfalny uśmiech na szczurzej twarzy.&amp;nbsp; Zdziwili się chłopcy-ratownicy widząc, jak ten "bardzo poważny stan" raźno idzie do karetki, poganiany przez głównego menadżera Łorsoł-Biedrons. Zapakowali pacjenta i odjechali już bez sygnałów, a za ambulansem, niczym cień, potoczył się prywatny samochód Biedronek.&lt;br /&gt;Tymczasem pan menadżer, niczym wściekła osa, krążył między karetką i grupą sędziów. W przelocie kilkukrotnie powtórzył swoje &lt;i&gt;"zniszczę was"&lt;/i&gt; oraz nowość &lt;i&gt;"złożę skargę i doniesienie"&lt;/i&gt;. Za którymś tam nawrotem udało mu się nawet w spór wplątać przygodnych kibiców. Jak zwykle społeczeństwo podzieliło się na dwie frakcje. Jedna grupa przyznawała rację Ogryzkowi, podczas gdy inni podzielali mój pogląd, że karetki na sygnale bardziej potrzebne są w innych miejscach.&lt;br /&gt;Zdarzenie przyjmowało już rozmiar niezłej awantury, gdy emocje rozładował nieco gwizdek sędziego. Naparzanka zwana meczem skończyła się i pan menadżer, jak za dotknięciem magicznej różdżki poleciał do stóp amerykańskiego trenera. Razem gdzieś pojechali. Domyślałem się, że do szpitala.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Popsuta niedziela upływała pod znakiem nerwów i domysłów. Szykowałem już wstępny raport dla szefa i ewentualnych prawników, kiedy nagle w otwartym oknie karetki pojawiła się szczurza twarz.&lt;br /&gt;- Wróciliśmy ze szpitala... - powiedział spokojnym (o dziwo) głosem - Obojczyk jest złamany w dwóch miejscach.&lt;br /&gt;- Tak przypuszczałem... - mruknąłem oczekując kolejnej awantury, a tymczasem:&lt;br /&gt;- Chciałem panów przeprosić... - wyjąkał menadżer fundując nam zdziwienie roku - ...emocje mi opadły i nie będę składał żadnych skarg. Szybko nas w szpitalu załatwili, tak że dziękuję i przepraszam...&lt;br /&gt;Po tych słowach szczurek oddalił się szybkim krokiem, by znów tańczyć u stóp amerykańskiego guru FA, a my przez następną godzinę zbieraliśmy żuchwy z podłogi.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;I tak to w naszej mieścinie, wraz ze sportowymi atrakcjami, miało "zapachnieć szerokim światem", tymczasem jedyna woń jaka się rozeszła to szczurzy zaduch "warszawki"**. &lt;br /&gt;A swoją drogą... ciekawe, co pan menadżer usłyszał w szpitalu, że wrócił taki miękki w nogach jak laboratoryjny szczurek po eksperymentalnej szczepionce?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-oPaAloIUFTc/TluHTAPZRwI/AAAAAAAAAkY/lrN0FNEI3Ek/s1600/roboard.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="196" src="http://3.bp.blogspot.com/-oPaAloIUFTc/TluHTAPZRwI/AAAAAAAAAkY/lrN0FNEI3Ek/s200/roboard.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;------------------&lt;br /&gt;* W rzeczywistości nazwa odzwierciedlała inne waleczne zwierzę, ale biedronki mi tu lepiej pasowały. Brzmią znacznie bardziej pokojowo :)&lt;br /&gt;** Nie smućcie się i nie złośćcie na mnie - obywatele miasta stołecznego. Jestem bowiem pewny, że pan menadżer pochodził zewsząd, ale na pewno nie z Warszawy. Tak mi podpowiada mój ratowniczy nos :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-7266394051874437083?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/7266394051874437083/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=7266394051874437083' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7266394051874437083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7266394051874437083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/09/zapachniao-swiatem.html' title='Zapachniało światem'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-oPaAloIUFTc/TluHTAPZRwI/AAAAAAAAAkY/lrN0FNEI3Ek/s72-c/roboard.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-6867828529126362806</id><published>2011-08-29T08:24:00.000+02:00</published><updated>2011-08-29T08:24:09.972+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Radość edukacji'/><title type='text'>Statystyka próżni</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-6b8qWZ1v3YI/TkuKtym407I/AAAAAAAAAh4/uAyBqFl2P7U/s1600/stats.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="181" src="http://2.bp.blogspot.com/-6b8qWZ1v3YI/TkuKtym407I/AAAAAAAAAh4/uAyBqFl2P7U/s200/stats.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;"&lt;b&gt;Statystyka&lt;/b&gt; to nauka, która próbuje nam wmówić, że trzymając nogi w lodówce, a głowę w piekarniku, mamy optymalne warunki do życia..."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj, pomocny zazwyczaj w poszukiwaniach "wujek Google", podstępnie skierował mnie na forum popularnego niegdyś portalu dla ratowników medycznych (którego nazwy nie wymienię, by oszczędzić ludziom fatygi).&lt;br /&gt;Rozczarowany wynikiem wyszukiwania, już miałem zamknąć stronę, gdy naraz w moje oczy wpadło pytanie postawione przez anonimowego forumowicza. Streszczam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Młody (jak sądzę) człowiek, czytając podręcznik napotkał problem i pyta:&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;"Jak podać dziecku 600 ml płynów w bolusie, skoro nie istnieje tak duża strzykawka?"&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;Głupie pytanie?&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ponoć nie ma głupich pytań... -&lt;/i&gt; pomyślałem bez cienia ironii, a mój wzrok jakoś sam powędrował w stronę odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Co też mu odpisali?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Szybko wykonałem "statystykę". Wyniki poniżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewięć osób postanowiło poświęcić swój cenny czas, by &lt;strike&gt;pomóc&lt;/strike&gt; zaistnieć pod owym pytaniem, z czego:&lt;br /&gt;# 1 osoba odpisała nieco rozmijając się z prawdą;&lt;br /&gt;# 1 osoba napisała kompletną bzdurę i wyśmiała pytanie;&lt;br /&gt;# 1 osoba barwnie opisała nie JAK to zrobić, ale PO CO podaje się dziecku 600 ml płynów...&lt;br /&gt;# ...a następnie wyśmiała poziom pytania;&lt;br /&gt;# 1 osoba (autor pytania) podziękowała za odpowiedzi i przyznała, że jest dopiero na drugim semestrze studium ratowniczego;&lt;br /&gt;# 1 osoba odesłała autora do czytania mądrych książek;&lt;br /&gt;# 1 osoba, zamiast odpowiedzi, wstawiła ogromną grafikę, której treść... odsyła autora do czytania mądrych książek;&lt;br /&gt;# 1 osoba pochwaliła się, że odkąd kupiła kilka książek i śledzi forum, już nie ma takiego problemu...&lt;br /&gt;# ...a jak kogoś nie stać, to może sobie (książki) wypożyczyć;&lt;br /&gt;# 1 osoba, zamiast odpowiedzi, poprosiła autora o informacje na temat jego szkoły i województwa;&lt;br /&gt;# 1 osoba, zamiast odpowiedzi, wyraziła obawę o wyniki egzaminów, do których autor będzie musiał przystąpić na zakończenie edukacji...&lt;br /&gt;# ...i doradziła zmianę szkoły (po szesnastu miesiącach istnienia wątku na forum).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W konkursie na najciekawszą odpowiedź, bezapelacyjnie pierwsze miejsce zajął tekst: (pisownia zachowana w oryginale, podkreślenie i gwiazdki moje)&lt;br /&gt;&lt;div class="postbody"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="postbody" style="color: #0b5394;"&gt;&lt;i&gt;"osyłam jednak do czytania ksiażek:) wszystko z  czasem nie przeskoczysz &lt;u&gt;wyżej tyłka&lt;/u&gt;:) ucz się wiec z książek a problemy  racji praktycznej mozesz tu opmawiać bo zawsze sa w karetce np ja zawsze  &lt;u&gt;sobie wkładam Żanete&lt;/u&gt;* :) i o 5 razy mniej pracy:)"&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="postbody"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="postbody" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;* * * &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="postbody"&gt;Dziewięć odpowiedzi - zero treści. Przerażająca statystyka próżni...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="postbody"&gt;Czyżby obraz mentalności i kondycji polskiego ratownictwa w pigułce?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="postbody"&gt;...a wystarczyło, jednym zdaniem, wytłumaczyć chłopakowi, co to jest bolus**...&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;-----------------&lt;br /&gt;* Żaneta, to taka wielka strzykawa (min. 50 ml)&lt;br /&gt;** A bolus, to... odsyłam do mądrych książek ;)  				&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-6867828529126362806?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/6867828529126362806/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=6867828529126362806' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6867828529126362806'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6867828529126362806'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/statystyka-prozni.html' title='Statystyka próżni'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-6b8qWZ1v3YI/TkuKtym407I/AAAAAAAAAh4/uAyBqFl2P7U/s72-c/stats.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-7820268411149452563</id><published>2011-08-26T06:35:00.000+02:00</published><updated>2011-08-26T06:35:40.441+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Historie zasłyszane'/><title type='text'>Śmierdząca sprawa</title><content type='html'>&lt;b&gt;XIV Prawo Murphiego w medycynie ratunkowej: Inni ratownicy mają    zawsze lepsze historie do opowiedzenia.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;... czyli Historie   zasłyszane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-yTD6cfQ31JM/TlaWsYmslwI/AAAAAAAAAkU/vjHlqDGHsx4/s1600/toil.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 0em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="186" src="http://2.bp.blogspot.com/-yTD6cfQ31JM/TlaWsYmslwI/AAAAAAAAAkU/vjHlqDGHsx4/s200/toil.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Times New Roman,Courier New; font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;homo sum, humani nihil a me alienum puto&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Times New Roman,Courier New; font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- jestem człowiekiem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce. &lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Times New Roman,Courier New; font-size: small;"&gt;Terencjusz.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio pisałem o szczycie piramidy potrzeb, czyli o potrzebie samorealizacji (&lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/niezwykle-niepotrzebni.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;Jako, że ratownik medyczny to, wbrew pozorom, też człowiek, od czasu do czasu osiąga samo dno modelu Maslowa i po prostu musi... iść na stronę. Stąd dzisiejszy, "śmierdzący" wpis.&lt;br /&gt;Wrażliwym i "obrzydliwym" dziękujemy :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Historia piętnasta - Śmierdząca sprawa.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzik ostrym dźwiękiem przeszył ciszę i zadał podstępny cios w najlepszą porę snu. Ratownik Medyczny Ptyś, z głową pod poduszką, namacał dzwoniący obiekt udręki i z rozmachem strzelił nim o ścianę.&lt;br /&gt;- Jeszcze pięć minut, proszę... - wymamrolił i zapadł w sen.&lt;br /&gt;Minęła zadana jednostka czasowa i jeszcze jedna i jeszcze... Dwadzieścia pięć minut później Ptyś wynurzył się spod poduszki i uniósł lewą powiekę.&lt;br /&gt;- O Słodki Jezu, już nie żyję!- tym okrzykiem wyraził zdumienie nad Szczególną Teorią Względności w odniesieniu do Kodeksu Pracy, dział szósty, czas pracy i panicznym galopkiem pognał do łazienki.&lt;br /&gt;Z lusterka spoglądała na niego ptysiowa, niemal chłopięca twarz, która choć zaspana, nadal przypominała słodziutkie ciacho.&lt;br /&gt;Jednorącz naciągał spodnie na równie zaspany tyłek, drugą zaś ręką próbował niezdarnie nałożyć pastę na szczoteczkę do zębów. Po trzecim nieudanym podejściu odrzucił przybór higieniczny i wcisnął sobie pastę wprost do ust. Przepił wszystko łykiem wczorajszej kawy i pokicał z wciąż rozpiętymi spodniami w stronę wyjścia z domu. Na chwilę jeszcze przystanął przy drzwiach z symbolem chłopca siusiającego do nocniczka, a jego twarz wyrażała niepewność.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Eeee nieee... spokojnie, przecież wytrzymam do stacji. -&lt;/i&gt; pomyślał i wybiegł do auta.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;W samochodzie ponownie dopadły go wątpliwości. Fizjologia dyskretnie dawała znać o sobie. Delikatne rozpieranie w okolicach... hmm... siedziska fotela, świadczyło o tym, że szykuje się coś poważnego. &lt;br /&gt;Kiedy dojechał do stacji pogotowia, delikatne rozpieranie zmieniło się w wyraźnie wyczuwalny ucisk.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- O cholerka... -&lt;/i&gt; pomyślał &lt;i&gt;- ...to już nie są przelewki. Muszę do kibelka!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Jego poważne zamiary zniweczył groźny krzyk:&lt;br /&gt;- Gdzieś był tumanie?! - to kolega z nocnej zmiany artykułował swoje zastrzeżenia na temat konieczności pozostawania w miejscu zatrudnienia po godzinach.&lt;br /&gt;- Bardzo cię sorry. Zaspałem. - odpowiedział zbolałym głosem Ptyś, przy czym bolesna nuta nie wynikała wcale z poczucia winy, a jedynie ze świadomości nadciągającej "katastrofy ekologicznej".&lt;br /&gt;Wtem do rozmowy włączył się ktoś trzeci.&lt;br /&gt;- Panie Ptysiu, to już trzecie spóźnienie w tym miesiącu. Proszę do mnie, do gabinetu.&lt;br /&gt;Biedny Ptyś, mijając tabliczkę z napisem "Dyrektor", mógł przysiąc, że wszelkie niedogodności fizjologiczne przeszły jak ręką odjął.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;i&gt;- Uff... &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Tym razem mi się upiekło. -&lt;/i&gt; pomyślał wychodząc z dyrektorskiej paszczy lwa i w radosnym uniesieniu całkiem zapomniał o niepokojących objawach ze strony dolnego odcinka przewodu pokarmowego.&lt;br /&gt;Najpierw poszedł sprzątnąć karetkę, potem ogarnął jeden wyjazd, notabene do sraczki i czas jakoś płynął na ściśniętych zwieraczach. Ani się obejrzał, a już nastała pora obiadu.&lt;br /&gt;Podgrzewany w kuchni bigos emitował smakowitą woń, która schwyciła słodkiego chłopczynę za nos i zaciągnęła wprost do wspólnego stołu. Głęboki talerz kapuchy poprawił Ptyś jakimś imieninowym ciachem i tak obżarty powlókł się w stronę służbowego wyra. Nie dane mu jednak było długo poleżeć. W jednej chwili żołądek wyprodukował przeraźliwy akustyczny "gorg", jelita odpowiedziały odgłosem pędzącej lokomotywy, a z najdalszego końca tego układu, będącego jednocześnie wylotem, wyrwał się dźwięk podobny do dzwonka mikrofali oznaczającego koniec podgrzewania potrawy. I to właśnie ten mały, niepozorny dzwoneczek, niczym trzepot skrzydeł motyla, wywołał prawdziwy huragan i poderwał Ptysia do biegu. Pognał chłopak do służbowej wygódki, spuścił służbowe, czerwone pory, zasiadł jak na tronie i...&lt;br /&gt;- Zespół P do wyjazdu proszę!!!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;i&gt;- O jasna dupa..! -&lt;/i&gt; pędził przez korytarz podtrzymując w rękach gacie. Dopadł karetki i zapiął guzik, ale natychmiast zrozumiał, że taki ucisk niechybnie wyzwoli "zło, które nadal w nim drzemie". Zostawił niezapięte.&lt;br /&gt;Parę chwil później biegł do pacjenta radośnie popierdując przy każdym podskoku. Miał tylko nadzieję, że z tymi dźwiękami nic więcej nie szło w parze.&lt;br /&gt;Prawdziwy dramat rozegrał się przy dźwiganiu noszy. Pacjent nie ułomek i należało się spiąć, żeby go podnieść... Ale jak to zrobić, kiedy każde, nawet minimalne napięcie powłok może wzbudzić potężne tsunami i katastrofę, przy której Fukushima to niewinny, nomen omen, bączek?&lt;br /&gt;Zamknął się Ptyś w sobie, zagryzł zęby i dźwignął... a wraz z unoszącą się platformą, czuł, że traci "maleńką cząstkę siebie".&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ojej... bardzo niedobrze... popuściłem... -&lt;/i&gt; pomyślał i ścisnął poślady najmocniej jak potrafił.&lt;br /&gt;Chyba nikt nigdy nie wykazał się tak dosłownym samozaparciem, co Ptyś w drodze do szpitala. Na wszelki wypadek nie siadał. Podróż odbył w pozycji stojącej, jedną ręką wspierając się na uchwycie noszy, a drugą, w okolicach pośladków, wspierał wytężoną pracę zwieraczy.&lt;br /&gt;W szpitalu z karetki już nie wysiadł. Wiedział, że najmniejsze drgnięcie osłabi i tak już mizerne napięcie krokowe*, dlatego ze ściśniętym gardłem wyjaśnił zdziwionemu koledze, że "...on nie idzie, bo ma tu jeszcze coś do &lt;i&gt;załatwienia&lt;/i&gt;..." i ani drgnął.&lt;br /&gt;Powrót do stacji był koszmarem, z którego Ptyś niewiele zapamiętał. Ze łzami w oczach i z miną chińskiego kulturysty wysiadł z karetki, a następnie krokiem gejszy w zbyt ciasnym kimonie, ruszył w stronę budynku.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * * &lt;/div&gt;Korytarz ciągnął się w nieskończoność.&lt;br /&gt;Milimetr po milimetrze zmierzał biedny chłopak w stronę wytęsknionej toalety. Kolanko przy kolanku, stópka przy stópce.&lt;br /&gt;Kiedy ruchem ślimaka dotarł wreszcie do celu, czerwień policzków przebijała roboczą odzież ratownika. Na czole lśniły krople potu, w oczach migały kolorowe kleksy, a cała twarz wyrażała nadludzki wręcz wysiłek. Ostatkiem sił wsparł drżącą dłoń na klamce kabiny, nacisnął i niemal tracąc przytomność usłyszał zza drzwi głos eskowego konowała:&lt;br /&gt;- ZAJĘTE!&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- To już koniec... -&lt;/i&gt; pomyślał i osuwając się na ścianę wystękał:&lt;br /&gt;- Doktor... błagam... szybciej...&lt;br /&gt;Potem w zasadzie nie kojarzył już faktów. Jak przez mgłę docierał do niego szmer czytanej gazety i naburmuszony głos doktora:&lt;br /&gt;- ...bo nie mogę się skupić jak mi ktoś pod drzwiami stoi...&lt;br /&gt;A później była już tylko ciemność, uporczywy skurcz i drżenie wszystkich mięśni.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * * &lt;/div&gt;Opamiętanie przyniósł dopiero odgłos spuszczanej wody i trzask otwieranych drzwi. Gdzieś przed oczami zamigotał zarys upragnionej ceramiki sanitarnej, niby tak bliskiej, a tak nieosiągalnej.&lt;br /&gt;Ptyś wiedział, że metodą "na kimono" nie ma szans dotrzeć spod ściany do kabiny. Musiał postawić wszystko na jedną kartę. &lt;br /&gt;W akcie desperacji, rozpaczliwie wielkim susem skoczył w stronę białego azylu. W locie wykonał perfekcyjny obrót, jednocześnie płynnym ruchem zdzierając do kolan odzież spodnią. Chłód sedesu świadczył o celnym lądowaniu, ale chłopak już tego nie czuł.&lt;br /&gt;Puściły wszystkie tamy i barykady. Opadły z brzękiem kajdany i popłynęła niczym nieskrępowana "pieśń wolności" niosąc ze sobą niewysłowione uczucie ulgi, spokoju oraz błogostanu... A gdy pieśń ucichła, Ptyś zorientował się, że... doktor wychodząc zamknął klapę...&lt;br /&gt;Ot taki Ptyś z polewą czekoladową :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------&lt;br /&gt;* &lt;b&gt;Napięcie krokowe&lt;/b&gt; (&lt;b&gt;U&lt;sub&gt;k&lt;/sub&gt;&lt;/b&gt;) &lt;i&gt;to różnica potencjałów dwóch punktów podłoża odległych od siebie o długość kroku (ok. 0,8 m do 1 m). Jeżeli jego wartość przekroczy wartość napięcia bezpiecznego, wystąpi realna groźba porażenia [...]&lt;/i&gt; - wbrew pozorom, ta definicja nie dotyczy tylko zjawisk elektrycznych w przyrodzie ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-7820268411149452563?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/7820268411149452563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=7820268411149452563' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7820268411149452563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7820268411149452563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/smierdzaca-sprawa.html' title='Śmierdząca sprawa'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-yTD6cfQ31JM/TlaWsYmslwI/AAAAAAAAAkU/vjHlqDGHsx4/s72-c/toil.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-7822992554282661204</id><published>2011-08-24T09:51:00.001+02:00</published><updated>2011-08-24T10:06:32.794+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Niezwykle (nie)potrzebni</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VBfIVoxZaHs/TlN2CXmkHZI/AAAAAAAAAkQ/cNddK64NclE/s1600/konik.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://4.bp.blogspot.com/-VBfIVoxZaHs/TlN2CXmkHZI/AAAAAAAAAkQ/cNddK64NclE/s200/konik.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Znów mi wyszedł "brzydki" post. Jezu, jaki ja mam wulgarny zawód ;( ale do rzeczy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pracy uwielbiam czuć się potrzebny! Ubóstwiam wręcz godnie realizować powierzone mi obowiązki. I kocham moment, w którym /baczność/Dyrekcja Prywatnej Placówki Medycznej/spocznij/ doceni wreszcie moje poświęcenie, starania i moją krwawicę (niestety ten moment jeszcze nie nastąpił, ale już go kocham, jak matka nienarodzone dziecię)&lt;br /&gt;A nade wszystko uwielbiam, kiedy moja praca ma sens... choćby ukryty.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Prywatna Placówka Medyczna. Lipiec b.r.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- Halo... Panie Crew, w przyszłym tygodniu pojedziecie do Małego Miasteczka i weźmiecie z DPSu tego pacjenta leżącego. Zawieziecie go do szpitala na założenie cewnika centralnego do hemodializy...&lt;br /&gt;- Dobrze pani doktor.&lt;br /&gt;- Tylko, panie Crew, nie do naszego szpitala wojewódzkiego. Pojedziecie do Dużego Miasta W Prawo Na Mapie. Tam wszystko jest załatwione.&lt;br /&gt;- A to czemu tak daleko? Przecież to jest trzy razy tyle drogi? - wyraziłem swoje delikatne niezadowolenie.&lt;br /&gt;- Tak trzeba... - odpowiedziała wyczerpująco lekarka i chciała zamknąć temat.&lt;br /&gt;- A pani doktor... Pacjent wytrzyma taką podróż? W jakim jest stanie?&lt;br /&gt;- Stabilnym i ogólnie zadowalającym.&lt;br /&gt;- Czyli nie jest konieczny ratownik na pokładzie? - nie uśmiechała mi się daleka droga i próbowałem sprytnie wymiksować własną osobę z tego obowiązku.&lt;br /&gt;- Z pewnością nic się nie będzie działo, ale jednak... - tu lekarka zrobiła wymowną pauzę - ...jednak ratownik musi jechać. Przynajmniej pomoże dźwigać.&lt;br /&gt;I w ten sposób poczułem się TAKI POTRZEBNY w swojej pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sto pięćdziesiąt kilometrów w jedną stronę do Dużego Miasta W Prawo Na Mapie, zamiast czterdziestu do nas... Pojawił się drugi element spełnienia w zawodzie... UKRYTY SENS (dla nas ukryty).&lt;br /&gt;Jako, że chory miał się znaleźć na oddziale najpóźniej o godzinie siódmej rano, realizacja zadania wymagała POŚWIĘCENIA prywatnych godzin, zwyczajowo przeznaczonych na sen, za które /baczność/Dyrekcja Placówki/spocznij/ na pewno nie zapłaci, ale za to DOCENI. Kiedy? Nie wiadomo, lecz zbiera mi się tych zasług już tyle, że jak w końcu zaczną doceniać, to chyba pęknę z dumy i samozachwytu. &lt;br /&gt;Tak bardzo zapaliłem się do pomysłu jazdy z pacjentem, że aż... poszedłem na urlop :) a zlecenie przyjął (bo musiał) drugi zespół.&lt;br /&gt;Ach "jakże im zazdrościłem"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bladym świtkiem zerwali się i pognali najpierw do Małego Miasteczka, by w DPSie przejąć pacjenta.&lt;br /&gt;- Dzień dobry panie pacjent.&lt;br /&gt;- A jaki tam ku.wa dobry?! Wypie.dalać!&lt;br /&gt;- Pojedziemy do szpitala?&lt;br /&gt;- A co mam zrobić? Pojedziemy. Byle dalej od tej czarnej pi.dy z DPSu! &lt;br /&gt;Pojechali... I całą drogę Z GODNOŚCIĄ realizowali powierzone im obowiązki.&lt;br /&gt;Punktualnie o siódmej rano pojawili się w umówionym szpitalu, tylko po to by... przez godzinę latać z papierami, szukać lekarza, uzgadniać przyjęcie i załatwiać wszystko, co przecież "już załatwione było".&lt;br /&gt;Tymczasem, pozostawiony w izbie przyjęć pacjent, dowiedział się na czym polega czekający go zabieg i &lt;b&gt;po pierwsze primo:&lt;/b&gt; zaczął demonstrować "lekkie poirytowanie".&lt;br /&gt;- Nie dość, że mam jedną rękę niewładną, to mi teraz jeszcze ku.wa chcecie druta wpie.dolić w drugą??!! To czym ja sobie będę dupę podcierał?!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;po drugie primo:&lt;/b&gt; nie wyraził zgody na żadne zabiegi i hospitalizację.&lt;br /&gt;- Wypie.dalać! Nic wam sku.wysyny nie podpiszę!! &lt;br /&gt;&lt;b&gt;po trzecie primo ultimo:&lt;/b&gt; wszczął ogólny bunt wśród pacjentów izby przyjęć.&lt;br /&gt;- Panie, z czym tu pana przytargali?&lt;br /&gt;- Mam stopę cukrzycową do amputacji...&lt;br /&gt;- Coś pan zwariował?! Nie zgadzaj się pan!! Urżną girę, potem drugą i do końca życia będziesz pan srał w łóżko..!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęśliwie zespół karetki zdążył w czasie zamieszek oficjalnie przekazać pacjenta na stan szpitala.&lt;br /&gt;Zwiewali z izby przyjęć poganiani wrzaskiem z sali:&lt;br /&gt;- Nie zgadzaj się pan!!! Pół godziny będziesz pan chu.em do kaczki trafiał!!! Nie zgadzaj się!!!&lt;br /&gt;I w ten GODNY sposób zakończyli realizację zlecenia. &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Czas na wnioski: &lt;br /&gt;Trzysta kilometrów jazdy, tylko po to, żeby się pacjent nie zgodził na leczenie &lt;i&gt;("bo nikt mu wcześniej nie powiedział, że to drut w ramię ma być...")&lt;/i&gt; A za dwa dni następny zespół pojedzie zabrać pana z powrotem do &lt;i&gt;"tej czarnej pi... z DPSu"&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;Wszelkie warunki dobrej pracy zostały zachowane. &lt;br /&gt;Był ukryty sens, godna realizacja obowiązków i uczucie spełnienia w zawodzie, podsycane nieistniejącą wdzięcznością Jaśnie Wielmożnej Dyrekcji.&lt;br /&gt;Uwielbiam "czuć się potrzebnym" w robocie... zwłaszcza podczas urlopu. Amen :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-7822992554282661204?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/7822992554282661204/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=7822992554282661204' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7822992554282661204'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7822992554282661204'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/niezwykle-niepotrzebni.html' title='Niezwykle (nie)potrzebni'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-VBfIVoxZaHs/TlN2CXmkHZI/AAAAAAAAAkQ/cNddK64NclE/s72-c/konik.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-7885264452337418650</id><published>2011-08-22T07:00:00.001+02:00</published><updated>2011-08-22T07:00:04.356+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Filozof-flegmatyk</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Dn1PzK2i4oI/TkUfPymooZI/AAAAAAAAAhc/k6CCFxK9R0s/s1600/Rajstopy.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-Dn1PzK2i4oI/TkUfPymooZI/AAAAAAAAAhc/k6CCFxK9R0s/s200/Rajstopy.JPG" width="110" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Co robi ratownik podczas nudnej imprezy, którą musi zabezpieczyć medycznie?&lt;br /&gt;Wiadomo... gapi się. Zazwyczaj na płeć przeciwną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co robi dwóch ratowników podczas takiej imprezy? To samo... tylko z komentarzem. &lt;br /&gt;Oczywiście rodzaj komentarza całkowicie zależy od charakteru i usposobienia... kierowcy karetki :)&lt;br /&gt;Poniżej zamieściłem wypowiedzi posortowane według temperamentu :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Mruk-melancholik:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;- Mmm..? - mruknąłem pytająco wskazując brodą na śliczną dziewczynę idącą po płycie rynku.&lt;br /&gt;Kierowca zmrużył oczy i po dwudziestu sekundach lustracji, z pełną aprobatą i lekką nostalgią w głosie odpowiedział&lt;br /&gt;- Mhmmm...&lt;br /&gt;W karetce znów zapadło milczenie...&lt;br /&gt;Cicho, dyskretnie i w pełni profesjonalnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Choleryk-fetyszysta:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- TE PATRZ KUWA! - wrzasnął kierowca aż podskoczyłem na fotelu&lt;br /&gt;- Jaka tam, kuwa, dupa idzie! Ja pierdacze, kuwa, ale lufa! WIDZISZ TO?! WIDZISZ??!! Noo kuuuuuwaaa!&lt;br /&gt;Nim zdążyłem zamknąć okno w karetce, wszyscy faceci na rynku mieli rozbiegany wzrok i byli wyraźnie zdezorientowani. "Lufa" uciekła w boczną uliczkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sangwinik:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- (...)&lt;br /&gt;Yyyy... w polskiej służbie zdrowia ten typ nie występuje ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Flegmatyk-filozof:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- Popatrz na tą kobietę w jaskrawoniebieskich rajstopach. - powiedziałem do kierowcy wskazując panią przechodzącą obok zaparkowanej karetki - W życiu nie przypuszczałem, że istnieje tak oczojebny odcień niebieskiego!&lt;br /&gt;Porażonym wzrokiem przyglądałem się krzykliwej garderobie i z dezaprobatą w głosie dodałem:&lt;br /&gt;- Ludzie to mają pomysły...&lt;br /&gt;- No... - zamruczał kierowca - ...ale luster w domu nie mają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka minut ciszy. Nuda...&lt;br /&gt;W pole widzenia włazi nam kobieta o naprawdę DUŻYCH rozmiarach.&lt;br /&gt;Ciężko stwierdzić, czy to białe, lniane spodnie opinają jej ogromną pupę, czy ogromna pupa rozsadza białe spodnie. Dość powiedzieć, że centralnie na środku pupska, pani ma plamę o podejrzanym kształcie i kolorze.&lt;br /&gt;- U-u-u... Pani na coś usiadła, ajaj... - stwierdzam z lekkim rozbawieniem.&lt;br /&gt;- Nom... - odpowiada kierowca ze spokojem - ...i to "coś" na pewno zginęło...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam dyżury z filozofem-flegmatykiem! &lt;br /&gt;A Ty, jakim typem jesteś? :D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-7885264452337418650?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/7885264452337418650/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=7885264452337418650' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7885264452337418650'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7885264452337418650'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/filozof-flegmatyk.html' title='Filozof-flegmatyk'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Dn1PzK2i4oI/TkUfPymooZI/AAAAAAAAAhc/k6CCFxK9R0s/s72-c/Rajstopy.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-6386000132985858769</id><published>2011-08-19T22:33:00.000+02:00</published><updated>2011-08-19T22:33:09.636+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Eska jak matka chrzestna</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;Oj przechrzciło mnie dzisiaj w robocie i to solidnie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Pierwszy dyżur na "eSce" w tej Stacji Pogotowia i od razu takie coś...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;...ale zacznijmy od początku. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Jak najprościej narobić sobie kłopotów na dyżurze?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;- Włączyć myślenie życzeniowe.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Podczas wszystkich dyżurów, które dotąd odbyłem w&lt;br /&gt;/baczność/Najprawdziwszej Stacji Pogotowia/spocznij/, karetka Specjalistyczna, popularnie zwana &lt;i&gt;"eską"&lt;/i&gt;, wyjechała do akcji łącznie może z pięć razy. Dosłownie pięć.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Widać zdrowa społeczność miasteczka opanowała do perfekcji sztukę migania się od lokalnego szpitala i w związku z tym dyżury zespołu S upływały zazwyczaj pod znakiem kompletnej sielanki.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Kiedy początkiem miesiąca zobaczyłem, że cały sierpień mam pracować na esce, rozpocząłem zbieranie książek, filmów i innych materiałów umilających pobyt na dyżurze. Atmosfera lenistwa i rozprężenia udzieliła mi się zanim jeszcze dotarłem na swój pierwszy eskowy dyżur.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;- Jutro mam „robotę” na Specjalistycznej, to mogę zarwać nockę -&lt;/i&gt; myślałem przeciągając wieczór do czwartej nad ranem &lt;i&gt;- Wyśpię się w pracy, całe dwanaście godzin…&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Tak się właśnie włącza opcję myślenia życzeniowego. Pstryk i już.&lt;br /&gt;Niestety, podczas gdy myślenie życzeniowe ustawione jest w pozycji "ON", czujność i skupienie automatycznie przełączają się w pozycję "OFF".&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Dyżur rozpoczął się pięknym słońcem, które wypłynęło ponad budynek stacji. Wybiła godzina siódma, minut piętnaście, gdy zakończyłem inspekcję sprzętu. Pomny starych przebojów z workiem ambu, pierwsze kroki skierowałem ku temu właśnie urządzeniu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;- To działa, to również i to… &lt;/i&gt;- W każdej rubryce postawiłem zgrabne „ptaszki”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;- Hmm… to co teraz? Może by tak się rozejrzeć po szafkach?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Karetka, w której miałem "pracować", różniła się od znanych mi ambulansów podstawowych. Była większa, a co za tym idzie, przedział medyczny krył wiele tajemnic pozamykanych w stu tysiącach szaf, szafek i szafeczek.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;- Eee... Będzie spokój dzisiaj...&amp;nbsp;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Bez przekonania pozaglądałem do paru schowków, zerknąłem do plecaka i na tym zakończyłem zwiedzanie.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Kierunek wyro -&lt;/i&gt; ustawiłem wewnętrzną nawigację biologiczną i trzasnąłem drzwiami karetki.&lt;br /&gt;- Nie zamykaj! - usłyszałem wołanie kierowcy - Jedziemy!&lt;br /&gt;- Jak to jedziemy? Przecież to eska jest... - głośno wyraziłem swoje zdziwienie - A do czego ten wyjazd?&lt;br /&gt;Doktor, sadowiąc się na fotelu, podał mi przez okienko kartę zlecenia: "Ból w klatce piersiowej. Wzywa lekarz z przychodni."&lt;br /&gt;- Pewnie chcą się pacjenta pozbyć z ośrodka... - doleciał do mnie komentarz z szoferki - ...ale mus to mus.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- No dobra, machniemy sobie wycieczkę na wieś, ale zaraz potem ma być spokój i spanie... -&lt;/i&gt; pomyślałem i przymknąłem oczy.&lt;br /&gt;Ledwie je przymknąłem już musiałem otwierać... i to szeroko. Eskowy kierowca okazał się prawdziwym demonem prędkości i driftu.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- No i po co ta szarża? -&lt;/i&gt; myślałem lekko zbulwersowany trzymając się mocno szafek, gdyż sam pas nie wystarczał do utrzymania pozycji w fotelu.&lt;br /&gt;Dojechaliśmy... Jakimś cudem w jednym kawałku.&lt;br /&gt;- Doktorze... - wsadziłem głowę w okienko - Co zabieramy ze sobą?&lt;br /&gt;Nie znając lekarza wolałem spytać o preferencje. Wielu pracuje "po swojemu" i nie należy im tych koncepcji rujnować. &lt;br /&gt;- A weź... hmm... weź defibrylator i plecak.&lt;br /&gt;Zarzuciłem bagaże na siebie i poszliśmy do przychodni.&lt;br /&gt;W holu witał nas miejscowy lekarz i grono pielęgniarek.&lt;br /&gt;- Gdzie pacjent? - zapytał nasz doktor.&lt;br /&gt;- Siedzi w gabinecie... - odpowiedział chór powitalny.&lt;br /&gt;Stanąłem w progu pomieszczenia i w tym momencie zakończyła się spokojna część mojego dyżuru na esce.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;* * * &lt;/div&gt;Siedemdziesięcioletni pacjent siedział na kozetce. Był przytomny i w logicznym kontakcie. Powoli odpowiadał na zadawane pytania.&lt;br /&gt;Za to nasz wyjazdowy lekarz najwyraźniej zaraził się od kierowcy chorobą przyspieszenia zwaną PNS (Praca Na Spidzie).&lt;br /&gt;- Chcę mieć dwunastoodprowadzeniowe ekg, ciśnienie, saturację, glukozę i założone wkłucie...&lt;br /&gt;Wycedził jednym tchem i z taką prędkością, że połowy nie zdążyłem nawet zrozumieć.&lt;br /&gt;- ...a ja sobie pana za ten czas osłucham.&lt;br /&gt;Zacząłem przyklejać elektrody do ekg, gdy usłyszałem na sobą:&lt;br /&gt;- Pan nam wpada w obrzęk. Dajmy szybko leki...&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Leki, leki... a ja mam tylko dwie rączki... -&lt;/i&gt; pomyślałem z wyrzutem, ale nie dokończyłem nawet tej myśli, bo już:&lt;br /&gt;- Ej no chłopaku, śpieszymy się. Zakładaj wkłucie i naciągaj leki!&lt;br /&gt;Kłuliśmy na dwie ręce. Ja w jedną, kierowca-ratownik w drugą... a doktor w szyjną zewnętrzną. Wszyscy ponieśliśmy klęskę. Żyły się ordynarnie pozapadały.&lt;br /&gt;- No to założymy wkłucie doszpikowe... - zawyrokował lekarz.&lt;br /&gt;Po raz kolejny dzisiaj otworzyłem szerzej oczy:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Doszpikowe?! Przecież on jest przytomny...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;I znów nie zdążyłem się do końca zdziwić.&lt;br /&gt;- Mam! - zakrzyknął kierowca, zadowolony z tego, że udało mu się wcisnąć wenflon w jakąś mizerną żyłkę. &lt;br /&gt;- Dobra! - lekarz spojrzał w moją stronę - Rozpuszczaj leki i daj panu tlen! Szybciutko..!&lt;br /&gt;- Tlen..? - zapytałem jak debil.&lt;br /&gt;- No tlen. Gdzie masz torbę z tlenoterapią?&lt;br /&gt;- W karetce... pan nie kazał brać...&lt;br /&gt;- Nie kazał, nie kazał... Ganiaj!&lt;br /&gt;Poleciałem po torbę i wróciłem na jednej nodze.&lt;br /&gt;- Puść tlen przez "wąsy".&lt;br /&gt;Rozerwałem plastikowy worek z wężykiem do tlenu, podłączyłem zestaw i zacząłem zakładać pacjentowi przewód na nos.&lt;br /&gt;- Ja mam tampony w nosie, bo mi krew ciągle leci... - wystękał chory.&lt;br /&gt;- A to w takim razie daj panu tlen na maskę - zarządził doktor - Szybciej chłopaku, szybciej!&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- No kurwa, przecież się spieszę... -&lt;/i&gt; odpowiedział mój zdyszany rozum, podczas gdy ja rozrywałem kolejne opakowanie z maską.&lt;br /&gt;- Gdzie masz te leki?&lt;br /&gt;- Już przygotowuję...&lt;br /&gt;- To szybciutko, szybciutko...&lt;br /&gt;- Glikemię zrobiłeś? Pokaż to ekg! Leki gotowe? Podawaj! Jaka saturacja?&lt;br /&gt;Miałem wrażenie, że ktoś puścił film w przyspieszonym tempie. Ruchy doktora rozmazywały się na moim ekranie zdarzeń.&lt;br /&gt;- Dobra! Dawać nosze i do karetki...&lt;br /&gt;Obładowani sprzętem i noszami ruszyliśmy do samochodu. Tymczasem podane leki zaczęły działać.&lt;br /&gt;- Muszę się wysikać... - chory zajęczał słabym głosem.&lt;br /&gt;- Teraz nie da rady! - mruknął lekarz - Chłopaki jazda do auta!&lt;br /&gt;Na prędkości wsadziliśmy pacjenta do przedziału medycznego.&lt;br /&gt;- Nie wytrzymam... Muszę siku.&lt;br /&gt;- Daj jakąś kaczkę... - wypalił do mnie doktor&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Kaczkę? A skąd ja mu kaczkę wezmę? -&lt;/i&gt; dopadło mnie zdziwienie numer trzy dzisiejszego dnia.&lt;br /&gt;- Nie mamy tu kaczki doktorze...&lt;br /&gt;- No to jakąś butelkę.&lt;br /&gt;- Butelki też nie mamy...&lt;br /&gt;- W takim razie zacewnikujemy. Dawaj zestaw. Szybciutko!&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Hmm... zestaw... W którejś szafce go widziałem... O jest!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Nie ma żelu! - warknął lekarz&lt;br /&gt;Znów rzuciłem się do szafek.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Jasna cholera! Tu jest schowków jak w szwajcarskim banku!&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;- Coś mi to za cewnik dał?! Za mały... A czemu jeszcze nie przepiąłeś tlenu na instalację w karetce? A defik czemu nie zapięty? Trzeba podnieść oparcie wyżej na noszach. Ruchy, ruchy...&lt;br /&gt;W kolejnej szafce znalazłem żel i... zorientowałem się, że już nie będzie potrzebny. Pacjent wartkim strumieniem właśnie oddawał mocz na nosze i połowę sprzętu w aucie.&lt;br /&gt;- No i w dupę... - mruknął lekarz strzelając zestawem o podłogę - Siadaj, zapinaj pasy i jedziemy. Jedziemy na niebiesko! - krzyknął w stronę szoferki.&lt;br /&gt;Zawyły syreny i ruszyliśmy z kopyta. Nie ujechaliśmy nawet kilometra, kiedy:&lt;br /&gt;- Niedobrze mi... - jęknął pacjent&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- No to kuźwa pięknie. Jeszcze wymiocin tu brakuje... -&lt;/i&gt; odpiąłem swój pas i podniosłem się w poszukiwaniu worków. Karetką zarzuciło na jakiejś nierówności drogi, a ja wdepnąłem w porzucony na podłodze zestaw do cewnikowania. Rozgnieciona tubka żelu eksplodowała upiększając i tak już zasyfione wnętrze ambulansu.&lt;br /&gt;Worki znalazłem, o dziwo, za pierwszym strzałem. Odwracając się do pacjenta zadałem pytanie:&lt;br /&gt;- Będzie pan wymiotował?&lt;br /&gt;Autem znów bujnęło na boki. Mężczyzna nie odpowiedział. Wisiał bezwładnie na pasach, a zwieszona na klatce piersiowej głowa kiwała się w rytm wybojów.&lt;br /&gt;- Proszę pana..?! - zapytałem lekko zaniepokojony i złapałem nadgarstek chorego.&lt;br /&gt;Doktorek podniósł się z fotela i balansując ciałem podszedł do noszy.&lt;br /&gt;- Co się dzie... O kurwa! Darek!!! - wrzasnął do kierowcy - Zatrzymaj!!!&lt;br /&gt;Projekcja filmu ruszyła w zawrotnym tempie.&lt;br /&gt;- Kładź nosze na płasko! Na płasko powiedziałem! Darek chodź tu! A ty uciskaj, na co czekasz?!&lt;br /&gt;Splotłem dłonie na mostku pacjenta.&lt;br /&gt;- Raz, dwa, trzy...&lt;br /&gt;Chrupnęło żebro &lt;br /&gt;- ...cztery, pięć...&lt;br /&gt;Jeszcze jedno i jeszcze. Cholernie nieprzyjemne uczucie.&lt;br /&gt;- ...sześć, siedem, osiem...&lt;br /&gt;- Dawaj ambu i przygotuj mi intubację! - lekarz jak w transie wydawał polecenia.&lt;br /&gt;- ...dziewięć, dziesięć, jedenaście, dwanaście...&lt;br /&gt;- Co z tą intubacją?!&lt;br /&gt;- Nadciąga... - warknął kierowca&lt;br /&gt;- Nabierajcie chłopcy adrenaliny i atropinę na wszelki wypadek. A ty masuj! Dobra. Osłuchaj klatkę. Jest... rurka w miejscu. Zapinaj respirator! Dawaj tą adrenalinę... No ale czemu nie masujesz?!&lt;br /&gt;Miałem wrażenie, że doktorkowi w głowie nagle rozmnożył się personel. Dwóch ratowników na pokładzie, a polecenia wydawał jak dla kompanii medyków.&lt;br /&gt;Dwadzieścia minut później sytuacja nie uległa zmianie. Reanimacja w toku, zapis na monitorze nie pozwala przerwać akcji, zresztą nikt z nas o tym nawet nie pomyślał. Działamy. Wydawało mi się, że cały pot z moich pleców spłynął do rękawiczek. Potop. Nogami ślizgam się w rozbabranym wcześniej żelu.&lt;br /&gt;- Słuchajcie... - powiedział lekarz - Dwadzieścia kilometrów trasy. Jedziemy na reanimacji do szpitala. Nie ma innej opcji.&lt;br /&gt;Kierowca poleciał za kółko i ruszyliśmy ponownie.&lt;br /&gt;- Uciskaj Crew, uciskaj!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Próbowaliście kiedyś ustać "bez trzymanki" w jadącym tramwaju albo chociaż autobusie?&lt;br /&gt;Nasz "tramwaj" gnał jak zwariowany. &lt;br /&gt;Stojąc w szerokim rozkroku usiłowałem utrzymać równowagę w trakcie uciśnięć. Karetką tłukło niemiłosiernie, a z każdym wymijanym autem obijałem się o ściany i platformę noszy. Wsparłem czoło o szafkę pochylając tułów nad pacjentem. W tej nieco bardziej stabilnej pozycji mogłem kontynuować uciski.&lt;br /&gt;Nagle ostre hamowanie i klakson podszyty kurwamaciem kierowcy. Lecimy na ścianę.&lt;br /&gt;- Daruś, daj nam szansę... - prosi lekarz - ...by przeżyć!&lt;br /&gt;Przy którymś z rzędu hamowaniu dotarło do mnie, że gdyby nasze auto teraz w coś przywaliło, nie miałbym najmniejszych szans.&lt;br /&gt;- Jak tam? Dajesz radę?&lt;br /&gt;- Daję...&lt;br /&gt;Reanimacja w pędzącej karetce ma coś z surrealistycznych  obrazów. Wycie silnika zmieszane z jękiem syreny i piskiem respiratora.  Do połowy opróżnione strzykawki, niespokojnie brzęczące ampułki po lekach. Na podłodze rozdarte opakowania i gaziki. Wnętrze jak po wybuchu granatu. A w tym wszystkim dwóch facetów latających to w lewo, to w prawo... No i pacjent, który nie chce się zdeklarować w żadną stronę.&lt;br /&gt;Jego tętno wracało na moment, a po kilku chwilach znów podejmowaliśmy uciśnięcia klatki piersiowej. Taka rozpaczliwa ciuciubabka. Czułem już tą reanimację w rękach, w obitych nogach i czole, którym raz po raz tłukłem o szafkę. Wreszcie dotarliśmy do szpitala. Jeszcze tylko rajd przez korytarz i przekazanie na OIOMie.&lt;br /&gt;A potem..?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem długie sprzątanie auta oraz rytualna fajka kierowcy i lekarza. Sam nie palę, ale jeśli sprawy potoczą się w takim tempie, to moja nikotynowa abstynencja raczej długo nie potrwa.&lt;br /&gt;- To co? Możemy jechać? - spytał kierowca i powiódł po nas spojrzeniem.&lt;br /&gt;- Ano możemy... - westchnęliśmy pakując się do karetki. Zegar wskazywał godzinę 9.30&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- A tak miało być spokojnie... -&lt;/i&gt; pomyślałem i przełączyłem myślenie życzeniowe w pozycję "OFF". &lt;br /&gt;Dyżur dopiero się rozkręcał, a później wcale nie miało być lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Wieczór... jeśli jest spokojny, przynosi porcję wewnętrznych rozliczeń i rachunku sumienia.&lt;br /&gt;Wychodząc z łazienki oglądałem swoje posiniaczone kolana.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Zupełnie jakbym się z kimś pobił...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Czułem w mięśniach&amp;nbsp; poranną reanimację, a także cały dzień dźwigania toreb, plecaka, defibrylatora i noszy. W głowie szemrała ciekawość podszyta obawą o naszego pacjenta. Godzinę później, koledzy z nocnego dyżuru przysłali info, że zmarł...&lt;br /&gt;Wieczór i myślenie... ech...&lt;br /&gt;A eSka, jak surowa matka chrzestna, już czeka na mnie... żeby znów mi dać nauczkę i kolejny chrzest. &lt;br /&gt;Ja też na nią czekam, w końcu człowiek uczy się całe życie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-6386000132985858769?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/6386000132985858769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=6386000132985858769' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6386000132985858769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6386000132985858769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/eska-jak-matka-chrzestna.html' title='Eska jak matka chrzestna'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-2165834893538254629</id><published>2011-08-18T08:00:00.001+02:00</published><updated>2011-08-18T08:00:07.466+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Mała Mi - Zemsta Sithów</title><content type='html'>Pamiętacie panią Mecenas Przechwałek? Tę co to w reklamówce na głowie odbierała telefony? Więcej o tych telefonach można poczytać &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/07/telefony-w-mojej-gowie.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;A tymczasem osiemdziesięcioletnia Mała Mi znów dała o sobie znać... Było tak:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;i&gt;- Prze-chwa-łek... - &lt;/i&gt;kończyłem wklepywać do komputera kartę zlecenia wyjazdu.&lt;br /&gt;Nie wiedziałem, że do drukarki ktoś podstępnie wsadził ryzę żółtego papieru. Wcisnąłem klawisz druku i z czarnej czeluści kopiarki wypłynęła słoneczna karta wyjazdu.&lt;br /&gt;Ratownicy medyczni to jednak przesądny ludek jest...&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- To zły omen -&lt;/i&gt; pomyślałem dzierżąc w dłoni "najprawdziwsze żółte papiery" pani Przechwałek.&lt;br /&gt;...No i miałem rację.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Bladym świtkiem ambulans /baczność/Prywatnej Placówki Medycznej/spocznij/ zaparkował pod blokiem emerytowanej pani Mecenas Przechwałek. Zaspany zespół wyjazdowy w osobach ratownika i kierowcy wytoczył się z karetki i poturlał w stronę wejścia do klatki schodowej.&lt;br /&gt;- Dryńńń, dryńńń... - kierowca nacisnął guzik domofonu.&lt;br /&gt;Po dłuższej chwili w głośniku coś chrupnęło i w poranny eter popłynął, dobrze wszystkim znany, skrzecząco-sepleniący głos&lt;br /&gt;- Kto taaam?&lt;br /&gt;- ...Obry. Karetka po panią, na badania! - odpowiedział ratownik siląc się na przyjazny ton.&lt;br /&gt;- A ja jeszcze nie jestem gotowa! Przyjedźcie później!&lt;br /&gt;- Chruup! - strzeliła odkładana słuchawka domofonu.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Radzi nieradzi chłopcy ucięli sobie pod blokiem pani Przechwałek piętnastominutową drzemkę i ponownie podjęli próbę wykonania zlecenia.&lt;br /&gt;- Dryńń dryyyńń!&lt;br /&gt;- Ktoo taam?&lt;br /&gt;- No karetka po panią.&lt;br /&gt;- A to wy... Hmm... No to wejdźcie na górę.&lt;br /&gt;- Bzzzzt - odskoczył zamek w drzwiach do klatki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weszli. Potupali na piętro i stanęli pod drzwiami.&lt;br /&gt;- Puk puk...&lt;br /&gt;- Ktooo taaam? (głos tuż zza drzwi)&lt;br /&gt;- Karetka!&lt;br /&gt;- Karetka? Jaka karetka?&lt;br /&gt;- No na badania ma pani jechać!&lt;br /&gt;- To znowu wy? Zaczekajcie chwilę, bo jeszcze nie jestem gotowa!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Stanęli na klatce i zaczekali, ale po dziesięciu minutach:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- PUK PUK!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- No kto tam znowuuu?! (tym razem głos był cichszy, jakby odleglejszy)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- No to my, z karetki! Czekamy na panią!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Ale ja nie mogę wyjść. Przyjedźcie później!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Nie możemy później! Proszę się pospieszyć!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Ale ja się teraz kąąąpię!!!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Dwadzieścia minut później:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- PUK PUK!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- ... (cisza)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Pani Przechwałek..?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- ...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Proszę sobie nie robić żartów! Proszę otworzyć!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- ...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- ŁUP ŁUP ŁUP!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- A przestaniecie mi walić w te drzwi, łobuzy jedne?!!!&lt;br /&gt;- Pani Przechwałek..! To my... Z karetki... Na badania jedziemy!&lt;br /&gt;- Proszę zaczekać, jestem w kąpieli!&lt;br /&gt;- Ale jedzie pani na te badania?&lt;br /&gt;- NIE!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------&lt;br /&gt;Wygląda na to, że szykują się nam prawdziwe Gwiezdne Wojny... &lt;br /&gt;Wszystkie zlecenia do Małej Mi (80 lat później) będę odtąd drukował na żółtych kartkach. Niech się koledzy mają na baczności :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-2165834893538254629?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/2165834893538254629/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=2165834893538254629' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2165834893538254629'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2165834893538254629'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/maa-mi-zemsta-sithow.html' title='Mała Mi - Zemsta Sithów'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-8930291058234062178</id><published>2011-08-16T08:30:00.002+02:00</published><updated>2011-08-18T00:47:19.620+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Technicznie rzecz biorąc'/><title type='text'>Ratownicze cuda w telefonie cz.2</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;O tym, że nie każdy od razu wymiata w zawodzie ratownika medycznego wiedzą wszyscy, którzy kiedykolwiek popróbowali tego chleba. Doświadczenie przychodzi z czasem i poparte aktualną wiedzą procentuje mniejszą ilością pomyłek, niższym poziomem stresu, a także małym przebiegiem na trasie: pacjent - karetka.&lt;br /&gt;Zanim jednak to nastąpi, każdy musi dostać za swoje i swoje przecierpieć. Nauka wszak kosztuje.&lt;br /&gt;Ilości ratowniczych zdziwień i niespodzianek nie da się ująć w żadnej instrukcji pracy. To trzeba po prostu przetrwać pokonując kolejne przeciwności losu i wypełniając również te mniej atrakcyjne obowiązki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie mało atrakcyjnym obowiązkiem, z którym chwilowo muszę się szarpać jest... #*!@%##! dokumentacja medyczna.&lt;br /&gt;Kupa papierów, małe kratki, wiele treści do uzupełnienia. A w karetce tłucze i wszystko podskakuje, pacjent drze ryja żądając natychmiastowej pomocy. Istna Sodomia i Gomoria :) Kiedy już wreszcie mogę pisać, okazuje się, że długopis nawalił albo papiery mi zalało deszczem (lub też dowolnym płynem pochodzenia organicznego), nie znam kodów schorzenia lub numeru wykonanej czynności medycznej, a po przyjeździe do stacji nie pamiętam parametrów, jakie leki podałem i ile tego poszło.&lt;br /&gt;No co..? Nie każdy od razu wymiata wszystko na pamięć i z zamkniętymi oczyma ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako, że od dziecka miałem duszę racjonalizatora, postanowiłem usprawnić sobie pracę w aspekcie wypełniania papierów. Wiedziałem, że gdzieś musi istnieć programik, który pomoże takim "gapom" jak ja. Pogmerałem w zasobach sieci i proszę... JEST! Dokładnie taki jakiego potrzebuję!&lt;br /&gt;Jeśli chcesz zobaczyć to cudo, kliknij "czytaj więcej" (na lewo i w dół). Jeśli natomiast nie interesują Cię takie gadżety (bo już dawno wymiatasz w ratownictwie, albo karetkę oglądasz tylko z perspektywy noszy), to faktycznie zajmij się czymś przyjemniejszym :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;EMS Tracker&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;To aplikacja genialna w swej prostocie. Służy do błyskawicznego rejestrowania czynności wykonanych przy pacjencie, minuta po minucie.&lt;br /&gt;Zobaczmy co potrafi i czy będzie przydatna w czasie wirtualnego wyjazdu do chorego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-PMlwV6vQMZ4/TkEp8WC2P-I/AAAAAAAAAeI/SzSp5KOfJTs/s1600/EMS+tracker1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-PMlwV6vQMZ4/TkEp8WC2P-I/AAAAAAAAAeI/SzSp5KOfJTs/s1600/EMS+tracker1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Grafika startowa aplikacji&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;- "P1 - wyjazd!" - krzyknął dyspozytor i rozpoczął drukowanie karty wyjazdowej.&lt;br /&gt;Odpaliłem w telefonie aplikację &lt;b&gt;EMS Tracker&lt;/b&gt; i w ułamku sekundy moim oczom ukazał się panel statusów zespołu wyjazdowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-87hpjbNKDOA/TkE1L6l3jVI/AAAAAAAAAeM/r9MtCOZkAso/s1600/statusy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-87hpjbNKDOA/TkE1L6l3jVI/AAAAAAAAAeM/r9MtCOZkAso/s320/statusy.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Panel statusów&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Akurat tego dyspozytora nikt nie lubi ;) więc wolę na własną rękę monitorować wszystkie czasy i status wyjazdu. Wskazuję palcem pole "Zgłoszenie". Program głośnym piknięciem sygnalizuje mi, że wprowadził to zdarzenie do pamięci. Zgłoszenie przyszło o 14:48:48 w dniu 9 sierpnia 2011 roku.&lt;br /&gt;W ten sposób mogę wprowadzać kolejne statusy np: o której byliśmy w gotowości, o której wyjechaliśmy ze stacji, ile czasu zajęła nam droga i dotarcie do pacjenta, jak długo pracowaliśmy na miejscu i kiedy ruszyliśmy do szpitala. Mogę też ustalić godzinę przekazania chorego w izbie przyjęć oraz godzinę powrotu karetki do stacji.&lt;br /&gt;Początkowo wszystkie osiem pól, czy też pseudo-klawiszy opatrzone było angielskojęzycznymi nazwami statusów jednak szybciutko je sobie pozmieniałem wpisując rodzime wyrazy. Co ciekawsze, w każde z tych miejsc mogę wstawić dowolne słowo i dowolny status. Choćby &lt;i&gt;"obiad"&lt;/i&gt;, jeśli przyjdzie mi do głowy podczas dyżuru odnotować to arcyważne zdarzenie ;) Pełna dowolność edycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzasnąłem drzwiami karetki i jazda. Kierowca zawył sygnałami, a ja w tym czasie zerkam w kartę wyjazdową.&lt;br /&gt;- Krzysztof Olaboga &lt;i&gt;(skąd ja znam &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/postawic-do-pionu.html"&gt;to nazwisko&lt;/a&gt;?)&lt;/i&gt; ból w klatce piersiowej.&lt;br /&gt;Dla porządku wpiszę to do programu (będę potem wiedział kogo ratowałem). W końcu tyle mam do roboty podczas jazdy.&lt;br /&gt;W każdej chwili mogę tu wpisać dowolną treść notatki. Zawsze zostanie uzupełniona datą i godziną wprowadzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-dPB-Av8dZ2Y/TkE7XZEjKFI/AAAAAAAAAeQ/mJO13erJoLE/s1600/Nazwisko.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-dPB-Av8dZ2Y/TkE7XZEjKFI/AAAAAAAAAeQ/mJO13erJoLE/s320/Nazwisko.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wprowadzanie dowolnej treści&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Dotarliśmy na miejsce. Szybkie "klik" w odpowiedni status i pędzimy do pacjenta.&lt;br /&gt;- Dzień dobry. Pogotowie. Co to się dzieje niedobrego?&lt;br /&gt;- Piecze w klatce piersiowej i ogólnie to kiepsko ze mną.&lt;br /&gt;- Rozumiem... Panie Krzysztofie, pobadamy się trochę zgoda?&lt;br /&gt;Korzystając z chwili, gdy kolega sprawdza ciśnienie, uruchamiam panel parametrów. Wprowadzę sobie wyniki i nic mi już nie umknie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-wSO5w5xH2N0/TkFeAwqlZEI/AAAAAAAAAek/2OnafLGzXJA/s1600/parametry2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-wSO5w5xH2N0/TkFeAwqlZEI/AAAAAAAAAek/2OnafLGzXJA/s320/parametry2.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Panel parametrów i stoper.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;W kolejności mogę tu zapisać:&lt;br /&gt;2) wartość ciśnienia,&lt;br /&gt;3) tętno &lt;br /&gt;4) lokalizacja tętna (na tętnicy promieniowej, szyjnej, ramiennej i grzbietowej &lt;i&gt;DP - dorsalis pedis&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;5) ilość oddechów na minutę&lt;br /&gt;6) wartość saturacji&lt;br /&gt;7) poziom glukozy&lt;br /&gt;8) wartość temperatury ciała&lt;br /&gt;Podczas pomiaru tętna pomocny może być stoper, który uruchamiam dotknięciem w pole oznaczone numerem 1). Co piętnaście sekund stoper emituje głośny sygnał. Teraz wystarczy pomnożyć wyliczone tętno przez cztery i wpisać wynik.&lt;br /&gt;Dotykając w odpowiednie rubryczki wprowadzam poszczególne wartości. Każdorazowo program wyświetla dużą, wygodną klawiaturę numeryczną, dzięki czemu parametry mogę wpisywać nawet w jadącej po wybojach karetce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-tJD53c9ry-w/TkFTWm4SXrI/AAAAAAAAAeY/mDkISsjxdgA/s1600/Klawiatura.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-tJD53c9ry-w/TkFTWm4SXrI/AAAAAAAAAeY/mDkISsjxdgA/s320/Klawiatura.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wygodna klawiatura numeryczna&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Szybko wypełniłem wszystkie rubryki. Bardzo brakuje mi tu miejsca na inne ważne badania jak choćby skala Glasgow, osłuchiwanie klatki piersiowej, określenie miejsc ewentualnych obrażeń itp.&lt;br /&gt;Wprowadziłem wyniki do pamięci, co zostało potwierdzone wyraźnym piknięciem. Program automatycznie dołączył datę i godzinę wykonania pomiarów. Gdybym zechciał ponownie zbadać pacjenta i wprowadzić dane, pojawią się one w zapisie po raz drugi, oczywiście z nową godziną.&lt;br /&gt;Tymczasem nasz pacjent w parametrach wygląda tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-NZ4OMXURCGE/TkFagBtXvjI/AAAAAAAAAeg/-bYixXRcWHI/s1600/parametry1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-NZ4OMXURCGE/TkFagBtXvjI/AAAAAAAAAeg/-bYixXRcWHI/s320/parametry1.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Skończyliśmy badanie. Pacjent skarży się na dotkliwy ból w klatce piersiowej. W zapisie EKG widoczne jest wyraźne uniesienie odcinka ST w kilku odprowadzeniach. Nadszedł czas na decyzje terapeutyczne.&lt;br /&gt;- Założymy panu wenflon i podamy leki, oczywiście konieczne jest przewiezienie pana do szpitala.&lt;br /&gt;Na pierwszy ogień idzie aspiryna, zaraz za nią pędzi nitrogliceryna w sprayu. Ponieważ pacjent zgłasza silny ból podajemy też morfinę dożylnie, no i oczywiście tlen. Dodatkowo puścimy leniwie kroplówkę z soli fizjologicznej, żeby nam się wenflon nie wykrzepił.&lt;br /&gt;Otwieram następny panel i jednym kliknięciem wprowadzam kolejno podawane leki. Wystarczy wskazać konkretną nazwę leku. Wszystkie zostaną wpisane wraz z czasem podania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/--cjVTj8OeFQ/TkFhjiswOcI/AAAAAAAAAeo/yapojT6v4iA/s1600/Leki.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/--cjVTj8OeFQ/TkFhjiswOcI/AAAAAAAAAeo/yapojT6v4iA/s320/Leki.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Panel leków (listę można przewijać)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Spis leków stworzyłem sam podczas nudnego dyżuru. Zajęło mi to kilkanaście minut. Gdyby jakiegoś specyfiku na mojej liście brakło, bardzo szybko mogę go dodać poprzez kliknięcie symbolu "+" na górnej belce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapakowaliśmy chorego na nosze i hajda do karetki. Do szpitala mamy kilka minut drogi, pacjent zabezpieczony, mogę sobie teraz wpisać czynności, które wykonaliśmy podczas akcji.&lt;br /&gt;Otwieram panel wykonanych działań i wskazuję poszczególne czynności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-SjoqJIwhNA0/TkFkHrRP2mI/AAAAAAAAAes/oRh-Pg3P0AI/s1600/dzia%25C5%2582anie.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-SjoqJIwhNA0/TkFkHrRP2mI/AAAAAAAAAes/oRh-Pg3P0AI/s320/dzia%25C5%2582anie.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Panel wykonanych działań (listę można przewijać)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jak leki, przygotowałem wcześniej listę czynności, które są najczęściej wykonywane podczas wyjazdu. Do każdej dodałem numer klasyfikacji ICD-9, ponieważ ciągle mam problemy z zapamiętaniem tych wszystkich kodów. Tu również mogę dodawać do spisu kolejne czynności, jeśli pojawi się taka konieczność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęśliwie dotarliśmy do szpitala. Pielęgniarki przejęły pacjenta, a ja mogę w spokoju uzupełnić dokumentację.&lt;br /&gt;Klikam ostatni panel zapisu, odczytuję potrzebne mi dane i wpisuję do tradycyjnej papierowej karty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-p-38kbknZNs/TkFoR6BLS8I/AAAAAAAAAew/Rva5FSA1eqc/s1600/Log.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-p-38kbknZNs/TkFoR6BLS8I/AAAAAAAAAew/Rva5FSA1eqc/s320/Log.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Panel zapisu (listę można przewijać)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Cały zapis mogę wyświetlić w telefonie lub natychmiast przesłać do innego urządzenia za pomocą SMS lub pocztą e-mail.&lt;br /&gt;Zapis naszej akcji wysłany mailem wygląda następująco:&lt;br /&gt;&lt;div style="color: #0b5394;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #0b5394;"&gt;sie 09, 2011 14:48:48 - Zgłoszenie&lt;br /&gt;sie 09, 2011 14:49:09 - Gotowość&lt;br /&gt;sie 09, 2011 14:50:13 - W drodze&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #0b5394;"&gt;sie 09, 2011 14:51:10 - Krzysztof Olaboga&lt;br /&gt;sie 09, 2011 14:55:48 - Na miejscu&lt;br /&gt;sie 09, 2011 14:55:59 - Przy pacjencie&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:02:03 - Vitals:&lt;br /&gt;- Systolic: 160&lt;br /&gt;- Diastolic: 100&lt;br /&gt;- Pulse: 105&lt;br /&gt;- Location: Radial&lt;br /&gt;- Resp. Rate: 26&lt;br /&gt;- Oxygen Saturation: 93&lt;br /&gt;- Blood Glucose: 91&lt;br /&gt;- Body Temp.: 35.9˚C&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:02:37 - bad fizykalne 89.7&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:03:04 - ekg (12 odpr) 89.522&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:03:12 - pomiar CTK 89.61&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:03:16 - pomiar SpO2 89.602&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:03:17 - pomiar glikemii ZAB50&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:03:28 - tlenoterapia 93.964&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:03:37 - cewnikowanie żył IV 38.93&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:04:06 - infuzja/wstrz leków i subst terap 99.1&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:04:21 - podaż leku p.o. 99.97&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:05:12 - kwas asa 300 mg &lt;/div&gt;&lt;div style="color: #0b5394;"&gt;sie 09, 2011 15:05:25 - nitrogliceryna aerozol&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:05:28 - morfina 10 mg/ml&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #0b5394;"&gt;sie 09, 2011 15:05:30 - NaCl 0,9% 500 ml&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:07:07 - Transport&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:12:56 - Przekazanie&lt;br /&gt;sie 09, 2011 15:20:10 - W stacji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;==== EMS Tracker for iPhone ====&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ot i wszystko. Koniec akcji. Wracamy do stacji. Wirtualny pacjent został uratowany, a ja mam zapis tego działania i w spokoju mogę uzupełniać wszystkie papierzyska, które na mnie czekają na stole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Podsumowanie:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;EMS Tracker z całą pewnością można uznać za ciekawą i pomocną aplikację, zwłaszcza dla wszystkich świeżaków, zapominalskich lub przemęczonych pracą ratowników.&lt;br /&gt;Prostota obsługi i niemal stuprocentowa możliwość edycji dodatkowo podnoszą walor użytkowy tego programu.&lt;br /&gt;No i jeszcze jeden poważny atut. Aplikacja jest dostępna za darmo, a jej wielkość w MB tak znikoma, że każdy ratownik-posiadacz smartfona po prostu powinien ją mieć... Tak na wszelki wypadek ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Plusy:&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;+ prostota &lt;br /&gt;+ szybka, intuicyjna obsługa&lt;br /&gt;+ edycja list i możliwość dodawania nowych pozycji&lt;br /&gt;+ możliwość przesyłania zapisu do innych urządzeń&lt;br /&gt;+ cena 0 $ &lt;br /&gt;+ mała rzecz, a cieszy :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="color: #990000;"&gt;&lt;b&gt;Minusy:&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;- brak miejsca na istotne, dodatkowe badania&lt;br /&gt;- mam pewne opory przed mazaniem zakrwawioną rękawiczką po ekranie własnego telefonu &lt;br /&gt;- mimo wszystko ciągle trzeba przelać treść na papier...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;...ale może kiedyś będziemy przekazywać pacjenta do szpitala razem z wiadomością SMS ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-8930291058234062178?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/8930291058234062178/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=8930291058234062178' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8930291058234062178'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8930291058234062178'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/ratownicze-cuda-w-telefonie-cz2.html' title='Ratownicze cuda w telefonie cz.2'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-PMlwV6vQMZ4/TkEp8WC2P-I/AAAAAAAAAeI/SzSp5KOfJTs/s72-c/EMS+tracker1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-864058488277459181</id><published>2011-08-15T13:30:00.000+02:00</published><updated>2011-08-15T13:30:35.508+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Kontrakt bez układów</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ZJ57F3gpIdw/TkkCNtGf_QI/AAAAAAAAAhk/AeaQ5FduBWk/s1600/smut.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="199" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZJ57F3gpIdw/TkkCNtGf_QI/AAAAAAAAAhk/AeaQ5FduBWk/s200/smut.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dzisiaj niewesoło... &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Już przed wiekami nieznany artysta przestrzegał:&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #073763; text-align: left;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #073763; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;"Lepiej usiąść w misce gadów&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #073763; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;niż mieć kontrakt... &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="color: #073763;"&gt;bez układów."&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Początek lipca b.r.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Nie mam podpisanej umowy o kontrakt z /baczność/Najprawdziwszą Stacją Pogotowia nr 1/spocznij/&lt;br /&gt;Moje papiery poszły ponoć pocztą do centrali. Czekam cierpliwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Połowa lipca b.r.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jadę na dyżur. Dalej bez umowy, ale cierpliwość jest cnotą najwyższą... ponoć.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;- Dzień dobry... - przywitałem się z królową stacji, Dyspozytorką Krystyną i wlepiłem wzrok w tablicę ogłoszeń.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;"GRAFIK DYŻURÓW NA MIESIĄC SIERPIEŃ"&lt;/div&gt;Szybko odszukałem swoje nazwisko i przesunąłem palcem wzdłuż kratek.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Nie jest najgorzej... -&lt;/i&gt; pomyślałem przepisując terminy moich dyżurów. Na koniec mój palec wylądował na odręcznym dopisku: "Proszę potwierdzać pasujące dyżury u Szefa Stacji!"&lt;br /&gt;Złapałem za telefon:&lt;br /&gt;- Dzień dobry Panie Szefie. Potwierdzam dyżury na sierpień, wszystkie mi pasują. Rozumiem, że to jest grafik ostateczny?&lt;br /&gt;- Nie to wstępniak jest. Jak się ustali, to wyślę ci na maila.&lt;br /&gt;- O.k, to czekam na wiadomość. Pozdrawiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystukuję drugi numer, dzwonię do /baczność/Najprawdziwszej Stacji Pogotowia nr 2/spocznij/&lt;br /&gt;- Dzień dobry, mówi Cre(w)master, wasz pracownik kontraktowy. Chciałem panią zapytać o grafik dyżurów na sierpień.&lt;br /&gt;- Panie, co pan sobie wyobraża, że ja mam tylko wasz grafik do roboty?! Jest połowa lipca, a pan mi głowę sierpniem zawracasz? Proszę dzwonić po dwudziestym! I nie wcześniej!!&lt;br /&gt;- Dziękuję, do widz...&lt;br /&gt;- Trzask!&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- U-u-u... Prawie jak za dawnych lat w dziekanacie...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Koniec lipca b.r.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Nadal nie dostałem umowy z Pogotowiem nr 1. Mail z dyżurami też nie przychodzi. &lt;br /&gt;Dzwonię do Pogotowia nr 2 (bo miało być &lt;i&gt;"po dwudziestym i nie wcześniej!"&lt;/i&gt;): &lt;br /&gt;- Dzień dobry, ja w sprawie grafiku dyżurów dla kontraktowych.&lt;br /&gt;- Panie, co mi pan głowę zawracasz?! Ja wszystkie dyżury już dwudziestego pierwszego rozdałam! Trzeba sobie pilnować interesu! Trzask!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Początek sierpnia b.r.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Telefon do Pogotowia nr 1:&lt;br /&gt;- Dzień dobry, Szefie ja w sprawie tego maila...&lt;br /&gt;- Jakiego maila?&lt;br /&gt;- No chodzi mi o grafik.&lt;br /&gt;- Aaa... grafik jest bez zmian.&lt;br /&gt;- To super! Dzięki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Połowa sierpnia b.r.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Przerywam urlop, żeby pojechać na dyżur. Trzydzieści kilometrów trasy mija jak z bicza strzelił i wpadam do stacji.&lt;br /&gt;- A co ty tu robisz? - pyta zdziwiona dyspozytorka.&lt;br /&gt;- Nockę mam... - odpowiadam. &lt;br /&gt;- Chyba nie dzisiaj? Pan X ma dziś dyżur.&lt;br /&gt;- No jak nie dzisiaj..? - idę do tablicy i przesuwam palcem wzdłuż kratek.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- O k*%#@, a co to?!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Moje okienko z dyżurem zamalowane, a pod spodem wpisany pan X.&lt;br /&gt;- Dzwoń do X... - mówi zakłopotana dyspozytorka - ...Jest miejscowy, może się zamieni?&lt;br /&gt;Dla pewności przejechałem paluchem po jego kratkach. Ma prawie 400 godzin dyżurów. &lt;br /&gt;Zadzwoniłem... Nie zamieni się (każdy orze jak może...)&lt;br /&gt;Dzwonię do szefa.&lt;br /&gt;- Szefie ja tu na dyżur z urlopu zjechałem, a ktoś mnie z grafiku wykreślił...&lt;br /&gt;- Ano tak, grafik się zmienił.&lt;br /&gt;- Ale nikt mi nie powiedział..!&lt;br /&gt;- A co ja mam twojego grafiku pilnować?!&lt;br /&gt;- No, ale było ustalone, a mnie tu przecież nie ma na co dzień...&lt;br /&gt;- No właśnie... i w tym problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam raptem kilka dyżurów w tej stacji na miesiąc, to co mam sobie k... namiot rozbić na łączce obok?! Będę wtedy na bieżąco!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umowy dalej nie ma... może już nie będzie potrzebna? Widocznie ludzie z zespołem &lt;i&gt;wąskich pleców&lt;/i&gt; nie mogą pracować w Najprawdziwszych Pogotowiach :(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-864058488277459181?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/864058488277459181/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=864058488277459181' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/864058488277459181'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/864058488277459181'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/kontrakt-bez-ukadow.html' title='Kontrakt bez układów'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ZJ57F3gpIdw/TkkCNtGf_QI/AAAAAAAAAhk/AeaQ5FduBWk/s72-c/smut.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-7594598589479806613</id><published>2011-08-14T11:42:00.000+02:00</published><updated>2011-08-14T11:42:07.972+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Radość edukacji'/><title type='text'>Język przekazu</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-GNpDOB0P8xw/TkeVhIcoNWI/AAAAAAAAAhg/wBwhSjlRBqw/s1600/ambu.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-GNpDOB0P8xw/TkeVhIcoNWI/AAAAAAAAAhg/wBwhSjlRBqw/s200/ambu.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;UWAGA! Post zawiera treści bogato okraszone słowami powszechnie uznawanymi za wulgarne.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Nic nie kropkowałem, nie ucinałem końcówek, gdyż w znaczący sposób wypaczyłoby to sens i zmieniło ciężar gatunkowy przekazu.&lt;br /&gt;Jeśli masz duszyczkę wrażliwą lepiej zaniechaj dalszej lektury. Może kiedyś, po pijaku, opracuję wersję "soft" ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;- Bo widzisz Crew, język przekazu to bardzo ważna sprawa w procesie nauczania... - powiedział mój mentor* podczas stażu instruktorskiego, omawiając kolejne zajęcia, które poprowadziłem&lt;br /&gt;- ...a ty masz z tym niejakie problemy.&lt;br /&gt;- Słucham? - zapytałem nieco zdziwiony. Wszak wydawało mi się, że podczas zajęć wszyscy rozumieli, co do nich mówię i czego oczekuję.&lt;br /&gt;- Używasz słów potocznych i niemal slangowych, które mogą wywołać u słuchaczy skrępowanie lub nawet wewnętrzny protest. Budujesz w ten sposób dydaktyczną ścianę między tobą a grupą.&lt;br /&gt;- O Jezu... - na chwilę mnie zatkało - A jakich, to słów użyłem jako budulca do owej ściany? Jeśli mogę o to zapytać pana mentora...&lt;br /&gt;- Jedna chwileczka... - mentor zatopił wzrok w swoich szczegółowych notatkach i po chwili wycedził:&lt;br /&gt;- Gość...&lt;br /&gt;- Yyyy?&lt;br /&gt;- Użyłeś parokrotnie sformułowania "gość"... A raz nawet powiedziałeś "facet". A to nie jest żaden gość, ani facet. To jest pacjent, drogi Crew, &lt;b&gt;p&amp;nbsp; a&amp;nbsp; c&amp;nbsp; j&amp;nbsp; e&amp;nbsp; n&amp;nbsp; t&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;Przy ostatnim słowie, mentor zamielił paszczą niczym jałówka wcinająca najlepszą, alpejską trawkę.&lt;br /&gt;- I na dodatek powiedziałeś, że ten gość się "wywalił". A on się wcale nie&amp;nbsp; &lt;b&gt;w&amp;nbsp; y&amp;nbsp; w&amp;nbsp; a&amp;nbsp; l&amp;nbsp; i&amp;nbsp; ł&lt;/b&gt;, tylko po prostu się przewrócił, albo lepiej, "upadł". Tak?&lt;br /&gt;- Ale ja chciałem dostosować wypowiedzi i sposób formułowania myśli do grupy odbiorców... - mentor nie mentor, postanowiłem bronić swoich czternastoletnich, instruktorskich doświadczeń.&lt;br /&gt;- Owszem, rozumiem to... - opiekun przerwał moją wypowiedź - ...chciałeś zunifikować swój przekaz dla szerokiego spektrum zainteresowanych, ale ci goście na zajęciach naprawdę mogli nie skumać o co ci chodzi i poczuć się urażeni.&lt;br /&gt;- Tylko, że u nas na zajęciach nie było żadnych &lt;b&gt;g&amp;nbsp; o&amp;nbsp; ś&amp;nbsp; c&amp;nbsp; i&lt;/b&gt;, a jedynie kursanci, ratownicy medyczni... I żaden z nich nie&amp;nbsp; &lt;b&gt;k&amp;nbsp; u&amp;nbsp; m&amp;nbsp; a&amp;nbsp; ł&lt;/b&gt;, za to wszyscy, jak sądzę, rozumieli co się do nich mówi... - Akcentując z jadowitym przekąsem te słowa nagle przypomniałem sobie, że w karcie oceny stażysty znajduje się rubryka pod groźną nazwą &lt;i&gt;"przyjmowanie krytyki"&lt;/i&gt;, dlatego jednym tchem wyrecytowałem dyplomatyczne:&lt;br /&gt;- Ale w pełni się z panem mentorem zgadzam, proszę o naukę, pokutę i rozgrzeszenie. Już nigdy na pacjenta w scenariuszu symulacji nie powiem "gość". Słowo skauta!&lt;br /&gt;Kończąc przekorną dyskusję z mentorem, rozważałem w myślach istotę i zasadność zarzutów.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ależ się w tej dydaktyce pozmieniało... - &lt;/i&gt;dumałem&lt;i&gt; - Musi przez tą cholerną Unię!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;A w głowie mignął mi obrazek z zamierzchłych czasów i zupełnie innego kursu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Polska z końca XX wieku. W małej remizie trwał kurs pierwszej pomocy dla strażaków-ochotników.&lt;br /&gt;Instruktor prowadzący dwoił się i troił, aby przelać swą rozległą wiedzę do głów szanownych słuchaczy:&lt;br /&gt;- Drodzy państwo, kolejnym tematem, jakim się zajmiemy, będzie resuscytacja krążeniowo oddechowa.&lt;br /&gt;Szerokie ziewnięcia kursantów świadczyły o "najwyższym" poziomie zaangażowania, ale instruktor się nie poddawał:&lt;br /&gt;- ...i w ten sposób, po udrożnieniu górnych dróg oddechowych i kontroli stanu świadomości oraz funkcji życiowych, przechodzimy do właściwej resuscytacji. Uciskamy piętnaście** razy klatkę piersiową, pamiętając o równym czasie relaksacji. To znaczy, że kompresja i dekompresja musi przebiegać symetrycznie, w analogicznych odcinkach czasowych. Następnie przechodzimy do wentylacji wspomaganej i tę czynność powtarzamy dwukrotnie. Pamiętajmy, aby nie przekroczyć sześciuset mililitrów objętości oddechowej, gdyż może to skutkować powikłaniem w postaci regurgitacji. Na tym zakończymy pokaz. Czy macie panowie jakieś pytania?&lt;br /&gt;Cisza jaka zapadła zdawała się być krępująca dla obu stron.&lt;br /&gt;- Wobec tego czas na ćwiczenia. Zapraszam panów do manekina. Kto pierwszy..?&lt;br /&gt;Po tym pytaniu wszyscy strażacy, jak jeden mąż, zatroskanym wzrokiem jęli lustrować zacieki barwiące biały niegdyś sufit.&lt;br /&gt;- Naprawdę nikt? - zasmucił się instruktor - Nikt nie chce ćwiczyć..? No trudno... Wobec tego robimy dziesięć minut przerwy.&lt;br /&gt;Prowadzący zajęcia wyszedł przed budynek i z ulgą odetchnął świeżym powietrzem. Na tej czynności przydybał go Komendant Ochotniczej Straży Pożarnej, Wawrzyniec Sikawa.&lt;br /&gt;- I jak tam kurs, panie instruktorze? - zapytał z szerokim uśmiechem na twarzy - Uczą się chłopcy? Uczą?&lt;br /&gt;- Wie pan... - zakłopotał się instruktor - Grzeczni są. Przeszkadzać nie przeszkadzają, ale jakoś tak ćwiczyć nie chcą, pytań nie mają. Może zmęczeni..?&lt;br /&gt;Uśmiech zniknął z twarzy Komendanta Sikawy. Złapał wykładowcę za rękaw.&lt;br /&gt;- Chodź pan. Sprawę trza wyjaśnić.&lt;br /&gt;Trzasnęły otwierane z hukiem drzwi remizy.&lt;br /&gt;- No panowie, kurwa wasza mać, co wy tu za szopkę odpierdalacie?! Pan instruktor się skarży, że nie chcecie uczestniczyć. O tak się kurwa nie będziemy bawić! To co ja w chuj kasy na tą naukę w pizdu wyjebałem przez okno?! Ja wam tu kurwa zaraz dam, nieuki pierdolone! Sroka..! - komendant zwrócił groźne oblicze w stronę pierwszego strażaka w ławce - ...Nie interesuje cię kurwa baranie to co pan instruktor mówi?!&lt;br /&gt;- Interesuje, tylko...&lt;br /&gt;- Co tylko?! Co tylko??!!&lt;br /&gt;- Ja... nie rozumiem komendancie...&lt;br /&gt;- Czego kurwa nie rozumiesz, tumanie jeden?!&lt;br /&gt;- No nie rozumiem... jak to na tej kukle trzeba robić...&lt;br /&gt;- Właśnie psze pana... - odezwały się inne nieśmiałe głosy.&lt;br /&gt;- Jak kurwa nie rozumiesz?! Przecież to jest proste jak dymanie! Chodź no tu..! Masz go pierdolnąć piętnaście razy w klatę, tylko nie za mocno, a potem jebniesz mu dwa wdechy i chuj!&lt;br /&gt;- Aaaaaaaaa... - przeciągły jęk zrozumienia świadczył o sukcesie dydaktycznym komendanta.&lt;br /&gt;Pięć minut później ćwiczenia z resuscytacji szły pełną parą.&lt;br /&gt;- Bardzo dobrze... - instruktor chwalił kolejnego ćwiczącego - ...pamiętaj tylko, żeby ucis... pierdolnąć piętnaście razy, a nie pięć, bo pięć to z deka za mało.&lt;br /&gt;- Dobrze panie instruktorzu... To może ja jeszcze raz spróbuję, bo nawet całkiem zajebista jest ta re... re-konstrukcja!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Tak to kiedyś było. Słowo skauta! A teraz..? Nawet nie można powiedzieć "gość" ani "facet". I weź tu człowieku idź i ucz strażaków ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----------------------&lt;br /&gt;* Mentor - na kursach certyfikowanych, to doświadczony instruktor, opiekun (lub oprawca) kandydata na instruktora, stażysty.&lt;br /&gt;** Wg ówczesnych wytycznych, podczas resuscytacji klatkę piersiową należało pierd... ucisnąć 15 razy. Teraz uciskamy 30!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-7594598589479806613?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/7594598589479806613/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=7594598589479806613' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7594598589479806613'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7594598589479806613'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/jezyk-przekazu.html' title='Język przekazu'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-GNpDOB0P8xw/TkeVhIcoNWI/AAAAAAAAAhg/wBwhSjlRBqw/s72-c/ambu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-3941243270638078485</id><published>2011-08-12T04:53:00.000+02:00</published><updated>2011-08-12T04:53:09.679+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luzem'/><title type='text'>Bajzel w innym wymiarze</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-w1Vjcv1JRvg/TkSVM1mfJKI/AAAAAAAAAhY/AKBPv8Y0Xhs/s1600/Logofk.GIF" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-w1Vjcv1JRvg/TkSVM1mfJKI/AAAAAAAAAhY/AKBPv8Y0Xhs/s200/Logofk.GIF" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie ma cię na facebooku - nie żyjesz!&lt;br /&gt;Tak ponoć "mądrzy" ludzie powiadają, a mądrych to i posłuchać miło...&lt;br /&gt;Dlatego "bajzel na kółkach" wjechał na facebooka!&lt;br /&gt;No i jestem... zaistniałem w tej kontrowersyjnej społeczności ...choćby dla draki :)&lt;br /&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;Zobaczymy, co z tego wyniknie. Zapraszam do kontaktu, również w tej formie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;Link do strony &lt;a href="http://www.facebook.com/pages/paramedic-on-board/149150838499721?sk=app_4949752878"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt; lub ikonka w prawej kolumnie bloga.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-3941243270638078485?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/3941243270638078485/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=3941243270638078485' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/3941243270638078485'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/3941243270638078485'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/bajzel-w-innym-wymiarze.html' title='Bajzel w innym wymiarze'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-w1Vjcv1JRvg/TkSVM1mfJKI/AAAAAAAAAhY/AKBPv8Y0Xhs/s72-c/Logofk.GIF' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-8177718244305267467</id><published>2011-08-10T00:08:00.001+02:00</published><updated>2011-08-10T08:37:28.807+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Historie zasłyszane'/><title type='text'>Postawić do pionu</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-xxojqE_VJ14/TkGi0dTpzKI/AAAAAAAAAe0/PjknbDd708c/s1600/Nowy-2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="133" src="http://1.bp.blogspot.com/-xxojqE_VJ14/TkGi0dTpzKI/AAAAAAAAAe0/PjknbDd708c/s200/Nowy-2.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Pisanie o tym, że sytuacja w polskich placówkach ochrony zdrowia na ogół jest zła, byłoby totalnym truizmem. Dosłownie wszyscy to wiedzą (no może poza panią minister). Niejeden niestety odczuł to na własnej skórze i do dzisiejszego dnia nie może zapomnieć tego i owego, temu i owemu w białym kitlu, fartuchu lub czerwonym wdzianku (żeby nie było nieporozumień, postać w czerwonym wdzianku to ratownik medyczny, a nie Święty Mikołaj... choć i ten u niejednego ma przerąbane na święta)&lt;br /&gt;Ujmując temat bardzo ogólnie, można napisać, że w ochronie zdrowia wiele spraw LEŻY i to jest oczywiście ZŁE.&lt;br /&gt;Są jednak rzeczy, które ze swej natury leżeć powinny, a natychmiastowe ich dźwiganie może być dla personelu medycznego zgubne w skutkach... Jedną z takich prawidłowo leżących "rzeczy" jest pacjent, a już zwłaszcza ten urazowy, z potrójnym &lt;i&gt;salto mortale&lt;/i&gt; w wywiadzie.&lt;br /&gt;Poniżej historia jednego z takich pacjentów, spisana na skrawku plastra w formie grypsu ;) Gryps przechwyciłem i opowieść upubliczniam ku przestrodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;b&gt;Historia czternasta - Postawić do pionu&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Miasteczko w pd-wsch Polsce.&lt;br /&gt;- Witamy państwa na corocznych, regionalnych mistrzostwach sportów motorowych!&amp;nbsp; - głos spikera odbił się echem od ściany lasu i powrócił na tor wyścigowy, by natychmiast utonąć w ryku silników czterokołowych quadów. Zaraz miał się rozpocząć wyścig.&lt;br /&gt;Zawodnik Krzysztof Olaboga nerwowo poprawił wypasione gogle za dwa tysiące złotych.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Niby takie profesjonalne, a parują jak te ordynarne za stówkę!&amp;nbsp; &lt;/i&gt;- pomyślał ze złością, gdy perspektywa ziemistego toru zniknęła mu za białą mgiełką okularów.&lt;br /&gt;Po raz nie wiadomo który sprawdził skomplikowany system zapięć w swoim równie wypasionym kasku za trzynaście tysięcy złotych. Wszystko było dopięte, a nawet całkiem spięte. Kask i rękawice i każdy muskuł Krzysztofa oczekiwały na sygnał do startu. Mijały długie sekundy napięcia, a sygnał nie następował.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Nie nooo! Znowu mi para na te gogle wy..&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;- PIIIIP!!! - rozległ się przeraźliwy dźwięk syreny startowej.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- O ku.wa! -&lt;/i&gt; pomyślał w popłochu Krzyś i ruszył z kopyta.&lt;br /&gt;Miało to być nieostatnie Krzysiowe &lt;i&gt;"O ku.wa"&lt;/i&gt; owego dnia.&lt;br /&gt;Wypasiony quad, za nie wiadomo ile tysięcy złotych, wyrwał spod kół dobre dwadzieścia kilo ziemi i pognał ostro w przód.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Dobra, jedziemy... Teraz gazu!&lt;/i&gt; - Krzysztof realizował skomplikowaną taktykę wyścigu, przechylając przy tym nienaturalnie głowę w bok.&lt;br /&gt;Czubki drzew... Tyle widział zza parujących gogli. Resztę zasłaniał mu wypasiony daszek od kasku (z systemem wentylacji i odprowadzania potu).&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Muszę się kierować na tą najwyższą sosnę, chyba gdzieś tam był zakręt toru... Gazu!!!&lt;/i&gt; - oto błyskawiczna decyzja godna mistrza sportów ekstremalnych.&lt;br /&gt;Sama idea nawigacji po drzewach była może i oryginalna, jednak pomysł z gruntu okazał się nietrafiony... Dosłownie z gruntu i dosłownie nietrafiony, oto bowiem, na drodze do zakrętu wyrosła spora hałda ziemi o przechyle jaki osiągają jedynie najdziksze i najbardziej hardkorowe zabawki wesołego miasteczka.&lt;br /&gt;Krzyś, zatopiony w morzu pary, hałdy nie widział. Wpatrzony w koniec sosny, gnał, nomen omen, na złamanie karku.&lt;br /&gt;I nagle punkt orientacyjny, jakim był czubek wielkiego iglaka, uciekł gwałtownie w dół, a w wąskiej szczelinie gogli zdziwiony zawodnik ujrzał niebo...&lt;br /&gt;Quad zaryczał przeraźliwie i odrywając się od podłoża rozpoczął piękną ewolucję w lotnictwie nazywaną korkociągiem.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- O ku.wa!&lt;/i&gt; - pomyślał Krzyś, dostrzegając znaczną lukę w swej wyścigowej taktyce. Na więcej myślenia nie było już czasu. Czterokołowiec zakończył korkociąg malowniczym łomotem o matkę ziemię i jak przystało na sport ekstremalny, przygniótł swego jeźdźca dokumentnie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * * &lt;/div&gt;Ciemność... Najpierw dużo ciemności i cisza absolutna, a potem coś jakby zaczęło dźwięczeć w uszach. Miliony dzwoneczków stopniowo przerodziły się w jednostajny jęk...&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Syrena okrętowa? Pociąg? Gdzie ja jestem i dlaczego ciągle coś na mnie leży? -&lt;/i&gt; o sygnale karetki pogotowia Krzysiek nawet nie chciał myśleć.&lt;br /&gt;Nagle ciężar uciskający żebra i nogi wyraźnie zelżał, za to po całym ciele kontuzjowanego zawodnika zaczęły błądzić czyjeś dłonie.&lt;br /&gt;Nieprzenikniona ciemność ciągle przesłaniała oczy, ale słuch całkowicie wrócił do normy.&lt;br /&gt;- Kaziu jak te ochraniacze się ściąga? - niepewne zapytanie przedarło się przez pogruchotany kask i dotarło do Krzyśkowych uszu.&lt;br /&gt;- A bo ja wiem? - odpowiedział jakiś niższy i bardziej agresywny głos - Tnij to cholerstwo Zdzichu i po krzyku!&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Chcą mi pociąć moją zbroję za osiem tysięcy?!? -&lt;/i&gt; pomyślał Krzyś i słabym głosem wycharczał&lt;br /&gt;- Nie ciąć...&lt;br /&gt;- Kaziu on cosik mówi... - powiedział nieśmiało wyższy męski głos.&lt;br /&gt;- Co mówi, Zdzichu, co mówi? - odburknął agresywny.&lt;br /&gt;- Przepraszam... co pan mówi? - zapytał właściciel imienia Zdzisław&lt;br /&gt;- Nie ciąć... rozpiąć...&lt;br /&gt;- Chyba mówi, żeby nie ciąć... Znaczy się przytomny chyba..? - powiedział nieśmiały Zdzisek.&lt;br /&gt;- Czekaj! - zakomenderował agresywny - Idź mi stąd! Sam go wypytam!&lt;br /&gt;Zaszurały czyjeś kroki w pobliżu głowy i nagle tuż nad uchem Krzysztof usłyszał groźne:&lt;br /&gt;- Pogotowie. Jak się pan nazywa?&lt;br /&gt;- Olaboga... - wystękał.&lt;br /&gt;- No no..! Nie jęczeć mi tu tylko mówić jak nazwisko?&lt;br /&gt;- Nazywam się... Olaboga...&lt;br /&gt;- Aha... To przepraszam... - odpowiedział stropiony nieco agresor - Ja nazywam się Kazimierz i jestem ratownikiem medycznym.&lt;br /&gt;- Nic nie widzę... - poskarżył się Krzyś - ...straciłem wzrok?&lt;br /&gt;- Nie, nie. To kask się panu wywrócił na lewą stronę, ale zaraz to zdejmiemy... Zdzisek! Chodź tu łachudro jedna!&lt;br /&gt;Znów zaszurały czyjeś kroki i nagle Krzysiek poczuł ból oraz bardzo niepokojące drętwienie w okolicach szyi. Mrowienie wyraźnie nasilało się i spływało w kierunku brody, by po chwili ogarnąć całe usta i język.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Jezus Maria, mam przetrącony kark! -&lt;/i&gt; pomyślał w panice, a na zewnątrz wydobył piskliwy ton:&lt;br /&gt;- O huhwa... Foś mi jeft..! &lt;br /&gt;- Słucham? - zapytał uprzejmy głos Zdzisława.&lt;br /&gt;- Foś mi sie ftało w fyje! - zawodnik starał się jak najwyraźniej wykrzyczeć swoje obawy, niestety zdrętwiały język odmawiał posłuszeństwa.&lt;br /&gt;- Kaziu, on znów cosik chce, ale nie wiem co gada...&lt;br /&gt;- Przestań go drzeć za ten cholerny kask! - huknął groźnie Kazek.&lt;br /&gt;Drętwota szyi i języka natychmiast ustąpiła.&lt;br /&gt;- Co pan chce?&lt;br /&gt;- Tam pod spodem... - mówił z ulgą Krzyś i przełykał ślinę - ...pod spodem jest taka klamerka... i taka czerwona blokadka... Klamerkę odpiąć... blokadkę przesunąć i kask zejdzie...&lt;br /&gt;- Panowie, ku.wa! Długo się będziecie jeszcze gramolić? - trzeci głos, niczym wściekły szerszeń przeszył chwilową ciszę.&lt;br /&gt;- No musimy rannego zbadać, nie? - odezwał się bojowy Kazimierz.&lt;br /&gt;- To se go zbadajcie w karetce! Ja muszę wyścig dalej puścić! No już. Jazda mi stąd! Zabierać go z toru!&lt;br /&gt;- Da pan radę wstać? - to znów pytał Zdzisek&lt;br /&gt;- Nic nie widzę...&lt;br /&gt;- Nie szkodzi. Poprowadzimy pana.&lt;br /&gt;Cztery silne ręce ujęły Krzyśka pod pachami i raz dwa postawiły na baczność.&lt;br /&gt;- Bardzo dobrze... - mówił łagodnie i wspierająco Zdziś - ...i teraz przebieramy nóżkami. Troszkę wyżej przebieramy, bo tu ziemi nasypane tyle... Bardzo ładnie, a teraz nóżka hop wysoko na stopień do karetki i główka nisko, chociaż kask pan ma to i walnąć można, nie? Hie hie...&lt;br /&gt;Dopiero w karetce zdjęto mu kask. Nastała jasność i Krzyś mógł zobaczyć twarze swoich &lt;strike&gt;prześladowców&lt;/strike&gt; wybawicieli.&lt;br /&gt;- Coś pana boli? - zapytał groźnie Kazimierz&lt;br /&gt;- Nie... Ręka trochę i broda... ale to od kasku - dodał szybko Krzyś.&lt;br /&gt;- Hm... To dobrze - zasępił się Kazek - ...ale i tak musimy pana zabrać do szpitala. Proszę się położyć, o tu.&lt;br /&gt;To mówiąc ratownik wyłożył na nosze jaskrawo pomarańczową deskę ortopedyczną.&lt;br /&gt;- Ale ja nie chcę leżeć..! - bronił się Krzysztof.&lt;br /&gt;- Nie dyskutować! Takie przepisy.&lt;br /&gt;- Ale ja na siedząco przecież mogę...&lt;br /&gt;- Panie... - nieśmiało odezwał się Zdziś i prosząco ujął Krzyśka za bolącą rękę - ...Panie zlituj się pan. Przyjedziemy na szpital bez deski, to nas doktory zabiją... Co panu szkodzi się położyć..? No tak ładnie pana proszę.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- O Ku.wa... -&lt;/i&gt; myślał filozoficznie Krzysztof kładąc się na twardej desce.&lt;br /&gt;- O widzi pan... - mówił z wdzięcznością w głosie Zdzisek - ...i super. I teraz pasami pana przypniemy... Jeden tu na kostki... Jeden na klatę... ale klata jak u akrobata, hie hie...&lt;br /&gt;- Auuu..! - jęknął Krzyś czując jak pas zaciska potłuczone żebra.&lt;br /&gt;- No ja wiem, ja wiem... ale musimy tak mocno, żeby pan nam nie spadł. hie hie. I jeszcze jeden przy miednicy... o zaplątał się... to nic. Puścimy pod nóżką i nad nóżką i też będzie. Hie hie... no i jeszcze kołnierzyk trzeba nałożyć na szyjkę...&lt;br /&gt;- Auu...&lt;br /&gt;- No wiem, że ciśnie i niewygodny, ale pan rozumie... doktory... A na koniec ubierzemy kask. Tak jak wcześniej, żeby nie było żeśmy coś źle ruszali... Pan nas nie wsypie, prawda?&lt;br /&gt;- Nie wsypię ku.wa! Jedźmy już! - burknął Krzysztof widząc jedyny ratunek w wykwalifikowanym personelu szpitalnym.&lt;br /&gt;Sekundę później, wraz z opadającym kaskiem, znów zapanowała ciemność.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * * &lt;/div&gt;Czuł kiedy ruszyli, słyszał jęki syreny, a jakiś czas później silnik ucichł i dzikie podskoki karetki zastąpiło delikatne bujanie.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Wwożą mnie na noszach do szpitala... -&lt;/i&gt; pomyślał &lt;i&gt;- ...nareszcie!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- A gdzie mnie tu z tymi noszami lezą?!! - wrzask, który rozległ się w szpitalnym korytarzu nie wzbudził w Krzyśku niepokoju. Wręcz przeciwnie...&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- I dobrze. Niech im tu za moje krzywdy dadzą popalić..! -&lt;/i&gt; dalsze rozmyślania przerwał ponowny jazgot&lt;br /&gt;- Powiedziałam won mi stąd z noszami!! Tu dyżur ostry jest!&lt;br /&gt;- Ale pani Steniu... - zaczął się jąkać Kazek - ...my przecież urazowego wieziemy..!&lt;br /&gt;- Takiego z kaskiem tył do przodu?! To już chyba do kostnicy, a nie tu na reanimacyjną?!&lt;br /&gt;- Ale on dycha jeszcze!&lt;br /&gt;- To dajcie go do szóstki, tam doktor potem zajrzy. Ja tu komplet mam!!!&lt;br /&gt;Znów zaczęło bujać i wrzaski powoli cichły w perspektywie korytarza. Zgrzytnęły otwierane drzwi i Krzysiek poczuł, że wjechali do jakiegoś pomieszczenia.&lt;br /&gt;Ciszę przerwał niepewny głos Zdziska:&lt;br /&gt;- Kaziu... a tu kozetek nie ma przecież... Goła podłoga...&lt;br /&gt;- No nie ma... - odpowiedział drugi ratownik - ...i co z tego?&lt;br /&gt;- No to jak my go tu położymy? Przecież nosze musim do karetki zabrać.&lt;br /&gt;- A normalnie... na desce go walniemy i na glebe...&lt;br /&gt;- Jakże to tak? Pacjenta na gołą podłogę? To się nie godzi, nawet na desce.&lt;br /&gt;- No to co chcesz mu zrobić?!&lt;br /&gt;- Czekaj, pomysł mi idzie... - Zdzisek zniżył konspiracyjnie głos - Tu go damy... to przesuniemy, podeprzemy i bedzie luks. No to... Eeeej rrraz!&lt;br /&gt;Krzysztof słuchał tych szeptów dość obojętnie, zaniepokoiło go dopiero synchroniczne stękanie obu ratowników. Nagle poczuł, że wraz z deską zmierza w stronę pozycji pionowej.&lt;br /&gt;- Panowie co robicie?!!! - zaczął żywo protestować czując jak pas przy miednicy wrzyna mu się w krocze.&lt;br /&gt;- Oprzemy pana o ścianę i trzeba czekać na doktora.&lt;br /&gt;- Ale panowie, to boli! - pas całkowicie zawisł na lewym jajku. - Boli do ku.wy nędzy!!!&lt;br /&gt;- Tak będzie dobrze... - Zdzisław poklepał go po ramieniu - ...nie trzeba krzyczeć.&lt;br /&gt;- Panowie, do cholery!!! Poluzujcie chociaż pas, żebym stanął na nogach!!&lt;br /&gt;- Do widzenia panu...&lt;br /&gt;- Ku.wa panowieeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * * &lt;/div&gt;Krzyczał jeszcze chwilę zanim opadł z sił. Wypasiony zegarek za trzy tysiące piknął pełną godzinę raz i drugi. Z letargu wyrwał go dopiero odgłos otwieranych drzwi i brzęk upuszczonego wiadra.&lt;br /&gt;- Jezusie Maryjo alem się zlękła! A co to za denat tu stoi?!&lt;br /&gt;- Pomocy... - wyszeptał cicho.&lt;br /&gt;- W imię ojca i syna, tfu, tfu na psa urok... to żyje?&lt;br /&gt;- Na pomoc... - Krzyś zdwoił wysiłki, aby głos przebił się przez kask.&lt;br /&gt;- O przenajświętsza panienko i wszyscy święci! Doktorze!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Dooktoooooooorzeeeeeeeee!!!&lt;/div&gt;Paniczne "doktorze, doktorze" cichło w głębi korytarza, ale już chwilę później:&lt;br /&gt;- ... i sprzątać żem doktorze szła pod szóstkę i patrzę, a tu mumia taka straszna stoi, o!&lt;br /&gt;Krzysiek najpierw usłyszał monolog salowej, a potem ciche "puk, puk" w kask i głos doktora:&lt;br /&gt;- Halo... Jest tam kto?&lt;br /&gt;- Jestem... proszę mi pomóc... Ja miałem wypadek na quadzie i teraz bardzo mnie boli... w kroczu.&lt;br /&gt;- A kto pana tu przywiózł?&lt;br /&gt;- Pogotowie... Bardzo proszę mnie odpiąć...&lt;br /&gt;- Hmm... Wie pan... - zasępił się doktor - Jeśli wypadek miał charakter komunikacyjny, to nie mogę pana odpiąć. Musimy przeprowadzić pełną diagnostykę. Pan rozumie..? RTG, USG, tomografia... Niepokoi mnie zwłaszcza ten wykręcony kask. To może świadczyć o poważnym urazie kręgosłupa szyjnego...&lt;br /&gt;- Panie doktorze, mnie w kroczu boli... Błagam...&lt;br /&gt;- Niestety takie badania mogą zrobić tylko w szpitalu wojewódzkim... - kontynuował niewzruszony lekarz - ...czyli musi pan poczekać na transport, oczywiście karetką i w pełnej stabilizacji kręgosłupa. O żadnym odpinaniu nie może być mowy. Wyraża pan zgodę na przewiezienie?&lt;br /&gt;- Wyrażam, ku.wa, tylko zdejmijcie mi ten pas z krocza... Proszę...&lt;br /&gt;- Doskonale - doktor puścił przekleństwo mimo uszu, po czym raźno zakrzyknął - Pani Steniu! A kto tam ma teraz wyjazd w kolejności?&lt;br /&gt;Chwila ciszy zdawała się trwać wiecznie i wreszcie z korytarza doleciała wrzaskliwa odpowiedź:&lt;br /&gt;- Zdzisek i Kazek, doktorze! Zawołać?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------------------&lt;br /&gt;Jeszcze tego samego dnia zawodnik Krzysztof Olaboga wyszedł z powiatowego szpitala o własnych siłach i na własne, kategoryczne żądanie. Jest nadzieja, że w niedługim czasie zacznie "stawiać do pionu" personel tej ponurej placówki, oczywiście z pomocą prawników za grube tysiące złotych. Stać go. &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * * &lt;/div&gt;Historie podobne do tej sprawiają, że niczym bumerang, wraca do mnie myśl o stworzeniu Czarnych Punktów na mapie Polski. Okolic, w których dla ratowania życia, lepiej &lt;u&gt;nie&lt;/u&gt; wzywać karetki pogotowia.&lt;br /&gt;Sam mam już kilka typów i chętnie przyjmę następne podpowiedzi, najlepiej z opisem sytuacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bądźcie zdrowi. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-8177718244305267467?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/8177718244305267467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=8177718244305267467' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8177718244305267467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8177718244305267467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/postawic-do-pionu.html' title='Postawić do pionu'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-xxojqE_VJ14/TkGi0dTpzKI/AAAAAAAAAe0/PjknbDd708c/s72-c/Nowy-2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-1282333446013918068</id><published>2011-08-08T13:03:00.001+02:00</published><updated>2011-08-08T13:24:53.701+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Nieostry dyżur! Relacja na gorąco cz. 4</title><content type='html'>&lt;b&gt;Czwarta dwunastka &lt;/b&gt;(bardzo krótka, gdyż to nocny i niemal przespany dyżur był)&lt;br /&gt;(poprzednie:&amp;nbsp; &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/07/nieostry-dyzur-relacja-na-goraco-cz1.html"&gt;pierwsza&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/nieostry-dyzur-relacja-na-goraco-cz2.html"&gt;druga&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/nieostry-dyzur-relacja-na-goraco-cz-3.html"&gt;trzecia&lt;/a&gt; )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 19:30&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Z uśpienia wyrwał mnie nieokreślony hałas. To mój nowy kolega z zespołu upuścił aluminiowy kubek.&lt;br /&gt;- Cześć, jestem Crew... - podrywam się z wyra i ukradkiem eliminuję ślinę z kącika ust - ...będziemy jeździć razem.&lt;br /&gt;- Cześć i sorki za hałas. Nie chciałem cię obudzić, coś źle wyglądasz... Ciężki dzień?&lt;br /&gt;- Nieee... - staram się bagatelizować poczwórne widzenie -...ja tak zawsze wyglądam :)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 20:15&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Snuję się po korytarzu niczym zombi. Szuram stopami po posadzce. Sam już nie wiem, czy to efekt zmęczenia materiału, czy zbyt dużych klapek(?), klapków(?)... KAPCI.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 20:20&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Do mojego szurania dołącza analogiczne zjawisko dźwiękowe. To lekarz dyżurny wylazł ze swej nory i poszurał w stronę łazienki.&lt;br /&gt;Nie zabawił tam długo. Minutkę później&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt; "szur, szur" zmierzał z powrotem do pokoju, niemrawo gmerając przy rozporku.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ja pierdziu... Zombiak jak żywy! -&lt;/i&gt; pomyślałem z czarnym humorem &lt;i&gt;- Jak nic szykuje nam się tu prawdziwa noc żywych trupów.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 21:30&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Podsumowałem swoje dotychczasowe obserwacje i stwierdzam, że nadal poświęcam więcej uwagi karcie niż pacjentowi. Badanie z wywiadem zajmuje mi średnio pięć minut, a wypełnienie karty co najmniej drugie tyle.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- He he. To prawie jak lekarz rodzinny w przychodni. Ciśnienie zmierzy, w gardełko spojrzy, a potem już nosa od papierów nie odrywa.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Zauważyłem też, że jak wszędzie, tak i tu są ludzie i ludziska. Cztery dyżury, czterech innych kierowców. Taki, co kartę wypełni i zbadać pomoże. Jeszcze wenflon poda i przygotuje. Ale jest i taki, co to w każdym domu koniecznie musi futrynę w drzwiach podeprzeć i z założonymi rękami, nieme obserwacje czynić...&lt;br /&gt;Pełen przegląd zachowań i postaw. A przecież wszyscy oni najpierw mają wpisane w umowie "Ratownik", a dopiero potem stoi "Kierowca".&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 22:30&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Przejmuję lokalne nawyki. Tu nikt nie sznuruje butów do wyjazdu. Ot wskakują w cholewki i długa do karetki. Trzeba będzie patent przetestować.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 00:10&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Odpływam w niebyt. Kołysany szumem deszczu za oknem, zasypiam jak niemowlę po szóstym karmieniu.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 02:15&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;SMS, pagery, wszystko huczy i dźwięczy w głowie.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Jezus Marian... Wojna!?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Wstawaj Crew! - kierowca budzi mnie delikatnym szarpaniem - Wyjazd mamy.&lt;br /&gt;Wstaję, wskakuję w buty, zerkam na kolegę idącego już z kartą po korytarzu. Ma zamknięte oczy!&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Dżizasss... -&lt;/i&gt; myślę z przerażeniem &lt;i&gt;- Za kółkiem też pojedzie na śpiocha?!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Zbiegam do karetki.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 02:17&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Wypieprzyłem na schodach! Ale przyłożyłem tak konkretnie.&lt;br /&gt;Pewnie dlatego, że było całkowicie ciemno i rozwiązane sznurówki "nie widziały przeszkód". Guzy na głowie powoli schodzą, to teraz zacznę kolekcję siniorów na nogach. Przez drogę myślę nad zakupem strażackich butów. Są zasuwane na zamek.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 03:50&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;Wyjazd byłby całkiem przyjemny, gdyby nie odległość. Zwieźliśmy pana po libacji alkoholowej, z solidnie rozwalonym baniakiem. Prawie dwie godziny w obie strony.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 04:00&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Nierównej walki z kartą ciąg dalszy.&lt;br /&gt;Te kratki są naprawdę beznadziejnie małe! Zamiast wpisać godzinę przekazania pacjenta do SOR, wypisałem mu czas zgonu lub odstąpienia od czynności ratunkowych. To się doktor zdziwi jak zauważy...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 04:06&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;Sunę przez "cichy", uśpiony korytarz pogotowia. Zewsząd dobiega mnie dźwięczne chrapanie, a najgłośniejsze... z pokoju dyspozytorki :)&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Co począć z tymi ostatnimi godzinami dyżuru? Sen, czy kawa?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Idąc na kompromis wybieram herbatę i postanawiam zdrzemnąć się choć chwilę.&lt;br /&gt;Złota myśl na dobranoc?&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"Latarka neurologiczna świetnie nadaje się do łażenia po ciemnym, pogotowianym korytarzu"&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 06:45&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Otwieram oczy i pierwsze co widzę, to jakiś obcy, starszy facet na łóżku obok. Leży i się na mnie gapi.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Cholera! Pomyliłem w nocy pokoje..! -&lt;/i&gt; ogarnia mnie kretyńskie uczucie, a tymczasem facet się uśmiecha i mówi:&lt;br /&gt;- Cześć jestem Józek. Twój kolega musiał wcześniej wyjechać na dyżur do innej stacji, to go zastąpiłem i tak se tu leżę. Kończysz dziś dyżurowanie?&lt;br /&gt;- Ehe... - przytakuję niezbyt jeszcze przytomnym głosem.&lt;br /&gt;- A sprzątnąłeś już karetkę?&lt;br /&gt;Podnoszę własne zwłoki i szuram po wiadro i mopa. Dwie minuty później posuwisto-zwrotnym ruchem myję podłogę w ambulansie. Ścielę nosze i układam sprzęt w szafkach, a wszystko to... z zamkniętymi oczami :)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 07:10&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Koniec. Już po pracy! Jadę we własnym autku i znów drę ryja, żeby nie zasnąć. Zza chmur wyłazi najprawdziwsze, wielkie słońce i łaskocze moje opuchnięte, zaspane powieki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-1282333446013918068?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/1282333446013918068/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=1282333446013918068' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/1282333446013918068'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/1282333446013918068'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/nieostry-dyzur-relacja-na-goraco-cz-4.html' title='Nieostry dyżur! Relacja na gorąco cz. 4'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-6298176406832371885</id><published>2011-08-04T00:16:00.000+02:00</published><updated>2011-08-04T00:16:37.556+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Nieostry dyżur! Relacja na gorąco cz. 3</title><content type='html'>&lt;b&gt;Trzecia dwunastka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;(poprzednie dwie &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/07/nieostry-dyzur-relacja-na-goraco-cz1.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; i &lt;span id="goog_285127482"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/nieostry-dyzur-relacja-na-goraco-cz2.html"&gt;tu&lt;span id="goog_285127483"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 07:05&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Zimno i leje tak, że świata za oknem nie widać. No i dobrze... Ileż można oglądać, drzewa, trawy i psy szczekające odwłokiem?&lt;br /&gt;Niemrawo człapię do łazienki. Twarz ogolić trzeba, umyć cokolwiek...&lt;br /&gt;- Dzień dobry - kłaniam się jakiemuś ratownikowi, który zerka na mnie zza umywalki.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Jezus Maria... A ten ile godzin nie spał? -&lt;/i&gt; myślę zbulwersowany &lt;i&gt;- Wygląda jak upiór...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Trzydzieści sekund później dociera do mnie, że patrzę w lustro. Przypomniał mi się ten anestezjolog.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 07:25&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Muszę o siebie zadbać! Na początek zdrowe i pożywne śniadanko... Szef kuchni proponuje kawę i zupkę chińską. Kawa niestety tylko w jednym rodzaju, ale zupek mamy aż cztery smaki. Miało być zdrowo i pożywnie, więc wybieram tę "z warzywami".&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 09:30&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Deszcz nadal leje, a tymczasem: "P1 do wyjazdu".&lt;br /&gt;Docieramy na miejsce. Wiejska chałupinka chyli się ku upadkowi.&lt;br /&gt;Zaparkowaliśmy ambulans w samym środku sadu i brniemy po kostki w błocie.&lt;br /&gt;A w domku standard. Pani 80 lat, boli brzuch, wymioty od wczoraj i "słabam, oj słabam".&lt;br /&gt;- Do szpitala babciu pojedziecie. Zgoda?&lt;br /&gt;- Ano zgoda.&lt;br /&gt;Tuż przy karetce kobita się przyznała, że "w piersiskach ją pali".&lt;br /&gt;Co było robić? Trzeba etos ratownika realizować. &lt;br /&gt;Podczas, gdy ja walczyłem w karetce z dwunastoodprowadzeniowym EKG, mój kierowca... nazbierał w sadzie śliwek. Całe pudełko po rękawiczkach! A ja głupi myślałem, że on wywiad od rodziny zbiera...&lt;br /&gt;Wypasiony defibrylator przeanalizował zapis EKG i wypluł diagnozę: "Liczne nieprawidłowości w załamkach S i T. Możliwy zawał ściany przedniej"&lt;br /&gt;Wgapiam się w te wydrukowane załamki i za boga nic nie widzę... ale maszyna przecież wie lepiej ;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 09:50&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Lokalny szpital ogłosił mega-awarię. Następnych pacjentów mamy już wozić do sąsiednich miast. W drodze wyjątku przyjmą nam panią, ale musimy ich wesprzeć naszym wydrukiem EKG, bo oni nawet nie mają prądu. Na izbie doktorka zaziera w mój fantastyczny wydruk. Słyszę jak mruczy pod nosem:&lt;br /&gt;- Zawał..? Jaki zawał? - i już głośniej do mnie - Kto pisał tą diagnozę?&lt;br /&gt;- To maszyna sama analizuje... - odpowiadam niepewnie&lt;br /&gt;- Cholera... - znów mruczy lekarka (z pewnością nie kardiolog) - No może to i zawał...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 13:00&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Za oknami rozmyty w deszczu krajobraz. Pogotowiane życie koncentruje się na sali telewizyjnej i przy kawie w dyspozytorni. Jedynie lekarz z eSki zabunkrował się w swoim pokoiku i nie wyłazi stamtąd od wczoraj. Może on też... jak ten anestezjolog..? Ot durne myśli przychodzą do głowy.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Tyle pożytecznych rzeczy mógłbym zrobić w przerwach między wyjazdami. Problem jest taki, że mi się nie chce... Oglądać TV mi się nie chce, leżeć mi się nie chce, siedzieć też...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Chciałoby się podejść do ściany i walnąć potężnego baranka, ale... wstać też mi się nie chce.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ależ nudy!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 13:20&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;No i wykrakałem. "P1 do wyjazdu", jedziemy...&lt;br /&gt;Na miejscu rodzina z pielęgniarskimi tradycjami. Nestor rodu prawdopodobnie trachnął sobie szyjkę kości udowej. Po krótkim rozeznaniu w sytuacji mam ochotę przykleić na swym czole kartkę z następującym tekstem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Cad2nC2xmvg/TjmZG4sudOI/AAAAAAAAAeA/anoLWEL3oH4/s1600/czo%25C5%2582o.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-Cad2nC2xmvg/TjmZG4sudOI/AAAAAAAAAeA/anoLWEL3oH4/s320/czo%25C5%2582o.jpg" width="313" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 13:25&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Opędziłem się od pielęgniarskiej rodziny. Będziemy z chorym jechać do drugiego miasteczka, więc profilaktycznie trzaskam dwunastkę EKG. Na wydruku rytm zatokowy, miarowy, nawet migotania przedsionków nie ma. Tymczasem automat znów wymodził diagnozę: "Możliwy zawał ściany przedniej i dolnej"&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Hmm... Po powrocie do stacji muszę zerknąć w instrukcję, może ten defik ma opcję przepowiadania przyszłości?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 16: z minutami&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jednak dopadła mnie klątwa zepsutego worka ambu. Pokarało mnie za to, że rozmontowałem ten pediatryczny.&lt;br /&gt;SMS cicho pisnął: "P1 - wyjazd, kod pierwszy". Rozdarły się pagery i dyspozytorka, która aż wypadła na korytarz.&lt;br /&gt;- Chłopcy ruchy, ruchy!&lt;br /&gt;W biegu łapię kartę wyjazdową. Trzaskają drzwi karetki.&lt;br /&gt;- Gdzie jedziemy? - woła kierowca.&lt;br /&gt;Szybko przebiegam wzrokiem po linijkach tekstu i głośno czytam mu adres.&lt;br /&gt;- A do czego?&lt;br /&gt;Ponownie spoglądam w kartę i ciary przechodzą mi po karku.&lt;br /&gt;- Szymon Małolat, &lt;u&gt;lat 2&lt;/u&gt;, duża rana głowy, intensywny krwotok. Matka Krystyna Małolat w panice.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Trzy minuty później&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Syreny wyją, klakson trąbi, kierowca przeklina pod nosem. Mamy kawał drogi do wioski. Jedziemy do &lt;u&gt;dziecka&lt;/u&gt;! W tej chwili mój stan ducha można opisać tylko w jeden sposób - jestem osrany ze strachu. W swoim hiper-piper mega telefonie szukam prawidłowych parametrów dla dwulatka. Przeglądam dawki leków i elektroterapię. Gmeram i gmeram paluchami po wyświetlaczu, a kierowca zezując w moim kierunku mówi:&lt;br /&gt;- Wiesz co? Podziwiam cię. Jedziemy do dzieciaka, a ty sobie spokojnie esemeska piszesz...&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Och... żebyś ty wiedział co ja tu szukam i co przeżywam... -&lt;/i&gt; pomyślałem, jednocześnie przybierając wyraz twarzy pt. Takie dzieciaczki to ja ratuje na śniadanko, z chlebkiem i musztardką.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Minuta później&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Myśli kotłują się pod sklepieniem mojej czachy &lt;br /&gt;&lt;i&gt;- No dobra, nie wytrzymam tego stresu! Muszę się podzielić swoimi obawami, ale ostrożnie, żeby nie wyszło, że panikuję...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Wiesz... - zaczynam psychologicznie - ...W sumie jakiś tam stresik zawsze jest. Nie mówię, że nie.&lt;br /&gt;- Nom... - mruczy kierowca i omijając gwałtownie auta na drodze, dorzuca wiązankę przekleństw.&lt;br /&gt;- W sumie... - kontynuuję swój wywód - W sumie, to ja nigdy nie zakładałem wenflonu takiemu dzieciaczkowi.&lt;br /&gt;- Nom... Ja też nie... - mamrocze kierowca pogrążając mnie w czarnej rozpaczy.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:18&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Dojechaliśmy.&lt;br /&gt;Łapię torbę opatrunkową i wyskakuję z auta. Płacz słychać już przed domem.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Czyli nie jest tak źle. Ryczy, znaczy przytomne.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Wpadam do domu. Dziecko siedzi na kolanach u matki i ryczy w niebogłosy. Matka demonstruje małe rozcięcie na czole brzdąca i mówi&lt;br /&gt;- Krew już nie leci, wie pan..?&lt;br /&gt;Za to mi krew leci... odpływa z mózgu, gdzieś hen, aż do samych nóg.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Hola, hola! Nie mogę sobie tak po prostu zemdleć! Muszę jeszcze jakimś cudem to dziecko zbadać.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Zbieram myśli i przypomniawszy sobie wszystkie triki z kursów pediatrycznych, przystępuję do działania.&lt;br /&gt;Na usta wrzucam uśmiech nr siedem, klękam z twarzą na wysokości oczu dziecka i...&lt;br /&gt;- Cześć mały szkrabie :) Jak masz na imię?&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Hmm? :) No jak masz na imię?&lt;br /&gt;- Yyyyy... Wie pan..? - odzywa się zakłopotana matka - On jeszcze nie umie mówić...&lt;br /&gt;No tak... Mała wtopa.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:28&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Ranka niewielka, ale ze dwa szwy się należą. Jedziemy do szpitala. Dziecko w karetce ryczy tak, że pobliskie samochody robią nam miejsce na drodze.&lt;br /&gt;Wyciągam z kieszeni przenośny pulsoksymetr i macham przed zapłakanymi oczkami kolorowym wyświetlaczem. Młody złapał przynętę i przestał płakać, a ja wpisuję w kartę:&lt;br /&gt;"W czasie transportu odruchy prawidłowe, dziecko spokojne, zaciekawione."&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:29&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Szczęśliwy młody wali pulsoksymetrem o wszystkie twarde części karetki. W myślach analizuję katalog z cennikiem elektroniki medycznej.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Pokryję uszkodzenia z wypłaty, czy będę dopłacał?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:30&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jestem potworem! Zabrałem młodemu zabawkę, a w karcie pojawił się nowy wpis:&lt;br /&gt;"Dziecko niespokojne, pobudzone i płacze. Jednakże odruchy nadal prawidłowe."&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:40&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Dowieźliśmy dziecko i mamę do szpitala. Pierwszy pediatryczny pacjent za mną. Oby ich jak najmniej w przyszłości.&lt;br /&gt;Ignorując chwilowe ogłuszenie i pisk w uszach (to od dziecięcych ultradźwięków) zabieram się za pismo w sprawie wyposażenia naszych karetek w jakieś maskotki, najlepiej duże i dobrze wygłuszające przedział medyczny ;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. Hmmm...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Znów jestem w stacji. Deszcz leje i leje. Tracę poczucie czasu. Nie wiem, czy to już ostatnia dwunastka, czy jeszcze poprzedni dyżur? Siadłem na łóżko. Słyszę jak w sali TV koledzy rechoczą z jakiegoś kabaretu. Powieki stają się ciężkie.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Co jest? Ślina mi cieknie z kącika ust..? A niech sobie cieknie...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Robi się jakoś tak ciemniej i ciemniej i ciemniej i ciemmmmmm... Chroooo... psiii...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-6298176406832371885?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/6298176406832371885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=6298176406832371885' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6298176406832371885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6298176406832371885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/nieostry-dyzur-relacja-na-goraco-cz-3.html' title='Nieostry dyżur! Relacja na gorąco cz. 3'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Cad2nC2xmvg/TjmZG4sudOI/AAAAAAAAAeA/anoLWEL3oH4/s72-c/czo%25C5%2582o.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-7535585169548833177</id><published>2011-08-02T14:02:00.001+02:00</published><updated>2011-08-02T14:04:00.638+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Nieostry dyżur! Relacja na gorąco cz.2</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Druga dwunastka&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;(pierwsza dwunastka &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/07/nieostry-dyzur-relacja-na-goraco-cz1.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 19:05&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;Nocny dyżur zacząłem od stresujących myśli na temat brakujących worków na wymiociny. Staram się zagłuszać te zgryzoty pisząc notki do bloga.&lt;br /&gt;Nowy kierowca-zmiennik przyszedł i spytał mnie, czemu siedzę w ciężkich butach.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- No faktycznie, czemu..?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Ubrałem lekkie klapki, buty odniosłem do szatni. Ledwo wróciłem do pokoju odezwał się mój służbowy telefon: "P1 do wyjazdu"&lt;br /&gt;Biegnąc po buty zezuję w kartę wyjazdową: "Ból brzucha, gwałtowne wymioty"&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ja to po prostu czułem..!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Odkąd znalazłem w aucie ostatni worek, wiedziałem już, że gdzieś na mnie ten "rzyguś" czeka.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 19:12&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jedziemy... Już sobie wyobrażam te chlustające wymioty w moim lśniącym przedziale medycznym. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 19:20&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Pacjent faktycznie nie wygląda dobrze. Brzuch twardy, bolesny, obwód powiększony.&lt;br /&gt;- Ile razy wymiotował?&lt;br /&gt;- A z pięć bedzie...&lt;br /&gt;- Od rana?&lt;br /&gt;- A dziez od rana..? Od siódmy wiecór...&lt;br /&gt;- A teraz się chce wymiotować?&lt;br /&gt;- Tera juz ni...&lt;br /&gt;Myślę o odpowiednich lekach, ale mój nowy kierowca najwyraźniej jest przeciwny podawaniu czegokolwiek.&lt;br /&gt;- Masz dziesięć minut do szpitala... Nie ma sensu... - szepnął, a głośniej dodał - Idę po nosze i jedziemy!&lt;br /&gt;- Na zodnych nosach nie pojadem... - wystękał pacjent wstając z łoża - Som poleze do auta!&lt;br /&gt;Polazł... po drodze soczyście okraszając trawnik wymiotami. Trzymałem go pod ramię i dumałem, ileż on jeszcze tej treści może w sobie mieć, a także ile to będzie sprzątania w przeliczeniu na godziny?&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 19:30&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jedziemy na szpital.&lt;br /&gt;Pacjent za nic w świecie nie chciał położyć się na noszach, więc jedzie na fotelu. Ja siedzę w fotelu naprzeciwko niego, tyłem do kierunku jazdy. Jako, że w karetce miejsca mało, mamy raczej bliski kontakt ze sobą... Na tyle bliski, że czuję jego dość nieświeży oddech.&lt;br /&gt;Ściskam w dłoni ostatni woreczek na wymioty, niczym spadochroniarz linkę wyzwalającą czaszę. Bacznie przy tym obserwuję mojego pacjenta, w myślach odliczając:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- sto dwadzieścia jeden, sto dwadzieścia dwa, sto dwadzieścia trzy... &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Gdzieś w siódmej minucie jazdy, w chorym coś "dojrzało". Zmienił kolor, przymknął oczy i wydymając policzki wycedził:&lt;br /&gt;- Łoj niedobze mi...&lt;br /&gt;Za oknem mignął szpitalny podjazd dla karetek.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Już prawie jesteśmy... Wytrzymaj!&lt;/i&gt; - myślałem gorączkowo, a widząc coraz mocniej rozdętą twarz dokończyłem myśl:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- O nie, o nie...&lt;/i&gt; O NIE! - ostatnie "o nie" pokonało barierę mózg-jęzor i w stanowczy sposób wyrwało mi się z ust.&lt;br /&gt;Pacjent jakby lekko przestraszony, otworzył oczy, po czym przełknął... "moją rozpaczliwą prośbę o zachowanie czystości w aucie".&lt;br /&gt;Jego zbiegnięta na powrót twarz zdawała się mówić: &lt;i&gt;"Jak nie to nie... W szpitalu se porzygam."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 19:48&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;"P1 w stacji"&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Czyste i nadal lśniące... -&lt;/i&gt; dumnie dodaję w myślach.&lt;br /&gt;Chwilę później zaczyna padać rzęsisty deszcz. Jeszcze nie wiem o tym, że będzie tak lało aż do końca mojego dyżuru. Żegnaj czysta karetko.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 21:59&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Mam pewną teorię na temat magicznych właściwości moich klapków (klapek?) Co je włożę, to mam wyjazd.&lt;br /&gt;Tym razem jedziemy dwadzieścia kilometrów do pana z "dusznością i zaburzeniami rytmu serca".&lt;br /&gt;Na miejscu nie ma żadnej duszności, EKG wskazuje rytm zatokowy miarowy, a pan najwyraźniej chce, żeby ktoś go przytulił na dobranoc.&lt;br /&gt;Sporządzam "wywiad": &lt;br /&gt;- Czemu wzywał pogotowie? Przecież nie ma duszności.&lt;br /&gt;- A bo mi serce tak dziwnie bucha...&lt;br /&gt;- Kiedy dziwnie bucha, teraz?&lt;br /&gt;- Ano teraz...&lt;br /&gt;- A na EKG nic nie bucha, pan patrzy tu... (pokazuję monitor)&lt;br /&gt;- A ja mam takie ogromne skoki ciśnienia...&lt;br /&gt;- Ogromne? (CTK 130/100)&lt;br /&gt;- Ano ogromne... ale nie teraz. Wcześniej miałem.&lt;br /&gt;- To ile tego ciśnienia miał?&lt;br /&gt;- A nie wiem, bom se mierzył z miesiąc temu w przychodni... ale skoki mam!&lt;br /&gt;- Aha... A do szpitala chce jechać?&lt;br /&gt;- Do szpitala?! A po cóż?!?&lt;br /&gt;- Dobrej nocy!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 23:15&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Właśnie przeczytałem o anestezjologu, który zmarł w piątej dobie dyżuru. Media twierdzą, że to z przepracowania. Zaczynam bacznie wsłuchiwać się w swój organizm, ale jedyne co słyszę, to gorgi z pustego żołądka. Profilaktycznie wrzucę na ząb jakieś jabłko i położę się do spania. Klapki zostają w szatni!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 01:20&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Nie dam rady!&lt;br /&gt;Jak można tak chrapać??!! Litości! Owszem, da się chrapać w jedną stronę, a w drugą, w sposób straszliwie irytujący, wypuszczać powietrze przez szczelnie zamknięte usta... ale żeby jedno i drugie na raz???&lt;br /&gt;Słuchawek nie mogę ubrać, bo nie usłyszę smsa i pagera z wezwaniem. Koszmar!&lt;br /&gt;Tęsknię do głośnika nad drzwiami i rozdartego głosu dyspozytorki: "Jedyyyynka do wyjaaazduuu!"&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Nie wytrzymam! To już lepiej gdzieś pojechać...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Doprowadzony do ostateczności idę po klapki!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Godz. 07:00&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Klapki straciły swą czarodziejską moc. Reszta nocy bez wyjazdu i bez snu. Znaczy kierowca się wyspał...&lt;br /&gt;Pocieram piekące powieki, za oknem leje i zimno jak w październiku.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Półmetek... jeszcze tylko dwie dwunastki i spać :)&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-7535585169548833177?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/7535585169548833177/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=7535585169548833177' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7535585169548833177'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/7535585169548833177'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/08/nieostry-dyzur-relacja-na-goraco-cz2.html' title='Nieostry dyżur! Relacja na gorąco cz.2'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-2001636208867695828</id><published>2011-07-31T08:36:00.002+02:00</published><updated>2011-07-31T10:39:30.172+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Nieostry dyżur! Relacja na gorąco cz.1</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Pierwsze dwanaście godzin&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 5:40&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Po wielu staraniach, wzlotach i upadkach nastroju, wreszcie nadszedł ten upragniony moment. Jadę na dyżur do /baczność/ Najprawdziwszego Pogotowia /spocznij/!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;I to nie na karetkę transportową, ale jako kierownik zespołu podstawowego (to taki biedny koleś, co nie ma nad nikim władzy, a za wszystko i wszystkich w karetce odpowiada).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz.&amp;nbsp; 6:00&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Moje obładowane autko sunie w stronę małej miejscowości, w której mam zacząć pierwszy dzień nowej pracy. Do pokonania dystans trzydziestu kilometrów, a w bagażniku trzydzieści kilogramów żarcia i sprzętu kampingowego. Dyżur mam przez najbliższe 48 godzin więc spakowany jestem dosłownie jak na wycieczkę :) Śpiwór, kosmetyki, ręczniki, bielizna, klapki, pluszowy miś (eee żartowałem) kubki, miski, sztućce, kosz jedzenia… no i laptop.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Smaczku dodaje fakt, że wczoraj skończyłem rekordowej długości dyżur w /można siedzieć/Prywatnej Placówce Medycznej/można siedzieć/. Sto sześćdziesiąt osiem godzin nieprzerwanej roboty wzbudza we mnie „odrobinę znużenia” więc drę ryja za kierownicą, żeby nie zasnąć: &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;- Dobry dzień, dobry dzień, tu twoje radio heloł, heloł!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 6:20&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Jestem na miejscu. Budynek pogotowia zatopiony wśród drzew i traw. Koniec świata, psy dupami szczekają. Ogólnie miło, cicho, spokojnie, tylko do sklepu nie ma szans wyskoczyć. Za daleko, no i te psy... &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Dobrze, że kosz żarcia w bagażniku leży. Z głodu nie pomrę... Najwyżej z nudów.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 6:40&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Zapoznałem się pobieżnie z „moją” karetką. Z tych oględzin wyniosłem pierwszą dziurę w głowie, gdyż ambulans nie jest imponująco wysoki, a ja wprost przeciwnie. Zaliczyłem zatem czachą o reduktor tlenu w suficie i już teraz grzecznie siedzę na fotelu sięgając ręką po wszystko, co mi do pracy może być potrzebne.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 6:50&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Zapoznałem się, także pobieżnie, z moim zmiennikiem-poprzednikiem, który dosłownie w przelocie zapewnił mnie, że &lt;i&gt;„karetka wysprzątana i wyposażona na cacy”&lt;/i&gt;. Potem przywalił mnie stosem papierów oraz kart wyjazdowych i pozostawił w kompletnym osłupieniu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 7:00&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;No to zacząłem dyżur.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Dostałem pager i służbową komórę, czyli nie usłyszę w środku nocy rozdartego głosu dyspozytorki: "Jedynka do wyjazduuu!"&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Trochę szkoda… zawsze to jakiś koloryt.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Pager ma piszczeć w nocy, a komórka wysyłać sms z adresem wezwania… czy odwrotnie..? Wot mechanizacja.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- Chrzanić technologię, boję się tych papierów do wypełniania!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 7:05&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Chodzę spięty jak poślady kulturysty na zawodach. Pracy z pacjentami się nie obawiam, ale te papiery... &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- Dżizas, na co komu tyle tego?! &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Karta Wykonanych Czynności Medycznych wygląda jak sudoku z mini czcionką. Patrzę i mi się od tych kratek w oczach mieni. W mojej starej firmie nie ma nawet połowy z tego.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;-&amp;nbsp; I ja mam to wszystko wypełnić w drodze do szpitala? Przecież tu jest jeden szpital i 5 minut drogi z każdej strony miasteczka!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Przekładam kolejne kartki.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- Aha… czyli, że to nie koniec..? &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Do tego jest jeszcze karta wyjazdowa, karta kontroli karetki, karta zużytych leków i środków medycznych, karta dezynfekcji pojazdu, zeszyt w magazynie…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- Dobra dość! Nie wszystko na raz! To trzeba rozkminić metodycznie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 7:30&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt; text-align: left;"&gt;Na szczęście społeczeństwo w miasteczku trzyma się zdrowo. Cisza, spokój, żadnych wezwań. Skończyłem studiować kartę wykonanych czynności i przeszedłem do karty wyjazdowej. Dobiegłem wzrokiem do kolejnej rubryczki: „Opis wykonanych czynności medycznych wg kodu ICD-9.”&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- Co?! Mam napisać kodami wszystko, co zrobiłem przy pacjencie?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Działa to tak, że najpierw ja przez pół godziny szukam właściwych pięciu cyfr, a potem ktoś inny przez kolejne trzydzieści minut wertuje tę samą książeczkę, żeby odczytać, że np. założyłem pacjentowi wenflon.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Głupie nie?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Jak tak dalej pójdzie to NFZ zacznie zatrudniać szyfrantów z plemienia Komanczów, jak USA w czasie wojny. A może atrament sympatyczny? Tajne przez poufne.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 8:10&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Od lektury papierów odrywa mnie brzęczący sms: "Zespół P1 do wyjazdu. Adres...."&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Zrywam się spanikowany&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- Kużwa, którą kartę mam wypełniać najpierw?!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Lecę na parking i z całej siły ładuję głową o wejście do auta. Moja karetka w starej firmie jest znacznie wyższa, a przyzwyczajenia znacznie silniejsze :( Trzeba się będzie na wejściu nisko kłaniać.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 8:40&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Wyjazd był do „niczego”. Zostawiliśmy starszego pana w domu (brak wskazań do hospitalizacji)i jego córkę również zostawiliśmy… w poczuciu niezadowolenia, że: „Jak to ojciec nie pojedzie do szpitala!?”&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 11:00&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Załatwiłem jeszcze jeden wyjazd „bez sensu” i lekko zawiedziony snuję się po całej stacji. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- No i gdzie te wypadki, katastrofy i inne „prawdziwie pogotowiane” doświadczenia?&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Póki co wszystko jak u mnie w firmie. Zwiedzając kuchnię rozmyślam o późnym, niezobowiązującym śniadanku. O obiedzie nawet nie śmiem rozmyślać.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 11:40&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Posmarowałem kromki, zaparzyłem herbatę, sięgnąłem po słoik z sałatką i… sms: "P1 do wyjazdu."&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 11:46&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Właśnie dostałem pierwszą zawodową nauczkę: „Jeśli rodzina pacjenta chce aby pojechał do szpitala, to go zabierz… bo prędzej, czy później i tak dopną swego i w najgorszej dla ciebie chwili będziesz dymał na szpital.”&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Zostawiłem sałatkę i zawieźliśmy pana z pierwszego zgłoszenia. Mój kierowca był wyraźnie wk… poruszony był. Nie wiem tylko, czy na córkę, że się uparła na ten szpital, czy na mnie, że nie zabrałem pana za pierwszym razem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 12:03&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;„Zespół P1 (czyli my) powrócił do stacji”, a ja myślami wracam do sałatki. Niestety…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;- Weź posprzątaj i odkaź cały przedział. Tylko dokładnie. – powiedział „poruszony” kierowca i poszedł w siną dal.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Przynajmniej się wyjaśniło na kogo się wk... poruszył.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;W mojej duszy rodzi się sprzeciw.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- Co jest?! Kto tu jest kierownikiem zespołu? Nie będzie mi dyktował kiedy mam sprzątać. Posprzątam jak zechcę, o! &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 15:00&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Trzy godziny sprzątania! W przedziale wali środkiem dezynfekcyjnym i wszystko lśni. Lśnią też trzy nowe guzy na moim czole. Wiem już, gdzie na suficie są uchwyty, gdzie reduktory i znam dokładnie kąt nachylenia górnej szafki. Ma się ten łeb nie od parady ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 15:02&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;W ostatniej szafce znajduję śliczne, czerwone kaski ochronne. Lekceważąc ewentualność ośmieszenia się w oczach nowych kolegów, usiłuję ubrać kask na czasokres dalszych prac porządkowych… niestety guzy na głowie przekreślają moje szanse na rolę Boba Budowniczego. Głowa&amp;nbsp; się nie mieści. Kontynuuję sprzątanie bez nakrycia ochronnego.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:00&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Zasiadłem do sałatki i jednocześnie studiuję papierologię. Teraz na warsztat idzie Karta Kontroli Karetki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Cały ważniejszy sprzęt jest tu wpisany i każdego dnia kolejni kierownicy zespołów potwierdzają, że wszystko jest na miejscu i wszystko działa. Patrzę na rzędy równiutkich plusów.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- A wypełnię sobie i będzie spokój… -&lt;/i&gt; zaczynam stawiać plusy i nagle doznaję nieprzyjemnego przeczucia. Słyszę jak głos sumienia szepcze mi do ucha: &lt;i&gt;"Wszystko w karetce masz, ale sprawdziłeś, czy działa?"&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:03&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Chrzanić sałatkę! Pełen złych obaw lecę do karetki i sprawdzam kolejno wszystkie elementy. Przy okazji wiem już, że ssak jest zbyt nisko zamontowany. Aby go uruchomić, trzeba się mocno schylić, a wówczas głowa jest na wysokości defibrylatora. Czwarty guz!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Ssak - działa, respirator - działa, defibrylator (mimo walnięcia głową) - działa, kapnometr - działa, glukometr - działa, laryngoskop - świeci, worek ambu… nie działa (jedna, mała gumowa uszczelka, a znikając potrafi wszystko zepsuć)&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- Wiedziałem kuźwa!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:04&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Wzbogaciłem się o kolejną mądrość: „Nigdy, ale to nigdy nie ufaj ratownikowi (choćby nie wiem jak poczciwie wyglądał), który po nocy mówi ci, że wszystko w karetce jest, wszystko działa i, że on to osobiście sprawdził!” Dałem się podejść jak gówniarz.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:05&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Czas jakby nagle przyspieszył swój bieg.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;W panice przeszukuję karetkę w poszukiwaniu zapasowego worka ambu. Niestety nie ma.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:15&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Latam po magazynie jak oparzony szukając tego pieprzonego zapasowego ambu. Oczyma wyobraźni widzę siebie robiącego sztuczne oddychanie usta-usta (bo nie ma ambu) jakiemuś obleśnemu chlorowi. Pod wpływem tej wizji zagęszczam ruchy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:25&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;W magazynie nie ma żadnego zapasowego worka. Nerwowo przenoszę obszar poszukiwań na pozostałe karetki, co spotyka się z gwałtowną reakcją innych kierowników zespołów wyjazdowych. Nie przebierając w słowach komunikują mi abym „sobie poszedł”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:26&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- Kuźwa mać! Tej gumki nie da się tak po prostu zgubić!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Zaczynam sądzić, że to jakaś prowokacja, rodzaj chrztu nowicjusza lub odezwał się mój stary przyjaciel Straszny Pech. Jeśli jednak chrzest, to wyjątkowo durny. Zostać bez ambu przy reanimacji to… jak zostać bez gumki na dyskotece (wybaczcie rynsztokowe porównanie) można sobie podmuchać, ale jakiś niesmak zostaje ;\&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:30&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Wkurzony jak sto pięćdziesiąt decyduję się na MakGajweryzm. Rozkręcam pediatryczne ambu i przekładam gumkę (uszczelkę znaczy...O dyskotece zapominamy).&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- Spokojnie... &lt;/i&gt;- przekonuję samego siebie -&lt;i&gt; &lt;/i&gt;...&lt;i&gt;prawdopodobieństwo, że na karetce „P” pojadę do dziecka jest minimalne…&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Dziesięć minut później jest wezwanie do dwulatka.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 16:40&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Na szczęście do dzieciaka pojechał drugi zespół, a ja wreszcie zjadłem sałatkę… prosto ze słoika. Po co kusić los?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Podsumowałem braki w karetce. Oprócz ambu nie ma też jednorazowych nerek i brakuje worków na wymiociny. Został ostatni woreczek, którego będę bronił jak niepodległości.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- W końcu nie po to sprzątałem karetkę trzy godziny, żeby mi ją teraz ktoś zarzygał w pięć minut!&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;b&gt;Godz. 19:00&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Do końca dziennego dyżuru był spokój.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i&gt;- Jeszcze tylko trzy takie dwunastki i do domciu…&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Siedzę i piszę bloga, a w głowie błąka się niespokojna myśl o tych brakujących workach na wymioty. Coś wisi w powietrzu. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Śpijcie smacznie - ja czuwam ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;Dobranoc.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-2001636208867695828?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/2001636208867695828/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=2001636208867695828' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2001636208867695828'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2001636208867695828'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/07/nieostry-dyzur-relacja-na-goraco-cz1.html' title='Nieostry dyżur! Relacja na gorąco cz.1'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-8927629443198204357</id><published>2011-07-16T19:06:00.001+02:00</published><updated>2011-07-16T19:15:41.821+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Wstrząśnięty nie zmieszany</title><content type='html'>To było bardzo dawno temu :) Mijał może drugi miesiąc mojej pracy w /baczność/ Prywatnej Placówce Medycznej /spocznij/. Jako absolutny świeżak zdążyłem mniej więcej zorientować się w topografii i zwyczajach panujących w firmie.&lt;br /&gt;Moim głównym zadaniem było wożenie pacjentów na dializy, a dodatkowo, od czasu do czasu trafiała się jakaś bardziej ratownicza robótka. Te dializy strasznie dawały mi w kość, bo jeździło się w zasadzie na okrągło, całą dobę.&lt;br /&gt;Nie trudno zgadnąć jakie dyżury i kursy dostawał świeżak. Same najgorsze.&lt;br /&gt;Tamta noc miała wyglądać tak samo jak wszystkie poprzednie: Odwózka pacjentów, przywóz następnej zmiany, dwie godzinki snu lub nudy przed kompem, odwózka pacjentów i tak do rana...&lt;br /&gt;Stało się jednak całkiem inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;- Hej Crew, masz dodatkową robotę! - wrzasnął w moją stronę Najstarszy Dyspozytor Świata.&lt;br /&gt;- Jaką, jaką? - udałem zaciekawienie, gdyż jako swieżak nie mogłem manifestować znużenia pracą.&lt;br /&gt;- Weźmiesz małą karetkę i podjedziesz do szpitala. Tam są nasi chłopcy z pacjentem. Zamienisz ich i popilnujesz pacjenta, a potem go przywieziesz do firmy.&lt;br /&gt;- A co to za pacjent? - tym razem zaciekawienie nie było udawane.&lt;br /&gt;- Nie wiem. Nasza lekarka wysłała go z dializ na RTG klatki piersiowej, ale spoko, gość siedzi i nic mu nie jest. Nie jaraj się tak, nie podziałasz sobie nic.&lt;br /&gt;Parę chwil później byłem już pod szpitalną pracownią rentgenowską i zwolniłem chłopaków, którzy raźnym truchtem udali się na spoczynek.&lt;br /&gt;Pacjent siedział grzecznie na wózku zaparkowanym pod ścianą szpitalnego korytarza.&lt;br /&gt;Mężczyzna po trzydziestce, całkiem przytomny, wyglądał dość zdrowo. Kremowa pidżamka w paseczki, gazetka na kolankach. Nuda.&lt;br /&gt;- Zdjęcie już pan miał robione?&lt;br /&gt;- Mhm... - mruknął potwierdzając.&lt;br /&gt;- Czekamy na opis?&lt;br /&gt;- Mhm...&lt;br /&gt;- No to czekamy...&lt;br /&gt;Z nudów zacząłem studiować jego papiery:&lt;br /&gt;Lat 35. Przywieziony ze szpitala powiatowego na ostrą dializę. W rozpoznaniu: &lt;i&gt;Zatrzymanie moczu, ostra niewydolność nerek (?)&lt;/i&gt;, a dalej coś nieczytelne. &lt;i&gt;Wykonano cewnikowanie żyły podobojczykowej w celu przeprowadzenia hemodializy. Skierowany na RTG klatki piersiowej do potwierdzenia prawidłowości cewnikowania.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Dalej były wyniki laboratoryjne i zlecenia na transport w pozycji siedzącej.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Nuda... -&lt;/i&gt; ziewnąłem przeciągle i chciwym wzrokiem zacząłem spoglądać na gazetkę, która nadal spoczywała na kolanach mojego pacjenta.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Pożyczy? Da poczytać? -&lt;/i&gt; zerknąłem spod byka raz i drugi, a mężczyzna ni stąd ni zowąd zainicjował proces zmiany kolorów na twarzy.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Zbladł jakby, czy w tym świetle taki..?&lt;/i&gt; - zacząłem się zastanawiać nad zagadnieniem kolorystyki ludzkiej skóry w aspekcie światła jarzeniowego. Tymczasem pacjent zrobił się jakiś dziwny. Rozglądał się nerwowo na boki i nieznacznie przyspieszył oddech.&lt;br /&gt;- Wszystko w porządku? - rzuciłem najgłupsze pytanie jakie można&amp;nbsp; zadać pacjentowi w szpitalu.&lt;br /&gt;- Mhm... - na chwilę zatrzymał na mnie rozbiegany wzrok, a ja wiedziałem już, że to "Mhm" było całkiem inne niż piętnaście minut wcześniej. &lt;br /&gt;Nie miałem przy sobie żadnej torby medycznej, apteczki, ciśnieniomierza, nic... Nawet głupiego stetoskopu nie miałem.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Masz głowę, to myśl! Masz ręce, działaj coś..! -&lt;/i&gt; myślałem intensywnie.&lt;br /&gt;Złapałem pacjenta za nadgarstek, aby zmierzyć tętno. Jego skóra była blada, chłodna i mokra od zimnego, lepkiego potu.&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Szybkie... ze sto dziesięć będzie jak nic!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Faktycznie tętno na obwodzie było przyspieszone i słabo wyczuwalne. Na domiar złego pacjent znacznie przyspieszył oddech. Wentylował teraz ponad trzydzieści razy na minutę. Był wyraźnie pobudzony i coraz bardziej blady.&lt;br /&gt;- Muszę wstać..! - odezwał się nagle.&lt;br /&gt;- Nie można teraz... Dobrze się panu oddycha? - zapytałem podejrzliwie&lt;br /&gt;- Tak... Nie... Sam nie wiem... - próbował się podnieść z wózka.&lt;br /&gt;- Niech pan siedzi! - przytrzymałem go za ramię i natychmiast cofnąłem rękę. Koszula była cała mokra od zimnego potu.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ups... Będą problemy? &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Noc. Pusty korytarz w obcym, śpiącym szpitalu. Cisza wokół i żadnej formy życia poza nami dwoma. Z czego jedna forma (ja) ledwie żywa ze strachu i druga (on) ledwie żywa... nie wiadomo czemu.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Spokojnie... -&lt;/i&gt; myślałem nad dalszym działaniem &lt;i&gt;- ...Co mu może dolegać? Jest blady, spocony, ma słabe i szybkie tętno na obwodzie, szybko oddycha. Do tego jest pobudzony i chyba zaczyna mieć zaburzenia świadomości. To mogą być objawy...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;------------------&lt;br /&gt;I tu należy zrobić "dramatyczną" pauzę.&lt;br /&gt;Każdy medyk, bez większych problemów dokończy urwane zdanie mówiąc: "To mogą być objawy wstrząsu!" Sprawa prosta i można lecieć dalej z opowieścią.&lt;br /&gt;Niestety u laików czytających tego posta mogą wystąpić pewne niejasności. Przypuszczalnie każdy, kto zadał sobie tyle trudu, aby dotrzeć w lekturze aż do tego momentu, chciałby z pełnym zrozumieniem dokończyć historię, poznać puentę, wyciągnąć wnioski i zadumać się nad "głupotą" świeżego ratownika ;)&lt;br /&gt;Dlatego wybaczcie Państwo Medycy, ale ja muszę pokrótce wyjaśnić Niemedycznym Czytelnikom, co to jest wstrząs. Będzie to wersja mikro, pisana całkowicie z głowy więc na ewentualne poprawki, dodatki, erraty, suplementy itp. serdecznie zapraszam do komentarzy.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;WSTRZĄS&lt;/b&gt; (nie mylić z wstrząśnieniem mózgu!) - pisząc w ogromnym uproszczeniu, jest to stan wywołany dysproporcją pomiędzy zapotrzebowaniem organizmu na substancje odżywcze i tlen, a ich podażą. Duży popyt i słabiutka podaż. Na przykład: wilczy apetyt, a w lodówce tylko światło. :)&lt;br /&gt;Jak powszechnie wiadomo, komórki naszego organizmu potrzebują "jedzonka" (substancji odżywczych) i tlenu (aby to "jedzonko" spalić). Kiedy coś lub ktoś im to "jedzonko" i/lub tlen zabiera, wówczas zaczynają wyprawiać różne, dziwne i nie do końca bezpieczne dla nas rzeczy, które mogą prowadzić do wstrząsu i niestety śmierci.&lt;br /&gt;&lt;div style="color: #0b5394;"&gt;&lt;b&gt;Przykład:&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #0b5394;"&gt;Krew jest nośnikiem tlenu i substancji odżywczych. Trochę jak pociąg z wagonikami, na których wieziony jest towar. Pociąg dociera do komórek, te pobierają towar z wagonów, spalają go i jest git. Czysta fizjologia ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #0b5394;"&gt;Teraz robimy w torach wielką wyrwę (rana, uszkodzenie naczyń krwionośnych, intensywny krwotok). Wagoników jest coraz mniej (krew się wydostaje poza łożysko naczyniowe), towaru nie ma, "jedzonka" brakuje, tlenu brakuje... Oj będzie draka! Wstrząs murowany!&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #0b5394;"&gt;Wówczas organizm uruchamia procesy, dzięki którym próbuje nadrobić zaległości w dostawach. Między innymi przyspiesza akcję serca i oddech, obkurcza drobne naczynia krwionośne, aby zwiększyć ciśnienie. Stąd właśnie charakterystyczne objawy:&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #0b5394;"&gt;Bladość powłok, skóra chłodna i wilgotna. Przyspieszone tętno, słabo wyczuwalne na obwodzie (czyli np. na nadgarstku). Szybki, płytki oddech. Pobudzenie i niepokój.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #0b5394;"&gt;Jeśli te zabiegi organizmu są nieskuteczne (w naszym przykładzie krwi nadal ubywa), dochodzi do niedotlenienia ważnych życiowo narządów i tkanek. Procesy regulacyjne załamują się i chory jest bliski śmierci.&lt;/div&gt;Jest to tylko jeden z wielu przykładów powstawania i przebiegu wstrząsu, bo i rodzajów wstrząsu jest sporo.&lt;br /&gt;Ten z powyższego przykładu nazywany jest wstrząsem krwotocznym. Oprócz niego wyróżniamy m.in: wstrząs anafilaktyczny (ostra reakcja uczuleniowa), wstrząs pooparzeniowy (utrata osocza), wstrząs septyczny (zakażenie organizmu), wstrząs kardiogenny (niewydolność serca jako pompy) i jeszcze kilka innych.&lt;br /&gt;Czynniki, które mogą pogłębić już istniejący wstrząs to przede wszystkim:&lt;br /&gt;Dalsza utrata krwi, pogłębienie urazów, ból, lęk, wychłodzenie organizmu.&lt;br /&gt;W takim wypadku poprzednie objawy stopniowo ustępują, a ich miejsce zajmują: osłabienie i zaburzenia świadomości, aż do całkowitej utraty przytomności. Zwolnienie akcji serca i niewydolność krążeniowo-oddechowa z zatrzymaniem krążenia włącznie.&lt;br /&gt;I to pokrótce tyle. Jeśli ktoś chce więcej i bardziej szczegółowo, odsyłam do mądrych książek. &lt;br /&gt;Na koniec asekuracyjnie dodam, że jest to autorska i bezczelnie krótka próba analizy oraz wyjaśnienia zjawiska wstrząsu. W najprostszych podręcznikach do patofizjologi wstrząs opisywany jest na kilkunastu stronach, drobnym maczkiem :)&lt;br /&gt;Dość wykładu! Musimy wracać na szpitalny korytarz, gdzie mój pacjent naprawdę źle się czuje...&lt;br /&gt;----------------------&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Spokojnie... -&lt;/i&gt; myślałem nad dalszym działaniem &lt;i&gt;- ...Co mu  może dolegać? Jest blady, spocony, ma słabe i szybkie tętno na obwodzie,  szybko oddycha. Do tego jest pobudzony i chyba zaczyna mieć zaburzenia świadomości. To mogą być objawy... Wstrząsu? Niemożliwe, przecież nie krwawi... chyba...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Mój kulawy proces myślenia przebiegał zgodnie z kulawym procesem nauczania. Niemal każdy nauczyciel tłumaczy zjawisko wstrząsu w oparciu o przykład krwotoku (he he, patrz przykład powyżej). W efekcie pomijane lub umniejszane są inne patomechanizmy również wywołujące wstrząs. Dlatego spora liczba studentów kojarzy fakty na zasadzie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;wypadek = krew = wstrząs, ewentualnie oparzenie = wstrząs.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;Nie ma wypadku = nie ma krwotoku (oparzenia) = brak wstrząsu. Genialnie proste, ale zgubne myślenie.&lt;br /&gt;Dumałem i dumałem, a mój pacjent się wyraźnie pogarszał.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Skąd niby ten wstrząs u niego ma być? Przyjechał na dializy, wsadzili mu cewnik... Może odmę zrobili, albo krwotok wewnętrzny? &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;W tej sekundzie na korytarz wyszła kobitka z RTG&lt;br /&gt;- Wszystko w porządku. - powiedziała do mnie - Na zdjęciach czysto. Opis wyślemy za pół godziny do waszej firmy.&lt;br /&gt;Złapałem za służbowy telefon.&lt;br /&gt;- Stacja dializ? Pani doktor, dobry wieczór...&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- A bo mi się zdaje, że ten pacjent z cewnikiem ma objawy wstrząsu...&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Nie... Przytomny jest, ale dziwnie wygląda...&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Oczywiście, że się nie znam. Wobec tego jedziemy z powrotem.&lt;br /&gt;Schwyciłem rączki wózka i zacząłem gnać w stronę windy i podjazdu dla karetek.&lt;br /&gt;- Muszę do wuceta..! - wystękał pacjent słabym głosem i złapał ręką za klamkę toalety.&lt;br /&gt;Co było robić? Podjechałem blisko drzwi i niechętnie zezwoliłem na chwilę odosobnienia. Już od studenckich czasów samotne wycieczki pacjentów do toalety źle mi się kojarzyły.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Jeszcze mi tam gdzieś padnie i co będzie? -&lt;/i&gt; Pełen złych przeczuć obserwowałem jak chory wstaje z wózka. Pacjent powolutku podniósł się i w tym momencie dostrzegłem na jego kremowych spodniach małe plamki krwi. Były dokładnie poniżej pośladków.&lt;br /&gt;Zamurowało mnie do tego stopnia, że pozwoliłem mu niezdarnie wejść do toalety i zaryglować drzwi.&lt;br /&gt;Nastąpiło nieznośnie długie oczekiwanie.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- No to teraz jak się coś stanie, to będzie na mnie... -&lt;/i&gt; myślałem nerwowo &lt;i&gt;- Po co ja go tam puściłem?!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Kończyłem już obgryzać paznokcie u rąk, kiedy usłyszałem upragniony szczęk zamka. Mężczyzna szurając nogami wyszedł z kabiny i... padł. A dokładniej, z jękiem osunął się na podstawiony przeze mnie wózek.&lt;br /&gt;- Co się dzieje?! - zapytałem przerażony.&lt;br /&gt;- Ech... - jęknął i zamknął oczy.&lt;br /&gt;- Boli pana coś?!&lt;br /&gt;- Ech...&lt;br /&gt;- Krwawi pan gdzieś? Ma pan krew na pidżamie... Może była krew w stolcu?!&lt;br /&gt;- Nie... ech - wystękał i zawisł wiotko na wózku.&lt;br /&gt;Drżącą dłonią wybierałem numer na stację dializ.&lt;br /&gt;- Pani doktor, to znów ja...&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Tak, tylko, że ten pacjent naprawdę źle wygląda i może zamiast do nas, to ja bym go odwiózł tu na izbę przyjęć..?&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Oczywiście, że się nie znam, ale w takim razie proszę o karetkę z noszami, bo on jest raczej nieprzytomny.&lt;br /&gt;Musiałem mieć nieźle wystraszony głos, bo zanim zdążyłem dotrzeć wózkiem do podjazdu, już się wtoczyła nasza karetka na sygnałach. Pięć minut później byliśmy na stacji dializ.&lt;br /&gt;Pacjent był kompletnie nieprzytomny, ciśnienie miał "w piwnicy". Krzątał się już przy nim tłumek pielęgniarek, a ja skromniutko stałem w progu.&lt;br /&gt;- Faktycznie wstrząs... - podrapała się po głowie lekarka - ...ale z czego?&lt;br /&gt;- Miał krew z tyłu na pidżamie... - cicho wydukałem.&lt;br /&gt;- E tam, krew... - odburknęła dyżurna i zleciła podaż wszystkich leków kończących się na "ina".&lt;br /&gt;Kilka chwil później, wobec braku jakiejkolwiek poprawy, pani doktor wykonała konsultację telefoniczną przedstawiając problem:&lt;br /&gt;- Tak kolego. Jest nieprzytomny, bardzo niskie ciśnienie... Godzinę temu był w pełnym kontakcie... Nie wiem z czego...&lt;br /&gt;- A może jednak ta krew..? - wtrąciłem i zrobiłem unik przed nadlatującą ręką lekarki.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Nie to nie! -&lt;/i&gt; myślałem obrażony i podszedłem do pielęgniarek.&lt;br /&gt;- Miał krew na spodniach. - powiedziałem konspiracyjnym szeptem - Obejrzyjcie pidżamę...&lt;br /&gt;- Przecież ma czyste spodnie! - fuknęła cicho piguła.&lt;br /&gt;- Ale na dupie miał krew! A teraz leży na plecach i dupy nie widać, nie?! - czułem napływającą złość - To chociaż mu zaglądnijcie do tych gaci!&lt;br /&gt;Posłuchały... Jedna z pielęgniarek zerknęła na wciąż rozmawiającą przez telefon lekarkę i lekko odchyliła spodnie.&lt;br /&gt;- Ma pampersa... - relacjonowała z przejęciem - ...i on jest... zakrwawiony..! Pani doktor! Pani doktor! On ma krew na pampersie!&lt;br /&gt;Poszły w ruch nożyczki. Opadła pocięta pidżama i nasiąknięte pieluchomajtki, a naszym oczom ukazał się paskudny i absolutnie niespodziewany widok. &lt;br /&gt;Pacjent po wewnętrznej stronie ud miał zdartą skórę i co gorsze, koszmarnie obrzękniętą mosznę. W życiu takiej wielkiej nie widziałem. Była dosłownie wielkości piłki do...&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Hmmm... -&lt;/i&gt; przeleciałem w myślach wszystkie dyscypliny sportów z kulistym rekwizytem i szybko dopasowałem wymiary &lt;i&gt;- Tak... piłka ręczna będzie o.k.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- O ja pier..! - wyrwało się pielęgniarce - ...co on z tym robił..?!&lt;br /&gt;- Nie wiem, ale chyba wezwiemy karetkę "eS"..?&lt;br /&gt;Tkwiliśmy wszyscy w osłupieniu. Pacjent we wstrząsie, my wstrząśnięci i tylko pani doktor zdawała się być wstrząśnięta i... zmieszana?&lt;br /&gt;Zupełnie jak dziewczyna Bonda ;)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Kilka dni później pacjent poczuł się na tyle dobrze, że sam uzupełnił historię choroby.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Ponoć w domu ściągał ze ściany meble i jak twierdził, wielki telewizor spadł mu na krocze (tere-fere). Trafił do szpitala w małym miasteczku, a że mu zatrzymało mocz - wysłali go do nas na ostrą dializę, bez wyjaśnień. Póki leżał na noszach i łóżku, jakoś dawał radę, ale jak go przesadzili na fotel w karetce, a potem na wózek... Każdy facet, który choć raz oberwał w krocze na pewno zrozumie, co czuł ten biedak siedząc na własnej "piłce".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;I to nie krwotok, a właśnie ostry ból był przyczyną tej gwałtownej reakcji wstrząsowej. Ot i wyjaśniła się zagadka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Opisywany przypadek nauczył mnie kilku ratowniczych prawd:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;1) Jeśli widzisz objawy wstrząsu, to znaczy. że on JEST! (i nie ważne co mówi twoje mizerne doświadczenie i doktor przez telefon)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;2) Jeśli już uznasz, że pacjent jest we wstrząsie, zrób z nim SZYBKO coś mądrego (bo wstrząs może rozwinąć się znacznie szybciej niż piszą o tym w podręcznikach)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;3) Badanie polega również na oglądaniu CAŁEGO pacjenta. (zwłaszcza jeśli nie wiesz czemu on się coraz bardziej "psuje")&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;4) Nawet jeśli doskonale przyswoisz sobie powyższe trzy prawdy i tak, jeszcze nie raz, będziesz czuł się w pracy WSTRZĄŚNIĘTY I ZMIESZANY...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;5) ...bo ratownik jest jak 007. Czasem zdarza mu się popełnić jakiś Błond... James Błond.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-8927629443198204357?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/8927629443198204357/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=8927629443198204357' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8927629443198204357'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8927629443198204357'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/07/wstrzasniety-nie-zmieszany.html' title='Wstrząśnięty nie zmieszany'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-5815338698737600803</id><published>2011-07-06T02:13:00.004+02:00</published><updated>2011-07-06T14:34:01.640+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Technicznie rzecz biorąc'/><title type='text'>Ratownicze cuda w telefonie cz.1</title><content type='html'>&lt;b&gt;Tytułem wstępu:&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;Powszechnie wiadomym jest, że telefon od dawna nie służy już tylko do rozmów. Poczciwe melodyjki, kalkulator, a nawet gry w komórce, nie robią na nikim wrażenia. Wkroczyliśmy w erę groźnie brzmiących smartfonów i chcąc nie chcąc, tkwimy w niej obiema nogami. W naszych kieszeniach i torebkach błyszczą małe, elektroniczne okienka na szeroki świat i narzędzia o całkiem sporych możliwościach. &lt;br /&gt;Ilość aplikacji pisanych na smartfony oraz ich zakres tematyczny mogą przyprawić o gigantyczny zawrót głowy.&lt;br /&gt;Wespół z&amp;nbsp; "komórką" możemy dziś oglądać tv, buszować w necie, gotować i piec, uczyć się, uprawiać mnóstwo dyscyplin sportowych, czytać e-booki i BLOGI, zasypiać i wstawać, planować dzień, robić zakupy, mierzyć, warzyć, fotografować, edytować [...głęboki wdech...] i wiele, wiele innych.&lt;br /&gt;Aż strach pomyśleć, co się stanie, gdy nasz hiper-piper-mega smartfon się rozładuje ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłem zanurkować w morzu tych wszystkich programików-pomocników i wyłowić kilka narzędzi pomocnych (mniej lub bardziej) w pracy ratownika medycznego.&lt;br /&gt;Co jakiś czas chciałbym zamieścić małą recenzję na temat wybranych aplikacji. Wszystkie sukcesywnie będą wrzucane do działu: &lt;b&gt;&lt;i&gt;"Technicznie rzecz biorąc"&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, być może komuś się przyda...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zainteresowani techniką klikają "czytaj więcej" (na lewo i lekko w dół), niezainteresowani mogą kliknąć "X" w prawym, górnym rogu monitora, albo jakiś inny, ciekawy linek ;)&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * * &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na pierwszy ognień wybrałem bardzo popularną wśród amerykańskich paramedyków aplikację &lt;b&gt;EMS Field Guide&lt;/b&gt; (wersja podstawowa i średniozaawansowana), czyli przewodnik, poradnik i vademecum ze "wszystkiego", co każdy szanujący się ratownik medyczny powinien znać na pamięć. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Jako, że pamięć czasem bywa zawodna, jadąc do pacjenta (zwłaszcza pediatrycznego) warto mieć w karetce małe wsparcie w postaci ściągi. W myśl zasady: &lt;i&gt;"Lepiej zaglądnąć i wiedzieć, niż nie mieć do czego zaglądać, nie wiedzieć i później na miejscu zdarzenia strugać wariata."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Sprawdźmy zatem, czy&lt;b&gt; EMS Field Guide&lt;/b&gt; może pełnić rolę takiej "zawodowej ściągawki"&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-gizVwZfZd2k/ThAwKd-VM_I/AAAAAAAAAdM/7nu1bzet6Xw/s1600/rys1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="299px" src="http://4.bp.blogspot.com/-gizVwZfZd2k/ThAwKd-VM_I/AAAAAAAAAdM/7nu1bzet6Xw/s320/rys1.jpg" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wersja tradycyjna (papierowa) oraz grafika startowa aplikacji na telefon.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rozdział 1. Pamięć dobra, ale krótka, czyli Mini-poradnik&lt;/b&gt;.&lt;/div&gt;Po załadowaniu aplikacji naszym oczom ukazuje się lista tematów, o których możemy poczytać w mini-poradniku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-tH79TiHP2Sc/ThA1QkSU3NI/AAAAAAAAAdQ/dyBVB7dGoII/s1600/IMG_0005.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" src="http://3.bp.blogspot.com/-tH79TiHP2Sc/ThA1QkSU3NI/AAAAAAAAAdQ/dyBVB7dGoII/s320/IMG_0005.jpg" width="213px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Znajdziemy tu &lt;u&gt;podstawowe&lt;/u&gt; informacje z zakresu:&lt;br /&gt;1. Przyrządowego udrożnienia dróg oddechowych&lt;br /&gt;- rurka intubacyjna,&lt;br /&gt;- maska krtaniowa LMA,&lt;br /&gt;- King LT, &lt;br /&gt;- Combitube,&lt;br /&gt;2. Kardiologii, resuscytacji, podstaw EKG i zaawansowanych algorytmów resuscytacyjnych,&lt;br /&gt;3. Nagłych zdarzeń i dolegliwości zagrażających życiu,&lt;br /&gt;4. Zatruć w tym:&lt;br /&gt;- podstawowe substancje trujące (nazwy),&lt;br /&gt;- objawy,&lt;br /&gt;- powikłania,&lt;br /&gt;- postępowanie medyczne.&lt;br /&gt;5. Urazów ciała w tym między innymi:&lt;br /&gt;- amputacje,&lt;br /&gt;- oparzenia (metody szacowania rozległości, leczenie)&lt;br /&gt;- kryteria segregacji poszkodowanych (TRIAGE) i wiele innych,&lt;br /&gt;6. Farmakologii w tym:&lt;br /&gt;- spis podstawowych leków stosowanych przez paramedyków (wskazania, dawkowanie, skutki uboczne i przeciwwskazania)&lt;br /&gt;- skrótowy spis leków występujących na terenie USA (nazwa handlowa, inne stosowane nazwy, rodzaj schorzenia, działanie)&lt;br /&gt;Uwaga: spis nie jest zgodny z polskim rozporządzeniem Ministra Zdrowia&lt;br /&gt;7. Inne odnośniki w tym:&lt;br /&gt;- mnemotechniki w ratownictwie, czyli rozwinięcie podstawowych skrótów literowych (AVPU, SAMPLE, AEIOU-TIPS,&amp;nbsp; APGAR itp.)&lt;br /&gt;- zakres dokumentacji i wywiadu medycznego (S.O.A.P.E.)&lt;br /&gt;- podstawowe zwroty w języku hiszpańskim /szczególnie przydatne dla polskich ratowników/ :) ,&lt;br /&gt;- dosyć obszerny spis skrótów medycznych,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostęp do poszczególnych zagadnień uzyskujemy poprzez pojedyncze wskazanie palcem. &lt;br /&gt;Wszystkie tematy opisane są w sposób przejrzysty i zostały wzbogacone grafikami, wykresami oraz tabelami parametrów. Przez wiele zagadnień czytelnik prowadzony jest "za rączkę", krok po kroku, w formie krótkich instrukcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-TUKXgBpvF2M/ThBDFQsSo2I/AAAAAAAAAdU/cG-jRH2-ngc/s1600/IMG_0007.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" src="http://2.bp.blogspot.com/-TUKXgBpvF2M/ThBDFQsSo2I/AAAAAAAAAdU/cG-jRH2-ngc/s320/IMG_0007.jpg" width="213px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Bardzo wygodne i użyteczne są odnośniki zamieszczone w tekście. Bezpośrednio z poradnika możemy przenieść się np. do odpowiedniego algorytmu postępowania lub kalkulatorów medycznych. W dowolnym miejscu, jednym dotknięciem palca możemy wstawić zakładkę, która ułatwi nam szybkie odnalezienie żądanego fragmentu. Istnieje również możliwość dodawania własnych notatek do niemal wszystkich rozdziałów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Ijo99YEBeDk/ThBK-HBdzsI/AAAAAAAAAdY/3EbStwgOzvE/s1600/notatki.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" src="http://1.bp.blogspot.com/-Ijo99YEBeDk/ThBK-HBdzsI/AAAAAAAAAdY/3EbStwgOzvE/s320/notatki.jpg" width="204px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;1) Dodawanie i odczytywanie notatek 2) Dodawanie i spis zakładek 3) Wyszukiwanie fraz&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rozdział 2. W stresie 2+2=5, czyli Kalkulatory medyczne.&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;Kolejnym atutem aplikacji zasługującym na szczególną uwagę są kalkulatory medyczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-EhgZh7Y1hCA/ThBa7Vf_IXI/AAAAAAAAAdw/3XiG8Feyx4A/s1600/kalkulator.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" src="http://3.bp.blogspot.com/-EhgZh7Y1hCA/ThBa7Vf_IXI/AAAAAAAAAdw/3XiG8Feyx4A/s320/kalkulator.jpg" width="204px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dotknięcie właściwej ikonki w pasku narzędzi otwiera listę dostępnych kalkulatorów medycznych.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Obsługiwane intuicyjnie, umożliwiają bardzo szybkie przeliczanie dawek, określanie stanu świadomości pacjenta, rozległości oparzeń i wielu innych parametrów. Do naszej dyspozycji oddano dziesięć kalkulatorów o szerokim spektrum zastosowania ratowniczego. I tak mamy tu:&lt;br /&gt;1. Kalkulator skali urodzeniowej APGAR (połączony ze stoperem i sygnalizacją dźwiękową, umożliwia szybką ocenę noworodka w pierwszej i piątej minucie od urodzenia)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-elbL6gHiFwA/ThBVtnLtJSI/AAAAAAAAAdg/FUU7aG3kqKY/s1600/IMG_0406.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" src="http://3.bp.blogspot.com/-elbL6gHiFwA/ThBVtnLtJSI/AAAAAAAAAdg/FUU7aG3kqKY/s320/IMG_0406.jpg" width="213px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;2. Przelicznik jednostek temperatury, wagi, objętości i długości&lt;br /&gt;3. Kalkulator skali świadomości GLASGOW (dla dzieci i dorosłych)&lt;br /&gt;4. Kalkulator reguły Parklanda (umożliwia szacowanie rozległości oparzeń oraz oblicza należną ilość płynów do przetoczenia) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-OcnkhpsUCic/ThBV9sZiptI/AAAAAAAAAdk/ZyCZrhrREkA/s1600/IMG_0403.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" src="http://3.bp.blogspot.com/-OcnkhpsUCic/ThBV9sZiptI/AAAAAAAAAdk/ZyCZrhrREkA/s320/IMG_0403.jpg" width="213px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;5. Kalkulator reguły Parklanda oraz przelicznik powierzchni oparzenia u dorosłych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-u2SNAMmgtpI/ThBXE2_yYVI/AAAAAAAAAdo/NuZgeLWVmsc/s1600/IMG_0407.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" src="http://4.bp.blogspot.com/-u2SNAMmgtpI/ThBXE2_yYVI/AAAAAAAAAdo/NuZgeLWVmsc/s320/IMG_0407.jpg" width="213px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;6. Kalkulator należnej energii wyładowania w defibrylacji (umożliwia szybkie przeliczenie energii defibrylacyjnej oraz właściwej resuscytacji płynowej na podstawie wieku, wagi lub wzrostu dziecka)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-zSCQVM4ArDc/ThBUBqXb8sI/AAAAAAAAAdc/5UKK67m-ps0/s1600/IMG_0009.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" src="http://3.bp.blogspot.com/-zSCQVM4ArDc/ThBUBqXb8sI/AAAAAAAAAdc/5UKK67m-ps0/s320/IMG_0009.jpg" width="213px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;7. Kalkulator pediatrycznych przyrządów udrożniających drogi oddechowe&amp;nbsp; (oblicza na podstawie wieku, wagi lub wzrostu dziecka właściwy rozmiar rurki intubacyjnej, maski krtaniowej LMA, rurki nosowo-gardłowej oraz cewnika do odsysania)&lt;br /&gt;8. Kalkulator dawkowania leków w pediatrii (przelicza dawki wybranych leków na podstawie wieku, wagi lub wzrostu dziecka)&lt;br /&gt;9. Kalkulator pediatrycznej skali urazowej (umożliwia szybkie przyznanie punktów wg skali oraz wskazuje szacunkowo stan pacjenta i dalsze postępowanie)&lt;br /&gt;10. Kalkulator parametrów życiowych dzieci i niemowląt (na podstawie wieku, wagi lub wzrostu wskazuje fizjologiczne wartości akcji serca, ilości oddechów oraz ciśnienia skurczowego krwi)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7L-LevwwuAY/ThBXoR50dQI/AAAAAAAAAds/_ZZSyuyROds/s1600/IMG_0408.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" src="http://1.bp.blogspot.com/-7L-LevwwuAY/ThBXoR50dQI/AAAAAAAAAds/_ZZSyuyROds/s320/IMG_0408.png" width="213px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rozdział 3. Jak trwoga to do Boga, czyli Książka adresowo-telefoniczna.&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;Miłym i funkcjonalnym dodatkiem do opisywanej aplikacji jest zintegrowana książka adresów i numerów telefonów alarmowych. Wszystko, co potrzebne do konsultacji, informacji i powiadomienia służb znajduje się w jednym miejscu. Na wyciągnięcie palca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hOaJRP5gz24/ThBkzsM58EI/AAAAAAAAAd0/rMP91KHYaxM/s1600/ksi%25C4%2585%25C5%25BCka.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320px" src="http://4.bp.blogspot.com/-hOaJRP5gz24/ThBkzsM58EI/AAAAAAAAAd0/rMP91KHYaxM/s320/ksi%25C4%2585%25C5%25BCka.jpg" width="204px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Dotknięcie odpowiedniej ikonki w pasku narzędzi otwiera książkę adresowo-telefoniczną&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Bazę danych można w pełni edytować wpisując własne numery i adresy lub importując je bezpośrednio z telefonu. Wskazanie dowolnego numeru wywołuje szybkie połączenie telefoniczne z wybraną placówką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-PoR_UppwCd8/ThBp0fKZCVI/AAAAAAAAAd4/i7LxwmnvA6o/s1600/telefon.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="236px" src="http://3.bp.blogspot.com/-PoR_UppwCd8/ThBp0fKZCVI/AAAAAAAAAd4/i7LxwmnvA6o/s320/telefon.JPG" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rozdział 4. Warto - nie warto, czyli małe podsumowanie.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Nie wyobrażam sobie ratownika, który w czasie reanimacji, jedną ręką uciska klatkę piersiową pacjenta, a drugą uruchamia telefon w poszukiwaniu "instrukcji obsługi". Dlatego opisywany programik, choć sympatyczny, nie wykona za nas nawet cząstki ciężkiej roboty. Zawarte w nim&lt;b&gt; &lt;/b&gt;informacje, z całą pewnością nie wyczerpują tematu i nie zastąpią wiedzy oraz doświadczenia zawodowego, ale mogą stanowić drobne wsparcie i techniczne udogodnienie w pracy ratowników medycznych. Nie bez znaczenia pozostaje również aspekt edukacyjny. Przeglądając w wolnej chwili poszczególne rozdziały można wyłowić sporo ważnych i ciekawych "perełek", które w czasach szkolnych umknęły naszej uwadze lub zniknęły później w mrokach sklerozy :)&lt;br /&gt;Choćby z tego powodu, uważam, że &lt;b&gt;EMS Field Guide&lt;/b&gt; można uznać za aplikację ciekawą i wartą odrobiny grosza.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pozostaje czekać na polskich naśladowców, &lt;/b&gt;bo rodzimych aplikacji o podobnej tematyce jak na lekarstwo!&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Plusy:&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;+ wiele pożytecznych informacji&lt;br /&gt;+ łatwość wyszukiwania informacji, zakładki&lt;br /&gt;+ własne notatki&lt;br /&gt;+ KALKULATORY!&lt;br /&gt;+ "wszystko" pod ręką, w jednym miejscu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="color: #990000;"&gt;&lt;b&gt;Minusy:&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;- informacje oparte na amerykańskich wytycznych i procedurach np. ACLS (w Polsce zazwyczaj korzystamy z wytycznych ERC)&lt;br /&gt;- całość po angielsku (dla niektórych to istotna przeszkoda)&lt;br /&gt;- cena (aplikacja dla Iphone kosztuje prawie 6$, co w odniesieniu do większości programów jest kwotą znaczną)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------------&lt;br /&gt;Post nie jest sponsorowany przez żadną firmę ani developera oprogramowania. Jak tak sam z siebie ślęczę przed tym kompem. Za zupełną darmochę :P &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lp_Cb2_wMYg/ThAtem6QPHI/AAAAAAAAAdI/4rEAD7rMG3g/s1600/IMG_0004.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-5815338698737600803?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/5815338698737600803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=5815338698737600803' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/5815338698737600803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/5815338698737600803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/07/ratownicze-cuda-w-telefonie-cz1.html' title='Ratownicze cuda w telefonie cz.1'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-gizVwZfZd2k/ThAwKd-VM_I/AAAAAAAAAdM/7nu1bzet6Xw/s72-c/rys1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-4030106212414720361</id><published>2011-07-04T06:00:00.001+02:00</published><updated>2011-07-04T06:00:05.396+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Telefony w mojej głowie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-xeF7hNMzy9Y/Tg-DTc5BNjI/AAAAAAAAAdA/kqbLr36FPUs/s1600/little+mi.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200px" src="http://1.bp.blogspot.com/-xeF7hNMzy9Y/Tg-DTc5BNjI/AAAAAAAAAdA/kqbLr36FPUs/s200/little+mi.jpg" width="129px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Mieliście kiedyś takie nieznośne uczucie, że Wasza praca jest bezsensowna, bezproduktywna i absolutnie nikomu, w tym Wam samym, niepotrzebna? Czuliście namacalny niemal brak samorealizacji i spełnienia zawodowego? Że co? Że tylko ja tak mam od ładnych kilku miesięcy?&lt;br /&gt;-------------------- &lt;br /&gt;- Ej spoko... już nie mam depresji, a to ma być "lekki" i okazjonalny post ;)&lt;br /&gt;--------------------&lt;br /&gt;Taka, dajmy na to, pani Konserwator Powierzchni Płaskich... &lt;br /&gt;W biały dzień łazi z odkurzaczem po biurze, schyla się, dźwiga z podłogi te śmietki, papierki i spinacze, mrucząc pod nosem swoje: "Nogi w górę na chwilę!"&lt;br /&gt;A wokół nienawistne spojrzenia, zniecierpliwienie i brak akceptacji, brak akceptacji, brak... i jeszcze złośliwość.&lt;br /&gt;Bo kiedy tylko zalśni czysta ścieżyna za Panią Konserwator, kiedy odkurzony pas wykładziny, niczym lodołamacz wbije się w paskudnie brudne otchłanie biura, już PAC... PAC... wszyscy kładą z powrotem te swoje giry (&lt;i&gt;jakby nie mogli wytrzymać choć godzinkę z nogami w górze!&lt;/i&gt;). Już lądują pierwsze śmieci, spinacze, a nawet (o zgrozo!) okruchy jedzenia (tak!). I znów niechlujna kra zamyka się tworząc nieprzebyty krajobraz biurowej chlew-pustyni.&lt;br /&gt;Pani Konserwator, z bladym uśmiechem na spracowanej twarzy, wyłącza odkurzacz.&lt;br /&gt;- To nic, nic to... - powtarza dobrodusznie - jutro znowu przyjdę, to przelecę raz, dwa...&lt;br /&gt;A w jej myślach trwa burza i gromy biją w ubrudzoną ziemię.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Oż to biurwy bez szkoły..! Toż ja dopiero zmietła, a tu już jak w oborze! Ta jutro znów mnie tu przyjść trza i szukać akceptacji, szukać akceptacji, szukać akceptacji....&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto klasyczny przykład zawodowego bezsensu, przyziemienia i... braku akceptacji.&lt;br /&gt;Albo taki Pseudo Operator Pseudo Infolinii (czyli dyspozytor), ten to dopiero ma bezsensowną robotę... Zresztą sami popatrzcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Złociutka bułka śniadaniowa od godziny bezwstydnie spoczywała na mym biurku. Jej apetyczna woń mieszała się z mocno "specyficzną" wonią Pani Halinki - Konserwatorki Powierzchni Płaskich.&lt;br /&gt;Aromat jaki bił z tego zestawienia skutecznie odstraszał mnie od zamiaru rychłej konsumpcji śniadania.&lt;br /&gt;- Nogi w górę na chwilę... - mruknęła Pani Halinka i zanurkowała pod blatem. Szczotka odkurzacza, niczym pijana kobra na indyjskim targu, krążyła chwiejnie wokół moich ud.&lt;br /&gt;- Panie, za cóż mnie tak ukarałeś..? - westchnąłem i wzniosłem w niebosa jedno me oko. Drugim zaś bacznie lustrowałem szybkie ruchy szczotki. Wiedziałem bowiem, że na jej dalszym końcu znajduje się niebezpieczna i zdesperowana ręka pani Konserwator.&lt;br /&gt;Dryńńń, dryńńńń... - ostry dźwięk telefonu przedarł się przez jednostajny pomruk odkurzacza.&lt;br /&gt;- Prywatna Placówka Medyczna, Najstarszy z Możliwych Ratownik Medyczny Cre(w)master przy telefonie słucham. - wypowiedziałem magiczną Formułkę Zgodną z Europejską Normą Odbierania Telefonów. &lt;br /&gt;- Halo? Czy to prywatne pogotowie? - skrzecząco-sepleniący głos nie wróżył nic dobrego. Niósł ze sobą jakiś chłód przejmujący, dziwne uczucie zagadki i nadciągającą geriatrię.&lt;br /&gt;- Mniej więcej pogotowie. W czym mogę pani pomóc? - lekko podniosłem głos, starając się przekrzyczeć odkurzacz. Jednocześnie drugą ręką pod blatem, dawałem pani Halince kategoryczne znaki nakazujące zaprzestania pracy.&lt;br /&gt;- Proszę pana... Ja dzwonię w takiej skomplikowanej sprawie...&lt;br /&gt;- Chwileczkę, droga pani... - przerwałem wywód - ...jedna sekundka...&lt;br /&gt;Schyliłem się pod biurko i z całych sił wrzasnąłem&lt;br /&gt;- PANI HALINKO!!!&lt;br /&gt;- A na co mie woła, a? - blond loki naszej konserwatorki wypłynęły ponad płaszczyznę blatu - Ja tu pracować muszę!&lt;br /&gt;- JA TEŻ WŁAŚNIE! - huknąłem błagalnie i wymownym gestem wskazałem na słuchawkę telefonu.&lt;br /&gt;I o dziwo nastała błoga cisza.&lt;br /&gt;- To nic, nic to... - sapała pani Halinka ciągnąc za kabel zelmerowskiego potwora - Jutro mie tu przyjść trza, to przelecę raz, dwa...&lt;br /&gt;Ostatnim słowom towarzyszył ogromny i złowrogi łomot zamykanych drzwi. Po konserwatorce pozostała tylko "specyficzna" woń i cichy łoskot kolejno strzelających w oddali wrót.&lt;br /&gt;- Teraz słucham panią z należytą uwagą.&lt;br /&gt;W ciszy jaka zapanowała mogłem popisywać się profesjonalnie niskim rejestrem głosu. Tymczasem w słuchawce znów zaskrzeczało nieprzyjemnie.&lt;br /&gt;- Proszę pana, ja mam taką skomplikowaną sprawę. Czy u państwa można wynająć karetkę?&lt;br /&gt;- Oczywiście... - nabrałem w płuca mnóstwo powietrza, aby profesjonalnie wyrecytować cenniki, przebiegi i przeliczniki taryf.&lt;br /&gt;- Doskonale! - kategorycznie przerwała starsza pani, a mi powietrze jakoś tak nagle uleciało w przestrzeń biura.&lt;br /&gt;- Bo widzi pan, ja mam taką skomplikowaną sprawę. Nazywam się Mecenas Przechwałek* i jestem już na emeryturze. Chora się czuję od kilku lat, to i lekarz mnie konsultuje na bieżąco. Teraz wykrył jakiś problem z oczami i kieruje mnie na badania specjalistyczne do kliniki w Wielkim Mieście, a oprócz choroby oczu mam też kłopot z...&lt;br /&gt;Czując nadciągającą niekończącą się opowieść postanowiłem uciąć zapędy oratorskie mojej rozmówczyni.&lt;br /&gt;- Proszę pani - rzuciłem szybko - Możemy zawieźć panią, gdzie tylko pani zechce. Cena za godzinę opieki wynosi...&lt;br /&gt;- A chwileczkę, bo ja jeszcze nie skończyłam. Jak już mówiłam, nazywam się Mecenas Przechwałek. Ja dzwoniłam do waszego dyrektora i on mnie podał ten numer. No to jak już mówiłam, oprócz choroby oczu mam też problemy z nogami. Chodzić nie mogę, siedzieć też nie bardzo... - słowa lały się wartkim strumieniem.&lt;br /&gt;Poczułem się bezsilny wobec dyrektorskiego argumentu. Przełączyłem aparat w tryb głośnomówiący i sięgnąłem po apetyczną bułkę śniadaniową.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Niech sobie teraz gada ile wlezie -&lt;/i&gt; pomyślałem dumny z takiego rozwiązania technicznego.&lt;br /&gt;Głos z telefonu skrzeczał i seplenił, a ja rozkoszowałem się cudnym smakiem bułki. Zacząłem nawet rozglądać się za kubkiem i pudełkiem herbaty, gdy nagle w głośniku zasyczało:&lt;br /&gt;- Proszę pana, czy pan mnie słucha?!&lt;br /&gt;- Oczywiście... - nerwowo przełknąłem twardy kęs śniadania.&lt;br /&gt;- To dobrze, bo jak już mówiłam, ja mam oszczędności, tylko teraz chcę mieć wiedzę, ile to będzie kosztowało?&lt;br /&gt;Ponownie nabrałem powietrza, czując, że oto nadchodzi moja wielka chwila.&lt;br /&gt;- Opiekę naliczamy za każdą rozpoczętą godzinę i...&lt;br /&gt;- Halo..? Proszę pana, ja słabo słyszę...&lt;br /&gt;- Tak... Ja powtórzę. Opiekę naliczamy za...&lt;br /&gt;- Ja bardzo pana przepraszam, ale czy mógłby pan mówić troszkę głośniej?&lt;br /&gt;- Oczywiście... - zmieniłem swój profesjonalny rejestr głosu na nieco wyższy - ...opiekę naliczamy za każdą rozpoczętą godzinę, a do tego należy doliczyć koszt za kilometry przejazdu.&lt;br /&gt;- Za przejazd..? Ja nie wiem, czy dobrze usłyszałam... Bo widzi pan, oprócz problemu z oczami i nogami mam też kłopot ze słuchem...&lt;br /&gt;- Tak, widzę to... - burknąłem pod nosem.&lt;br /&gt;- Co pan powiedział..?&lt;br /&gt;- Że naliczamy też za przejazd. To będzie jakieś trzysta sześćdziesiąt kilometrów po...&lt;br /&gt;- Nie proszę pana, tak to my się nie dogadamy. Ja bardzo proszę, aby pan mówił głośniej! Ja jestem starszą, schorowaną osobą i ja nie rozumiem, co pan do mnie mówi!&lt;br /&gt;- Dobrze. - przełączyłem tryb cichy i przycisnąłem słuchawkę do ucha.&lt;br /&gt;- Teraz mnie pani słyszy!?! - podniosłem głos.&lt;br /&gt;- Cokolwiek lepiej, młody człowieku. A czy w tej karetce macie państwo nosze?&lt;br /&gt;- Oczywiście. Mamy pełen standard...&lt;br /&gt;- Halo..?&lt;br /&gt;- Mamy pełen standard!!&lt;br /&gt;- Proszę powtórzyć..!&lt;br /&gt;- TAK, MAMY NOSZE!!! -wrzasnąłem i odsunąwszy nieco słuchawkę rzuciłem cichym bluzgiem w ścianę.&lt;br /&gt;- O teraz pana dobrze słyszę..! I kolejne moje pytanie. Czy macie jakieś krzesełko do noszenia po schodach, bo ja sama nie dam rady zejść. Jak już mówiłam, mam chore nogi i... &lt;br /&gt;- Tak proszę pani, mamy krzesełko! Proszę podać adres!&lt;br /&gt;- Słucham..?&lt;br /&gt;- ADRES! MUSZĘ MIEĆ PANI ADRES!!!&lt;br /&gt;- Ale, czy macie krzesełko?!&lt;br /&gt;- TAK! kuźwa MAMY KRZESEŁKO I NOSZE I MATERAC PRÓŻNIOWY!!! I hamak też mamy... - dodałem ciszej.&lt;br /&gt;- Jaki hamak..?&lt;br /&gt;- Aaaa, czyli teraz mnie pani słyszała..!?&lt;br /&gt;- Halo..?&lt;br /&gt;- To ja się pani pytam, halo!&lt;br /&gt;- Ja bardzo proszę, aby pan mówił nieco głośniej&lt;br /&gt;- PROSZĘ PANI! NIE MOGĘ JUŻ MÓWIĆ GŁOŚNIEJ, BO DRĘ SIĘ DO TELEFONU JAK WARIAT i zaraz jasny szlag mnie trafi!!! CZY PANI MNIE ROZUMIE?!?&lt;br /&gt;- Ale po co pan tak krzyczy? Rozumiem pana. Nie jestem głucha, tylko trochę słabiej słyszę. Jestem przekonana, że gdyby pan się TROCHĘ bardziej skupił, udało by się nam porozumieć.&lt;br /&gt;- JESTEM SKUPIONY do jasnej cholery! ZAWSZE SKUPIAM SIĘ NA SWOJEJ PRACY I STARAM SIĘ JĄ WYKONYWAĆ JAK NAJLEPIEJ!!!&lt;br /&gt;- Nie słyszę pana! &lt;br /&gt;- Nie nooo! K.... to jest jakiś obłęd. Ja to wszystko *#$%#*&amp;amp;% i jeszcze %$#**&amp;amp;^%, a w ogóle to *&amp;amp;%%$##*&amp;amp;%!!!!!!!!&lt;br /&gt;Właśnie w tym momencie do pokoju weszła koleżanka.&lt;br /&gt;- Crew! Co ty robisz?! - spytała wielce zbulwersowana moimi bluzgami - Z kim ty rozmawiasz?!?&lt;br /&gt;- A z klientką *#$%##**! - odburknąłem wściekły jak sto diabłów.&lt;br /&gt;- Oszalałeś?! Do klienta w ten sposób??!!&lt;br /&gt;- To może sama spróbuj porozmawiać? - wystawiłem zachęcająco słuchawkę.&lt;br /&gt;- Oczywiście, że porozmawiam! A ty się lecz na głowę, furiacie jeden!&lt;br /&gt;Wyrwała mi telefon i natychmiast zmieniła ton na aksamitno-miodny.&lt;br /&gt;- Dzień dobry, ratownik medyczny Ptaszyna przy telefonie. W czym mogę pomóc?&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Mówi ratownik medyczny Ptaszyna! - podniosła nieco głos.&lt;br /&gt;- ... &lt;br /&gt;- Oczywiście, że mogę mówić głośniej! Czy teraz mnie pani słyszy?!&lt;br /&gt;- ... &lt;br /&gt;- Nazywam się Ptaszyna i jestem ratownikiem medycznym!!&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- PTASZYNA!!! - wrzasnęła do słuchawki Ptaszyna, a na mojej twarzy wykwitł paskudny uśmiech.&lt;br /&gt;- ... &lt;br /&gt;- Chcesz rozmawiać? - koleżanka próbowała oddać mi telefon. - Ona mówi, że "z tym poprzednim panem się lepiej dogadywała". &lt;br /&gt;- Ależ kontynuuj, świetnie ci idzie! - szydziłem na całego - Ja się aktualnie leczę na głowę, tak że nie przeszkadzaj sobie.&lt;br /&gt;Mijały minuty. Kończyłem konsumować śniadanie w akompaniamencie dzikich wrzasków Ptaszyny.&lt;br /&gt;- ALE NIE MOGĘ JUŻ MÓWIĆ GŁOŚNIEJ *%$^#*#!!&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- PRZECIEŻ *^$&amp;amp;^^# WRZESZCZĘ NA CAŁE GARDŁO!!!&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- PROSZĘ PANI JA JESTEM SKUPIONA!!! NIE WYTRZYMAM *&amp;amp;^%$^#@ JA TO *#^@%*&amp;amp;# DO JASNEJ &amp;amp;$*#&amp;amp;@(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dup!&lt;br /&gt;Telefon z impetem trzasnął o biurko.&lt;br /&gt;- I święty spokój! - zawyrokowała wściekła Ptaszyna - A teraz oboje idziemy się leczyć na głowę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ot bezsensowna robota!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Myliłby się jednak ten, kto uznał sprawę za rozwiązaną. Chwilę później w słuchawce brzęczał zły głos /baczność/ Dyrektora do spraw Medycznych /spocznij/, a już kilka dni po pamiętnej rozmowie, nerwowo pukałem do drzwi mieszkania pani Mecenas Przechwałek. Mnie bowiem zły los wyznaczył do przewiezienia pacjentki na badania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Puk, puk.&lt;br /&gt;- Idę, idę... - rozległ się znienawidzony skrzecząco-sepleniący głos. Słychać było coraz wyraźniejsze szuranie i wreszcie w uchylonych drzwiach stanęła... hmm... Jakby to opisać?&lt;br /&gt;(Oglądaliście kiedyś Muminki? Tak? No to jesteśmy w domu...)&lt;br /&gt;W drzwiach stanęła Mała Mi, osiemdziesiąt lat po tym jak wystąpiła w Muminkach. Dosłownie, kropka w kropkę Mała Mi :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co było dalej, to się nie nadaje nawet na tego bloga.&lt;br /&gt;Wystarczy powiedzieć, że Mała Mi.... hmm..hmm... pani Mecenas Przechwałek była "dość trudną" pacjentką.&lt;br /&gt;Taką co to na przykład rozmawia przez telefon z reklamówką na głowie (bo bakterie są w słuchawce). A to nie jedyne jej dziwactwo... Miał się o tym już wkrótce przekonać cały personel /baczność/ Prywatnej Placówki Medycznej /spocznij/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Jak to zwykle bywa, życie dopisuje kolejne rozdziały wielu opowieści. O Małej Mi też coś naskrobało... Oto bowiem kilka dni temu na moim biurku wylądowała dokumentacja z wyjazdu innego zespołu medycznego. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to nazwisko pacjenta: Przechwałek, a zaraz potem odręczna notatka następującej treści:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"Pacjentka nie wyraziła zgody na transport z powodu braku krzesełka do znoszenia pomimo że mieliśmy bezpieczny środek transportu po schodach w postaci nosidełka. Pomimo naszej &lt;b&gt;namowy&lt;/b&gt; pani Przechwałek &lt;b&gt;odmówiła&lt;/b&gt; transportu &lt;b&gt;odmawiając&lt;/b&gt; podpisania &lt;b&gt;odmowy&lt;/b&gt;."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sądząc po brawurowej stylistyce, składni i semantyce, piszący notatkę ratownik musiał być w ciężkim szoku. Może zobaczył Małą Mi w reklamówce na twarzy? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----------------------&lt;br /&gt;* nazwisko pani Mecenas z żalem musiałem zmienić na mniej prawdziwe ;&amp;gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-4030106212414720361?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/4030106212414720361/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=4030106212414720361' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/4030106212414720361'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/4030106212414720361'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/07/telefony-w-mojej-gowie.html' title='Telefony w mojej głowie'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-xeF7hNMzy9Y/Tg-DTc5BNjI/AAAAAAAAAdA/kqbLr36FPUs/s72-c/little+mi.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-1859400623333214333</id><published>2011-07-01T14:34:00.000+02:00</published><updated>2011-07-01T14:34:23.550+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Król Transportu</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-gUtUvZdvyXs/Tg27kKVANZI/AAAAAAAAAc8/hOhpIJeHKPc/s1600/taczki.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="135" src="http://2.bp.blogspot.com/-gUtUvZdvyXs/Tg27kKVANZI/AAAAAAAAAc8/hOhpIJeHKPc/s200/taczki.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zaczęło się kilka miesięcy temu od dobrych chęci. Wszyscy wiedzą, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, a mi się zachciało...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzech latach "spokojnej" pracy w /baczność/ Prywatnej Placówce Medycznej /spocznij/ uznałem, że nadeszła najwyższa pora, aby przypomnieć sobie co nieco z teorii ratowniczego rzemiosła.&lt;br /&gt;Z ciężkim sercem i duszą na ramieniu zapisałem się na tyle /baczność/ certyfikowanych szkoleń /spocznij/ ile zdołał udźwignąć mój portfel (i styrana mózgownica).&lt;br /&gt;Kursy szły spokojnie, jeden za drugim. O dziwo nie zwariowałem od tej wiedzy. Co więcej, na jednym ze szkoleń zauważono mój "wkład oraz poświęcenie" i zaproponowano udział w kursie dla przyszłych/potencjalnych instruktorów.&lt;br /&gt;Ach... poczułem silne, wewnętrzne rozpieranie i byłem przekonany, że to duma mnie rozpiera... Zaraz jednak okazało się, iż odczucie pochodzi raczej z jelit i szybko się ulotniło.&lt;br /&gt;Kurs owszem, udało mi się przebrnąć w sympatycznej atmosferze i nawet pozytywnie ukończyć. A potem padło sakramentalne pytanie:&lt;br /&gt;- Gdzie Ty właściwie pracujesz, Crew?&lt;br /&gt;Poderwałem się w postawie "na baczność" i wypaliłem:&lt;br /&gt;- W Prywatnej Placówce Medycznej, proszę pana instruktora!&lt;br /&gt;- A macie tam umowę z NFZ na Ratownictwo Medyczne?&lt;br /&gt;- Nie, proszę pana instruktora... - ach ta moja niewyparzona gęba&lt;br /&gt;- ...ale mamy całe tabuny własnych, prywatnych pacjentów i...&lt;br /&gt;Chciałem dodać, że dla nich jesteśmy jak pogotowie, ale "pan instruktor" wpadł mi w pół słowa:&lt;br /&gt;- Ooo... to ty jesteś Mistrz Sportu - Król Transportu!&lt;br /&gt;I tym stwierdzeniem sprowadził mnie do mentalnego parteru. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby zostać "full instruktorem" musiałem jeszcze zaliczyć dwa kursy jako instruktor-stażysta. Po drugim stażu usłyszałem następującą informację zwrotną:&lt;br /&gt;- Nie widzisz pacjentów, Crew. Nie czytasz ich parametrów. Od razu widać, że pracujesz w transporcie.&lt;br /&gt;Znów poczułem rozpieranie w dolnej części brzucha, ale tym razem już znałem to uczucie i wiedziałem, że "g..." z tego będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;I odtąd ten "Król Transportu" wlókł się za mną niczym cień.&lt;br /&gt;W akcie desperacji poskładałem podania o pracę we wszystkich okolicznych stacjach Najprawdziwszego Pogotowia Ratunkowego.&lt;br /&gt;I wszędzie słyszałem:&lt;br /&gt;- O, to pan niedoświadczony...&lt;br /&gt;- A wy tam, w tych prywatnych firmach, to nic nie robicie...&lt;br /&gt;- Niestety nie możemy pana przyjąć...&lt;br /&gt;Czas mijał, a ja popadałem w coraz czarniejszą rozpacz i frustrację. Aż w końcu nadszedł dzień, w którym sięgnąłem DNA (i nie chodzi mi tu o kwas deoksyrybonukleinowy, ale o najprawdziwsze, wielkie DNO)&lt;br /&gt;A było tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Crew, sprawa jest! - Głos w słuchawce telefonu zabrzmiał niezwykle świeżo i obiecująco&lt;br /&gt;- Trzeba, żebyś przygotował i poprowadził duże szkolenie. Musisz tylko przynieść zaświadczenie z roboty, że jeździsz na karetce i masz staż pracy.&lt;br /&gt;- Ok. Żaden problem. Zaraz pójdę terroryzować sekretarkę (czyli podłożyć jej bombonierkę).&lt;br /&gt;Pół godziny później trzymałem w dłoni poplamiony czekoladką papierek o następującej treści:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zaświadcza się, że pan Cre(w)master zatrudniony jest w /baczność/ Prywatnej Placówce Medycznej /spocznij/ na stanowisku Ratownik Medyczny i od "wielu, wielu lat" pełni swe obowiązki w zespole wyjazdowym "P".&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Dwie godziny później ten dokument trafił na biurko Kogoś Bardzo Ważnego w Urzędzie Wojewódzkim, a następnego dnia mój telefon rozdzwonił się żałosnym tonem.&lt;br /&gt;- Dzień dobry, mówi Bardzo Ważny Ktoś...&lt;br /&gt;Na wszelki wypadek postanowiłem uklęknąć z szacunkiem&lt;br /&gt;- Niestety nie możemy zatwierdzić pana kandydatury na kierownika tego szkolenia. A w zasadzie w ogóle pan nie może na tym szkoleniu prowadzić zajęć...&lt;br /&gt;- A czemuż to? - wstając z klęczek wyraziłem żywe zainteresowanie powodem takiej decyzji.&lt;br /&gt;- Mam przed sobą Ustawę o Państwowym Ratownictwie Medycznym i z niej właśnie takie przepisy wynikają. Nie pracuje pan w Najprawdziwszym Pogotowiu Ratunkowym, to nie ma pan wymaganego stażu pracy.&lt;br /&gt;- Ale przecież pracuję jako ratownik medyczny i wykonuję dokładnie te same czynności, co moi koledzy w pogotowiu.&lt;br /&gt;- Mam przed sobą Ustawę i nie pracuje pan w Najprawdziwszym Pogotowiu Ratunkowym...&lt;br /&gt;- Ale mam dokładnie ten sam zakres obowiązków, poświadczony dokumentami i umową o pracę...&lt;br /&gt;- Mam przed sobą Ustawę i nie pracuje pan w...&lt;br /&gt;- Tak, wiem! Nie pracuję w Najprawdziwszym Pogotowiu Ratunkowym, to nie mam stażu pracy, doświadczenia i ogólnie jestem nikim! Dziękuję bardzo za opinię i życzę miłego dnia za lśniącym biurkiem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ten oto sposób, jakiś urzędas z ustawą na biurku sprowadził mnie na samo DNO zawodowej reputacji.&lt;br /&gt;Och jak wtedy sklinałem na cały świat. Kląłem odkładając słuchawkę i w drodze do domu. Ciskałem gromy w pracy i w czasie od niej wolnym. Otwierając rankiem oczy sypałem bluzgami na "k", a wieczorami miałem już przerobiony cały słownik wulgaryzmów. Dno, depresja i ogólna dupa... Aż do przedwczoraj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pewnością wszystkim znana jest ogólna prawda, która głosi, że od każdego dna można się wreszcie odbić.&lt;br /&gt;Opadasz coraz niżej i niżej, aż w końcu dostrzegasz zarys gruntu, jakiś punkt zaczepienia...&lt;br /&gt;&lt;div style="color: #073763;"&gt;&lt;i&gt;- Halo. Dzień dobry, panie Crew. Pan składał podanie o pracę w naszej Najprawdziwszej Stacji Pogotowia. Kiedy pan może podpisać umowę?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I wtedy spinasz się jak gepard do skoku. Radośnie sprężasz każdy mięsień w oczekiwaniu na moment odbicia. &lt;br /&gt;&lt;div style="color: #073763;"&gt;&lt;i&gt;- Na razie mamy dla pana trzy dyżury w miesiącu...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dobre i trzy. Byle jak najszybciej, jak najwyżej wypłynąć i zaczerpnąć powietrza.&lt;br /&gt;Dotykasz stopami dna i...&lt;br /&gt;&lt;div style="color: #073763;"&gt;&lt;i&gt;- Będzie pan dyżurował na karetce TRANSPORTOWEJ.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ja pierdzielę! Dno i sześć metrów mułu... &lt;br /&gt;Mistrz Sportu - Król Transportu... k... jego mać!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-1859400623333214333?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/1859400623333214333/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=1859400623333214333' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/1859400623333214333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/1859400623333214333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/07/krol-transportu.html' title='Król Transportu'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-gUtUvZdvyXs/Tg27kKVANZI/AAAAAAAAAc8/hOhpIJeHKPc/s72-c/taczki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-4203071312789238466</id><published>2011-06-29T20:22:00.000+02:00</published><updated>2011-06-29T20:22:13.907+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Karetka nie taxi?</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-uQLuVHJAXQA/TgtplpEbb_I/AAAAAAAAAc4/AQU7Wx6v064/s1600/nie+taxi.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-uQLuVHJAXQA/TgtplpEbb_I/AAAAAAAAAc4/AQU7Wx6v064/s200/nie+taxi.jpg" width="91" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ostatnimi czasy zaroiło się w mediach od społecznych kampanii uświadamiających ludność w tematach rozmaitych. A to o zapinaniu pasów można usłyszeć, a to znów o zbyt szybkiej jeździe pojazdami mechanicznymi.&lt;br /&gt;Tematyka akcji rozległa, raczej pożyteczna, ciesząca się ogólnym poważaniem, co w wolnym przekładzie oznacza, że najczęściej społeczność ma takie uświadamianie w "głębokim poważaniu". Wszak wygodniej żyć w błogiej niewiedzy i radosnym smrodku ignorancji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zupełnie przypadkiem, gdzieś na necie w oczy mi wlazła taka akcja:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;KARETKA NIE TAXI&lt;/b&gt; (&lt;a href="http://www.facebook.com/home.php#%21/KaretkaNieTaxi"&gt;tutaj link&lt;/a&gt; dla facebookowych ekshibicjonistów) &lt;/div&gt;&lt;i&gt;- Ale Amerykę odkryli -&lt;/i&gt; pomyślałem z dużą dawką jadowitej ironii - &lt;i&gt;Przecież od zarania dziejów karetki robią nie tylko za taksówki, ale pełnią tysiące innych, społecznie "użytecznych" ról.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Nie wierzycie? Zróbmy zatem prawdziwy test :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do przeprowadzenia eksperymentu będziemy potrzebowali:&lt;br /&gt;1. Grupy kontrolnej, czyli przedstawicieli mieszanych środowisk społecznych miasta wojewódzkiego.&lt;br /&gt;2. Dnia ustawowo wolnego od pracy.&lt;br /&gt;3. Odrobiny przestrzeni i słonecznej pogody.&lt;br /&gt;4. Karetki wraz z personelem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczyma wyobraźni spróbujmy zobaczyć zieloną, trawiastą przestrzeń zatopioną w środku wojewódzkiego miasta. Taką, powiedzmy łąkę, nieco większą od pełnowymiarowego boiska piłkarskiego. Na tej zielonej płaszczyźnie umieszczamy całkiem sporą scenę, światła, reflektory i wielkie głośniki... Ma być jasno, kolorowo i głośno. Na scenę oczywiście wsadzimy artystów, niech sobie coś tam śpiewają, klaszczą i ogólnie strugają wariata.&lt;br /&gt;Teraz zacznijmy w trawkę wtykać publiczność. Najpierw gdzieniegdzie, z rzadka, tu i ówdzie. Potem coraz więcej, gęściej, całymi rodzinami i większymi grupami. Trudne to zadanie, bo co wetkniemy parę ludzików, to oni zaraz hyc, hyc... Będą łazić, siadać, kłaść się, przemieszczać bez ładu i składu. Przyspieszmy zatem ruchy i nawciskajmy ludzi tyle, żeby zapełnić niemal całą przestrzeń... Przestali łazić? Nie?&lt;br /&gt;Ach tak... Zabierzmy im plastikowe toalety TOI-TOI, zaraz się uspokoją...&lt;br /&gt;Dobra. Stoją! Głowa przy głowie, ramię przy ramieniu. O to nam chodziło.&lt;br /&gt;Napracowaliśmy się przy tym swoistym terraformingu. Nie jest to bóg wie jakie cudo, ale nie ma czasu na siedmiodniowe "dzieło stworzenia". Do celów naukowo-badawczych taki "poligon" zupełnie wystarczy. Teraz już tylko musimy odprężyć się i z dystansem prowadzić obserwacje. Najwyższy to czas, bo na skraju zapchanej ludźmi łąki coś się dzieje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Karetka - czapka niewidka.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Ambulans dostojnie zjechał z asfaltu wprost na zieloną murawę. Przed naszymi oczami przewalał się spory tłumek ludzi.&lt;br /&gt;- Musimy wjechać w tę utwardzoną alejkę - paluchem wskazałem  kierowcy drogę - Jak nas tu deszcz dopadnie to nie wydrzemy auta nawet traktorem.&lt;br /&gt;- Jasne - nieobecnym głosem burknął mój szofer, pan Prawie-Żonkoś. - Jasne... - powtórzył jeszcze raz i ani drgnął. Powód tego mentalnego niebytu był dla mnie nader oczywisty. Za trzy dni mój współpracownik miał się oddać w dożywotni, damski jasyr. Przypuszczałem, że w obecnej chwili zamiast utwardzonej alejki widział już ślubny kobierzec, a zamiast uczestników imprezy masowej, przed oczami migali mu goście weselni. Ja natomiast widziałem wszystko ostro i z pełną jasnością umysłu.&lt;br /&gt;- Halo! - zamachałem dłonią przed oczami kierowcy - Ziemia do Żonkosia! Macie zgodę na kołowanie w stronę tej alejki..!&lt;br /&gt;- I co, mam kołować po tych ludziach? - zamrugał oczami.&lt;br /&gt;Faktycznie, przed nami utworzyła się falująca ściana z różnokolorowych postaci. Stali, patrzyli na karetkę i nic...&lt;br /&gt;- Może zatrąb, że chcemy tam wjechać? Tylko tak nienachalnie... żeby się nie przestraszyli.&lt;br /&gt;Prawie-Żonkoś lekutko tyknął po klaksonie.&lt;br /&gt;- Hmm... Dalej nic. To może włącz na chwilę bańki?&lt;br /&gt;Karetka rozbłysnęła całą gamą niebieskich mrugnięć, co spotkało się z mizernym zainteresowaniem stłoczonej gawiedzi. Mówiąc krótko, tłumek ani drgnął.&lt;br /&gt;- Dobra! - powiedziałem zdeterminowany - Nie widzą nas? Zaraz zobaczą! Dawaj wszystko ca mamy na pokładzie!&lt;br /&gt;Zawyły syreny, brzęczał klakson. Błyskało, migało... Jakiś starszy pan ostentacyjnie popukał się w czoło i ponownie jął kontemplować występy na scenie. Poza tą wyizolowaną reakcją, nasze wysiłki i starania by wjechać w upragniona alejkę, nie przyniosły żadnego rezultatu.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Początek imprezy a oni już mnie wkurzyli! -&lt;/i&gt; wyskoczyłem z szoferki mieląc jakieś bluzgi pod nosem.&lt;br /&gt;- Dzień dobry, chcielibyśmy przejechać... Halo..! Widać mnie? Słychać? Szanowny pan będzie uprzejmy się przesunąć parę kroczków... jeszcze tak ze dwa... Dziękuję. Teraz pani...na boczek, no już, już... Raz, dwa! A wózek z dzieckiem pani zostawiła na środku? No pewnie, że zabierać. Jak to tak, dziecko zostawić..? Dziękuję najuprzejmiej. A pan znów tu wszedł? Sceny nie widać? A karetkę widać? To takie duże, błyskające, wyjące... Przejechać byśmy chcieli...&lt;br /&gt;Co tylko usunąłem kogoś z drogi, na jego miejsce wciskało się dwoje następnych. I tak pewnie bym nadawał w nieskończoność, aż nagle z tłumu ktoś wrzasnął przejmująco:&lt;br /&gt;- LUDZIE, LUDZIE! BALONY ROZDAJĄ I POPCORN!!!&lt;br /&gt;Wokół mnie zawrzało. Przylgnąłem plecami do "niewidzialnej" karetki, gdy tłuszcza ruszyła raźnym galopkiem w stronę straganów. Zaszumiało, zawiało i przed nami otworzyła się zielona połać wolnej drogi. Ambulans majestatycznie wjechał w alejkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Karetka - centrum informacji turystycznej.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Zajęliśmy strategiczną pozycję i z przerażeniem obserwowaliśmy jak w oddali tłum terroryzuje sprzedawców popcornu i waty cukrowej. Co chwila jakaś, uniesiona ponad głowy, ręka targała kłębek słodkiej waty. Mgnienie oka i dłoń znikała w odmętach zgłodniałej gawiedzi.&lt;br /&gt;- Ech... Wyjdę rozprostować kości - powiedział zszokowany Prawie- Żonkoś otwierając drzwi do karetki... I to był błąd.&lt;br /&gt;- Panowie..! Panowie! - młoda kobieta trzymała energicznie drzwi do szoferki nie pozwalając na ich zamknięcie - Gdzie tu można coś kupić do jedzenia?!&lt;br /&gt;- Pewnie na tych straganach... - kierowca szarpał się z drzwiami usiłując je "delikatnie" zatrzasnąć.&lt;br /&gt;- Na straganach już nic nie ma! - powiedziała kobieta z wyraźnym fochem w głosie - Gdzie jeszcze mogę coś zjeść?!&lt;br /&gt;- Trudno powiedzieć. Święto dzisiaj... - Żonkoś wreszcie wyswobodził klamkę z uścisku "damskiej rączki"&lt;br /&gt;- Phi! Pogotowie i nie wiedzą, gdzie sklepy są... Łachudry jedne!- babsztyl zrzędząc odchodził w siną dal.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Wiemy, ale nie powiemy... -&lt;/i&gt; pomyślałem coraz bardziej wnerwiony i w rozkosznej wyobraźni pokazałem pani środkowy palec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Karetka - wodopój.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze dobrze nie ochłonęliśmy z babskiego focha, a tu...&lt;br /&gt;- Puk, puk - w okienko.&lt;br /&gt;- Słucham..? - prewencyjnie odsunąłem tylko szybę, za którą stał mocno "zmęczony życiem" jegomość.&lt;br /&gt;- Panowie... - wychrypiał zionąc wódą i papierochami - ...dajcie się coś napić!&lt;br /&gt;- Nie mamy nic do picia - odpowiedziałem czując jak wielki, zły gul rośnie mi na szyi.&lt;br /&gt;- Jak nie macie? Co pitolisz? W karetce nie macie picia?!&lt;br /&gt;- No patrz pan, jaki pech! Akurat nam się w aucie studnia oligoceńska zamuliła, a strażacy jakoś jeszcze źródlanej nie dowieźli..! Idź pan stąd!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Karetka - punkt orientacyjno-widokowy.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- Kazik! Słuchaj mnie... Kazik! Halo..! - facet z komórką&amp;nbsp; przy uchu stanął tuż obok szoferki. Darł się do telefonu próbując przekrzyczeć muzykę ze sceny.&lt;br /&gt;- Kazik! Gdzie ty jesteś..? Bo ja jestem koło karetki. Przyjdziesz tu? Koło karetki!!! No..! Takiej dużej, białej..! Czekaj, wyjdę wyżej, to ci zamacham! ZAMACHAM CI!&lt;br /&gt;Jegomość zniknął mi z pola widzenia bocznego lusterka, a chwilę później tyłem karetki zaczęło wyraźnie huśtać.&lt;br /&gt;- Idź go zwal! - jęknąłem wściekły do kierowcy.&lt;br /&gt;- Co? - Prawie-Żonkoś spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem.&lt;br /&gt;- Mamy alpinistę z tyłu na podeście, próbuje wyłazić na dach. Zabierz go stamtąd, bo ja go zabiję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Karetka - mobilny punkt apteczny.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Młoda parka zbliżała się w stronę karetki. Tak pięknie trzymali się za rączki. Podeszli i ta ładniejsza część pary zaszczebiotała słodkim głosikiem:&lt;br /&gt;- Dzień dobry. Moglibyśmy prosić trochę opatrunków i plaster jakiś i bandaż jeszcze..?&lt;br /&gt;- A co się stało? - zadałem konkretne pytanie nie mogąc się nigdzie dopatrzeć intensywnych krwotoków i ran "szarpano-kąsano-tłuczonych".&lt;br /&gt;- A o..! - do rozmowy włączył się młodzian machając mi przed nosem swoim odkrytym giczołem dolnym, lewym.&lt;br /&gt;- Na motorze se przypaliłem... - poszerzył dumnie swoją wypowiedź.&lt;br /&gt;Faktycznie oparzenie na nodze wyglądało takoż paskudnie, jak i staro.&lt;br /&gt;- Jeździłeś na motorze po terenie imprezy? - taktycznie zagrałem głupa.&lt;br /&gt;- Nie..! - popatrzył na mnie podejrzliwie - To z zeszłego tygodnia jest... ale opatrzyć trzeba..!&lt;br /&gt;- Rzeczywiście trzeba - zawyrokowałem - Proszę sobie podjechać do apteki, kupić co potrzebne i wrócić, a my już dalej sobie poradzimy...&lt;br /&gt;- Ależ... święto dzisiaj jest! - z oburzeniem zaświergotała ślicznotka.&lt;br /&gt;- Faktycznie... To może jutro sobie kupicie? Tydzień pan twardziel wytrzymał bez opatrunku, to do jutra nie umrze.&lt;br /&gt;- A w karetce się nie da?&lt;br /&gt;- W karetce się nam kasa fiskalna zepsuła więc z zakupów nici...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Karetka - centrum towarzysko-rozrywkowe.&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;- Czeeeść! Co u was słychać? W pracy dzisiaj..? - któraś z kolei znajoma osoba podchodziła do auta i witała się wylewnie z całym personelem. A cały personel czyli kierowca, ja, pielęgniarka i ratowniczka, uśmiechał się towarzysko&lt;br /&gt;- Jaaaa, ale macie faaaajnie w karetce... Mogę zajrzeć?!&lt;br /&gt;- Pewnie! Zapraszamy, zapraszamy... - wołały dziewczyny z przedziału medycznego.&lt;br /&gt;I tak na okrągło... &lt;br /&gt;Kiedy po dwóch godzinach do szoferki zastukał pan z zemdloną kobitą na ramieniu, jego oczom ukazał się niecodzienny widok. Oto uchyliły się drzwi od przedziału i z wnętrza karetki wymaszerowało osiem, może dziewięć roześmianych, rozgadanych osób. Normalnie wychodzili, wychodzili i końca nie było widać.&lt;br /&gt;Omdlała kobita zawisła jeszcze mocniej na ramieniu opiekuna i miała dziwną minę, jakby chciała nam powiedzieć:&lt;br /&gt;- Naprawdę już nic mi nie jest..!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Karetka - punkt mechaniki pojazdów.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Zajmowaliśmy się omdlałą pacjentką, a tymczasem na zewnątrz:&lt;br /&gt;- Panie... - do naszego kierowcy podszedł jakiś jegomość&lt;br /&gt;- Panie, sprawa pilna jest.&lt;br /&gt;- Słucham... - Prawie-Żonkoś wyraził uprzejmą gotowość do niesienia pomocy wszelkim rannym i konającym.&lt;br /&gt;- Panie, pożycz pan klucz siedemnastkę...&lt;br /&gt;Że też ja nie mogłem zobaczyć jego miny w tamtej chwili...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Karetka - centrum Matki Polki.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Chwila wytchnienia nie trwała długo. Spokoju było może z piętnaście minut i u drzwi stanęła kobieta z niemowlęciem na ręce.&lt;br /&gt;- Czy mogłabym w karetce pokarmić piersią?&lt;br /&gt;Normalnie mnie zatkało.&lt;br /&gt;- Wie pani... Karetka jest niesterylna, trochę brudna... Dzisiaj na przykład wieźliśmy pacjenta z żółtacz...&lt;br /&gt;- No to mogę, czy nie?! - rozdrażniona zamachała mi dzieckiem przed nosem.&lt;br /&gt;- Oooojeeejjj... - rozmarzone jęki damskiej części personelu pozbawiły mnie wszelkich argumentów do odmowy.&lt;br /&gt;Złorzecząc wysiadałem z auta.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Niech sobie jeszcze dzieciaka obmyje, upudruje, przewinie i ulula! Na koncert przyszła karmić dziecko piersią? Co to, jakiś fetysz jest?!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Karetka - plac zabaw.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Ulokowałem się w szoferce. Zatrzasnąłem wszelkie drzwi, spuściłem zasłonki.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Nie ma mnie! Nie istnieję! Dla nikogo mnie nie ma...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;-Puk, puk, puk... Dzień dobry... - w drzwiach zamajaczył jakiś facet taszczący "na barana" małego chłopca.&lt;br /&gt;- Wie pan... Antoś strasznie lubi samochody, a w karetce jeszcze nie siedział... Możemy? Tak na sekundkę?&lt;br /&gt;Nie zdążyłem nawet ust otworzyć, a sekundkę później mały Antoś już siedział za kierownicą i szarpał za wszystkie możliwe drążki, guziczki i przełączniki.&lt;br /&gt;Kolejnych pięć minut i po karetce ganiał cały tabun małych, rozwrzeszczanych Antosiów.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ja oszaleję! -&lt;/i&gt; pomyślałem z lekką obawą i ponownie ewakuowałem się na zewnątrz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Karetka - ławeczka.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Nieopodal ambulansu stała starsza kobiecina. Pogodna, sympatyczna... Wpatrywała się we mnie ze szczerym uśmiechem i pełnym zrozumieniem dla mojej frustracji.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Przynajmniej ona jedna pojmuje do czego ma służyć karetka... -&lt;/i&gt; myślałem czując jak z wolna opadają mi nerwy &lt;i&gt;- ...że ambulans ma być w gotowości, nie do zabawy, nie do karmienia i innych pierdół. My tu jesteśmy od ratowania tych najpoważniejszych stanów, a ludność tego nie rozumie! Nie docenia! Nie toleruje!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Rozkręcałem się coraz bardziej w tej wewnętrznej rozmowie. Tymczasem kobiecina z serdecznym uśmiechem na twarzy zbliżyła się do mnie, wskazała ręką na karetkę i wysepleniła:&lt;br /&gt;- Panie dzieju... siednąć bym se chciała...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jedna impreza masowa i człowiekowi wszelkie kampanie społeczne i zapędy do uświadamiania przechodzą jak ręką odjął. Kiedy radosny smrodek ignorancji zamienia się w przytłaczający odór lepiej być jak najdalej od "epicentrum".&lt;br /&gt;Dlatego karetka nie taxi, ale ja chętnie kogoś podwiozę pod wskazany adres... Byle mi w aucie nie karmić piersią! :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-4203071312789238466?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/4203071312789238466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=4203071312789238466' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/4203071312789238466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/4203071312789238466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/06/karetka-nie-taxi.html' title='Karetka nie taxi?'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-uQLuVHJAXQA/TgtplpEbb_I/AAAAAAAAAc4/AQU7Wx6v064/s72-c/nie+taxi.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-6721610203396563311</id><published>2011-06-23T15:40:00.000+02:00</published><updated>2011-06-23T15:40:07.550+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Kamienna twarz</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-pcxvv-SKs_k/TgNBq1CYD7I/AAAAAAAAAc0/G3MBH37WL8s/s1600/kamien.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-pcxvv-SKs_k/TgNBq1CYD7I/AAAAAAAAAc0/G3MBH37WL8s/s200/kamien.jpg" width="164" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tego posta wysmarowałem już dawno, ale z publikacją chciałem zaczekać na specjalną okazję. No i się doczekałem :)&lt;br /&gt;Mój współpracownik z karetki pojechał w cholerę na "specjalny" urlop. Hen, gdzie internet nie dociera...&lt;br /&gt;Jako rasowy kronikarz-donosiciel uznałem, że dobry to czas, by kilka słów o Nim popełnić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znamy się od... podstawówki :) Razem w jednej ławce, w jednej drużynie harcerskiej, razem na ratowniczym wolontariacie... Jak łyse konie (dosłownie, bo włosów to nam niestety nie przybywa), aż dziwne, że się razem nie hajtnęliśmy ;P&lt;br /&gt;Chyba mogę powiedzieć, że w wielu aspektach stanowi moje przeciwieństwo.&lt;br /&gt;Spokojny, stonowany, czasem wręcz flegmatyczny. Wielce powściągliwy w wyrażaniu sądów i emocji. Normalnie same superlatywy.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;/ Pssst... Nie mogę pisać tych gorszych rzeczy, bo mnie skubany inwigiluje podczytując bloga :) /&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Na chwilę nasze życiowe drogi się rozeszły, ale jak widać wszystkie muszą prowadzić do /baczność/ Prywatnej Placówki Medycznej /spocznij/, bo tu właśnie nastąpiło "spotkanie po latach" i współpraca zakwitła, a wokół zapachniało majem... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A mówiąc całkiem serio. Porządny z Niego chłop i naprawdę dobrze mi się z Nim pracuje. Nie wiem tylko, czy z wzajemnością, bo jak już pisałem, Jego powściągliwość w wyrażaniu emocji przechodzi ludzkie pojęcie.&lt;br /&gt;Normalnie siła spokoju i kamienna twarz. Nic z niej nie odszyfrujesz. Chociaż...&lt;br /&gt;Jeden raz odsłonił się na chwilę... i mnie przy okazji też.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Był wrzesień 2010 roku.&lt;br /&gt;Przyszedł do /baczność/ Prywatnej Placówki Medycznej /spocznij/ by pracować w pocie czoła.&lt;br /&gt;Miał powiedziane, że "nie ma lekko", że za kierownicą karetki, że praca w trudnych warunkach i wszystkie takie bla, bla, bla... Spróbował i dawał sobie nieźle radę. Niby nie medyk, ale stare nawyki z harcerskiego ratownictwa zostały. Szybko załapał co i jak.&lt;br /&gt;Trzaskaliśmy wyjazd, za wyjazdem, a wszystkie niestety z gatunku "do sraczki i rozkraczki".&lt;br /&gt;Mnie diabli brali na ten marazm i beznadzieję, a On... Pełna profeska, "dzień dobry Panie Pacjencie", "bułkę przez bibułkę" i medyczny savoir-vivre.&lt;br /&gt;Korzystałem trochę na tym, bo dobrze było patrzeć jak następny młody stażem "zajarał" się do zawodu. No i Jego świeży zapał dosłownie ogrzewał wnętrze karetki w zimne, jesienne poranki. A ja zmarzluch jestem straszny i chłodu wręcz nie trawię. &lt;br /&gt;Mijał dzień za dniem. Liście z drzew opadły, polało deszczem niespokojnym, potargało sad i podstępnie nadszedł jakiś listopadowy, nic nieznaczący wieczór.&lt;br /&gt;Zbieraliśmy się już do domu, gdy przyszło zgłoszenie w treści podobne do setek innych:&lt;br /&gt;"Pogorszenie stanu zdrowia. Transport do szpitala zgodnie z grafikiem dyżuru."&lt;br /&gt;W tył zwrot, do karetki i jazda.&lt;br /&gt;Stara kamienica, stare, strome schody, jakiś niemiłosiernie zagracony pokój. W kątku wciśnięte łóżko, a na nim pacjentka... Sto trzydzieści kilo ledwie żywej wagi. Nieprzytomna, przezroczysta, z oddechem na skraju wydolności i ciśnieniem prawie nieoznaczalnym.&lt;br /&gt;Nie kojarzę dokładnie całej akcji. Pamiętam moje zaskoczenie i złość, że jadąc do zgłoszenia uśpiłem tak zwanego czuja.&lt;br /&gt;Potem to już tylko były przebłyski... &lt;br /&gt;Demolowanie pokoju, aby nosze się zmieściły, rodzina pomagająca przełożyć chorą, schody na korytarzu... Kompletnie nie poczułem tych stu trzydziestu kilogramów. Takie ot, pstryk i już jesteśmy w karetce.&lt;br /&gt;Kable, tlen, rzut oka na monitor. Gdzieś z tyłu głowy błąkające się:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Kurwa tylko mi tu nie umieraj w karetce..!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Jedna próba założenia wkłucia i szybka kapitulacja, bo żyły się gdzieś pochowały. Za to skóra mokra, lepka, jakoś tak zsiniała...&lt;br /&gt;- Sygnały i jazda! - rzuciłem w próżnię mocując się z workiem "ambu".&lt;br /&gt;A potem był szpital, sala reanimacyjna, zbiegowisko studentów... Jakieś chłodne "dobranoc" od lekarki i znów siedziałem w karetce.&lt;br /&gt;Zdaje mi się, że sprzątaliśmy ten cały bajzel po bitwie. Zwijaliśmy kable z monitora. Maseczka z tlenem, zużyty wenflon do pojemnika, oklejenia, jakieś plastry... &lt;br /&gt;- Zdążyliśmy w sama porę... Źle z nią było...&amp;nbsp; - wysapał mój współpracownik gramoląc się za kierownicę.&lt;br /&gt;- I co z tego..? - burknąłem i złapałem podkładkę z dokumentacją wyjazdową. - Namęczyliśmy się, a i tak jutro jej już nie będzie. Pot mi ciurem wali po plecach...&lt;br /&gt;- Co ty powiedziałeś..?&lt;br /&gt;- Że się spociłem jak świnia. Jedźmy.&lt;br /&gt;- A o pacjentce co mówiłeś...?&lt;br /&gt;Nie wychwyciłem wtedy tej dziwnej zmiany w Jego głosie. &lt;br /&gt;- Że nie ma szans... - warknąłem - ...nie przeżyje. Widziałeś jej stary wypis ze szpitala? Ma chyba wszystkie choroby świata..!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karetka stała w półmroku, na końcu podjazdu do Izby Przyjęć. Włączyłem małą lampkę na desce rozdzielczej i zacząłem wypełniać papiery. Godzina przekazania. Adres placówki. Podpis... &lt;br /&gt;- Czemu nie jedziesz?! - podniosłem głowę znad dokumentów.&lt;br /&gt;W słabym blasku lampki zobaczyłem jak szybko wyciera oczy.&lt;br /&gt;- Nie przeżyje..? - zapytał. A mnie zamurowało.&lt;br /&gt;- Jak to nie przeżyje..? To... po co cała nasza praca..? To my... tu... a oni..? - odwrócił głowę w stronę szpitala i głos Mu się załamał.&lt;br /&gt;Siedziałem cicho, dosłownie porażony tą sceną. Dorosły, wielki facet. Kamienna twarz, oaza spokoju i nagle takie coś... &lt;br /&gt;Dopiero teraz dotarło do mnie, że w całej akcji, która rozegrała się przed kilkunastoma minutami, nie byłem sam. On też tam był... Zupełnie świeży i całkowicie zaangażowany.&lt;br /&gt;Bladł i pocił się, jak ja. Dźwigał, podawał sprzęt, trzymał maskę z tlenem... Ratował... Niby tak samo jak ja, a jednak zupełnie inaczej.&lt;br /&gt;- Naprawdę nie przeżyje..? - spojrzał na mnie i oczy znów Mu się zaszkliły.&lt;br /&gt;Milczałem jeszcze chwilę, a potem zacząłem gadać bez sensu o rokowaniach i obciążeniach chorobowych. Mówiłem i mówiłem, a w duszy czułem się jak ostatni drań.&lt;br /&gt;Taki zimny drań, który niczym brzęczącą muchę, utłukł cudzą odrobinę człowieczeństwa i współczucia jakiego chyba nikt i nigdy w tej karetce nie widział.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;I w ten oto sposób, starszy stażem nauczył się czegoś od "świeżaka". &lt;br /&gt;Każdy musi sam uporać się z "brzęczącymi muchami" własnego sumienia. Ze współczuciem, empatią, emocjonalnym zaangażowaniem. A może niektórym takie "muchy" w pracy wcale nie przeszkadzają..?&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Tak to było, panie dzieju, kiedyś... A już w najbliższą sobotę mój współpracownik się ŻENI (!!!)&lt;br /&gt;Zostałem sam w klubie kawalera... :(&amp;nbsp; No i dobra. Wypiję za to w sobotę i... zgaszę światło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Wszystkiego najlepszego Drogi Przyjacielu!&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Samych pozytywnych wzruszeń, życiowych zdziwień i niespodzianek.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na wszelki wypadek postanowiłem wkręcić się na imprezę, w charakterze świadka ;)&lt;br /&gt;Trzeba kumpla ratować, gdyby wzruszenia okazały się zbyt intensywne... Niby kamienna twarz, ale kto Go tam wie... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;fot. mirula.flog.pl&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-6721610203396563311?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/6721610203396563311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=6721610203396563311' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6721610203396563311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6721610203396563311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/06/kamienna-twarz.html' title='Kamienna twarz'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-pcxvv-SKs_k/TgNBq1CYD7I/AAAAAAAAAc0/G3MBH37WL8s/s72-c/kamien.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-9190588343416849534</id><published>2011-02-07T01:39:00.000+01:00</published><updated>2011-02-07T01:39:00.952+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Historie zasłyszane'/><title type='text'>Yellow submarine</title><content type='html'>&lt;b&gt;XIV Prawo Murphiego w medycynie ratunkowej: Inni ratownicy mają    zawsze lepsze historie do opowiedzenia.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;... czyli Historie   zasłyszane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drodzy kursanci, słuchacze, uczestnicy szkoleń.&lt;br /&gt;Czy myśleliście kiedyś o tym, co dzieje się w chwili, gdy gasną światła na salach ćwiczeniowych? Gdy ostatni z Was opuszcza salę wykładową z nieśmiertelnym &lt;i&gt;"do jutra"&lt;/i&gt; na ustach?&lt;br /&gt;- Nic wielkiego... - powiecie - ...komputery i projektory stygną po całym dniu pracy. Manekiny reanimacyjne śpią umordowane nieustannym miętoleniem ich klatek piersiowych. Defibrylatory mrugając niemrawo diodami, ładują akumulatorki na następny dzień.&lt;br /&gt;A instruktorzy..?&lt;br /&gt;Co robią Wasi nauczyciele, mentorzy, Wasze autorytety i medyczne guru, w chwili, gdy znikacie za rogiem korytarza?&lt;br /&gt;Przygotowują się do kolejnego dnia kursu? Robią notatki i omawiają miniony dzień? A może uczą się po nocach, dążąc do ideału?&lt;br /&gt;Otóż nie do końca...&lt;br /&gt;Kiedy za ostatnim z kursantów zamykają się drzwi, z instruktorskich płuc ulatuje powietrze z siłą zdolną poruszyć firanki w sąsiednim pomieszczeniu. Po całym budynku niosą się westchnienia ulgi, gdy twardy autorytet przestaje uwierać, a ostre żądło wytycznych i algorytmów nie kłuje pod żebrami. Słychać też jednostajny łomot. Tak, tak... To z hukiem opada ciężar instruktorskiej odpowiedzialności.&lt;br /&gt;Wreszcie można przestać szczerzyć uśmiech do wszystkiego co się rusza, pozytywnie wzmacniać i ważyć każde słowo. Wreszcie można być "normalnym" człowiekiem...&lt;br /&gt;I gdy to wszystko już można, wtedy pada nieśmiertelne:&lt;br /&gt;- To co robimy..?&lt;br /&gt;- Jak to co?! Idziemy do knajpy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Historia trzynasta -Yellow submarine&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Z głośników dyskretnie płynęły dźwięki utworu &lt;i&gt;Help&lt;/i&gt; - Beatlesów. Grupa instruktorów ratownictwa kończyła wieczorne posiedzenie w uroczej i klimatycznej knajpce. Wysoki poziom kultury spotkania podkreślały pełne zrozumienia spojrzenia kierowane w stronę dyrektora kursu.&lt;br /&gt;- Pppannowie... koni... koni... koniszymy na zzziśśś... Szysscy do sspania marszsz..! - zakomenderował jaśnie panujący szef szkolenia i niepewnie uniósł się ponad stołem.&lt;br /&gt;-Aś...naebaem... - Instruktor o wdzięcznej ksywie Sianko zwiesił głowę na ramieniu Maksia, na co ten natychmiast zareagował pełnym empatii unikiem tułowia. Siankowe czoło z brawurowym plaśnięciem przywitało się z blatem suto zastawionego stołu.&lt;br /&gt;- Sssianko... Fstaffaj, nie rżnij gupa... Izziemy do hotelu...&lt;br /&gt;- Hhhhmmrrrrzz... - przytomnie odrzekł Sianko i powolutku zsunął się pod ławę.&lt;br /&gt;- Dasssie sobie radę..? - pytali instruktorzy przechodząc chwiejnym rozkrokiem nad leżącym Sianem.&lt;br /&gt;- Sssspoko..! - zapewnił Maksiu i "delikatnie" szarpnął śpiącego za rękaw. &lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;Help, aj nid sambady...&lt;/i&gt; nuty zagłuszyły odgłos dartej odzieży.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Zafrasował się Maks. Los przewrotnie połączył obu panów noclegiem w jednym pokoju hotelowym, a dumą, przywilejem i honorem każdego instruktora-ratownika jest pomóc koledze w potrzebie. &lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ot pełne perturbacji to życie kolegi Siana... -&lt;/i&gt; zadumał się filozoficznie Maksiu &lt;i&gt;- Aż tak się oddać namiętnościom alkoholowym w lokalu? Widział któż taki prospekt? Jakże ja go teraz do hotelu odeskortuję..?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;W takiej jak ta sytuacji, od myślenia cenniejsze jest działanie. Wiedział o tym Maksiu i dlatego szybciutko swe myśli górnolotne przełożył na język bardziej potoczny i takoż przyziemny.&lt;br /&gt;- Kuwa..! Ty passskudne Siańńńsko..! Mao maszsz problemfff..?! Tak ssie naebać w knajpie?! Hhhto to wizział?! I jak ja cie t-terasss do domu ssapiore?&lt;br /&gt;- Do domu... do dommmu... - wymamrolił Sianko i podniósł się z podłogi niczym feniks z popiołów.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Droga powrotna była dla Maksia prawdziwą Golgotą. Sianko pchany niewidzialną siłą (Maks go pchał/ciągnął), uznał podnoszenie nóg za zbyteczny wydatek energetyczny i trasę do hotelu znaczył czarną ścieżką startej gumy z własnych zelówek. &lt;br /&gt;Wreszcie dotarli pod bramę z wielkim szyldem:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;HOTEL YELLOW SUBMARINE &lt;/div&gt;Tu czekał "ich" ostatni wysiłek pokonania &lt;u&gt;trzech&lt;/u&gt; pięter... Jeszcze tylko, niejako po drodze, złożyli kurtuazyjne wizyty gościom w wybranych pokojach na każdym piętrze (O pardąsssik..pommyłka! A bo t-te rzdrzwi szyssskie takie same sssą..!) i w końcu trafili do siebie.&lt;br /&gt;Skrajnie wyczerpany Maks zdążył zsunąć buta z jednej nogi, po czym, wyprostowany niczym struna, zwalił się na łóżko i natychmiast usnął z twarzą w miękkich poduszkach. Za to w Sianka wstąpiło jakby nowe życie.&lt;br /&gt;W przypływie energii, chwiejnie pochylił się nad Maksiem i rozpoczął popisy oratorskie.&lt;br /&gt;- Massiu... ty śśśfinio nie śpij www butach..! Umyśśś byś...ssie poszedł.. so?!&lt;br /&gt;Jedyną odpowiedzią było regularne chrapanie płynące z poduchy. Oburzony Sianko kontynuował tyradę.&lt;br /&gt;- Dopp..raffdy wieśśś robiszsz.. na maxa! Adziehi... adziehi...&amp;nbsp; A dzie higiena dzie??!&lt;br /&gt;Wobec rażących oznak ignorancji ze strony Maksa, dotknięty do żywego Siano, udał się w stronę łazienki.&lt;br /&gt;- Ja fff syfie spaśśś nie umiemmm... - burczał potykając się o własne spodnie - ... i nnie bendemm! Wykąpaś...sie tszszseba przed snemm... o! - rzucił głośną uwagę w kierunku Maksa i odkręcił prysznicowy kurek.&lt;br /&gt;Chwilę później, otulony kroplami ciepłej wody, skulony w brodziku niczym w łonie matki, usnął Sianko błogim snem embrionu. &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Bumbumbum..! Nieznośny łomot odbił się od sklepienia czaszki śpiącego Maksia i boleśnie uderzył w uszy.&lt;br /&gt;Bum-bum-bum..!&lt;br /&gt;- Ja frtolę..! - wyseplenił w poduszkę i podniósł ciężką głowę. Panującą w pokoju ciemność rozpraszała jedynie lekka poświata bijąca z kratki łazienkowej wentylacji.&lt;br /&gt;Bum-bum-bum!! Coraz bardziej natarczywe walenie w drzwi wejściowe zmusiło Maksa do zdwojenia wysiłków nad odzyskaniem przytomności.&lt;br /&gt;- Kurrfa! Oso.. chozzi!? - krzyknął schrypniętym altem i z głośnym pluskiem zsunął nogi z łóżka.&lt;br /&gt;- O kurrfa! O kurrrffa maśś..! A so tu tak mohro..?! - brodząc w wodzie niczym czapla, dotarł do źródła przykrego dudnienia. Uchylił drzwi i mrużąc porażone ostrym światłem oczy, wystękał najuprzejmiej jak tylko mógł:&lt;br /&gt;- Takkk..?&lt;br /&gt;W korytarzu stała recepcjonistka, a na jej twarzy, krzywym grymasem malowała się furia.&lt;br /&gt;- Cholera jasna! Co panowie wyprawiają?!!! - wrzasnęła dziko.&lt;br /&gt;- Ale, że soo..? - przestraszony nagłym atakiem, Maksiu przymknął nieco drzwi. &lt;br /&gt;- Proszę mnie natychmiast wpuścić do łazienki!! &lt;br /&gt;- O pszsz...praszammmm... ale terass nie moszszna... kolega sie terass kąpie...&lt;br /&gt;- W tej chwili proszę mnie wpuścić!! ZALEWACIE CAŁY HOTEL!!!&lt;br /&gt;- Jedna ffilunia... Obadamm temat... - wyjąkał Maks i zatrzasnął drzwi. Następnie wykonał "zgrabne" w tył zwrot i dosłownie wpadł do łazienki. Jego oczom ukazał się piękny i jednocześnie groźny widok.&lt;br /&gt;Oto w prysznicowym brodziku leżał skulony Sianko saute, obmywany falą ciepłej wody. Jedynym przybraniem tej surowej sceny była wielobarwna "sałatka" zapychająca sitko odpływu. Woda pieszcząc Maksiowe nogi, wartkim strumieniem unosiła w dal elementy garderoby i przybory toaletowe.&lt;br /&gt;- BUM-BUM-BUM..! - recepcjonistka przypomniała o swoim niebezpiecznym istnieniu.&lt;br /&gt;Maks ze wszystkich sił starał się zebrać myśli. Uchylając lekko wejściowe drzwi, przybrał najbardziej inteligentną z aktualnie dostępnych min i wypalił:&lt;br /&gt;- Faktyszsznie... psze pani... Kolega przesazził nieco z higjjeeeną... - to mówiąc, jedną nogą wykonywał zamaszyste ruchy w bok, starając się zagarniać wypływającą przez drzwi wodę.&lt;br /&gt;- Na litość boską!! Wszystko zalane!! - kobieta pchnęła gwałtownie drzwi i wsadziła do pokoju stopę.&lt;br /&gt;Maksiu tracąc równowagę usiłował jeszcze schwycić oddalający się potrójny hologram klamki. Już wiedział, że bitwa o bramę jest przegrana. W akcie ostatniej desperacji podjął próbę odwrócenia uwagi wroga przy pomocy dyplomatycznej konwersacji.&lt;br /&gt;- Boszszsz... spokojnie... Tylko bez agresssji... - wydusił lecąc na ścianę - A skąd właśśściffie pani fiadomo, że u nas woda... i że hotel sały salany... ha?&lt;br /&gt;- SKĄD WIADOMO??!! Ożeszkurwamać! Bo trzy piętra niżej, na parterze SPADŁ ŻYRANDOL!!!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Nazajutrz rankiem płacił Sianko słoną cenę za pobyt w podwodnym hotelu. Prace konserwatorskie szły już pełna parą, a nad wszystkim unosiła się nostalgiczna nuta &lt;i&gt;Yesterday&lt;/i&gt;, płynąca z przenośnego radyjka powieszonego na mokrej ścianie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciężki los instruktora, który daje się porwać falom człowieczeństwa... :)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TU80nl3881I/AAAAAAAAAcw/adb2StHYng4/s1600/sub.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TU80nl3881I/AAAAAAAAAcw/adb2StHYng4/s320/sub.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;-----------------------&lt;br /&gt;Uroczyście oświadczam, że przytoczona powyżej historia jest paskudną fikcją literacką, a Maksiu, Sianko i hotel...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt; - nigdy nie istnieli ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-9190588343416849534?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/9190588343416849534/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=9190588343416849534' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/9190588343416849534'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/9190588343416849534'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/02/yellow-submarine.html' title='Yellow submarine'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TU80nl3881I/AAAAAAAAAcw/adb2StHYng4/s72-c/sub.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-3376478665342417765</id><published>2011-02-03T21:43:00.000+01:00</published><updated>2011-02-03T21:43:56.121+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luzem'/><title type='text'>Czekanie</title><content type='html'>Czekać na... Każdy na coś czekał/czeka i wszyscy wiedzą jakie to uczucia. Tak, tak uczuciA, bo przecież każde oczekiwanie to inny rodzaj emocji. Tych dobrych i tych zupełnie niechcianych.&lt;br /&gt;Czekać na kogoś bliskiego, na deszcz, na wymarzony prezent, na autobus w dżdżysty dzień... Czekać na zasłużoną burę, na pilną przesyłkę, na wiosnę, na rozwój wypadków...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ileż można czekać..? &lt;br /&gt;Kwadrans akademicki, tydzień, kwartał, rok, całe życie... A dwa dni?&lt;br /&gt;Czy dwa dni to dużo na czekanie..?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dużo...&lt;br /&gt;Najdłuższe czterdzieści osiem godzin w moim życiu. Najbardziej beznadziejne dwa dni oczekiwania na... mały kawałeczek kartki papieru... i czarne literki ułożone w proste słowa:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;WYNIK NEGATYWNY.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doczekałem się i 1:0 dla mnie :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUsSwSMn0HI/AAAAAAAAAco/rKmuo6_tyfY/s1600/wai2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="172" src="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUsSwSMn0HI/AAAAAAAAAco/rKmuo6_tyfY/s320/wai2.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;---------------- &lt;br /&gt;Ps. Normalnie ulga, że weź... :D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-3376478665342417765?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/3376478665342417765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=3376478665342417765' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/3376478665342417765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/3376478665342417765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/02/czekanie.html' title='Czekanie'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUsSwSMn0HI/AAAAAAAAAco/rKmuo6_tyfY/s72-c/wai2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-1822112332549582861</id><published>2011-01-30T22:27:00.000+01:00</published><updated>2011-01-30T22:27:35.693+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luzem'/><title type='text'>Urodzinki</title><content type='html'>No i okrągły roczek pstryknął na blogu. &lt;i&gt;A kto zdrowia nie wypije...&lt;/i&gt; :)&lt;br /&gt;I nie idzie tu o żadną wybujałą celebrację wątpliwej rocznicy, a raczej o refleksję... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet się nie obejrzałem, a już z szampanem w dłoni, w tempie radosnego &lt;i&gt;"trzy, dwa, jeden... Happy New Year!"&lt;/i&gt; zaliczyłem rokroczne, seryjne deja vu.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Co u ciebie, Crew..? -&lt;/i&gt; zaszumiały bąbelki w kieliszku.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Po staremu... -&lt;/i&gt; odpowiedziałem sobie w myślach.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Naprawdę nic nowego..? -&lt;/i&gt; wypaliły zdziwione fajerwerki.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Niewiele... ale dzięki, że pytacie...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już tak to jest, że czas zapiernicza w coraz bardziej zawrotnym tempie, a ja, trzymając się utartych schematów niczym barierki w starym pekaesie, usilnie próbuję nie wypaść z kursu.&lt;br /&gt;I w tej nierównej walce z wyboistym gruntem, nie dostrzegam wielu mijanych obrazów, widoków na życie, perspektyw z ciekawym horyzontem w tle. Wiem tylko, że tamtędy jechałem, że powinienem widzieć, pamiętać, doceniać... ale dzień do dnia się dodaje i zlewa w jedno:&amp;nbsp; &lt;i&gt;"nic nowego..."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;A przecież wcale tak nie musi być. Wystarczy zerknąć do własnych myśli przelanych na blogowe strony i już wracają zapomniane chwile. To właśnie stanowi sens istnienia tego bloga. &lt;br /&gt;&lt;i&gt;"...wracać, czytać i patrzeć, gdzie byłem, gdzie jestem i pewnie dokąd zmierzam..."&lt;/i&gt; - moje słowa sprzed roku.&lt;br /&gt;Wracam więc, czytam i widzę bardzo wyraźnie rzeczy, których dawniej, z perspektywy czasu na pewno bym nie dostrzegł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kiedy kolejny raz bąbelki sylwestrowego szampana zaszumią: &lt;i&gt;"Co nowego..?"&lt;/i&gt;, odpowiem im z całą mocą: &lt;i&gt;"Naprawdę wiele... Wprost cała kupa nowości! Wystarczy poczytać!"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;...i oby tak było :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUXRMFXF5jI/AAAAAAAAAcg/fkmfHt-1FRw/s1600/paramedic+cake.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="254" src="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUXRMFXF5jI/AAAAAAAAAcg/fkmfHt-1FRw/s320/paramedic+cake.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Rok na blogu - piece of cake... with wafel! ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-1822112332549582861?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/1822112332549582861/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=1822112332549582861' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/1822112332549582861'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/1822112332549582861'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/urodzinki.html' title='Urodzinki'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUXRMFXF5jI/AAAAAAAAAcg/fkmfHt-1FRw/s72-c/paramedic+cake.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-9088273868538495819</id><published>2011-01-29T01:37:00.001+01:00</published><updated>2011-01-29T16:09:55.040+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Subtelna różnica</title><content type='html'>Piątek. W mojej pracy dzień bardzo specyficzny... tzw. A.L.B.O. day.&lt;br /&gt;Albo wszyscy już wyjechali na weekend i będzie spokój, albo postanowili zostać, czyli chorować, wzywać lekarzy, ściągać karetki i robić te wszystkie rzeczy, które dla mnie oznaczają robotę przez duże "R".&lt;br /&gt;Dzisiejszy piątek [ &lt;i&gt;tak wiem, już sobota jest, ale powiedzmy, że żyję dniem wczorajszym &lt;/i&gt;] ogłuszył mnie kompletnym "nicnieróbstwem".&lt;br /&gt;Z obrzydzeniem oddawałem się leniwemu klikactwu (Wiecie jak to jest? Jeden link, drugi, piąty, dwudziesty piąty... i za chwilę już nie wiem, co czytam, co oglądam i przede wszystkim, po co..?).&amp;nbsp; Na szczęście, dzwonek służbowego telefonu wyrwał mnie z tej nerwicy natręctw.&lt;br /&gt;- Crew, macie wyjazd do członka...&lt;br /&gt;- Ech... - westchnąłem "podniecony". Wiedziałem, że w dniu takim jak ten, nie może się trafić nic innego. Wyjazd "do członka" oznacza bowiem zapchany cewnik lub inne, szeroko pojęte problemy z oddawaniem moczu. Mówiąc krótko - wyjazd marzenie, wyżyny ratowniczego fachu.&lt;br /&gt;Z poczuciem misji, wyruszyliśmy. Ja i mój wierny kompan... Ten, co to kręci kierownicą, robi "ijo-ijo", a jak trzeba, to i pacjenta potrafi spacyfi... zmotywować do współpracy [ &lt;i&gt;muszę Mu jakiś zgrabny pseudonim artystyczny wymyślić, bo prawdziwego zabronił używać. Ciekawe czego się boi..? ;)&lt;/i&gt; ] &lt;br /&gt;Kilka okamgnień i byliśmy&amp;nbsp; pod wskazanym adresem. Z dokumentacji medycznej wynikało, że pacjenta należy zabrać do szpitala. Przytargaliśmy więc krzesełko kardiologiczne i siup dziadzia na ten cud techniki transportowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu należy zrobić kolejną przerwę w narracji i dokonać krótkiego rysu osobowościowego dziadzia:&lt;br /&gt;Pacjent lat 92, prezentujący objawy zespołu otępiennego. Reagujący na bodźce, lecz bez logicznego kontaktu z otoczeniem. Otwarta, zdziwiona buzia i otwarte, dziwnie pogodne oczy. Momentami wyglądał jakby sobie dobrze zajarał gandzi. Tylko jeden drobny szczegół psuł całość pogodnego obrazu starszego pana. Delikatnie ruszony, zaczynał demonstrować swoje niezadowolenie, bucząc coraz głośniejsze: &lt;i&gt;"O mój boże, o mój boże, o mój..."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Łapiemy za rękę... - &lt;i&gt;"O mój boże..!"&lt;/i&gt; Chcemy poprawić nogę... &lt;i&gt;- "O mój boże!!"&lt;/i&gt; I tak w kółko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Spokojniutko... Nic się nie dzieje... - kolega łagodnym głosem przemówił&amp;nbsp; do pacjenta.&lt;br /&gt;- Nie dzieje... - powtórzył dziadziuś i natychmiast spokój powrócił na jego oblicze.&lt;br /&gt;- Poprawimy jeszcze nogi, żeby nie spadały...&lt;br /&gt;- Żeby nie spadały...&lt;br /&gt;- I pojedziemy do karetki...&lt;br /&gt;- Do karetki... dziemy...&lt;br /&gt;Po dziesięciu minutach, rutynowa, sprawna akcja zakończyła się pełnym sukcesem. Dziadek z błogą miną (co on brał?) leżał wygodnie na noszach. Szczęknęły klamry dociąganych pasów (żeby nam nie spadł), trzasnęły drzwi karetki (żeby nie wiało) i w drogę.&lt;br /&gt;Usiadłem na fotelu obok pacjenta i pochylając głowę, wypełniałem poszczególne rubryczki karty wyjazdowej.&lt;br /&gt;Miła podróż w ciepłym wnętrzu ambulansu. Spokój, silnik mruczy, autem leciutko buja... I nagle, sielankową atmosferę przeszył przeraźliwy wrzask.&lt;br /&gt;- OOOOooo!!!&lt;br /&gt;Poderwało mnie z fotela. Naprawdę nieźle się wystraszyłem.&lt;br /&gt;- Co się dzieje?! - spojrzałem na dziadzia, a serce waliło mi jak młot (tak to jest jak się papiery wypełnia zamiast pilnować chorego)&lt;br /&gt;- O MÓJ BOŻEeeee! - wrzeszczał pacjent - Nie mogę..! Nie mogę..!!&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- K...! Co on nie może?! -&lt;/i&gt; myślałem wciąż wystraszony. Gorączkowo szukałem przyczyny takiej zmiany w zachowaniu. Wreszcie zobaczyłem, że dziadek bezskutecznie próbuje zgiąć nogę w kolanie. Manewr był z góry skazany na niepowodzenie, gdyż nad kolanami zapięliśmy pas zabezpieczający.&lt;br /&gt;- Nie mogę..! Nie mogę..! Ooo Boże!!!&lt;br /&gt;- Spokojnie... - położyłem rękę na ramieniu pacjenta - ...Nie może pan ruszyć nogami, bo są pasy zapięte.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;- Zapięte... powtórzył natychmiast wyluzowany dziadziuś.&lt;br /&gt;- Tak, żeby nam pan nie spadł... - perswadowałem dalej i sam czułem jak adrenalina mi odpływa.&lt;br /&gt;- Nie spadł, nie spadł... - wróciło echem.&lt;br /&gt;- Ale już dojeżdżamy do szpitala, to zaraz odepniemy...&lt;br /&gt;Nastąpiło trzy sekundy ciszy i... &lt;br /&gt;- OOOooo mój bożeeee!!! Oooooo... ooodetniemy!?!?&lt;br /&gt;Po tym okrzyku głowa dziadkowi opadła w tył i natychmiast zachrapał.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Śpi... -&lt;/i&gt; pomyślałem wciąż oszołomiony sytuacją &lt;i&gt;- Widać zmęczyła go ta subtelna różnica w nadawaniu i odbiorze...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero teraz zauważyłem, że autem wstrząsają lekkie konwulsje, coś jakby silnik nam dławiło? Spojrzałem w stronę szoferki i w tafli wstecznego lusterka zobaczyłem bezczelnie roześmianą gębę kolegi. Chichrał&amp;nbsp; się aż mu nogami siepało.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Czekaj, czekaj... Kiedyś się zamienimy miejscami. Też się pośmieję! -&lt;/i&gt; pomyślałem i parsknąłem śmiechem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUNb6uOyQgI/AAAAAAAAAcc/wmUr3mFCVgE/s1600/images.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUNb6uOyQgI/AAAAAAAAAcc/wmUr3mFCVgE/s1600/images.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-9088273868538495819?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/9088273868538495819/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=9088273868538495819' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/9088273868538495819'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/9088273868538495819'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/subtelna-roznica.html' title='Subtelna różnica'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUNb6uOyQgI/AAAAAAAAAcc/wmUr3mFCVgE/s72-c/images.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-2305692873325718965</id><published>2011-01-27T00:09:00.000+01:00</published><updated>2011-01-27T00:09:00.843+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Łańcuch ratunkowy</title><content type='html'>Tytułem krótkiego wstępu muszę się nieco powymądrzać:&lt;br /&gt;Wiele definicji łańcucha ratunkowego można znaleźć w literaturze lub internecie. Wszystkie mniej więcej się pokrywają, więc powymądrzam się własnymi słowami:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="color: #990000;"&gt;Łańcuch ratunkowy&lt;/b&gt;, to szereg czynności wykonywanych w przypadku zaistnienia nieszczęśliwego epizodu, potocznie zwanego wypadkiem. &lt;br /&gt;Czynności są ułożone w takiej chronologii, aby jak najskuteczniej prowadzić działania ratunkowe, a w konsekwencji zwiększyć szanse przeżycia i/lub wyzdrowienia osób poszkodowanych.&lt;br /&gt;Najprostszy łańcuch ratunkowy może wyglądać tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUB2-ekPYpI/AAAAAAAAAcY/eqHFQaZsqPc/s1600/chain2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="186" src="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUB2-ekPYpI/AAAAAAAAAcY/eqHFQaZsqPc/s400/chain2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszczególne ogniwa przenikają się, co ma symbolizować ciągłość podejmowanych działań, a także dążenie do eliminacji zbędnych procedur na miejscu wypadku. Istotną rolę w łańcuchu ratunkowym odgrywa upływający czas. Zadaniem wszystkich podmiotów biorących udział w danej akcji jest takie zaplanowanie działań, aby poszkodowany w możliwie najkrótszym czasie został finalnie zaopatrzony/ustabilizowany/zoperowany/wyleczony itp. itd.&lt;br /&gt;Walka z czasem ujęta jest w tak oklepanych pojęciach, jak choćby &lt;i&gt;złota godzina&lt;/i&gt;, czy &lt;i&gt;platynowe 10 minut&lt;/i&gt;, o których nie będę się tu rozpisywał, bo miało być krótko.&lt;br /&gt;Właściwie nie wiem po co w ogóle piszę o łańcuchu ratunkowym, przecież wszyscy to doskonale znają...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;...ale czy na pewno..?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * * &lt;/div&gt;Pracując w obecnej firmie /baczność/ Prywatnej Placówce Medycznej /spocznij/, raczej nie mam zawodowej styczności z wypadkami komunikacyjnymi. Mój "chleb powszedni" stanowią w większości przypadki internistyczne, kardiologiczne, neurologiczne... w ogóle wszystkie "iczne", no i wszelkiej maści "kuku" wyrządzone w domowych zaciszach. Można zatem śmiało powiedzieć, że kompletnym "urazowcem" nie jestem :) /w tym momencie puszczam oko do pani doktor z poprzedniej opowieści/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I właśnie dlatego, niemałe zdumienie na mej twarzy wywołała rozmowa telefoniczna, którą prowadziłem wczoraj, w godzinach służbowych.&lt;br /&gt;- Cześć Crew, tu twoja ulubiona pielęgniarka.&lt;br /&gt;- No cześć... &lt;i&gt;(kurczę która to..? wszystkie są ulubione...)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Słuchaj, przyjdź szybko na przychodnię do gabinetu laryngologicznego.&lt;br /&gt;- A co się stało?&amp;nbsp; - ciśnienie mi skoczyło, bo kiedy pielęgniarki mówią "przyjdź szybko", to zazwyczaj jest zatrzymanie krążenia.&lt;br /&gt;- A mamy tu taką panią z wypadku i trzeba ją zabrać do szpitala.&lt;br /&gt;- Z wypadku..? - uśmiechnąłem się z niedowierzaniem i emocje mi opadły. Przypomniałem sobie bowiem, że przy zatrzymaniu krążenia pielęgniarki wzywają ratowników używając&amp;nbsp; formuły "biegnij k...!", a nie "przyjdź". &lt;br /&gt;- Z jakiego wypadku? - ponowiłem pytanie.&lt;br /&gt;- Oj przyjdź, to ci doktor wszystko powie. Tylko szybko.&lt;br /&gt;- Ok. Pędzę, lecę...&lt;br /&gt;Ubierając medyczną odzież wierzchnią, rozmyślaliśmy z kolegą, o jaki wypadek może chodzić.&lt;br /&gt;- Eee tam, wypadek... - wysapałem szarpiąc się z zamkiem "błyskawicznym" - Jakiż może być wypadek u laryngologa? Pewnie pani sobie wsuwkę wsadziła do ucha za głęboko i nie słyszy, co doktor do niej mówi.&lt;br /&gt;- Taa... albo doktor jej coś wsadził i teraz nie może wyciągnąć...&lt;br /&gt;- W takim razie trzeba by wieźć ich oboje... - zaświntuszyłem na koniec rozmowy i już byliśmy pod drzwiami gabinetu.&lt;br /&gt;Wyraźnie poruszony doktor relacjonował mi problem, z którym nagle musiał się zmierzyć.&lt;br /&gt;- ... bo pacjentka jest po wypadku samochodowym. Przyszła do nas ze skierowaniem od innego lekarza i tu się źle poczuła... Konkretnie to zasłabła... Na szpital pewnie trzeba. Co ja tu z nią zrobię?&lt;br /&gt;W trakcie jego wypowiedzi, oczy robiły mi się coraz szersze.&lt;br /&gt;- Doktorze, a kiedy był ten wypadek? - spytałem licząc, że jest to jakieś stare, niedoleczone wydarzenie.&lt;br /&gt;- A dzisiaj rano...&lt;br /&gt;- Rano?! - w zdziwieniu podniosłem nieco głos i zerknąłem na zegarek. Wskazówki czasomierza wyznaczały godzinę trzynastą.&lt;br /&gt;- No rano... ale to inny lekarz ją tu przysłał i ja właśnie nie rozumiem dlaczego...&lt;br /&gt;- A gdzie ona jest..? - rozglądałem się po pustym gabinecie&lt;br /&gt;- Kazałem jej poczekać na korytarzu...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Spuszczamy na resztę tej sceny zasłonę milczenia i wracamy do akcji w chwili, gdy wyszedłem z gabinetu.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Siedziała bidulka na krzesełku pod drzwiami. Blada trochę, rączki rozdygotane, wzrok jakby błędny i śliwa błyszcząca na czole.&lt;br /&gt;Wzięliśmy sierotkę na wózeczek i hop do karetki. Szybkie badanie podstawowych parametrów (wszystko w miarę w normie) i ruszyliśmy w drogę. Kolega prowadził auto, a ja wdałem się z pacjentką (bajdełej - młodą i fajną) w pogawędkę... celem zebrania wywiadu, oczywiście!&lt;br /&gt;"Bidulka" zaczęła mówić, a kiedy skończyła, ja zbierałem szczękę z podłogi.&lt;br /&gt;Pani jechała do ginekologa. Faktycznie miała zderzenie czołowe (ponoć auto do kasacji). Nie była przypięta pasami, więc spotkała się z przednią szybą i własną głową zrobiła malowniczego pająka na szkle. Nie pamięta jak długo była nieprzytomna (uparcie twierdzi, że niedługo). Ocucili ją strażacy, którzy musieli wyciąć to i owo z auta, aby się do niej dostać.&lt;br /&gt;I teraz zaczyna się "najlepszy" łańcuch ratunkowy o jakim dotąd słyszałem: &lt;br /&gt;- Na miejsce wypadku nikt (policja, straż) nie wezwał karetki pogotowia (!)&lt;br /&gt;- Lawety odholowały auta, a pani sama udała się do... ginekologa (swoją drogą, jaką trzeba mieć motywację, żeby zaraz po "dzwonie" iść do ginekologa? Chyba tylko niespodziewaną, niechcianą ciążę..?)&lt;br /&gt;- W gabinecie, pacjentka zemdlała po raz pierwszy. Doktor ginekolog przejął się losem bidulki i wypisał jej skierowanie do... chirurga.&lt;br /&gt;- Chirurg - człek zajęty. Przyjmie, ale tylko prywatnie i w drodze wyjątku. Zlecił RTG czaszki, popatrzył, podumał i skierował do... laryngologa, bo: "...głowa cała, ale coś mi się tu nie podoba..." (zdjęcia nie dał)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Jako, że w przychodni, w której przyjmował chirurg, nie było laryngologa, rada-nierada bidulka musiała szukać placówki z doktorem "od uszu". I tak trafiła do nas... oczywiście prywatnie i w drodze wyjątku... U nas także zasłabła.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- No a dalej, to już pan wie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Wiem... - odpowiedziałem z autentycznym współczuciem i czym prędzej zawiozłem ją na SOR.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;I co ja sobie będę jakieś łańcuchy rysował..? Pitolił o złotej godzinie..? Idzie nowe!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8.00 wypadek -&amp;gt; ginekolog -&amp;gt;chirurg -&amp;gt; laryngolog -&amp;gt; my -&amp;gt; SOR 13.15&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;"ZŁOTE PRZEDPOŁUDNIE" k... ich mać!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;A o Pogotowiu Ratunkowym, Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych, Ostrych dyżurach... słyszeli w tych POZ-ach?!?!?!?!?!&lt;br /&gt;- wdech... wydech... i luuuuuz...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Ot życiowy smaczek. A morał z niego jeden:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Zapinajcie pasy :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" class="youtube-player" frameborder="0" height="330" src="http://www.youtube.com/embed/m28tT5wDkZQ?rel=0" title="YouTube video player" type="text/html" width="400"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-2305692873325718965?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/2305692873325718965/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=2305692873325718965' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2305692873325718965'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2305692873325718965'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/ancuch-ratunkowy.html' title='Łańcuch ratunkowy'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TUB2-ekPYpI/AAAAAAAAAcY/eqHFQaZsqPc/s72-c/chain2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-2886503607521010860</id><published>2011-01-26T07:00:00.002+01:00</published><updated>2011-02-05T09:00:56.821+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luzem'/><title type='text'>Portret w puzzlach</title><content type='html'>&lt;i&gt;"Bo, gdzie niezrozumienie, tam niebyt, wyrwa w obrazie, brakujące puzzle, czerń, pustka, frustracja."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&amp;nbsp;- akemi.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wyrwany &lt;a href="http://akemi-smalltalk.blogspot.com/2011/01/exhibicjonizm-rulez.html"&gt;postem akemi&lt;/a&gt; do udziału w zabawie, stawiłem się z "lekkim" opóźnieniem.&lt;br /&gt;Jako, że mądrości ludowe naszym skarbem są, powiedzonko &lt;i&gt;"lepiej późno niż wcale"&lt;/i&gt;, za dobrą monetę przyjąwszy, postanowiłem drastyczne kroki poczynić i wypełnić wyrwę w obrazie.&lt;br /&gt;Oto nadszedł czas, by obnażyć kilka kawałków moich puzzli, których pewnie jeszcze nie znacie.&lt;br /&gt;W tym blogowym striptizie pójdę jeszcze dalej... i pokażę moją prawdziwą, osobistą twarz...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Żegnaj słodka anonimowości... &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Zwariowałem... ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8cMgJdYKI/AAAAAAAAAas/75WHC9-300Y/s1600/puzzel1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8cMgJdYKI/AAAAAAAAAas/75WHC9-300Y/s400/puzzel1.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8cSz96X3I/AAAAAAAAAaw/L0sbd7OTT1o/s1600/puzzel2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8cSz96X3I/AAAAAAAAAaw/L0sbd7OTT1o/s400/puzzel2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8cY3O0WSI/AAAAAAAAAa0/1-Neq4doczw/s1600/puzzel3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8cY3O0WSI/AAAAAAAAAa0/1-Neq4doczw/s400/puzzel3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8cev2JwaI/AAAAAAAAAa4/jbokIbBgyMY/s1600/puzzel4.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8cev2JwaI/AAAAAAAAAa4/jbokIbBgyMY/s400/puzzel4.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8cmfg9yqI/AAAAAAAAAa8/sNb73fOiM3c/s1600/puzzel5.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8cmfg9yqI/AAAAAAAAAa8/sNb73fOiM3c/s400/puzzel5.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8creVjU6I/AAAAAAAAAbA/3w7AlwozTzE/s1600/puzzel6.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8creVjU6I/AAAAAAAAAbA/3w7AlwozTzE/s400/puzzel6.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT9AKtjS5nI/AAAAAAAAAcI/r9XaAXopZJw/s1600/puzzel71.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT9AKtjS5nI/AAAAAAAAAcI/r9XaAXopZJw/s400/puzzel71.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8c4M-QwxI/AAAAAAAAAbI/ZxTgj0yE_Ic/s1600/puzzel8.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8c4M-QwxI/AAAAAAAAAbI/ZxTgj0yE_Ic/s400/puzzel8.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8fnMzeObI/AAAAAAAAAbs/MjNcL9VftFY/s1600/puzzel11.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8fnMzeObI/AAAAAAAAAbs/MjNcL9VftFY/s400/puzzel11.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8f4Qayx_I/AAAAAAAAAbw/Io3JrL_Nh-I/s1600/puzzel13.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8f4Qayx_I/AAAAAAAAAbw/Io3JrL_Nh-I/s400/puzzel13.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8gCtKuZXI/AAAAAAAAAb0/QDRpua0F6Rw/s1600/puzzel9.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://4.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8gCtKuZXI/AAAAAAAAAb0/QDRpua0F6Rw/s400/puzzel9.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT9Ap75KogI/AAAAAAAAAcM/yCSSe2828h4/s1600/puzzel12.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT9Ap75KogI/AAAAAAAAAcM/yCSSe2828h4/s400/puzzel12.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8gN8xYGOI/AAAAAAAAAb8/Vii8eXse7Hg/s1600/puzzel14.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8gN8xYGOI/AAAAAAAAAb8/Vii8eXse7Hg/s400/puzzel14.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8gS2bPwlI/AAAAAAAAAcA/xYIN7t7wUFQ/s1600/puzzel15.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8gS2bPwlI/AAAAAAAAAcA/xYIN7t7wUFQ/s400/puzzel15.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8gaMrN04I/AAAAAAAAAcE/ZORgQbqzeAk/s1600/puzzel16.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="286" src="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8gaMrN04I/AAAAAAAAAcE/ZORgQbqzeAk/s400/puzzel16.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To wszystko.&lt;br /&gt;Jestem zapewne ostatni na mecie łańcuszka i na mnie się urwie...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;...i dobrze ;)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na wypadek, gdybym się jednak mylił, zostawiam wolne "sloty" dla Szanownych Blogerów. Jeśli ktoś ma ochotę się uzewnętrznić - śmiało :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) .........................&lt;br /&gt;2) .........................&lt;br /&gt;3) .........................&lt;br /&gt;4) .........................&lt;br /&gt;5) .........................&lt;br /&gt;6) .........................&lt;br /&gt;7) .........................&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-2886503607521010860?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/2886503607521010860/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=2886503607521010860' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2886503607521010860'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2886503607521010860'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/portret-w-puzzlach.html' title='Portret w puzzlach'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TT8cMgJdYKI/AAAAAAAAAas/75WHC9-300Y/s72-c/puzzel1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-3872421732385815717</id><published>2011-01-24T07:08:00.001+01:00</published><updated>2011-01-24T07:08:00.080+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Radość edukacji'/><title type='text'>(p)Ech przygoda cz.2</title><content type='html'>Część pierwsza &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/pech-przygoda-cz1.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Południowo-wschodnia Polska. Kilka lat temu.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No jak Tadziu? Gotowe wszystko? - mężczyzna w zielonej wiatrówce klepnął po przyjacielsku ramię nadchodzącego kolegi.&lt;br /&gt;- Prawie gotowe... - odsapnął klepnięty - ...Kamery ustawione w krzaczorach, chłopaki czekają w aucie na końcu lasu... tylko kuźwa, w tym bajorze całe spodnie sobie upaprałem. Stara mnie zatłucze w domu! - Tadeusz próbował kruszyć i strzepywać błoto zaschłe na nogawce niemarkowych dżinsów.&lt;br /&gt;- Oj Tadziu, to fakt. Żonę masz herod-babę... ale zobacz jak żeśmy to wszystko pięknie urządzili...&lt;br /&gt;Mężczyźni z zadowoleniem spoglądali na leżący w rowie, potrzaskany samochód. Szkło z rozbitych szyb srebrzyło się na ciemnym asfalcie, a białe plastiki i drobne elementy karoserii zdawały się wyznaczać ścieżkę katastrofy. Tylko drzewa wokół szumiały jakoś tak nienaturalnie, spokojnie, jakby nic nie zaszło.&lt;br /&gt;- Piękne...- zachwycił się posiadacz brudnych spodni - Wygląda jakby nieźle wyrżnął. &lt;br /&gt;- Dokładnie. I widać go z obu stron drogi. Cudo..! Drugie życie to autko dostało, jeśli można to nazwać życiem. Ze złomu prosto do przydrożnego rowu. Heh... ironia losu. Jeszcze tylko ofiarę zmontujemy i masakra będzie kompletna.&lt;br /&gt;Zielony materiał wiatrówki sfałdował się gwałtownie na ramionach. Mężczyzna wsadził palce do ust i w leśne ostępy popłynął przeraźliwy gwizd. &lt;br /&gt;- Pioootruś! Wylałeś się już?! Wskakuj do wraku, musimy cię jeszcze podlać sokiem z buraczków!!!&lt;br /&gt;Kilka chwil później, z rozbitego pojazdu wystawała "pokrwawiona" ręka młodszego aspiranta Piotra. Zielony ludzik wyliczał na palcach. &lt;br /&gt;- Kamery rejestrują, pozorant na miejscu, chłopaki czekają przed lasem... No to zaczynamy doświadczenie. Zobaczymy jak sobie panie i panowie kierowcy będą radzić z taką niespodzianką na drodze. Wskakuj Tadziu, jedziemy... - policjant trzasnął drzwiami nieoznakowanego radiowozu i schwycił gruszkę mikrofonu.&lt;br /&gt;- Laguna zgłoś się dla fiesty... Jedziemy na pozycję. Zaczynamy!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Jeśli zupełnym przypadkiem, trafisz Drogi Czytelniku na moje szkolenie z pierwszej pomocy, z pewnością usłyszysz zwarty opis powyższej sceny. Powtarzam go niezmiennie od kilku lat, na każdym kursie. Opowiadam o policyjnej "prowokacji" urządzonej w lesie, między dwiema małymi mieścinkami pd-wsch Polski. Przedstawiam również końcowe wyniki doświadczenia, a te niestety nie są budujące.&lt;br /&gt;Oto bowiem, przez kilka godzin rejestrowano zachowanie kierowców, którzy przejeżdżali obok rozbitego samochodu. Całość "wypadku" była idealnie widoczna z obu kierunków drogi. Biały dzień, warunki pogodowe - bardzo dobre, natężenie ruchu - minimalne. I co?&lt;br /&gt;Statystycznie rzecz ujmując. Na dziesięć pojazdów, które pojawiały się w szklanym oku kamery, do udzielenia pomocy zatrzymywał się jeden lub z jednego dzwoniono po karetkę, bez zatrzymywania się. Pozostałych dziewięciu kierowców mijało rozbite auto bez jakiejkolwiek reakcji.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"I to doświadczenie, Drodzy Państwo, obrazuje skalę problemu w naszym kraju. A w moim przekonaniu problem jest ogromny. Jadąc w dłuższą podróż, mam przykrą świadomość, że jeśli mi się cokolwiek stanie, ulegnę wypadkowi - prawdopodobnie nikt mi nie pomoże!"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Zawsze powtarzam powyższą opinię. I zawsze staram się, by ludzie zrozumieli, że póki sami nie zaczną się wzajem ratować, póty nie ma mowy o względnym poczuciu bezpieczeństwa. Ot wycieczka w "dziki zachód". Padłeś? To leż, aż cię sępy zeżrą. &lt;br /&gt;Muszę jednak przyznać, że z każdym rokiem, z każdym kolejnym kursem, znikało we mnie przekonanie, co do aktualności głoszonych tez własnych.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Teraz są inne czasy Crew... -&lt;/i&gt; myślałem coraz częściej &lt;i&gt;- Ludzie są inni. Bardziej ludzcy, wyedukowani... Szkolą się, pomagają sobie wzajem. Ilu sam wyszkoliłeś przez te lata? A ilu w całej Polsce się szkoliło? Może już czas zaprzestać rozsiewania defetyzmu i czarnowidztwa?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;I już, już miałem zmienić gadkę na kursach... aż tu nagle...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Centralna Polska. Współcześnie.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Asfalt ciągnął się w nieskończoność niczym szara nitka zeszłorocznego spaghetti. Koła mojego pojazdu z lekkim szumem mieliły ten drogowy makaron, a silnik mruczał z niesmakiem. Deszcz siąpił drobnymi kroplami i tylko niezmordowana praca wycieraczek pozwalała mi dojrzeć smutny świat zza przedniej szyby.&lt;br /&gt;Z prędkością ślimaka wracałem do domu po kolejnym "udanym" szkoleniu. Mandat, który dostałem dwa dni wcześniej sprawił, że ciężar właściwy mojej prawej stopy zmniejszył się co najmniej o połowę. Pedał gazu też jakby stwardniał i nie chciał się wciskać "do dechy". Wlokłem się zgodnie z literą prawa, "noga za nogą". Przed zaśnięciem powstrzymywały mnie tylko nieregularnie ubytki w nawierzchni. Raz po raz ściskałem mocniej kierownicę, wjeżdżając na asfaltową tarkę wybojów. W drganiach i wibracjach zespalał się człowiek z maszyną, a wszelkie znużenie, czy ochota na sen uchodziły precz.&lt;br /&gt;Właśnie minąłem białą tablicę z nazwą małej wioski. Dwa pasy jezdni brutalnie wcinały się między rzędy murowanych domków. Auto grzecznie sunęło z prędkością pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, gdy naraz, moją uwagę przykuła czarna plama leżąca na chodniku. Niewielka szybkość jazdy pozwoliła na krótką rozmowę z samym sobą. Myśl pierwsza mignęła niczym błyskawica.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- To człowiek leży? Człowiek... Widzę dłoń i zarys głowy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Po niej przyszła druga myśl, wolniejsza.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Eee... pewnie pijany... Do domu nie doszedł po libacji. Położył się i słucha płyt chodnikowych.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Byłem już na wysokości leżącego. Na wszelki wypadek zjechałem nieco do środka jezdni. I wtedy spadła myśl trzecia, zasiewając wątpliwości.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ale czemu on w deszczu śpi na chodniku? I nogi ma na jezdni... Przecież zaraz ktoś mu na te giry najedzie...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Spojrzałem we wsteczne lusterko. Na drodze pusto, minąłem już leżącą postać i czarna plama powoli oddalała się niknąc w szklanej tafli lustra.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Dobra... dość tego, hamuj! Trzeba obudzić chłopa, niech idzie odespać do domu. Wychłodzi się na tym deszczu albo mu ktoś połamie nogi.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze raz zerknąłem w lusterko wrzucając wsteczny bieg. Ustawiłem samochód najbliżej prawej krawędzi jezdni, włączyłem światła awaryjne i wysiadłem w deszcz.&lt;br /&gt;Chwilę później wszystkie wątpliwości rozpłynęły się w strużkach wody. Zamknięte oczy, rozbite czoło, łuk brwiowy. Krew cieknąca na mokry chodnik, z nosa, ust, ucha... Tyle zdążyłem ogarnąć jednym spojrzeniem i w miejscu zawróciłem do auta po apteczkę. Ubierając rękawiczki zobaczyłem nadjeżdżający samochód osobowy.&lt;br /&gt;- Proszę pani. Bardzo proszę zjechać na pobocze i zaczekać chwilę. Był wypadek, będę potrzebował pani pomocy.&lt;br /&gt;Kobieta dopiero w tej chwili dostrzegła leżącego na chodniku. Jej twarz gwałtownie zmieniła wyraz.&lt;br /&gt;- Ja... ja nie mogę... - wyjąkała z przestrachem - Dzieci na mnie w domu same czekają...&lt;br /&gt;Gdybym się nie odsunął, pewnie by mnie potrąciła. Nie miałem jednak czasu na oburzenie. Podbiegłem do mężczyzny. Poszkodowany leżał na prawym boku, wyglądał na jakieś sześćdziesiąt kilka lat. Sporadycznie otwierał oczy i po chwili znów zapadał w niebyt. Sprawdzając oddech wyczułem alkohol, ale w obecnej sytuacji miało to dla mnie znaczenie drugorzędne. Pojawił się dylemat, co dalej robić? Iść do samochodu po telefon, stabilizować głowę, czy badać resztę ciała? Wszystko jest istotne i wszystko pasowałoby zrobić w miarę szybko. Z tej analizy wyrwał mnie odgłos hamowania. Tuż obok stała wielka ciężarówka. Kierowca opuścił szybę i z ciekawością przyglądał się scenie na chodniku.&lt;br /&gt;Machnąłem do niego ręką.&lt;br /&gt;- No chodź pan tu!&lt;br /&gt;Wysiadł z ociąganiem i wyraźną niechęcią.&lt;br /&gt;- Dzwoń pan po pogotowie. Pieszy potrącony.&lt;br /&gt;- A ja nie znam numeru...&lt;br /&gt;- 999 lub 112. I proszę podać nazwę miejscowości.&lt;br /&gt;Poszedł do szoferki, a chwilę później krzyknął&lt;br /&gt;- Ten pierwszy numer jest zajęty!&lt;br /&gt;- To proszę dzwonić na ten dru... - Silnik zaryczał i ciężarówka potoczyła się w deszcz.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- O żeby cię diabli wzięli, chamie jeden!&lt;/i&gt; - zakląłem w myślach patrząc za oddalającym się samochodem.&lt;br /&gt;Nie było rady.&amp;nbsp; Popędziłem do auta po telefon. Wróciłem do poszkodowanego i stabilizując jego głowę między swoimi kolanami, połączyłem się z pogotowiem.&lt;br /&gt;- Dobrze. Wysyłam do pana karetkę. - zaskwierczała dyspozytorka i trzasnęła słuchawką.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Pasowałoby mi gościa obejrzeć. Może krwawi gdzieś pod tą kurtką..? -&lt;/i&gt; myślałem klęcząc wciąż przy głowie.&lt;br /&gt;- Panie, zostaw go pan..! - w bramce najbliższej posesji stanął starszy człowiek z wielką miotłą w garści -&amp;nbsp; To największy moczymorda w całej wsi!&lt;br /&gt;- A co to ma do rzeczy?! - odkrzyknąłem - Auto go potrąciło! Pomóc trzeba. Chodź pan tu!&lt;br /&gt;- Mnie nic do tego..! Robotę mam! - Zmiatając liście, dziadek skierował się w stronę domu.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ja pier... ! Co za ludzie?! Gdzie ja jestem?! -&lt;/i&gt; Wsadziłem dłoń pod kurtkę poszkodowanego, tak daleko jak tylko moglem sięgnąć od głowy. Przejechałem szybko po plecach, klatce piersiowej i brzuchu. Czysto. Zewnętrznych krwawień nie widać.&lt;br /&gt;Mężczyzna otworzył oczy i spojrzał na mnie jakby przytomniejszym wzrokiem.&lt;br /&gt;- Pomóż mi... - wycharczał, a z jego ust wraz z krwią wypłynął kawałek zęba.&lt;br /&gt;- Proszę nie ruszać głową. Niech mi pan powie co boli?!&lt;br /&gt;- Nogi... i brzuch...&lt;br /&gt;- Nie ruszaj głową! Obejrzę te nogi. - Wstałem z kolan i przeniosłem się niżej, aby dokładnie obejrzeć dolną część ciała poszkodowanego. Prawa noga zwisała luźno z krawężnika. Lewa ją dociskała. Mimo spodni wyraźnie widoczna była deformacja w okolicy uda. Delikatnie nacisnąłem miednicę. Chrupnęło...&lt;br /&gt;- Aaahhh..! - mężczyzna jęknął z bólu i ponownie zamknął oczy.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- No to ładny pasztet! -&lt;/i&gt; myślałem okrywając rannego folią termiczną. &lt;i&gt;- Lepiej niech się ta karetka spręży, bo za chwilę nie będzie po co jechać...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem do stabilizacji głowy i dopiero teraz miałem czas na lustrację okolicy.&lt;br /&gt;Gość z miotłą zerkał z ogródka. Kiedy na niego spojrzałem odwrócił się na pięcie i truchtem pognał do domu. Jakieś dwieście metrów dalej, robotnicy układali kostkę chodnikową. Ich pomarańczowe kamizelki wyraźnie migały w deszczu. Niemożliwe, żeby nie widzieli co się dzieje. Na drodze zrobił się spory zator. Auta podjeżdżały do miejsca wypadku i dosłownie każdy kierowca zwalniał, gapiąc się na mnie. Żaden się nie zatrzymał. Widziałem te twarze za szybami... Zaciekawione, przestraszone... Czasem zdziwienie mieszało się z obrzydzeniem. Ciężko mi to sprecyzować, ale w tamtej chwili czułem się niemal jak wyrzutek społeczeństwa. Jakbym robił coś nagannego, zupełnie wbrew wszystkim.&lt;br /&gt;Mężczyzna był nadal nieprzytomny. Co minutę kontrolowałem jego oddech i tak tkwiliśmy w deszczu, na unijnej drodze, pośrodku współczesnej, polskiej wsi.&lt;br /&gt;Karetka "S" przyjechała po czterdziestu dwóch minutach od chwili wezwania. Sprawdziłem później, do przejechania mieli dystans czternastu kilometrów. Nie wiem, co ich zatrzymało i absolutnie nie potępiam. Chcę tylko zauważyć, że czasem można AŻ tyle czekać na pomoc fachową.&lt;br /&gt;A "fachowa" pomoc wytoczyła się z karetki w postaci ratownika medycznego, kierowcy z brzuszkiem, pani doktor i pani w białych, szpitalnych klapkach (pielęgniarka? praktykantka?). Złożyłem szybki raport, wciąż stabilizując głowę.&lt;br /&gt;- Pan jest może lekarzem? - zagadnęła doktorka&lt;br /&gt;- Jestem ratownikiem medycznym...&lt;br /&gt;- Aha... - odburknęła i powiało chłodem - To odsuń się, już sobie poradzimy.&lt;br /&gt;- Przejmij stabilizację... - powiedziałem do ratownika, który wciąż stał nade mną.&lt;br /&gt;- Powiedziałam coś..! - podniosła głos lekarka - Ja jestem urazowiec i damy sobie radę!&lt;br /&gt;- Wobec tego... do widzenia... - wstałem z klęczek i otrzepałem mokre spodnie. Wsiadając do auta widziałem jak pani "doktor urazowiec" wkłada pacjenta na deskę ortopedyczną, metodą "na wór ziemniaków". Druga pani zgubiła klapka i kuśtykała do karetki w skarpecie.&lt;br /&gt;Nie zapytali mnie, czy wezwałem policję, czy widziałem wypadek, a może, czy aby ja sam nie spowodowałem tego zdarzenia. O nic mnie nie pytali... A że "nie zdążyli" podziękować, to już przywykłem... Prawie nigdy nie nadążają.&lt;br /&gt;Ciekawe, czy chociaż zdążyli do szpitala..?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Nie zmienię moich tekstów na kursach pierwszej pomocy. Z uporem maniaka będę powtarzał ludziom, że to od nas WSZYSTKICH zależy nasze bezpieczeństwo. Może za kolejne "kilka" lat coś zacznie ewoluować w mózgownicach..? Nauczymy się reagować, zatrzymywać nad obcym człowiekiem leżącym na ulicy, wykazywać minimum empatii... Może nasze dzieci coś zmienią..?&lt;br /&gt;A póki co... "dziki zachód"...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TTwudr-M-1I/AAAAAAAAAZg/LU00I6e9C5w/s1600/west.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TTwudr-M-1I/AAAAAAAAAZg/LU00I6e9C5w/s320/west.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-3872421732385815717?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/3872421732385815717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=3872421732385815717' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/3872421732385815717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/3872421732385815717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/pech-przygoda-cz2.html' title='(p)Ech przygoda cz.2'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TTwudr-M-1I/AAAAAAAAAZg/LU00I6e9C5w/s72-c/west.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-6181120738049470013</id><published>2011-01-14T07:10:00.001+01:00</published><updated>2011-01-14T07:10:00.858+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Radość edukacji'/><title type='text'>Rekolekcje pokutne</title><content type='html'>Jako załącznik do &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/przepis-edukacyjny.html"&gt;poprzedniego załącznika&lt;/a&gt;, do &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/pech-przygoda-cz1.html"&gt;poprzedniego posta&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgrzeszyłem... Dałem się podpuścić i zgrzeszyłem. Moja bardzo wielka wina...&lt;br /&gt;Przeto dostałem za swoje* od "panów władzów" i te naliczone piętnaście punktów karnych mocno ciążyło na moim sumieniu. Ponadto przytłaczała mnie świadomość, że w każdej chwili mogę za "byle co" złapać kolejne dziesięć i pożegnać się z Prawem Jazdy. Naprawdę wcale nie trzeba jechać jak wariat żeby zarobić "dyszkę". Kilka małych grzeszków zebranych zgrabnie do kupy przez wideorejestrator i już... Żegnaj autko, żegnajcie podróże instruktorskie, żegnaj karetko.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Tak nie może być! -&lt;/i&gt; myślałem każdorazowo siadając za kółkiem &lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Żebym ja codziennie podbijał sobie ciśnienie i jeździł zestresowany niczym listonosz z rentami..? Trzeba iść na kurs i skasować przynajmniej te sześć punktów! To będą takie rekolekcje pokutne.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;No i poszedłem.&lt;br /&gt;Co prawda jadąc na to specjalne szkolenie miałem wątpliwości i chwile wahania, ale gdy na światłach stanął obok mnie radiowóz drogówki, oblały mnie nerwowe poty i już wiedziałem, że tylko kurs dla Anonimowych Łamaczy Prawa o Ruchu Drogowym pozwoli mi ozdrowieć.&lt;br /&gt;W Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego uiściłem "symboliczną" opłatę i zziajany wpadłem na salę. Całe pomieszczenie po brzegi wypełnione podobnymi do mnie "kryminalistami". O dziwo ostatni stoliczek, tuż przy ścianie, był wolny (przy takich okazjach zazwyczaj wszyscy okupują ostatnie ławki, a tu proszę... jakby na mnie czekał ten stolik z rezerwacją). Usiadłem cichutko, skromniutko i spuściłem głowę zawstydzony swymi drogowymi przestępstwami. Sekundę później weszła pani psycholożka i się zaczęło.&lt;br /&gt;- Państwo zdajecie sobie sprawę, że jesteście tu niejako za karę..? - wypaliła na dzień dobry.&lt;br /&gt;Miny moich sąsiadów w ławkach świadczyły dobitnie o tym, że sobie nie zdają sprawy... również z własnego istnienia.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Za karę? -&lt;/i&gt; uniosłem brwi w bezgłośnym zdumieniu &lt;i&gt;- Za karę to ja dostałem mandat i punkty, a tu przyszedłem i ZAPŁACIŁEM, żebyście mi trochę tych punktów odjęli. Kupno - sprzedaż...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;W ostatniej chwili moja dłoń zamknęła niesforne usta.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- O nie Crew! Nie będziesz pyskował! Ani słówkiem się nie odezwiesz aż do samiutkiego końca. Przyszedłeś tu na rekolekcje pokutne, to się teraz kajaj i słuchaj nauk!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Taka wasza kara... - kontynuowała pani Frau polskiej psychologii - musicie odsiedzieć te sześć godzin. Tylko co ja z wami zrobię..?&lt;br /&gt;Psycholożka popadła w naukową zadumę, a ja poczułem się jak uczeń zostawiony w kozie za swe pierwsze w życiu wagary.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Nie wie co z nami zrobić..? -&lt;/i&gt; szydziłem w myślach &lt;i&gt;-... może jakaś rózga, albo klęczenie na grochu?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Najwyraźniej zadziałała telepatia, bo kobiecina załapała koncept i oznajmiła stanowczym głosem:&lt;br /&gt;- Każdy z osobna teraz powie innym, ile punktów ma na koncie.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- O cholera..! -&lt;/i&gt; natychmiast wyparowała ze mnie ochota do żartów &lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ale zaraz będzie wstyd, aż piętnaście punktów... Jak ja to powiem? Żeby tylko zaczęła od przodu.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Proszę, pan w pierwszej ławce zaczyna.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ufffff... -&lt;/i&gt; pomyślałem z ulgą, a pan z pierwszej ławki wstał i palnął:&lt;br /&gt;- Dwadzieścia trzy, ale jak tu jechałem to mi jeszcze dwie fotki pstryknęło...&lt;br /&gt;Normalnie oniemiałem, a w czasie kiedy odzyskiwałem przytomność inni "przestępcy" recytowali po kolei.&lt;br /&gt;- Dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy, dwadzieścia trzy, dwadzieścia cztery...&lt;br /&gt;Wreszcie moja kolej.&lt;br /&gt;- Piętnaście... - pisnąłem cienko.&lt;br /&gt;- Słucham...?! - pani Frau wstała zza wielkiego biurka.&lt;br /&gt;- Yyy??!! - zdziwili się "recydywiści"&lt;br /&gt;- Hm... hm... żartowałem... Dwadzieścia dwa...&lt;br /&gt;Usiadłem i wreszcie zrozumiałem, że moją obecność tutaj można uznać za lekką przesadę.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ten kurs ciebie nie dotyczy Crew. -&lt;/i&gt; powiedziałem sobie w myślach, po czym wyjąłem podręcznik Organizacji Pomocy w Wypadkach Masowych i Katastrofach. Trzy sekundy później utonąłem w lekturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze świata katastrof wyrwało mnie wyjście pani psycholożki. Na jej miejsce wkroczył pan policjant.&lt;br /&gt;Przedstawił się mówiąc między innymi, że jest z ruchu drogowego i tym wyznaniem natychmiast zyskał moją szczerą niechęć. Już miałem ponownie zagłębić się w tajniki masowego bliźnich ratowania, gdy "pan władz" rozpoczął teatr jednego aktora. Urządził quiz... Zadawał podchwytliwe pytania, skakał, nadymał się.&lt;br /&gt;- Nie wiecie tego państwo..? Wszystko jest w kodeksie... Tego też nie wiecie?? To jak wy jeździcie po tych drogach?&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- To może byś nas oświecił smurfie jeden i podał odpowiedź?!? -&lt;/i&gt; mój wszczepiony buntownik zaczął szurać gdzieś w płacie czołowym mózgownicy.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Siedź cicho i nie pyskuj. Wytrzymasz jeszcze dwie godziny. &lt;/i&gt;- ten drugi, jakby pacyfista, gasił emocje.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Nie wytrzymam! Nagadam mu!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- A właśnie&amp;nbsp; że wytrzymasz..!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Możecie się zamknąć obaj?! Staram się czytać o katastrofach..! Dżizas... -&lt;/i&gt; przeraziłem się &lt;i&gt;- Gadam do siebie w trzech osobach...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem policyjny edukator, najwyraźniej zmęczony quizem, odpalił komputer i rozpoczął projekcję filmów uświadamiających.&lt;br /&gt;W związku z moimi instruktorskimi inklinacjami, wszystkie te filmy znałem na pamięć. Dosłownie mogłem recytować treść i nucić podkłady muzyczne do każdego z nich. Nuda...&lt;br /&gt;Wobec takiego obrotu sprawy, z czystym sumieniem wróciłem do podręcznika.&lt;br /&gt;Na ekranie migały sceny z wypadków, efekty brawurowej jazdy i braku zapiętych pasów. A na tym wszystkim bezwstydnie pływał napis:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Unregistered copy of software for non-commercial use only.&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;(Niezarejestrowana wersja oprogramowania, wyłącznie do użytku niekomercyjnego).&lt;/div&gt;Pan policjant chodził po sali i bacznie lustrował, czy aby widzowie są wystarczająco poruszeni obrazem ludzkich tragedii. Już dobre kilka minut kręcił się w pobliżu mojego stoliczka. Kątem oka widziałem jak zerka z lewej, to znów z prawej strony. Czułem, że już długo nie wytrzyma, ale prowokacyjnie nie podnosiłem głowy znad książki.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Przecież mu w żaden sposób nie przeszkadzam... Niech tylko spróbuje mi zwrócić uw...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Pana to zdaje się nie interesuje? - belferski głos zagrzmiał tuż nade mną. Podniosłem głowę udając zaskoczenie.&lt;br /&gt;- Jeśli mam być szczery to nie bardzo... - zamrugałem niewinnie oczkami.&lt;br /&gt;- A dlaczego, jeśli mogę wiedzieć?&lt;br /&gt;- A dlatego, że od ładnych kilku lat puszczam te filmy na kursach pierwszej pomocy... Z tą tylko różnicą, że ja mam legalne oprogramowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy raz widziałem policjanta w którego pieprznął piorun :)&lt;br /&gt;Stanął jak wryty, spuścił nosem całą parę i... pomaszerował, niczym robocop do biurka. A ja dostałem ciepłe, tajne brawka od sąsiadów z ławek obok.&lt;br /&gt;"Pan władz" bohatersko wytrzymał do końca kolejnego filmu, wyłączył komputer i puścił nas... godzinę przed czasem.&lt;br /&gt;O dziwo dostałem zaświadczenie ukończenia i zrobiło mi się lżej na duszy o sześć punktów.&lt;br /&gt;Zostało jeszcze dziewięć...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;...i cała drogówka w stanie wojny ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="325" width="400"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/U5jzCJm-T9I?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/U5jzCJm-T9I?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="325"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;-------------&lt;br /&gt;* za swoje - czyli za "bezczelne" wyprzedzanie nieoznakowanego radiowozu, najechanie na podwójną linię ciągłą oraz przekroczenie prędkości o 30 km/h.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-6181120738049470013?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/6181120738049470013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=6181120738049470013' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6181120738049470013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6181120738049470013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/rekolekcje-pokutne.html' title='Rekolekcje pokutne'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-6424888880430680974</id><published>2011-01-13T07:00:00.000+01:00</published><updated>2011-01-13T07:00:01.950+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Radość edukacji'/><title type='text'>Przepis edukacyjny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;Jako załącznik do &lt;a href="http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/pech-przygoda-cz1.html"&gt;poprzedniego posta&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #660000; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Jak zarobić 15 punktów w 15 sekund?&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Przepis edukacyjny dla kierowców&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Składniki:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- Jeden samochód osobowy zdolny do jazdy co najmniej z prędkością 90 km/h.&lt;br /&gt;- Utwór "My heart will go on", Celine Dion (wg teorii Akemi).&lt;br /&gt;- Jeden naiwny kierowca.&lt;br /&gt;- Jeden nieoznakowany radiowóz z wideorejestratorem.&lt;br /&gt;- Dwóch &lt;strike&gt;upierdliwców&lt;/strike&gt; "panów władzów" w radiowozie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Etap przygotowania:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;1. Naiwnego kierowcę wciśnij do samochodu osobowego. Nie mieszaj, nie doprawiaj.&lt;br /&gt;2. Włącz radio i ustaw piosenkę Celine Dion.&lt;br /&gt;3. Poczekaj aż się ściemni i zacznie padać. Rusz w drogę.&lt;br /&gt;4. Jadąc z prędkością 70 km/h dogoń nieoznakowany radiowóz. Zwolnij i nieustannie słuchając "My heart will go on" wlecz się za radiowozem dobre pięć minut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sposób wykonania:&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;1. Poczekaj na najbliższą przerywaną linię i rozpocznij manewr wyprzedzania.&lt;br /&gt;2. Jadąc po przeciwnym pasie ruchu zrównaj się z nieoznakowanym radiowozem. Obserwuj jak wyprzedzany pojazd zaczyna przyspieszać.&lt;br /&gt;3. Podkręć lekko gaz i zakończ manewr na podwójnej ciągłej, tuż przed przejściem dla pieszych.&lt;br /&gt;4. Pozwól się zatrzymać "panom władzom".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sposób podania:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- Obejrzyj film z własnymi dokonaniami.&lt;br /&gt;- Na pytanie: &lt;i&gt;Dokąd się pan tak spieszy?&lt;/i&gt; odpowiedz, że jesteś ratownikiem, instruktorem i właśnie jedziesz szkolić "panów władzów". &lt;br /&gt;- Mów, że głupio wyszło i zgadzaj się na wszystko w nadziei, że jednak ci odpuszczą.&lt;br /&gt;- Ani jednym słówkiem nie piskaj o ich zwiększeniu prędkości podczas wyprzedzania. &lt;br /&gt;- Wykazuj zrozumienie dla ciężkiej i niewdzięcznej pracy "panów władz(i)ów".&lt;br /&gt;- Wysłuchaj kazania na temat sposobu jazdy i zdań typu: &lt;i&gt;"naprawdę nie możemy inaczej potraktować..."&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;"bardzo byśmy chcieli, ale nie da się..."&lt;/i&gt; itp.&lt;br /&gt;- Wreszcie bez szemrania przyjmij mandat i punkty karne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;b&gt;Gotowe. Smacznego.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TS2Hff80OGI/AAAAAAAAAZc/NNXhoUKpsVs/s1600/mandat.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TS2Hff80OGI/AAAAAAAAAZc/NNXhoUKpsVs/s320/mandat.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ps. W celu skasowania w trybie pilnym sześciu z piętnastu punktów, udaj się na specjalny kurs do Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego i przeżyj tam niezapomniane sześć godzin radosnej nasiadówki. To też jest temat na kolejny mały post :)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-6424888880430680974?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/6424888880430680974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=6424888880430680974' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6424888880430680974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6424888880430680974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/przepis-edukacyjny.html' title='Przepis edukacyjny'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TS2Hff80OGI/AAAAAAAAAZc/NNXhoUKpsVs/s72-c/mandat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-651068810351344088</id><published>2011-01-12T07:00:00.001+01:00</published><updated>2011-01-12T07:00:07.622+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Radość edukacji'/><title type='text'>(p)Ech przygoda cz.1</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TSzKJ1wE9PI/AAAAAAAAAZY/50c6p2nArpk/s1600/ciechocinek.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 0em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TSzKJ1wE9PI/AAAAAAAAAZY/50c6p2nArpk/s320/ciechocinek.jpg" width="217" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Z pełną świadomością wchłaniającego mnie dwudziestego pierwszego wieku, postępu technologicznego, awangardy kulturowej, trendów w modzie i żywieniu oraz tych wszystkich bajerów, które przecież w rzeczonym wieku muszą istnieć... z najjaśniejszą klarownością wszechogarniającej mnie CYWILIZACJI, muszę powiedzieć, że:&lt;br /&gt;&lt;b&gt; &lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;podróż po polskich drogach niczym nie różni się od wycieczki dyliżansem po pustkowiach dzikiego zachodu.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;(ale odkryłem - nie..? Amerykę...)&lt;/div&gt;Wsiadasz człowieku do swojego pojazdu, wyjeżdżasz za miasto i już po chwili "mkniesz" wehikułem czasu po prerii, gdzieś u schyłku XIX wieku.&lt;br /&gt;Nie wiesz, czy dojedziesz. Na którą i gdzie dojedziesz. Tłucze całym dyliżansem, że mózg uszami wytrzepać można. I ten dreszczyk emocji... Może zgubię koło? Konie poniosą? Bandyci na drodze? A może szeryf ze swym wiernym zastępcą w krzakach, złapią mnie na lasso wideorejestratora?&lt;br /&gt;A już nie daj Boże jak mnie co napadnie... Cokolwiek... Apacze, kojoty, sraczka, padaczka jakaś utajona albo zawał... Umarł w butach. Normalnie western na żywca.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Jechałem "w Polskę", na szkolenie. Idea była chwalebna - nauczyć "szeryfów" jak ratować bliźnich. Kurs miał się zacząć następnego dnia o poranku więc ciśnienia na czasówkę i rodeo nie miałem żadnego. Wlokłem się 80 km/h przez ciemny, uśpiony kraj. Deszczyk siąpił na szyby samochodu, w radiu Celinka Dion nie pozwalała mi usnąć emitując wysokie zakresy pisków... Sielanka.&lt;br /&gt;No i straciłem czujność, a przecież to preria dzika...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Capnęli mnie tuż za lasem. Dwóch "strażników Teksasu" w ciemnym mustangu. Kazali zjechać na pobocze, zaprosili do siebie na projekcję filmu i gościnnie poczęstowali mandatem. Dodatkowo, po branżowej znajomości wlepili mi piętnaście punktów... za naiwność*. Dałem się podejść jak żółtodziób, a nie kowboy doświadczony. Szczęście żem miał wcześniej konto czyste i okrągłe zero w punktach, bo by mi jeszcze Prawo Woźnicy i uprawnienia na dyliżans zabrali.&lt;br /&gt;A wszystko przez Celinkę i to jej "My heart will go on"... Człowiek się jakoś tak rozkleja wewnętrznie i mu się wydaje, że każdy pojazd w mroku to Titanic... A przecież to preria...&lt;br /&gt;dzika...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec końców dotarłem na szkolenie. Kolejne dwa dni spędziłem nauczając "szeryfów", a połowa z nich to drogówka. Jakim cudem ja obiektywny byłem i przyjacielski..? Nie wiem.&lt;br /&gt;Wreszcie nadszedł czas rozstania. Ze łzami w oczach pożegnałem wyedukowanych ratowniczo "stróżów prawa" i ruszyłem w drogę powrotną. Moja nawigacja samochodowa, dźwięcznym, damskim głosikiem poinformowała mnie, że:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Do pokonania masz zawrotny dystans 270 kilometrów. Jednocześnie uprzejmie informuję, iż na twoim koncie, do wykorzystania pozostało 9 punktów karnych. Miłej zabawy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Tu zaczyna się hardcorowa część przygody. &lt;br /&gt;Dwieście siedemdziesiąt kilometrów. Z balastem piętnastu punktów, taka podróż to nie lada wyczyn. Śmiejecie się?&lt;br /&gt;To spróbujcie jechać zgodnie z przepisami dłużej niż kilkanaście minut. Ja spróbowałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Minusy:&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;1) Zamiast patrzeć na drogę, nieustannie gapisz się na znaki. Bo a nuż jakiś zakaz, nakaz, ograniczenie ci umknie i zza krzaka wyskoczy kolejny Chuck Norris polskiej policji.&lt;br /&gt;2) Wyjeżdżasz poza teren zabudowany i natychmiast wyrasta znak "roboty drogowe" oraz ograniczenie prędkości do 40 km/h. Żadnych robót już dawno tu nie ma. Po prostu zostawili znak na pamiątkę. A może zapobiegawczo..? Niebawem wypadną nowe dziury w asfalcie, przyjadą walce i proszę... znak już stoi. Ileż to roboty mniej, a jaka oszczędność..?&lt;br /&gt;I suniesz te cztery dychy, przez dwadzieścia kilometrów (bo pozostałe znaki wykosił zeszłoroczny tajfun), a za tobą sznurek pojazdów i kierowcy z pianą na ustach.&lt;br /&gt;3) Radia sobie nie możesz posłuchać bo zagłuszają je klaksony tych wpienionych za tobą.&lt;br /&gt;4) Wreszcie wyjeżdżasz za wioskę. Znak pokazuje magiczną cyfrę "70" w czerwonej obwódce. Szaleństwo... Upajasz się tą prędkością, niemal czujesz powiewy wiatru na twarzy... A kilometr dalej - furmanka, konik... i podwójna linia ciągła. Oj kusi cię, żeby wyprzedzić, ale Chuck Norris czyha...&lt;br /&gt;5) Wszystkie przeszkody zostawiłeś w tyle. Oczy cieszy niezmącony krajobraz długiej prostej i... sygnalizatora świetlnego.&lt;br /&gt;Jedziesz... zielone. Zbliżasz się... pyk. Czerwone! &lt;br /&gt;Co?! Pasy? Tutaj??!!&lt;br /&gt;Z pola ziemniaków na pole kukurydzy, przejście dla pieszych i światła. &lt;br /&gt;6) Z oszołomienia wyrywają cię bluzgi woźnicy z furmanki (tej, co to ją w tyle zostawiłeś).&lt;br /&gt;- Czemu k... ch... stoisz?!!!&lt;br /&gt;Reszty pretensji dokładnie nie słyszysz bo koń rży z ciebie, jak z głupka, który w szczerym polu zatrzymuje się na czerwonym świetle.&lt;br /&gt;W stresie czekasz na zmianę światła. Woźnica się drze, koń rży, a ty tylko patrzysz skąd wyskoczy funkcjonariusz. Z ziemniaków, czy z kukurydzy? A może to prowokacja i ten na furmance to tajny agent?&lt;br /&gt;7) Pod koniec podróży zatrzymuje cię radiowóz drogówki. Powód zatrzymania: &lt;i&gt;Podejrzane zachowanie w ruchu drogowym.&lt;/i&gt; (czyli poruszanie się z prędkością 40 na ograniczeniu do 50 km/h.)&lt;br /&gt;- Czemu pan tak wolno jedzie, panie kierowco? &lt;i&gt;(podejrzliwie)&lt;/i&gt; Pijany pan jest?&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;(ponuro)&lt;/i&gt; Nie. Dwa dni temu wlepiliście mi piętnaście punktów i teraz do domu staram się wrócić.&lt;br /&gt;- Aha..! &lt;i&gt;(triumfalnie)&lt;/i&gt; To gdzie się panu tak spieszyło?!&lt;br /&gt;O święty Krzysztofie - patronie kierowców... Czy oni ten tekst o pośpiechu mają wdrukowany w podświadomość?! A może w regulaminie jest zapis o konieczności użycia? Litości. Zero polotu...&lt;br /&gt;8) Zbliża się &lt;u&gt;szósta godzina&lt;/u&gt; jazdy zgodnej z przepisami. Ogarnia cię paranoja! Wszędzie widzisz policjantów... Biegają po drodze z lizakami, skaczą po drzewach w białych czapkach, tańczą sambę w zatoczkach autobusowych. Każdy pojazd, nawet "maluch", to nieoznakowany radiowóz, a każda przydrożna kapliczka i budka dla ptaków to fotoradar. PARANOJA.&lt;br /&gt;Już nie chcesz być kierowcą. W myślach analizujesz, gdzie w piwnicy leżą części do starego roweru...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Plusy &lt;/b&gt;(owszem są)&lt;b&gt;:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;1) Nigdy dotąd w podróży nie miałeś tylu okazji do kontemplacji.&lt;br /&gt;2) Tyle szczegółów polskich dróg umykało ci w zawrotnych prędkościach.&lt;br /&gt;3) A teraz możesz się dostojnie toczyć...&lt;br /&gt;4) ... i podziwiać...&lt;br /&gt;5) Tu krzaczek...&lt;br /&gt;6) ... tam brzózka&lt;br /&gt;7) Tu wioska malownicza...&lt;br /&gt;8) ... i pieszy leży...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz, zaraz... jak to leży?! Hamuj!&lt;br /&gt;No faktycznie leży... i się nie porusza...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;...ale to już temat na kolejny post.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;b&gt;C.D.N.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;-------------&lt;br /&gt;* Gdyby ktoś chciał instrukcję: &lt;i&gt;"Jak zarobić 15 punktów w 15 sekund?"&lt;/i&gt; - wystarczy sygnał w komentarzach. Chętnie się podzielę doświadczeniem :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-651068810351344088?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/651068810351344088/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=651068810351344088' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/651068810351344088'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/651068810351344088'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/pech-przygoda-cz1.html' title='(p)Ech przygoda cz.1'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TSzKJ1wE9PI/AAAAAAAAAZY/50c6p2nArpk/s72-c/ciechocinek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-4921184820976538995</id><published>2011-01-10T07:54:00.001+01:00</published><updated>2011-01-10T07:54:00.916+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luzem'/><title type='text'>Permanentna inwigilacja</title><content type='html'>Oj tak... :) Wpisuje sobie użytkownik jakiś tekst - zapytanie w wyszukiwarkę, dajmy na to w google, potem klika w wyświetlone odnośniki i żyje w słodkiej nieświadomości trwającego właśnie procesu permanentnej inwigilacji. A Wielki Brat patrzy.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Oj... jak on patrzy :)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio "z nudów" rzuciłem okiem na zestawienie słów kluczowych i zapytań, które prowadzą niczego nieświadomych ludzików do mojego bloga. Zdaję sobie sprawę, że owi internauci, wpisując swoje zapytania w wyszukiwarkę, wcale nie chcieli się u mnie znaleźć, ale przewrotne google stwierdziło, że moje skromne progi będą najbardziej adekwatną odpowiedzią na wyrafinowane potrzeby użytkowników.&lt;br /&gt;Czytam, czytam i nie mogę wyjść (Esc)... z podziwu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;Top 50 z wyszukiwarki, czyli - co Cię do mnie sprowadza?&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;(zestawienie za m-c grudzień, zachowana oryginalna pisownia słów wpisywanych w google, kategoryzacja wg widzimisię właściciela bloga)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kategoria 1: Zapytania po fachu&lt;/b&gt; (czyli - nasze branżowe tęsknoty i zgryzoty).&lt;br /&gt;1) blog pogotowiarski&lt;br /&gt;2) pogotowiarskie opowieści&lt;br /&gt;3) "police line do not cross" taśma&lt;br /&gt;4) czy ratownik zhp moze nosic kurtke ratownictwo medyczne lub ratownik?&lt;br /&gt;5) farelka do karetki&lt;br /&gt;6) pielęgniarz ekg facet co robić?&lt;br /&gt;7) elektrokardiogram omdlenie igła&lt;br /&gt;8) prosze się rozebrać do ekg &lt;br /&gt;9) szczykawka zdjęcia&lt;br /&gt;10) wbicie igły w pośladek&lt;br /&gt;11) zastrzyki photoblog&lt;br /&gt;12) robienie dziecku zastrzyku&lt;br /&gt;13) zastrzyki w gabinecie zabiegowym, filmiki &lt;br /&gt;14) podchwytliwe przypadki zatrzymania krążenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kategoria 2: Zapytania pacjentów&lt;/b&gt; (czyli - a na co mi lekarz? Lepiej sam se wyguglam)&lt;br /&gt;15) jak uspokoić spanikowaną?&lt;br /&gt;16) nieprzytomny jak stwierdzić?&lt;br /&gt;17) osoba nieprzytomna lezy tydzien w szpitalu i lekarze nie daj szans na przezyc&lt;br /&gt;18) wrażenia z zastrzyku w tyłek&lt;br /&gt;19) świszczenie w uchu przy ruszaniu żuchwą na boki&lt;br /&gt;20) niewidzę, niesłyszę, nieczuję - obrazki&lt;br /&gt;21) kiedy ide po schodach strzela mi w duzym palcu &lt;br /&gt;22) lubię badanie ginekologiczne&lt;br /&gt;23) boję sie rozebrać do badania ekg&lt;br /&gt;24) dlaczego do ekg trzeba zdjąć stanik&lt;br /&gt;25) facet po zastrzyku jakie komplikacje? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kategoria 3: Zapytania zupełnie odjechane &lt;/b&gt;(czyli - ale o co właściwie chodzi?)&lt;br /&gt;26) michał poczuł, poczuł zapach choinki&lt;br /&gt;27) sygnał dzwonka szefuniu znowu dzwonią juz pedze po szefa&lt;br /&gt;28) producent systemu atom do teleopieki &lt;br /&gt;29) czarny wilk z białą koloratką&lt;br /&gt;30) odgłos farelki&lt;br /&gt;31) zarowka teksty&lt;br /&gt;32) siniaki pod oczami trening kondycyjny&lt;br /&gt;33) do kogo jestem bardziej podobna do aniołka w klatce czy do diabłów-wypracowanie&lt;br /&gt;34) piosenka  łatwopalni o czym jest?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kategoria 4: Zapytania kryminalne&lt;/b&gt; (czyli - wysoki sądzie, jestem niewinny)&lt;br /&gt;35) lewe wpisy do dzienniczków praktyk ratownik&lt;br /&gt;36) lewe rtg złamania &lt;br /&gt;37) złota strzała- zastrzyk&lt;br /&gt;38) czy ghb moze zabić zapach perfum? &lt;i&gt;- GHB to pigułka gwałtu&lt;/i&gt; (przyp. autora)&lt;br /&gt;39) bicie do nieprzytomności&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kategoria 5: Zapytania niemoralne &lt;/b&gt;(czyli - wstyd, ruja i poróbstwo) &lt;br /&gt;40) dźwigacz jąder &lt;br /&gt;41) nagość i medycyna&lt;br /&gt;42) filmiki podawania zastrzyków w tyłek gołemu facetowi&lt;br /&gt;43) gołe pacjentki&lt;br /&gt;44) krępują się ale rozbierają gineksy&lt;br /&gt;45) koloniA gola pani pielegniarka&lt;br /&gt;46) nago na zajęciach z medycyny&lt;br /&gt;47) okrzyk podniecenia&lt;br /&gt;48) gołe studentki z akademika&lt;br /&gt;49) golusienkie&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;and last but not least... &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;50) ułożenie kobiety na fotelu ginekologicznym wiązanie nóg film&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A to wszystko tylko w grudniu... &lt;br /&gt;Dość tej perwersji! Chyba muszę zamknąć bloga ;P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TSY5kHULJhI/AAAAAAAAAZU/bkiT_NzilFk/s1600/gugle.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="198" src="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TSY5kHULJhI/AAAAAAAAAZU/bkiT_NzilFk/s200/gugle.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-4921184820976538995?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/4921184820976538995/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=4921184820976538995' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/4921184820976538995'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/4921184820976538995'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/permanentna-inwigilacja.html' title='Permanentna inwigilacja'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TSY5kHULJhI/AAAAAAAAAZU/bkiT_NzilFk/s72-c/gugle.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-8099062087337162722</id><published>2011-01-05T02:11:00.000+01:00</published><updated>2011-01-05T02:11:23.046+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luzem'/><title type='text'>Droga</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TB5_yheU2GI/AAAAAAAAAUI/MDW6Y8dag84/s1600/ckm.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="120" src="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TB5_yheU2GI/AAAAAAAAAUI/MDW6Y8dag84/s320/ckm.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&lt;i&gt;czyli&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;CoolTURALNY KonCIK MooZYCZNY&lt;/span&gt; przedstawia:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Z nowym rokiem - (nie)radosna twórczość...Owoc nieprzespanej nocy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Piosenka z dawnych lat, gdy listy pisano na kartkach papieru, wkładano w koperty i naklejano znaczek. Ktoś czekał niecierpliwie na te listy dni, tygodnie...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;W tamtych, dobrych czasach, drogi przemierzaliśmy zazwyczaj pieszo, z plecakiem na plecach, sercem na dłoni, duszą na ramieniu. I wśród wielu ścieżek szukaliśmy tej jedynej, właściwej, tylko naszej...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;* * *&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Tyle wody upłynęło w górskich strumieniach, tyle się zmieniło... A my wciąż szukamy i w jakiś niepojęty sposób słowa tej piosenki są nadal aktualne... Dla każdego z nas, choć odrobinę...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Kolejny rok przeminął, &lt;i&gt;"...a ja pytam wciąż gdzie to jest, no gdzie to jest..?"&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;DROGA&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;sł. muz.: Wojtek "NERON"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Pozwoliłem sobie troszkę pomieszać w aranżacji i odbiec od oryginału :)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Ewentualnych audiofilów tradycyjnie przepraszam za jakość nagrania (domowe "studio" i ja w roli reżysera dźwięku-ignoranta)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;script src="http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=a42lJ0XY4ei&amp;amp;login=crewmaster&amp;amp;width=400&amp;amp;bg=ffffff" type="text/javascript"&gt;&lt;/script&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-8099062087337162722?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/8099062087337162722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=8099062087337162722' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8099062087337162722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8099062087337162722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2011/01/droga.html' title='Droga'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TB5_yheU2GI/AAAAAAAAAUI/MDW6Y8dag84/s72-c/ckm.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-2122261065813040330</id><published>2010-12-31T03:07:00.001+01:00</published><updated>2011-02-05T09:58:33.751+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Historie zasłyszane'/><title type='text'>Opowieść noworoczna</title><content type='html'>&lt;b&gt;XIV Prawo Murphiego w medycynie ratunkowej: Inni ratownicy mają    zawsze lepsze historie do opowiedzenia.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;... czyli Historie   zasłyszane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Historia dwunasta - noworoczna &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś pracuje, aby spać mógł ktoś... albo, na ten przykład, imprezować w Sylwestra, do białego rana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oj pracują ludziska, pracują... i witają Nowy Rok, tam gdzie ich dopadnie... Taka stop-klatka w zamęcie obowiązków.&lt;br /&gt;Piekarz zanurzony w obłoku mąki z rozdartego wora. Taksówkarz rozcierający ścierpnięte od siedzenia w wozie siedzenie. Pani w Biedronce dźwigająca europaletę owoców mango. Policjant pałujący chuligana. Chuligan robiący unik przed nadlatującą pałą...&lt;br /&gt;I wszyscy oni, w tej magicznej chwili, mruczą równie magiczne, ponadczasowe "O k...a!"&lt;br /&gt;Noworoczne "k...a!" jako wyraz najwyższej dezaprobaty, żalu i skargi nad swym marnym losem. Bo przecież jaki sylwester, taki cały rok.&lt;br /&gt;A są tacy, co mają jeszcze gorzej... &lt;br /&gt;Sylwestrowy dyżur na oddziale neurologii to dopiero koszmarny start w nowe, "lepsze" jutro.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Krzyś - ratownik, jako świeżynka w szpitalu im. Dobrej Nadziei, nie miał żadnych szans na imprezę. Ostatni, grudniowy dyżur, od dziewiętnastej do siódmej rano, jak w mordę strzelił. Z przydziału i bez gadania.&lt;br /&gt;Dwanaście najfajniejszych godzin spędzi na balu pidżamowym, w otoczeniu mało rozmownych i jakby nieobecnych gości.&lt;br /&gt;Aby przeżyć tak trudny czas, trzeba mieć plan. A plan miał Krzyś prosty.&lt;br /&gt;Jak najszybciej uwinąć się z robotą i zniknąć w dyżurce. Nikt mu nie będzie przeszkadzał, bo lekarze mają jakieś "zebranie" u kolegów na ortopedii, a pielęgniarki lada moment pobiegną w "ważnej sprawie" do szpitalnego bufetu.&lt;br /&gt;Zniknąć i przeczekać, byle do rana, do jutra... byle do przyszłego roku.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Wobec tego let's start the party... -&lt;/i&gt; pomyślał rozżalony i równiutko o dziewiętnastej dziesięć, zgodnie z rozpiską, rozpoczął sypanie konfetti z kolorowych tabletek. Potem częstował wybranych koneserów kroplówkami i zmieniał "balowe kreacje" tym, którzy nie wytrzymali tempa zabawy.&lt;br /&gt;Szast, prast i o dwudziestej siedział już Krzyś przed telewizorkiem w pustej, ciemnej dyżurce.&lt;br /&gt;Ale jak tu wytrzymać, kiedy na ekranie Agata Młynarska z Kasią Dowbor prześcigają się w zapowiedziach kolejnych uciech. Pstryk... Następny kanał. Odświętnie ubrany Tomasz Kammel pieje w duecie z Dodą - &lt;i&gt;"Kolorowe jarmarki"&lt;/i&gt;. Tłumy szaleją, alkohol się leje strumieniami. Pstryk. Jaś Fasola. Pstryk. Szklana pułapka. Pstryk. Znowu Tomasz Kammel i zespół Feel. Pstryk. Orędzie prezydenta... &lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ale kanał... -&lt;/i&gt; pomyślał Krzyś i wyłączył telewizor. &lt;i&gt;- Lepiej to przespać i mieć już za sobą -&lt;/i&gt; zamknął oczy i minutę później pstryk... stracił kontakt z okrutną rzeczywistością.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;- Krzyś wstawaj, wstawaj...&lt;br /&gt;Słowa docierały do niego jakby zza ściany. Czuł, że jego ciało faluje wstrząsane delikatnym szarpaniem.&lt;br /&gt;- Krzyś..! Jasna dupa, ale gość ma spanie... Wstawaj!&lt;br /&gt;- Fso sie ftało..? - półprzytomny Krzyś wciągnął senną ślinę z kącika ust.&lt;br /&gt;Nad dyżurną wersalką stała pielęgniarka.&lt;br /&gt;- Obudziłeś się? To rusz tyłek. Robota czeka! Pacjent spod szóstki wydarł sobie cewnik i pryska po współlokatorach.&lt;br /&gt;- I że co ja mam niby zrobić?! - Krzyś mrugał zaspanymi oczami.&lt;br /&gt;- Jak to co?! - oburzyła się piguła - Zacewnikować oczywiście..!&lt;br /&gt;- Ja?! A ktoś inny nie może?&lt;br /&gt;- Nie może! - odrzekła z mocą pielęgniarka - Lekarze są na zebraniu, a ja muszę lecieć na konsultacje do bufetu... - i poleciała.&lt;br /&gt;Co było robić..? Poczłapał zaspany Krzyś pod szóstkę, przygotował sobie ładnie zestaw do cewnikowania. Następnie ujął w lewą dłoń pacjentowego ptaszka i nagle... Pafff, pafff... Za oknem, na ciemnym niebie zakwitły kolorowe pióropusze fajerwerków.&lt;br /&gt;- Szczęśliwego nowego roku!! - wiatr przyniósł okrzyki znad miejskiego rynku.&lt;br /&gt;- Wiwat, wiwat! - niosło echo&lt;br /&gt;- Wszystkiego dobrego - wystękał pacjent.&lt;br /&gt;- O k...a! - noworoczne westchnienie ludzi pracujących, wyrwało się z Krzysiowej piersi. Jakiś żal nieutulony ścisnął za gardło i trzymał... lecz po chwili...&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Eee tam... -&lt;/i&gt; Krzyś otrząsnął się z wizji ponurych i mocniej schwycił członka w dłoń.&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- ...Lepszy wróbel w garści niż, dajmy na to, paw na rynku... -&lt;/i&gt; podsumował rozmyślania i z rozmachem wsunął cewnik w otchłań męskości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="color: #990000;"&gt;Wszystkiego dobrego w 2011 roku! Aby praca dawała nam satysfakcję i poczucie wypełniania misji. I niech ta misja rekompensuje nam wszystkie przepracowane święta, sylwestry i przerwane urlopy oraz niechaj wypełnia nasze portfele dumą i samospełnieniem. Aha... i zdrówka jeszcze końskiego, coby siły mieć do pracy i zapał szczery. Amen :D&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TR04eAh2AWI/AAAAAAAAAZE/p7DjZMz83hM/s1600/sylwester.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TR04eAh2AWI/AAAAAAAAAZE/p7DjZMz83hM/s320/sylwester.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-2122261065813040330?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/2122261065813040330/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=2122261065813040330' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2122261065813040330'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/2122261065813040330'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2010/12/opowiesc-noworoczna.html' title='Opowieść noworoczna'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TR04eAh2AWI/AAAAAAAAAZE/p7DjZMz83hM/s72-c/sylwester.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-8845785002005161162</id><published>2010-12-23T12:51:00.000+01:00</published><updated>2010-12-23T12:51:02.827+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luzem'/><title type='text'>Życzenia podstępne :)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TRM2rjtpaUI/AAAAAAAAAYw/Agc-sSxJkCk/s1600/paramedic+on+board.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="377" src="http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TRM2rjtpaUI/AAAAAAAAAYw/Agc-sSxJkCk/s400/paramedic+on+board.jpeg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-8845785002005161162?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/8845785002005161162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=8845785002005161162' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8845785002005161162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/8845785002005161162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2010/12/zyczenia-podstepne.html' title='Życzenia podstępne :)'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TRM2rjtpaUI/AAAAAAAAAYw/Agc-sSxJkCk/s72-c/paramedic+on+board.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-1710158165775126742</id><published>2010-12-22T22:16:00.000+01:00</published><updated>2010-12-22T22:16:22.397+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>Prezent</title><content type='html'>Czasem, w pracy można mieć wszystkiego serdecznie dość.&lt;br /&gt;Szefa i wrednych współpracowników... Pacjentów strzelających fochy... i śniegu... i popsutych aut... Marazmu i powtarzalności dnia za dniem... I jeszcze tego poczucia, że nikt nie rozumie, co w nas siedzi, gdy wracamy do domów wieczorem...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Można mieć dość...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A potem, zupełnie znienacka, nadchodzi taki czas, który zmienia wszystko.&lt;br /&gt;Nadchodzą trzydzieści dwie minuty ciężkiej pracy, drżących rąk, potu spływającego po plecach i twarzy...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Trzydzieści dwie minuty rezygnacji i nadziei...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;niepewności i strachu (?)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I potem ciche "pik, pik" na monitorze... I tętno na obwodzie, niczym świąteczny dzwon. I jeszcze później oddech... spontaniczny, głęboki, malujący skórę na różowo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Taki prezent na święta :)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TRJorsYl-MI/AAAAAAAAAYs/q8sqQOe3Vx0/s1600/cpr1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="151" src="http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TRJorsYl-MI/AAAAAAAAAYs/q8sqQOe3Vx0/s200/cpr1.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;Wielkie dzięki mój prześwietny Zespole.&lt;br /&gt;To nasz wspólny sukces... nawet jeśli nikt nie zrozumie, co w nas siedzi, gdy wracamy do domów wieczorem ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-1710158165775126742?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/1710158165775126742/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=1710158165775126742' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/1710158165775126742'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/1710158165775126742'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2010/12/prezent.html' title='Prezent'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TRJorsYl-MI/AAAAAAAAAYs/q8sqQOe3Vx0/s72-c/cpr1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-1103886663826206950</id><published>2010-12-16T01:41:00.001+01:00</published><updated>2010-12-16T12:23:16.536+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Historie zasłyszane'/><title type='text'>Cień żarówki</title><content type='html'>&lt;b&gt;XIV Prawo Murphiego w medycynie ratunkowej: Inni ratownicy mają    zawsze lepsze historie do opowiedzenia.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;... czyli Historie   zasłyszane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TQldoXrgSOI/AAAAAAAAAYk/cRWxf1WSRkE/s1600/%25C5%25BBar%25C3%25B3wka.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TQldoXrgSOI/AAAAAAAAAYk/cRWxf1WSRkE/s200/%25C5%25BBar%25C3%25B3wka.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Komentarz Pani DeBeSt (Doktor Bez Stetoskopu) zamieszczony pod moim wczorajszym postem, przypomniał mi pewną historię przekazywaną przez pogotowiarską wiarę z pokolenia na pokolenie. Historia znana z pewnością wielu ludziom, opowiadana w setkach odmian i modyfikacji. Prawdziwe Urban Legend. Dziś moja wersja zdarzeń... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Historia jedenasta - Cień żarówki.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dochodziła dwudziesta.&lt;br /&gt;W akademiku, na trzecim piętrze trwała beztroska zabawa.&lt;br /&gt;- Ttto najjjlepsza balangha jaką wiziałemm... - wystękał, dobrze już zrobiony Stefan i cisnął za okno pustą flaszkę po winie "Czar Pegieeru."&lt;br /&gt;- A-daś! A-daś! - skandowało rozbawione towarzystwo.&lt;br /&gt;Adaś z rozwianą czupryną i szeroko otwartymi oczami, przechylał zieloną butlę z winem, łapczywie łykając kolejne hausty sikacza. Wiedział, że przegrał ten wyścig ze Stefanem, ale fason trzeba trzymać do końca. &lt;br /&gt;- Iiiiiii..!!! - zapiszczały radośnie, pijane studentki.&lt;br /&gt;Ostatni łyk zabulgotał w gardle. Adaś beknął potężnie i pusta butelka z etykietą "Łzy Sołtysa" (malinowa odmiana "Czaru Pegieeru") wyleciała przez okno.&lt;br /&gt;- I w sso się teraz bęzziemy bawiśś..? - spytał rzeczowo, gdy siarka spłynęła gdzieś w dół jego organizmu.&lt;br /&gt;- Właśnie... W co? W co? - zawtórowały podchmielone dzierlatki.&lt;br /&gt;Na wszystkich obecnych spływało światło socrealistycznej żarówki, nago wkręconej w smutny sufit akademickiej kwatery.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A były to czasy, kiedy w naszym, jedynie słusznym, ustroju, nie istniały wymyślne żarówki. Nikt nie słyszał o mlecznych światełkach, energooszczędnych potworach, powykręcanych kształtem niczym Picasso po działce kokainy. Nikt nie widział wulgarnych OSRAMów, bo o diodach LED już nie wspomnę.&lt;br /&gt;Zwykłe, proste żarówki. Z pękatym brzuszkiem, jednolitym, uniwersalnym gwintem i szkłem przejrzystym jak dusza robotniczo-chłopskich mas. Od ludu, dla ludu. Sto watt!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No tto w sso się bawimy..? - Adaś za wszelką cenę chciał rewanżu na konkurencie.&lt;br /&gt;Stefan, przymykając z wolna oczy, wpatrywał się w stuwatową żarówkę. Gdzieś w głębi duszy wiedział, że całe towarzystwo liczy na jego inicjatywę, ale w styranej alkoholem mózgownicy znikał atawistyczny pęd do dominacji nad stadem żaków. Pojawiła się natomiast silna potrzeba wynurzeń emocjonalnych, o charakterze mocno osobistym. &lt;br /&gt;- A ffiecie, sze nie da się wyjąć szaróffki wsadzonej do ust..? - wystękał resztką polonistycznej elokwencji i pognał do toalety, wykonać pilny telefon do boga*&lt;br /&gt;- Jak to się nnnie da..?! - obruszył się Adaś. Jego techniczny umysł ostro sprzeciwiał się twierdzeniu rywala od dzierlatek. - Ssskoro da się wsadzić, to da się i ffyjąś... Nie..?&lt;br /&gt;- A-daś! A-daś! - znów skandowały zawiane dziewczyny. Tymczasem z toalety dobiegały dźwięki wyraźnie świadczące o tym, że Stefek ma problemy na łączu z międzymiastową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka minut później, gdy usatysfakcjonowany "rozmową z bogiem" Stefan wyszedł z łazienki, jego oczom ukazał się porażający widok.&lt;br /&gt;Dzierlatki struchlałe tłoczyły się na tapczaniku. Przy biurku, w świetle nocnej lampki siedział skulony Adaś. Oczy miał rozwarte w niemym przestrachu, policzki dziwnie rozdymane, a z ust sterczał... gwint żarówki.&lt;br /&gt;- Ty debilu! Wsadziłeś do gęby żarówkę?! - Stefan w jednej sekundzie otrzeźwiał, natychmiastowo metabolizując pozostałości po przetwórstwie owocowym.&lt;br /&gt;- Hmmmzzz...! - Adaś zaprzestał już technicznych prób rozwiązania tego oralnego dylematu i ostatecznie postanowił opaść z sił.&lt;br /&gt;- Nie możesz wyjąć?! Czyli... o kurwa, to jednak prawda jest! - Stefek powoli przyswajał tę anatomiczną prawidłowość. Jednocześnie w jego głowie zaczynał rysować się groźny całokształt sytuacji.&lt;br /&gt;- Hmmmzzzzrrrr... - przyduszonemu Adasiowi przed oczami migały już obrazy z historii lotnictwa. Wszak studiował pilotaż na pobliskiej polibudzie. U polonistów w akademiku występował jedynie gościnnie.&lt;br /&gt;- Słuchaj mnie! - stanowczo warknął Stefan i dla podkreślenia wagi swoich słów złapał Adasia za gwint żarówki.&lt;br /&gt;- Oddychasz nosem! Nie panikujesz! Nie zagryzasz i nie rzygasz! Jedziemy na pogotowie!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę później wsiadali obaj do jedynej na postoju taksówki marki Fiat 125 p, dla zmyły zwanej, dużym fiatem.&lt;br /&gt;- Dzie jadziem? - uprzejmie zapytał taksówkarz.&lt;br /&gt;- Na pogotowie! Szybko... jeśli można!&lt;br /&gt;- A można, można... Tylko mi tam tapicerki nie zapaskudzić! A co się stało, tak w szczególności, że na pogotowie kawalerka sunie?&lt;br /&gt;- Kolega wsadził do ust żarówkę... i wyjąć nie może.&lt;br /&gt;- Hmmrrrzzzff... - potwierdził dramatycznie Adaś.&lt;br /&gt;- Jak nie może wyjąć?! - zdziwił się taksówkarz - Co mi tu jakieś jajca odstawiacie?!&lt;br /&gt;- No jak boga kocham, nie da się wyjąć! - Stefan walnął pięścią w klatę aż jęknęło.&lt;br /&gt;Kierowca zjechał na pobocze i obróciwszy się ku tylnej kanapie, schwycił gwint żarówki.&lt;br /&gt;- Co się nie da..? Jak weszła, to i wyjść musi..! - sapał szarpiąc się z gwintem.&lt;br /&gt;- Hmmzzzrr... - Adam z oburzeniem protestował wobec takiego traktowania. Stefek postanowił wyartykułować obawy kolegi.&lt;br /&gt;- Panie, daj pan spokój, bardzo pana proszę! Stłuczesz pan żarówkę, a to jedyna setka w całym akademiku. Przy czym my się do sesji uczyć będziemy?! Jedźmy na to pogotowie!&lt;br /&gt;- Ech ta współczesna młodzież! - złorzeczył taksówkarz zatrzymując się z piskiem obok stacji pogotowia - Uczyć się nie chcą, pracować też nie... Żarówki ciemniaki jedzą zamiast, jak ludzie, wódkę po nocach pić..! Won mi z taryfy! I Fryderyk za kurs się należy!**&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godzinę później szczęśliwy Adam, uwolniony z okowów żarówki, pognał w spokoju puścić zaległego pawia. Tymczasem w akademiku:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cześć dziewczynki. Co straciłem z imprezy? - spóźniony Franek postawił na biurku siatkę z winami - Co tu tak ciemno? I gdzie są chłopacy?&lt;br /&gt;- Pojechali na pogotowie. Stefek powiedział Adamowi, że nie da się wyciągnąć żarówki wsadzonej w usta, no i...&lt;br /&gt;- Jak to się nie da?! Wkręcacie mnie..? Przecież jak wejdzie to i wyjść musi... Dawać jakąś żarówkę..!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Około dwudziestej trzeciej z minutami, umęczony Stefan wtaszczył równie umęczonego Franka (z żarówką w gębie) do znanego już budynku pogotowia. Przycupnęli w znajomym korytarzu poczekalni, na znajomych krzesełkach, obok znajomego... taksówkarza!!!&lt;br /&gt;- A co pan tu robi?! - zdziwił się Stefek.&lt;br /&gt;- Mmmhhzzzrrr... - zacharczał taryfiarz, a w jego ustach zalśnił... gwint żarówki.&lt;br /&gt;- Ech ta współczesna młodzież, co nie?! - wypalił wkurwiony jak sto pięćdziesiąt Stefan - Żarówki ciemniaki jedzą... Ale patrz pan, panie starszy. Pan też jakoś teraz nie świecisz... przykładem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------&lt;br /&gt;*telefon do boga - znana forma odosobnienia imprezowego. Osobnik klęczy na posadzce w łazience, ramionami obejmuje wielką, białą słuchawkę i głośno skanduje: O bbbbożżżeeeeeeee...! :)&lt;br /&gt;** Fryderyk Szopen - widniał na banknocie o nominale 5000 zł&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-1103886663826206950?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/1103886663826206950/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=1103886663826206950' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/1103886663826206950'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/1103886663826206950'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2010/12/cienzarowki.html' title='Cień żarówki'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TQldoXrgSOI/AAAAAAAAAYk/cRWxf1WSRkE/s72-c/%25C5%25BBar%25C3%25B3wka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-6779613939837281102</id><published>2010-12-15T00:16:00.002+01:00</published><updated>2011-02-05T09:58:03.040+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Historie zasłyszane'/><title type='text'>Mieć wszystko w d...</title><content type='html'>&lt;b&gt;XIV Prawo Murphiego w medycynie ratunkowej: Inni ratownicy mają    zawsze lepsze historie do opowiedzenia.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;... czyli Historie   zasłyszane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TQf0mwC8ipI/AAAAAAAAAYg/0ka2kgjA8IQ/s1600/DildoNewfoundland.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TQf0mwC8ipI/AAAAAAAAAYg/0ka2kgjA8IQ/s200/DildoNewfoundland.jpg" width="161" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp; &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;UWAGA!!!&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: left;"&gt;&lt;b&gt;Tego posta ABSOLUTNIE nie powinno czytać Twoje dziecko!&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;b&gt;Sam(a) też lepiej się zastanów, zanim popsujesz sobie apetyt&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #cc0000; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;UWAGA!!!&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki instruktor ratownictwa to ma ciężkie życie. Praca go stresuje, kursanci go stresują, dyrektor kursu lata po salach czyhając na jakiekolwiek potknięcie... I jeszcze młodych instruktorów-stażystów trzeba pilnować, bo a nuż coś zepsują i cała edukacyjna harówa pójdzie na marne.&lt;br /&gt;A harówa, jak już wiemy, instruktora stresuje...&lt;br /&gt;Nic więc dziwnego, że gdy ciężki dzień mija, z ulgą można usiąść w hotelowym zaciszu i  przy "szklaneczce" czegoś mocniejszego, wreszcie, całkowicie legalnie mieć wszystko w...&lt;br /&gt;Szklanka za szklanką, otwierają się instruktorskie umysły, płyną opowieści, snują wspomnienia... a w nich pacjenci... tacy, co też mieli wszystko w d... i nie tylko tam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzielnie spisywałem wszystkie opowieści na telefonie komórkowym. Poniżej to, co udało mi się wyłowić... zanim straciłem przytomność ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Historia dziesiąta&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;(zbiór opowiastek - owoc jednego, kursowego wieczoru).&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*** Standard ***&lt;/div&gt;Na izbę przyjęć trafił wystraszony pacjent, zgłaszając ciało obce w odbycie. Po krótkim wywiadzie, lekarz ustalił, że chodzi o wibrator, który żona pacjenta, w trakcie igraszek, wcisnęła zbyt głęboko w (pardąsik) tyłek męża.&lt;br /&gt;Nic nowego... Nie takie rzeczy widział już ten szpital. Doktor ze stoickim spokojem zlecił zdjęcie RTG i oddał się innym służbowym czynnościom.&lt;br /&gt;Jakież było jego zdziwienie, gdy wykonane zdjęcie nie uwidoczniło, tak dobrze znanych skądinąd kształtów zabawki w prostnicy pacjenta.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Jak to..? -&lt;/i&gt; myślał zdumiony doktor &lt;i&gt;- ...przecież zawsze tak ładnie rzutują te wszystkie "brzęczki" na kliszach, a tu ledwie jakieś smużenie widać w jelicie..?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- No, no... - dziwowały się inne doktory zawezwane na konsultację.&lt;br /&gt;W końcu całą gromadą udali się na ponowny wywiad do pacjenta.&lt;br /&gt;- Panie, mów pan jak na spowiedzi. Coś pan tam wsadził?&lt;br /&gt;- Wibrator panie doktorze. Jak pragnę zdrowia... Taki anatomiczny kształt... i nie ja wsadziłem tylko żona...&lt;br /&gt;- Duże to to było?&lt;br /&gt;- Nie no... taki przeciętny rozmiar... Standardowy penis, panie doktorze...&lt;br /&gt;Godzinę później, w zabiegu chirurgicznym uwidoczniono żelową zabawkę o anatomicznym kształcie prącia, długości bez mała trzydziestu centymetrów. Lekarze jeszcze długo i z zawstydzeniem rozmyślali nad przeciętnym rozmiarem standardowego penisa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*** Warzywniak ***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Warzywa są zdrowe. Widać ta nie do końca właściwie pojęta idea przyświeca wszystkim pacjentom, którzy "instalują" sobie warzywne dary natury we własnych "siedzeniach".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Z tego też powodu, w szpitalach nikogo już chyba nie dziwią amatorzy patisonów, kukurydzy, ogórków i innych jarzynowych uciech... Oryginalne bywają tylko tłumaczenia... Skąd to się tam wzięło?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Z czym pan do nas trafił? - pyta lekarz pacjenta.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Mam ziemniaka w pupie, doktorze... - odpowiada zawstydzony pacjent&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Doprawdy..? - kontynuuje niewzruszony doktor - A jakżeż on tam się znalazł?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;- Przewróciłem się w sklepie warzywnym...&lt;/div&gt;- Niesamowite... Chodzi pan do zieleniaka... bez spodni?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wyniku starań dzielnych chirurgów odzyskano ziemniaka... (ku zdziwieniu, tudzież uciesze operujących) ...był obrany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*** Corpus delicti ***&lt;/div&gt;Trwa operacja.&lt;br /&gt;Umordowany chirurg wyciąga z odbytu pacjenta, ciągle brzęczący wibrator. Z groźną miną podaje zabawkę pielęgniarce.&lt;br /&gt;- Tylko żeby mi to nie zginęło..!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*** Pierwszy raz ***&lt;/div&gt;Kolejny zabieg. Pikają monitory, syczą rury okadzaczo-zadymiaczy. Na stole feeria barw.&lt;br /&gt;Zielone serwety odsłaniają&amp;nbsp; w polu operacyjnym sino-fioletowe prącie. W blasku lamp połyskuje coś jeszcze. To łożysko kulkowe, stalowa część bliżej nieokreślonego urządzenia mechanicznego, którą bezmyślny pacjent postanowił wcisnąć na własnego członka.&lt;br /&gt;Jakiż cel mu przyświecał? Fetysz? Estetyka? A może nowy rodzaj napędu i minimalizacja sił tarcia? Na razie się tego nie dowiemy, gdyż pacjent chwilowo przebywa w krainie wiecznych łowów.&lt;br /&gt;Nie śpią za to chirurdzy. Walczą... Próbują to z jednej, to znów z innej strony. Nie idzie tego zedrzeć.&lt;br /&gt;A obrzęk narasta...&lt;br /&gt;Gęstnieje atmosfera, posępnieją twarze ukryte pod maskami. W końcu zapada decyzja.&lt;br /&gt;- Wołajcie pana Kazia..!&lt;br /&gt;Szpitalna "złota rączka", w biegu gasi klubowego peta, zrzuca beretkę z antenką i myje zabrudzone smarami dłonie.&lt;br /&gt;- Bzzzzz... bzzzzz.... - Szybkoobrotowa tarcza tnąca, w sprawnych rękach pana Kazia, raz, dwa, uwalnia umęczony narząd z okowów łożyska.&lt;br /&gt;Napięcie opada, personel bije brawo, a pan Kaziu vel Władca Pierścieni, ocierając pot z czoła mówi dumnym głosem:&lt;br /&gt;- Pierwszy raz operowałem..!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*** Rodzinny hardcore ***&lt;/div&gt;Strapiony ojciec przywiózł do szpitala swoją zwichrowaną córę, "trwale złączoną" w miłosnym uścisku z najlepszym przyjacielem człowieka - owczarkiem niemieckim.&lt;br /&gt;Po zabiegu odseparowania, chirurg wyszedł na korytarz do czekającego ojca i rzekł z troską w głosie:&lt;br /&gt;- Proszę zabrać zięcia... Personel się go boi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------&lt;br /&gt;Oj było owej, kursowej nocy, tych opowieści bez liku...&lt;br /&gt;Niestety bateria w komórce mi się wyładowała, a i ja, po kolejnej szklanicy palącego trunku, niespodziewanie opadłem z sił... Czego i Wam, Mili Czytelnicy życzę... &lt;br /&gt;Na zdrowie :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2554867286964835473-6779613939837281102?l=paramediconboard.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paramediconboard.blogspot.com/feeds/6779613939837281102/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2554867286964835473&amp;postID=6779613939837281102' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6779613939837281102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2554867286964835473/posts/default/6779613939837281102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paramediconboard.blogspot.com/2010/12/miec-wszystko-w-d.html' title='Mieć wszystko w d...'/><author><name>cre(w)master</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00408528176924991195</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-L-4HOjXyYTk/TkQ0DvKE9nI/AAAAAAAAAgM/yuE4bzIyXjs/s220/malelogo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_gFB2RzRSq1M/TQf0mwC8ipI/AAAAAAAAAYg/0ka2kgjA8IQ/s72-c/DildoNewfoundland.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2554867286964835473.post-3324105908770453467</id><published>2010-12-09T14:50:00.000+01:00</published><updated>2010-12-09T14:50:24.608+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroki pracy'/><title type='text'>O ironio!</title><content type='html'>Dzień zacząłem od przeglądania wyjazdowej dokumentacji medycznej.&lt;br /&gt;Karty zlecenia wyjazdu, skierowania, opisy wykonanych procedur, rozchód leków...&lt;br /&gt;- No panowie, tak nie może k...a być! - dokonałem translacji swoich obaw na język zrozumiały dla ratowników medycznych.&lt;br /&gt;- Papiery niewypełnione, książka rozchodowa pusta..! A gdzie daty?! Gdzie opis wykonanych procedur?! Ludzie! Za miesiąc jeden z drugim nie będzie pamiętał jakiego pacjenta wiózł. Z czym? Co przy nim zrobił..?! Tylko czekać, aż jakaś roszczeniowa rodzinka wymyśli uraz podczas transportu i przyjdzie ze świątecznymi życzeniami odszkodowania. Papiery rzecz ważna! Co w papierach stoi, to święte i nienaruszalne! - zakończyłem wzniesionym tonem kaznodziei... Niestety rzesza moich współpracowników nie dotrwała do końca kazania. Prysnęli do karetek już na dźwięk "No panowie..." I tylko jeden odważny zakwilił zza winkla:&lt;br /&gt;- Te Crew... Nie pitol tylko się zbieraj bo wyjazd macie.&lt;br /&gt;Trzasnąłem drzwiami karetki złorzecząc całemu ratowniczemu nasieniu /baczność/Prywatnej Placówki Medycznej/spocznij/. Kierowca odpalił silnik, a ja zagłębiłem się w lekturze Najświętszej Karty Zlecenia Wyjazdu.&lt;br /&gt;Imię i nazwisko... Adres domowy... Rozpoznanie: "Podejrzenie złamania biodra lewego". Transport w pozycji leżącej do pracowni RTG. Podpis lekarza.&lt;br /&gt;- No dobra... W drogę zatem.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Pod wskazanym adresem starsza kobieta leży na tapczanie.&amp;nbsp; Prawa noga wizualnie skrócona, stopa zrotowana na zewnątrz.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Zaraz... Prawa..? -&lt;/i&gt; przekrzywiłem głowę analizując strony &lt;i&gt;- A doktor napisał, że lewa...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Proszę pani..! Co boli? - obrałem najszybszą metodę lokalizacji miejsca urazu.&lt;br /&gt;- Ona nie odpowie... Zaawansowany Alzheimer... - słowa opiekunki wyjaśniły uporczywy wyraz pustki na twarzy pacjentki.&lt;br /&gt;Niezrażony pierwszym niepowodzeniem przystąpiłem do prowizorycznego badania fizykalnego.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Brak niestabilności, brak trzeszczeń, brak reakcji bólowej podczas badania -&lt;/i&gt; zapisałem w świętej karcie wyjazdowej.&lt;br /&gt;Delikatnie umieściliśmy pacjentkę w karetce. Odjazd.&lt;br /&gt;Opiekunka postanowiła na śmierć zagadać kierowcę w szoferce. W tym czasie ja podpiąłem chorą pod monitor i postawiłem śliczny "ptaszek" w kolejnej rubryce wykonanych procedur. &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;Kilka mgnień oka później wynik badania RTG rozwiał wszelkie wątpliwości. Złamanie szyjki kości udowej PRAWEJ.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Kurczę, a doktor napisał, że lewej...-&lt;/i&gt; drapałem się po zafrasowanej łepetynie - &lt;i&gt;...i jeszcze, że po badaniu pacjentkę należy odwieźć do domu... Co w papierach, to święte, ale ze złamaniem wieźć do domu..? Lipa trochę...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- Halo, doktorze... Ja w sprawie pacjentki z RTG. Pan "był*" u niej na wizycie...&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Tak. Ta ze "złamanym biodrem"...&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Tak, tylko nie lewym, a prawym...&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Doktorze ja wiem, że w dokumentach jest lewe, ale na zdjęciu jak byk prawa jest trachnięta...&lt;br /&gt;- ...!&lt;br /&gt;- Ja nie podważam diagnozy... Ja tylko...&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- Wiem, że na mnie zawsze można liczyć. Dziękuję... Aha... pan to powiedział z przekąsem..?&lt;br /&gt;- ...&lt;br /&gt;- To co robimy z pacjentką?&lt;br /&gt;- ...!&lt;br /&gt;- Do szpitala? Jasne, ale ja nie mam papierów do szpitala. Ja mam papiery na transport do domu.&lt;br /&gt;- ...!!&lt;br /&gt;- Ale jak bez skierowania?! Nie przyjmą bez skierowania. Skierowanie musi być!&lt;br /&gt;- ...!!!&lt;br /&gt;- Dobrze. Czyli jedziemy do pana po skierowanie, a potem do szpitala... Do zobaczenia.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Nim upłynęło kolejne kilka mgnień oka już pędziliśmy karetką do szpitala. Na moich kolanach dumnie lśniło nowiutkie skierowanie, na którym, wku..wiony jak sto pi
